Czy Seth Godin jest grafomanem?
Niedawno ukazał się w Rzeczpospolitej artykuł, dosyć dobrze oddający stosunek polskich wydawców do autorów, a kończący się wnioskiem:
Korzyść z tego, że grafoman przeniesie się do Internetu, jest oczywista – oszczędza się papier.
Bardzo nieciekawe podejście, wynikającego z częściowo słusznego założenia, że jeśli ktoś jest wystarczająco dobry, to publikuje na papierze, a jeśli nie – w Internecie.
Podejście jest nieciekawe z tego względu, że polscy wydawcy nie zainteresują się już Sethem Godinem, który właśnie zapowiedział, że Linchpin jest jego ostatnią książką wydaną na papierze. Czy jest grafomanem już w tej chwili, czy dopiero wtedy, gdy swoją nową książkę wyda, zgodnie z zapowiedzią, wyłącznie w formie elektronicznej?
Sam wydaję książki w Internecie, więc śmiało można nazywać mnie grafomanem, nie obrażam się za to. Uważam, że każdy pisarz jest grafomanem dopóki nie udowodni, że nie jest. Takie podejście jest bardziej budujące niż wyrzucanie do Internetu autorów, którzy nie przedostali się przez system selekcji wydawnictw – ale sprawy nie ułatwia.
Bo czy Jane Rowling była grafomanką, gdy wysyłała Harry’ego Pottera do siedmiu wydawnictw, i czy przestała nią być, gdy zadzwonił telefon z ósmego? I czy cały czas grafomanem jest J.A. Konrath, który jako autor ze środka listy w Kindle Store sprzedaje tyle książek ile autor bestsellerów w Polsce? »»»
Trzech dobrych wydawców
Przygotowuję się do napisania obszernego wpisu traktującego o rozprzestrzenianiu się w Internecie literatury publikowanej samodzielnie, traktowanej na ogół jak materiał drugiej kategorii, czy bardziej obrazowo – szajs. Zbiór moich opowiadań Hasło niepoprawne, wydanych samodzielnie w formie e-książki, można z założenia zaklasyfikować do tej grupy.
Dzisiejszy wpis chciałem potraktować jako osobiste tło do przyszłej, mam nadzieję gorącej dyskusji – wpis “O zalewaniu Internetu książkowym szajsem” ukaże się na blogu w drugiej połowie sierpnia.
No to do rzeczy.
Trzech wydawców miało poważny wpływ na moje przyszłe decyzje, które w efekcie doprowadziły do ukazania się Hasła niepoprawnego. W 2006 roku jako młody pisarz (chodzi o dorobek, nie wiek) mający na sumieniu zagadkowy pseudonim (N. Podpisany) i kilkadziesiąt trudnych do zaklasyfikowania opowiadań, rozsyłałem je do wydawnictw i pism literackich z nadzieją na wywołanie jakiegokolwiek zainteresowania.
Z wysyłkami na ogólne adresy lub skrzynki mailowe firm (w tym przypadku wydawnictw) wiadomo jak jest: albo nie ma reakcji, albo reakcja jest automatyczna, w najlepszym razie kurtuazyjna. Skuteczność takiego działania zbliżona jest do zera, ale ja zawsze lubiłem to robić. Jeśli coś przebiło się do świadomości decydenta, to znaczy, że miało wartość. »»»
Czy iPad wyprze e-czytniki?
Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie – zwiększy ich sprzedaż, ponieważ dzięki niemu zwiększy się zainteresowanie czytaniem e-książek i e-prasy.
Gdy w piątek odwiedziłem Warszawskie Targi Książki w ciągu paru minut, które potrzebowałem na przejście między stoiskami do Sali Puszkina, w której miałem prezentację, słowo “iPad” usłyszałem kilka razy. W kontekście tego, co już się o iPadzie w polskich mediach pisało, a pisało się bardzo dużo (pamiętajmy: o urządzeniu, które nie jest w naszym kraju oficjalnie dostępne), można się spodziewać, że premiera iPada w Polsce będzie bardzo głośna. Tym razem bowiem do głosu dojdą również wydawcy – również, a może przede wszystkim wydawcy prasy.
Wykorzystają przy tym swoje kanały, czyli własne tytuły – i to jest klucz to sukcesu. Wreszcie czytelnicy wydań papierowych, a nie tylko Internauci, będą zachęcani do tego, by spróbowali czytać w formie elektronicznej. »»»
O ekspansji książki na nowe media [prezentacja]
Przeczytaj również prezentację W stronę książki 2.0 »»»
Serdecznie zapraszam do przeczytania (i obejrzenia) prezentacji, którą właśnie przed chwilą skończyłem omawiać na konferencji „Książka elektroniczna – zagrożenie czy szansa”, odbywającej się w ramach Warszawskich Targów Książki.
O samej prezentacji szerzej pisałem tutaj. Teraz chciałbym jedynie podkreślić, że zależność między książką a e-książką nie jest jedynie relacją między papierem a e-czytnikiem, a do takiego uproszczenia w dalszym ciągu dochodzi. Dlatego bardzo zależało mi na pokazaniu w jak wielu płaszczyznach zachodzą zmiany książki i uchwyceniu zależności między nimi. W rezultacie prezentację przygotowałem w świetnie nadającym się do tego narzędziu, jakim jest Prezi. Wszystko pokazane jest krok po kroku i, mam nadzieję, dosyć obrazowo. »»»
Jak opublikować i promować własną książkę [linki]
Sporo uzbierało się do tej pory artykułów poradnikowych dla pisarzy, którzy myślą o samodzielnym wydaniu książki i chcieliby poznać więcej szczegółów. Dlatego żeby niepotrzebnie nie błądzić po blogu – wszystkie linki w jednym miejscu. Jeśli uważacie, że wpisy są przydatne, będę wdzięczny za podzielenie się nimi ze znajomymi. »»»
eClicto – nowa kultura czytania… i wydawania książek
Na Międzynarodowych Targach Książki swoją oficjalną premierę miał eClicto, nowatorski projekt wydawniczy, za którym stoi Kolporter Info. Przez większość osób, które o nim słyszało, kojarzony jest z pierwszym polskim czytnikiem książek elektronicznych. To prawda, ale tylko w jednej trzeciej. Oprócz samego urządzenia, na przedsięwzięcie składają się również e-księgarnia i portal informacyjny. Te dwa mniej widowiskowe elementy mają bardzo duże znaczenie. Portal informacyjny – wiadomo – ma służyć nagłaśnianiu samego projektu, ale powinien również promować ideę czytelnictwa książek elektronicznych (które swoją drogą na Zachodzie przestają mieć status ubogiego substytutu książki papierowej). Najważniejszym elementem jest jednak według mnie sklep internetowy.
Tak jak czytnik jest przynętą, portal strzałką, tak sklep jest posiłkiem. A z posiłkiem do tej pory było krucho. Polskojęzycznych książek w nowoczesnych formatach – takich, jakie planuje sprzedawać Kolporter (czyli m.in. ePub) – jest jak na lekarstwo. »»»
W stronę książki 2.0 – prezentacja na Bookcamp #09.1
Właśnie trwa pierwszy w Polsce Bookcamp, zorganizowany w mistrzowskim tempie przez Tadeusza Pilasa, twórcę serwisu Książki TV. Tak ustawiłem pojawienie się tego wpisu na blogu, żeby wypadło w okolicach mojej krótkiej prezentacji o książce 2.0. Pewnie teraz się jąkam i jestem przejęty, jak mały ja sprzed kilkudziesięciu lat na akademii szkolnej. Bardzo się starałem, żeby wszystko wypaliło, ale jak to w starym technologicznym pechu bywa, pewnie znowu rzutnik nie zaakceptował warunków kontraktu małżeńskiego z komputerem, albo gorzej, zapomniałem zasilacza. Tak czy inaczej prezentacja jest – jak nie na żywo, to do ściągnięcia.
O czym jest prezentacja? »»»
Czy Rzepa kręci literaturą
Wczorajszy artykuł w “Rzeczpospolitej”, Czy Google rządzi literaturą, autorstwa Pauliny Wilk to lektura mocno zniechęcająca. Z kilku powodów: »»»
Złote Niepomyśli
Kolejna z myśli, które nie ucieszą wydawców, gdyż istnieje podejrzenie o sabotaż wykonany przez skrajnych fanatyków książki elektronicznej, którym nie udało się wydać książki drukiem.
Jak nie udaje się postarać o miejsce na półce, to trzeba postarać się o miejsce na dysku.
[pisarz 2.0, fanatyk książki elektronicznej]
Pisarz 2.0, czyli co ma Doctorow, czego nie ma Dukaj

Cory Doctorow | zdj. Joi Ito
Przeczytałem ostatnio na stronach serwisu książkowego Wirtualnej Polski felieton Jacka Dukaja “Copyrightowa wojna światowa”. Pretekstem do jego napisania była książka Eastern Standard Tribe Cory Doctorowa. Rozważania Dukaja o “cienkiej, zygzakowatej granicy między starą science fiction i nową science fiction”, były ciekawe, ale dla mnie mniej istotne. Z mojego punktu widzenia, czyli autora, który nie zainteresował swoimi książkami żadnego dużego wydawcy, tworzy literaturę niszową i stara się ją promować własnymi siłami, najbardziej interesujące w felietonie było to, jak uznany polski pisarz 1.0 ocenia uznanego światowego pisarza 2.0. »»»

Recently updated Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at

