Scena z sieczkarnią [opowiadanie]
Na Krajowym Festiwalu Filmów Fabularnych główną nagrodę, nagrodę za reżyserię, nagrodę publiczności i nagrodę wójta gminy Przepaska Górna otrzymał film Na lewo od kompostownika, kontrowersyjny dramat ludowy wyreżyserowany przez debiutanta Miłosza Nieszczęsnego.
Młody reżyser został okrzyknięty objawieniem festiwalu i nadzieją polskiego kina. Głosy krytyków, teoretyków, praktyków, sponsorów i zwykłych widzów były entuzjastyczne:
– Rewelacyjny film. Dawno nie widziałem czegoś równie poruszającego. No i ta scena z sieczkarnią…
– Wiesz, myślę, że wprowadziłeś, zwłaszcza w scenie z sieczkarnią, wiesz, tej przed właściwą sceną miłosną, myślę, że wprowadziłeś sztukę filmową na nowy poziom. Gratulacje! Wróżę ci wielką przyszłość. »»»
Co to jest Creative Commons? [video]
Wreszcie pojawił się ciekawy materiał w przystępny sposób tłumaczący, na czym polega licencja Creative Commons. W przeciwieństwie do © nie ogranicza, ale wyzwala kreatywność. Naturę CC najlepiej oddają trzy słowa z filmu: SHARE REUSE REMIX
Najlepsze sceny z Misia: tradycja
Ta, co cztery lata temu, zasadniczo pobieżnie, to w związkach zawodowych im się urodziła? To jest stara tradycja, jeszcze od początku lotnictwa, ekstradycja.
Najlepsze sceny z Misia: motyla noga
Ale nasypało, motyla noga, hura, to jest wspaniała rada, świetna rada wujku, bardzo dobra rada. Znajdź dla mnie radę – wuju.
Najlepsze sceny z Misia: moja żona, Zofia
Pan się nazywa Paluch? – Tak, milicja do ciebie. Panowie pozwolą, tu za te choinki dola.
Najlepsze sceny z Misia: matka siedzi z tyłu
Wczoraj jechałem tędy, tych domów jeszcze nie było, a to być może wasza matka! Matka siedzi z tyłu, tak powiedział, żeby nas tylko wrobić. Jakiś lepszy cwaniak, i to jest raz. A gdyby tu było nagle przedszkole w przyszłości, którego jeszcze nie macie, więc nie mówcie mi, że siedzi z tyłu.
Najlepsze sceny z Misia: dziedzic pruski
No to jest słuszna koncepcja, ja podpisałem umowę na gajowego z wąsami, bo to jest dziedzic pruski, to można ściąć drzewo, taką mam koncepcję – prasłowiańska grusza chroni w swych konarach plebejskiego uciekiniera.
Uroczy dialog lalkarzy z “Boholka Toys”
Odgrzebywałem wczoraj stare scenariusze przy okazji niezobowiązującego zamówienia (z którego pewnie i tak nic nie wyjdzie) na serial komediowy do telewizji prywatnej. Większość ze skryptów po paru latach zestarzała się emocjonalnie, ale “Boholka Toys” trzyma formę. Pomysł prosty na komedię: polskie biuro czeskiej firmy produkującej pluszowe zabawki. Dorośli ludzie zachowują się jak dzieciaki, a przy tym niemiłosiernie się stresują.
I tak sobie przypomniałem kilkuletnią krytyczną uwagę, że scena z lalkarzami zalatuje dialogowo Misiem. No zalatuje, co zrobić, zwłaszcza że misia robią.
![]()
ZEWNĘTRZE. OBSKURNE PRZEDMIEŚCIE – DZIEŃ
W okolicy pełnej zaniedbanych starych domów i nieciekawych budynków gospodarczych stoi niewymownie szpetny baraczek z niewielkim szyldem “Rambo Lalkarstwo Jerzy Malina”.
WNĘTRZE. BARAK – DZIEŃ
Trzech LALKARZY w niewielkim zagraconym pomieszczeniu taśmowo zaszywa torebki z białym proszkiem w małych pluszowych tygryskach z napisem „Tiger Oooopsie”.
LALKARZ MALINA
A pamiętacie, proszę ja ciebie, jak ten z telewizji, ten najważniejszy od szopek i innych kabaretów, przychodził do nas, żebyśmy mu robili te figury na tą szopkę niby noworoczną?
Ten Wałęsa to nam nie wyszedł, za mało śmieszny był w porównywalności z oryginałem, ale za to co ja miałem śmiechu od groma przy Połomskim, proszę ja ciebie, że ten. »»»
W ostatni dzień roku
Nic nie piszę, tylko pokazuję, składając życzenia noworoczne tym wszystkim, którzy na bloga dzisiaj jeszcze wejdą.
Piszę coraz dłuższe teksty, a miało być na odwrót
Ten blog zmusza mnie do pisania w sposób logiczny i zrozumiały, czyli taki, jakiego nie lubię. Zdaję sobie sprawę, że inaczej się nie da, jak chcę blogiem tym zainteresować innych blogerów swoją twórczością, która do zrozumiałych, ze zrozumiałych powodów, raczej nie należy. Zwłaszcza jeśli chodzi o pomysły na opowiadania, to robi się z tego literatura, a taki pomysł na pól strony wypada gorzej i bardziej bezpłciowo niż napisane z niego opowiadanie na jedną stronę. A miało być zupełnie inaczej. Przecież jeszcze rok temu chciałem być pisarzem ery RSS-u. Rok temu całym sobą kochałem pomysł na reklamę książek moich, polegający na tym, że opowiadania są krótsze niż się komukolwiek wydaje. Dalej mi się ten pomysł podoba, dalej uważam, że moją mocną stroną jest lakoniczność i skłonność do skrótu, a tu proszę – sam ten wpis jaki długaśno-długawy, na szczęście go kończę czymś konkretnie krótkim:



(2 votes, average: 3.50 out of 5)
Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at 


