Zachęcam do publikowania własnych książek

W wykrzykniku z nagłówka kryje się pewna doza desperacji. Nawiązuję bowiem do mojej inicjatywy, mającej zachęcić autorów, pisarzy i ludzi piszących, by skwapliwie korzystali z możliwości, jakie daje Feedbooks.com i publikowali swoje własne książki – za darmo. O korzyściach za chwilę, bo teraz powinienem wyjaśnić, o co chodzi z tą desperacją.

Wydawało mi się, że ludzi piszących, i to piszących bardzo dobrze, jest dużo. Podobnie jak ja, szukają różnych możliwości opublikowania swoich utworów – ze zmiennym szczęściem. Mi się udało o tyle, że wydałem cztery książki, a nie udało o tyle, że nikt ich nie kupuje. Pokaźny ładunek doświadczeń z tym związanych skierował mnie na myślenie o wydawniczych alternatywach. »»»

Absurdly various, Book forward, Writer 2.0

Projekt literacki na Twitterze

Twitter screenshotNie byłbym sobą, gdybym nie spróbował Twittera. Mam go od dwóch dni i niespiesznie podążam za życiem moich ulubionych digipisarzy oraz magików z WordPressa. Ponieważ jestem też emocjonalnie oddany swojemu literackiemu odkryciu na linii Roland Topor – Woody Allen, więc przy toporowej okazji szturchnęło mnie przy porannym wchłanianiu podwójnej dawki magnezu, że Pamiętnik starego pierdoły mógłby zadziwiająco konkretnie odnaleźć się w nowym wcieleniu społecznościowym.

Projekt nazywa się roboczo Pamiętnik młodego pierdoły i już pewnie wiadomo o co chodzi. Zrzucam tweety, a wszystkie one, oprócz korespondencji pobocznej, są konstruowane w duchu Pamiętnika: ja znam ich wszystkich tych znanych, z tą jadłem, z tym się biłem, z tymi dyskutowałem, a tamtych zaprosiłem. Najbardziej zachwyciła mnie wizja konkretu, jaką zapewnia taka machina jak Twitter. Bo po co jest Twitter? Żeby każdy mógł się dowiedzieć, co robi konkretna osoba w danej chwili, jeśli oczywiście ma w tej chwili ochotę na sprokurowanie tweeta. Co za tym idzie? No konkret właśnie. Dużo łatwiej wyobrazić sobie całą sytuację, zmaterializować otoczenie i namalować atmosferę, bo przecież do tego właśnie służy twi-twi.

Absurd w tym będzie, obiecuję, co już widać po tweet-pudzianach. To właśnie absurd wprowadza niesłychaną świeżość do przekazywania innym tego “co robię w tej chwili”. Działa na wyobraźnię, przynajmniej moją. Pozwala przekornie przewrócić wszystko na głowie, skoro zestawia sytuacje tak trywialne jak picie kawy z tak niecodziennymi jak latająca ręka Pudziana. Kryje się za tym pewna miła obietnica rozmontowania codziennej nudy i stresu. I nawet nie powinno przeszkadzać, że to fikcja przyprawiana absurdem.

Dodatkowym smaczkiem jest kolejny absurd, wynikający z faktu, że Polaków na Twitterze niewielu i nieaktywni są za bardzo, więc nie wiadomo po co to robię. Przebłysk sensu ma jedynie umieszczenie twitterowego RSS-a w pasku bocznym, bo jak tu pisać po polsku do trzech followerów, skoro oni wszyscy po angielsku tylko?

Czyli w skrócie i konkrecie: pamiętnik na Twitterze w duchu starego pierdoły – dla Polaków, którzy o tym nie wiedzą i Niepolaków, którzy tego nie rozumieją. Pudzian, nawet nie wiesz, jak ja kocham takie pomysły.

linia

[08.05.2009] Od dzisiaj używam na wpisy pamiętnikowe tagu #pampie (Pamiętnik młodego pierdoły).

Absurdly various, Litexperimental