Ostatnie 24 godziny, by zadać pytanie i wygrać książkę!
Jako śmiertelnie poważny organizator konkursu z nagrodami prawie bym go przespał, a to wszystko dlatego, że nie mam na karku komisji regulaminowej, nawet tej fikcyjnej, składającej się z losowo wybranych pracowników firmy organizującej konkurs z nagrodami.
Dzisiejszą aktywność konkursową zawdzięczać możemy Poczcie Polskiej, która wydłuża terminy dostarczenia przesyłek, a ja, jako poważny organizator konkursu z nagrodami, chciałbym nagrody wysłać przed świętami. Do wygrania jest 10 egzemplarzy drukowanych świetnej antologii Śmiertelnie absurdalne zebranie. Ogłoszenie wyników nastąpi na blogu, w postaci uroczystego wpisu w środę wieczorem, o godzinie 20.36.
Dla przypomnienia, pytanie konkursowe brzmi:
Jak brzmi śmiertelnie absurdalne pytanie?
![]()
Wyzwólcie swoją wyobraźnię z nieodwiedzanych przez składniki odżywcze rejonów mózgu i dajcie się ponieść przypływowi niepowstrzymanego, nieuzasadnionego ataku śmiechu. Nie chodzi o to, żeby było na poważnie – ma być dokładnie na odwrót. Spontanicznie, kreatywnie, bez sensu. Akurat w przypadku tego konkursu im bardziej bez sensu, tym lepiej. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie wypowiedzi szefa, a będziecie wiedzieć o co chodzi.
Czasu jest mało. Pytania można zadawać do jutra, do godziny 08.36! Nie ma na co czekać, zrób to już teraz. Powidzenia!
Zadaj pytanie w komentarzach do wpisu konkursowego.
![]()
Zaległa miłość Ewy S. [opowiadanie]
![]()
Wszystko przez ten kawałek The Postmarks, który chodzi za mną od rana. Już dawno chciałem opublikować na blogu to opowiadanie, bo ono moje, ale takie zupełnie nie moje. Antyreprezentatywne dla twórczości. Ale dzisiaj taki nastrój nietechno-nietęgi, trochę surrealistycznie się czuję i trochę odłączony od rzeczywistości jestem.
Piątkowy #fridayflash. Trzeba włączyć muzę, przebrnąć przez męża Henryka, a potem powinno być już tylko lepiej. I będą brzozy, oj będą.
Zaległa miłość Ewy S.
– Henryku, kochanie, czy dodać ci do whisky dwie czy trzy kostki lodu? – krzyknęła Ewa, aksamitnie modulując głos.
Pytanie po kilku sekundach dotarło do męża, który siedział w drugiej części domu, a dom był duży i dlatego zajęło to aż kilka sekund – wliczając w to krótki postój w drzwiach salonu, który pytanie zrobiło sobie samowolnie w ramach rekompensaty za pracę w ciężkich warunkach.
– Dzisiaj dwie! Środa dzisiaj, kywa, nie pamiętasz?
– Zapomniałam! – aksamitny głos, po odbiciu od popiersia męża, stojącego w holu między kuchnią a salonem dziennym zielonym, przebiegł tę samą drogę w tym samym czasie. »»»
An Orbital Flight With a Small Surprise [short story]
My next #fridayflash is about daily pleasures in a very near future…
An Orbital Flight With a Small Surprise
George Pearinsky was disappointed. They stuck him into this thing resembling a caftan, not a flight suit, and he couldn’t even take a photo of himself, but maybe it was better without one anyway, because in this vomit-green inflatable quilted shit, he looked like a huge pear, even though he weighed only 125.5 kilograms.
“And what is this?” He asked the captain pointing with his eyes at the screen, where wrapped in a thick layer of brownish gases, an outline of Earth could be seen. »»»
Kochajmy koty rasowe [opowiadanie]
Opowiadanie wbrew śliczniutkiemu tytułowi podpada pod czerwone kółko, więc jak masz jeszcze legitymację szkolną, to nie czytaj. Dzisiaj byłem na wystawie kotów rasowych. Nie nadaję się do ścisku, który powoduje u mnie olbrzymią frustrację, a ta z kolei uruchamia wyobraźnię z obszaru “odreaguj ironią”. W efekcie powstało spontaniczne opowiadanie. Jest to pierwsza wersja, przed zdroworozsądkową redakcją tekstu. Pomyślałem, że takie wersje nowych opowiadań będę publikował na blogu. W przeciwieństwie do tych ostatecznych oddają dużo energii twórczej i prawdziwe, bo te pierwsze, niekorygowane emocje.
Zapraszam do czytania. Będę wdzięczny za wasze uwagi i ocenę.
Kochajmy koty rasowe
Na Światową Wystawę Kotów Rasowych jak zwykle przybyły tłumy. By pomieścić wszystkie koty wynajęto największy obiekt w mieście – Wojewódzką Halę Sportową im. Obecnego Wojewody Juliusza Pałki. Największą atrakcją wystawy był jedyny kot spoza województwa, imieniem Julius, rasy norweg polodowcowy, specjalnie kupiony na trzy dni przed wystawą od hodowcy z Zakorkowanego dla córki jedynej państwa Pałków.
Patrykowi udało się wejść bez stania w pięciogodzinnej kolejce o kształcie zdenerwowanego gada duszącego. Najął się do zespołu terapeutycznego dla kotów i dlatego stał w kolejce dla zatrudnionych jedynie pół godziny. Gdy w końcu został wypchnięty na halę przez tłum mu podobnych ludzi w kamizelkach “Organizator”, uderzył go zapach będący mieszanką drogiego kociego żwirku i taniego ludzkiego potu. »»»
The Third Attempt to Take the Teddy [short story]
Here is my #fridayflash short shory.
The Third Attempt to Take the Teddy
“Justyna, can I take Abrateddy to school?” Kamilka, a superfirst grade student, asked her mom while putting on her shoes with winter soles.
Mom was surprised by this sudden question, her daughter had stopped playing with the Abrateddy teddy bear around the time when she began to crawl. The teddy spent its time doing nothing on the top of the one closet where nobody wanted to clean. The Storczyks were to move to a bigger apartment as soon as dad got his promotion, which might not happen too quickly, because he was a schlemiel and worked in a field were schlemiels had no chance – in the toy industry. »»»
Krótka wiadomość blogowa
Wiadomomłość dla p. Bartłomieja Ś. z Widawy:
Człowiek z Rapidshare ma wiele wspólnego z biurkiem za darmolca, ale to przecież niepoprawne koszulki pienią się pod sejmem.
P.
Co to jest? Odpowiedź na pytanie: o co chodzi w krótkich wiadomościach blogowych?
Prezes wzrokiem miłujący [opowiadanie]
Czasy są niespecjalne, druga fala kryzysu się zbliża, a wraz z nią zwolnienia połączona z grupową nienawiścią do różnych prezesów. Dobrze się w takich czasach odnajdują moje opowiadania, pisane w większości wtedy, gdy sam miałem swój prywatny kryzys. W przeciwieństwie do innych, nie szukałem w książkach ucieczki od stresu, ale jego odreagowania. Rozbrajałem swoje życiowe bomby pisząc. Mam nadzieję, że opowiadania takie jak to, pomogą paru ludziom również rozbroić parę bombę.
Prezes wzrokiem miłujący
– Nie lubię cię! – krzyknął prezes i zabił wzrokiem pana Krzysia, swojego osobistego kierowcę, który przyjechał zabrać go po raz pierwszy do nowej firmy, zdaje się Lambda.
Nowy prezes był człowiekiem porywczym i często się denerwował. Nazywał się Wolfenstein Arnold i był wychowany w duchu całkowitej patriotycznej uległości wobec autorytetów. Takiej samej uległości wymagał od swoich pracowników, a kierowca Krzyś nie powiedział „dzień dobry” wystarczająco serdecznie. »»»
Maciej Sieńczyk – Wrzątkun
Opis: Na Wrzątkuna składają się historyjki obecne w czasopiśmie “Lampa” przez ostatnie cztery lata. Łączy je postać bohatera młodego człowieka, który w skromny sposób, ale bardzo stanowczo realizuje swoje pasje i zamierzenia. Podobnie my chcielibyśmy z wydawcą namawiać wszystkich do nieustępliwości, abyście Państwo odważnie, a jeśli trzeba, z fanatyzmem realizowali własne plany, nawet wbrew radom i opinii znajomych.
Źródło: ksiazki.wp.pl
Wtyczka standaryzowana narodowo [opowiadanie]
Jeździliśmy trochę po krajach z podejrzeniem różnowtyczkowym, więc temat się nawinął wdzięczny i na tyle niewymagający, że w końcu się przełamałem i napisałem pierwsze od roku opowiadanie. Gdy w listopadzie ruszałem z blogiem, nie spodziewałem się, że tak mnie wciągnie blogowanie o literaturze 2.0, e-bookach i czytnikach. Pisanie opowiadań odeszło na zaplecze dysku twardego i już miałem koszmary, że nigdy w życiu niczego, co można by nazwać dobrym opowiadaniem, nie stworzę.
Na szczęście nie straciłem ciągu (tak mi się zdaje), a nawet piszę bardziej zwięźle niż poprzednio, co uważam za zaletę w czasach nagłówków, rrs–ów i mikroblogów. Gdybym chciał tyle samo opisać trzy lata temu, opowiadanie miałoby o 54,8% większą objętość, nie licząc zgłoski “bą”, której nie trawię.
Wtyczka standaryzowana narodowo
Poseł Hejdolina podrapał się przed mikrofonem w brodę K2 i przeforsował na posiedzeniu pewną uchwałę, czy też ustawę, sam nie wiedział, był przecież podróżnikiem, hedonistą, biznesmenem wysokogórskim, właścicielem sieci takich tych, a dopiero później posłem i tylko wtedy, jak mu przypomnieli zza pleców. »»»
Człowiek +/- Technologia
W czasie wakacji myślałem sobie o różnych rzeczach, ale jako człowiek w 95% odcięty od zdobyczy współczesnej cywilizacji (brak sygnału wi-fi) i jako początkujący tech-absurdysta, męczyłem przede wszystkim temat relacji człowiek-technologia. Część z myśli jest bardziej na poważnie (tak, też umiem, ale bez przesady), część bardziej ironiczna, niektóre na pewno przejdą się do Złotych Niepomyśli.
Jak tylko coś nowego się pojawi, będę dodawał – tak jak przed chwilą.
Przyjemność obcowania z technologią można porównać do przyjemności obcowania z kimś głupszym od siebie.
Kiedyś żeby coś osiągnąć trzeba było się zakolegować. Teraz trzeba się zalogować.
Pierwsze urządzenie, które faktycznie ułatwia ludziom życie nie zostało jeszcze wymyślone.
Urządzenia dzielą się na dobre i złe. Te pierwsze można poznać po tym, że w końcu udaje się je jakoś wyłączyć. »»»

Recently updated Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at

