<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Password Incorrect &#187; To read</title>
	<atom:link href="http://www.passwordincorrect.com/category/to-read/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.passwordincorrect.com</link>
	<description>Mo-books, writer 2.0, tech-absurd &#124; Mo-booki, pisarz 2.0, tech-absurd</description>
	<lastBuildDate>Thu, 02 Sep 2010 12:34:20 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
<atom:link rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com"/><atom:link rel="hub" href="http://superfeedr.com/hubbub"/><cloud domain='www.passwordincorrect.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
		<item>
		<title>Be&#8230; jest pod psem [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/08/06/be-jest-pod-psem-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/08/06/be-jest-pod-psem-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Aug 2010 15:36:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[reklama]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/08/06/be-jest-pod-psem-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[Z dedykacją dla znudzonych reklamiarzy, którzy lubią się pośmiać z innych (ostatnio również ze zmarłych), więc z tego tekstu też powinni, bo jest o nich  &#8211; jeżeli oczywiście mają poczucie humoru. Uwaga: opowiadanie mimo, że całkiem na miejscu, zostało napisane cztery lata temu i nie używałem do tego żadnych używek, a zwłaszcza piwa Zimnylech.
Do budynku [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Z dedykacją dla znudzonych reklamiarzy, którzy lubią się pośmiać z innych (ostatnio również ze zmarłych), więc z tego tekstu też powinni</em><em>, bo jest o nich  &#8211; jeżeli oczywiście mają poczucie humoru. Uwaga: opowiadanie mimo, że całkiem na miejscu, zostało napisane cztery lata temu i nie używałem do tego żadnych używek, a zwłaszcza piwa Zimnylech.</em></p>
<p>Do budynku agencji reklamowej MGWA/DRCC/AB Corporate Worldwide Advertising wpadł Jajco, szef działu obsługi klientów kluczowych. Zwołał spotkanie z działem kreacyjno-rekreacyjnym:<br />
– Słuchajcie! Prezesowi Spółki zmarł pies! Trzeba napisać nekrolog do gazety na przedwczoraj, bo pies zdechł trzy dni temu!<br />
Firma Spółka i Synowie była największym klientem agencji M…/…/… C.W.A.<br />
– A jak wabi się pies? – rzekł spokojnie jak zwykle Dżeronimo (w skrócie Dżero), senior deputy associate creative director.<br />
– Buras. Dacie radę na jutro? <span id="more-17681"></span><br />
– A nie, to trzeba zmienić mu nazwę. Ta nie przejdzie. Za mało marketingowa – rzucił Leo (w skrócie Leo), junior od tekstów.<br />
– No, ale pies już zdechł, po sprawie, nie ma tematu, a poza tym musimy mieć to ogłoszenie ASAP-em – odciął się Jajco.<br />
– Jak zwykle kolega wykazuje się brakiem dobrej woli. A wystarczyłoby zadzwonić do klienta i spytać, czy nie widziałby możliwości zmiany nazwy psa, na przykład, taki przykład rzucam, nie, że od razu zamaszyste, ale na przykład, no… Minestrone! – powiedziała Bejbiko, copy group head creative consultant.<br />
– Albo Denver – pociągnął dalej Dżero, zadowolony ze swojego pomysłu.<br />
– Albo ten… Justus! – krzyknął nagle zachłyśnięty myślą Franco, grafik komputerowy.<br />
– Denver lepsze – rzucił Leo, który pracował razem z Dżerem.<br />
– Cisza! Cisza, mówię! Pies nazywa… nazywał się Buras i tak ma zostać. Jasne? – zdecydowanym tonem obwieścił Jajco i już chciał wyjść, gdy usłyszał:<br />
– No, to może chociaż B., Be. Taki skrót, wiesz, jak w twoich briefach – powiedział Leo.<br />
– No właśnie… brief. Kiedy można się spodziewać? – rzekł jak zwykle spokojnie i flegmatycznie Dżero.<br />
Spojrzenia wszystkich osób w okazałej sali konferencyjnej skierowane były na spoconego faceta, jakim w tej chwili był Jajco. Potu było tak dużo, że zalał mu baterię komórki.<br />
– Znowu przez was jestem odcięty od świata. Nie czekajcie na brief. Macie wymyślać ogłoszenie. Przyjdę za godzinę i tekst ma być gotowy! – krzyczał roztrzęsiony Jajco.<br />
– A szkoda. Mogła z tego być niezła kampania. Wiesz, zamaszysta reklamówka telewizyjna, jak najpierw widać psa, który biegnie drogą, zbliżenie na oczy, na pysk, cudo, cudo – zapędziła się Bejbiko.<br />
– A potem pada i jest… – podchwycił Franco.<br />
– I jest pod psem, że niby pod ziemią! – krzyknął promiennie Leo.<br />
– No właśnie. Ile mamy na kampanię? Czy możemy wziąć w końcu Iwka Trzymaka – ciągnął spokojnie Dżero. Iwek był najlepszym fotografem reklamowym w kraju.<br />
– Ale byłaby superkampania społeczna. Mówię wam! – podekscytował się Leo.<br />
– Mi to wychodzi, że temat jest na trzy reklamy trzydziestosekundowe plus trzy razy rozkładówka w pismach kolorowych plus megaboardy plus intensywne ambienty w głównych miastach.<br />
– Ale bez BTL-u? – rzucił z nadzieją w głosie Franco.<br />
– No dobrze. Pracujmy nad sloganem – skarcił go Dżero.<br />
Parę dni później ukazał się w gazecie lokalnej nekrolog:</p>
<p>– – –<br />
Prezesowi spółki<br />
z powodu, że be… jest pod psem!<br />
Agencja<br />
– – –</p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/08/06/be-jest-pod-psem-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Debata [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/30/debata-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/30/debata-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Jun 2010 21:51:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[debata]]></category>
		<category><![CDATA[kandydat]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[prezydent]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/06/30/debata-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[Napisane w 2006 roku, ale do dzisiejszej debaty pasuje idealnie.
Pani Jadwiga i jej sąsiadka pani Szymona, która przyszła po półtora ziarenka pieprzu, oglądały 13 789. odcinek serialu B jak Boleść.
– Jadziuchna, przełącz na chwilkę, bo reklamy zaczęły się, a ja zaraz się zategowywacam na to.
Pani Jadzia wzięła pilot i nawet nie skakała po kanałach, bo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Napisane w 2006 roku, ale do dzisiejszej debaty pasuje idealnie</em><em>.</em></p>
<p>Pani Jadwiga i jej sąsiadka pani Szymona, która przyszła po półtora ziarenka pieprzu, oglądały 13 789. odcinek serialu <em>B jak Boleść</em>.</p>
<p>– Jadziuchna, przełącz na chwilkę, bo reklamy zaczęły się, a ja zaraz się zategowywacam na to.</p>
<p>Pani Jadzia wzięła pilot i nawet nie skakała po kanałach, bo były tylko dwa.</p>
<p>– Ależ oczywiście, że nie, szanowny panie – rozległ się z telewizora głos kandydata Lewego na prezydenta. – Wejście do Unii dało nam więcej niż mniej, a mnie całkowicie uspokoiło, co do warunków rozwoju infrastruktury pedagogiczno-wodnej w rejonach przygranicznie czystych.</p>
<p>Kandydat Prawy ripostował: <span id="more-17246"></span></p>
<p>– Tu się nie mogę z panem zgodzić, ponieważ szkolnictwo polskie wymaga dofinansowania na poziomie szkół wyższych, średnich, podstawowych, ale i zasadniczych. Podkreślam: zasadniczych. Może nawet bardziej zasadniczych niż wyższych. Dlaczego zapominamy o soli tej ziemi: robotnikach wykwalifikowanych, ślusarzach, murarzach?</p>
<p>– Przepraszam, że wejdę w słowo, ale nie mogę tego słuchać. I czy uważa pan, czy naprawdę pan uważa, a jeśli tak, to niech cała Polska to usłyszy, że redukcja urzędów centralnych przyniesie realne wpływy do budżetu?</p>
<p>– Już odpowiadam i powiem to z całą stanowczością – jestem za całkowitym zniesieniem obowiązku służby wojskowej.</p>
<p>– Jest to kuriozalne uważać, że podatki można podnieść…</p>
<p>– Ale ja nie mówię o rozwoju budownictwa w trzy lata i nie mówię o zbudowaniu siedmiu milionów mieszkań…</p>
<p>– Już ja dobrze zrozumiałem i widzowie, jak mniemam, też zrozumieli tak samo jak ja. A zrozumieli to, że uważa pan, panie Prawy, że jesteśmy nieprzygotowani do przyjęcia imigrantów ze Stanów Zjednoczonych.</p>
<p>– Ależ proszę nie przeinaczać mojej wypowiedzi. Powiedziałem, że nie mówię o rozwoju gospodarki uspołecznionej i budowie…</p>
<p>– Tak czy inaczej nie interesuje pana los emerytów?</p>
<p>– Skąd taka konkluzja? Proszę zapanować nad sobą, miły panie. Oczywiście, że zrobię wszystko, żeby Polska nie stała się ekologicznym śmietnikiem Europy.</p>
<p>– I że krowy będą w paski.</p>
<p>– Tak, i że konie będą nasze.</p>
<p>Pani Szymona uciekła wzrokiem w nieznanym kierunku:</p>
<p>– Jadziuchna, kochanieńko, ty rozumiesz, co oni mówią, bo ja jestem w dniu dzisiejszym zacofana jakoś?</p>
<p>– Wiem, wiem kochana, wiem, tak.</p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/30/debata-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Orgazm karalny [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/18/orgazm-karalny-opowiadanie-2/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/18/orgazm-karalny-opowiadanie-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Jun 2010 18:36:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[IV RP]]></category>
		<category><![CDATA[kara]]></category>
		<category><![CDATA[napastowanie]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[orgazm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/06/18/orgazm-karalny-opowiadanie-2/</guid>
		<description><![CDATA[Przed chwilą zabił mnie tekst J. Kaczyńskiego o tym, że tragedia pod Smoleńskiem była efektem napastowania politycznych konkurentów. Jest w niej całe pokrętne, napędzane insynuacjami myślenie czasów PiS-u, dzięki któremu mieliśmy naloty ABW i nagonki prokuratorskie. 
Kandydat na prezydenta obudził demony sprzed paru lat, które wywoływały u mnie potrzebę odreagowania złych emocji przy pisaniu takich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Przed chwilą zabił mnie tekst J. Kaczyńskiego o tym, że tragedia pod Smoleńskiem była efektem napastowania politycznych konkurentów. Jest w niej całe pokrętne, napędzane insynuacjami myślenie czasów PiS-u, dzięki któremu mieliśmy naloty ABW i nagonki prokuratorskie. </em></p>
<p><em>Kandydat na prezydenta obudził demony sprzed paru lat, które wywoływały u mnie potrzebę odreagowania złych emocji przy pisaniu takich jak to poniżej opowiadań.</em></p>
<p>– Tylko nie krzycz – powiedziała Janina do Jasia, próbując ukryć między samogłoskami ewidentne objawy zadyszki.</p>
<p>Jaś miał sto kilogramów wagi i w czasie orgazmu stawał się małym łobuzem, robiącym różne zgodne jedynie z logiką dziecięcą rzeczy (czytaj: nieprzewidywalnie irracjonalne), co w okolicznościach społecznych do trzynastego listopada byłoby nawet mile widziane przez partnerkę, partnerki, partnera, partnerów lub grupę partnerów obu płci – ale nie teraz. <span id="more-17002"></span></p>
<p>Janina była szczupłą trzydziestolatką z pięknymi pasemkami, które w całości były teraz niewidoczne pod krzepkim torsem męskim, zdradzającym nadwyżkę ciastosteronu (odmiana testosteronu, pozwalająca wyżyć się męskiemu pierwiastkowi w przestrzeni życiowej zwanej kuchnią). Miała też piękne, zgrabne dłonie oraz się bała.</p>
<p>Po dwóch minutach wiedziała dlaczego. Po dwóch minutach oboje byli skuci kajdankami i siedzieli na krawędzi łóżka całkowicie owinięci brezentem moralnym szarym. Trzydzieści sekund wcześniej Jaś zaczął krzyczeć, zgodnie z dziecięcą spontaniczną reakcją na nadchodzącą przyjemność, oficjalnie nazwaną krótkoterminowym kontraktem cielesnym męsko-damskim, punkt 4.</p>
<p>– Nie! Nie! Nie! – krzyczał Jaś trzydzieści sekund wcześniej, aż do czasu, gdy Janina powiedziała głosem próbującym ukryć przerażenie „nie krzycz, nie krzycz”, a do pokoju wpadł siedmioosobowy oddział interwencyjny policji moralnej.</p>
<p>– Podpisać tu i tu – powiedział z pogardą, jak należy wnosić, szef oddziału, bo stał najbliżej, to znaczy na palcach lewej nogi Jasia, czy może już w tej chwili Jana Mimochoda, właśnie aresztowanego za przekroczenie normy decybelowej w werbalizowaniu krótkoterminowego kontraktu.</p>
<p>– O ile przekroczył? – spytała bojaźliwie, nawet nie próbując tego ukryć, Janina.</p>
<p>– Co ci do tego? A ty byłaś jego wspólniczką. Podpisać tu i tu, i tu.</p>
<p>– A dlaczego tu dodatkowo? – spytała po raz kolejny bojaźliwie Janina.</p>
<p>– A to dlatego, że nie musisz wiedzieć, ty kryminalistko.</p>
<p>Jan przekroczył normę o pół decybela, a to tylko dlatego, że poprzedniego dnia została ona obniżona przez odnośne władze o kolejne 2 decybele. Poprzednie obniżki były wprowadzane co niedzielę, począwszy od pierwszej niedzieli następującej po trzynastym listopada.</p>
<p>– Ale ja wołałem pomocy, krzyczałem, że nie chcę, chciałem przestać, nie chciałem tego, ona mnie w ogóle nie podniecała, w ogóle, a nic! I teraz też mnie nie podnieca, uwierzcie mi! To już pan mnie bardziej! – krzyczał Jan Mimochód, łapiąc się w tragicznym uścisku za włosy swe koloru blond i robiąc coś, co mogłoby dostać nagrodę na festiwalu fryzjerstwa alternatywnego. Słysząc to, Janina rozpłakała się w całej swojej podbrezentowości, a łzy jej były duże, krągłe i szczere, dzięki czemu jeden z policjantów zauważył:</p>
<p>– Kapitanie moralności, wodoodporny jest ten brezent, nie wiedziałem.</p>
<p>– Zapisać, zaraportować, zreferować, odpokutować – odezwał się Kapitan Moralności do Szeregowego Policjanta Moralności (poziom pogardy mierzony krzywizną szczęki w części bocznej wyjściowej do grymasu – niezmieniony w porównaniu z ostatnią wypowiedzią w kierunku brezentem okutanych).</p>
<p>Jan i Janina zostali skazani wyrokiem sądu dwudziestominutowego na 1–13 lat więzienia z decyzją o ostatecznym wymiarze przekazaną w ręce dyrektora zakładu o zaostrzonym rygorze moralno-politycznym. Jan odwoływał się od decyzji sądu, ale nie miał żadnych szans, bo spłodził dwójkę dzieci, więc zachodziło domniemanie czynu karalnego w przeszłości. Janina była ateistką, więc nawet się nie starała.</p>
<p>Była to jedna z pierwszych, jeszcze pilotażowa, interwencja moralna, zapisana w kartotekach Instytutu Czystości Moralnej pod nazwą opisowo-roboczą numer 13398/Kar/XXX. Interwencje takie stały się po trzynastym listopada sytuacją równie powszechną jak przejęzyczenia rzeczników prasowych organów władzy wykonawczej.</p>
<p>Zapis o krótkoterminowym kontrakcie cielesnym męsko-damskim wprowadzono do nowego kodeksu karnego dzięki staraniom ultraradykałów moralnych, reprezentowanych w sejmie przez Partię Polskiego Ducha (nieformalnie: pipidowcy). Karalność czynu omawiano długo i w końcu przegłosowano ją w parlamencie dzięki poparciu stanowiska pipidowców przez Partię Rządzącą. Jej szef zgodził się na to z dwóch powodów: po pierwsze chciał uzyskać poparcie pipidowców w głosowaniu na stanowisko burmistrza gminy Baraneczków, gdzie mieszkała jego siostra i narzekała na obecną władzę. Po drugie miał dosyć odgłosów od sąsiadów balkon niżej, którzy mieli już siedmioro dzieci i dalej krzyczeli co środę i sobotę i to akurat wtedy, gdy było losowanie Totalnego Lizatora. Szef mieszkał ze swoim kuzynem (ale profesorem) i chomikiem na ostatnim piętrze i musiał mieć ciszę, żeby skupić się na analizowaniu, kto był jego wrogiem, a kto nieprzyjacielem.</p>
<p>Nowy kodeks zaczął obowiązywać w piątek trzynastego listopada i od tego czasu spadła drastycznie sprzedaż prezerwatyw, bo obywatele nie mieli zamiaru testować cierpliwości władzy po tym, jak brak cierpliwości został jasno zakomunikowany pierwszą, spektakularną interwencją policji moralnej w budynku, który przypadkowo okazał się budynkiem szefa Partii Rządzącej. Rodzice siódemki dzieci (ósme w drodze – zdążyli przed wybiciem szyb) zostali skazani wyrokiem sądu, wtedy jeszcze dwugodzinnego.</p>
<p>Policja moralna wykazała swoją przydatność. Stworzona przez pipidowców dwa lata wcześniej, jako Ruch Odnowy „Wyjdźmy na ulice”, nie miała specjalnie co robić, oprócz aktów zemsty na członkach partii, którzy oddali legitymacje. Teraz rosła w siłę, i to zupełnie legalnie, czyli tak samo jak rosła Tamta Organizacja w czasach, gdy dochodziła do władzy.</p>
<p>Przewodniczący pipidowców, zwany nieformalnie Pipidonem Krzywym zacierał ręce z zadowolenia. O tą sprzedaż prezerwatyw mu chodziło. Dobrze, że przeforsował, by wśród czynów karalnych, oprócz przekroczenia normy decybelowej, szkód cielesnych meblom wyrządzonych i zakłócania naturalnej cyrkulacji powietrza, umieścić posiadanie prezerwatyw w liczbie większej niż 0,99. Dzięki temu największy producent prezerwatyw w kraju splajtował i była to przez przypadek firma prowadzona przez siostrę Pipidona Krzywego, której do końca życia będzie pamiętał, jak go wyrolowała z lodami truskawkowymi na imieninach u wujka Heńka.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>– Wicherek, wicherek, wicherek! – krzyczała Elwira i miała szczęście w oczach, a cała była naga. Nagi był też Edmund, no może z wyjątkiem krawata, ale chciał do końca zachować fason, a koniec się zbliżał i Edmund widział już zieloną łąkę i wielkie motyle i inne owady latająco-pylące.</p>
<p>Poznali się dwa miesiące temu. Elwira przyszła do jego oficyny i powiedziała, że nie wyjdzie. Co miał zrobić. Została asystentką w jego katedrze stosunków międzynarodowych. Sprawdził jej akta. Okazała się czysta politycznie, zresztą jak mogło być inaczej, skoro miała dopiero dwadzieścia lat, co powinno wydawać się o tyle dziwne, że dopiero zdawała na studia – na wydział stosunków właśnie.</p>
<p>Elwira krzyczała coraz głośniej, a Edmund pomyślał w przerwie między jednym czerwonym motylem i jedną cytrynową ważką, że lepiej, żeby nie wpadali.</p>
<p>Wpadli. Kapitan Moralności (inny niż przy sprawie 13398/Kar/XXX, ale z tą samą pogardą) powiedział:</p>
<p>– No co my tu mamy. Wicherek mamy i o dwa decybele za głośno ten wicherek.</p>
<p>– Ja sobie wypraszam! – krzyknął z pogardą Edmund, próbując wyplątać się z brezentowego płaszczyka z napisem „Sprawca czynu karalnego”. Kapitan Moralności dopiero wtedy przyjrzał się twarzy Edmunda i natychmiast powiedział z dziwną pokorą:</p>
<p>– A przepraszam pana profesora, najmocniej przepraszam.</p>
<p>Pan profesor był przez przypadek kuzynem i współlokatorem szefa Partii Rządzącej i zanim doszło do rozprawy sądu dwudziestosekundowego, zmieniono w trybie przyspieszonym zapis o kontrakcie cielesnym, wyłączając niektóre słowa, jako pozbawione nacechowania emocjonalnego i w związku z tym nie podpadające pod naruszenie prawa w postaci przekroczenia normy decybelowej.</p>
<p>Od dnia wprowadzenia w życie tej poprawki (dwudziesty ósmy marca) wszyscy w kraju zaczęli krzyczeć „wicherek”.</p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/18/orgazm-karalny-opowiadanie-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Syndrom 61. wersji [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/04/syndrom-61-wersji-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/04/syndrom-61-wersji-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Jun 2010 07:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[firma]]></category>
		<category><![CDATA[korporacja]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/06/04/syndrom-61-wersji-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[Gdy cztery lata temu wróciłem do pisania opowiadań, moją uwagę zajmowały trzy główne źródła absurdu: technologia (to już wiecie), polityka, korporacja. Dzisiaj w ramach #fridayflash opowiadanie antykorporacyjne. Każdy z nas zmagał się (albo będzie, i to na pewno) z sytuacją opisaną poniżej

Był piękny wrześdziernikowy dzień. Słońce szumiało nad horyzontem, a wiatr świecił pustkami, jak w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Gdy cztery lata temu wróciłem do pisania opowiadań, moją uwagę zajmowały trzy główne źródła absurdu: technologia (to już wiecie), polityka, korporacja. Dzisiaj w ramach <a title="#fridayflash" href="http://www.passwordincorrect.com/2009/10/09/dobre-opowiadania-na-piatek-czyli-fridayflash/">#fridayflash</a> opowiadanie antykorporacyjne. Każdy z nas zmagał się (albo będzie, i to na pewno) z sytuacją opisaną poniżej<br />
</em></p>
<p>Był piękny wrześdziernikowy dzień. Słońce szumiało nad horyzontem, a wiatr świecił pustkami, jak w te upojne, pełne dwutlenkowch fantazji dni pierwszego przesilenia wiosennego.</p>
<p>Zbysz był w dobrym nastroju, zmęczony, ale szczęśliwy, jak ktoś, kto pracował całą noc, ale pewien jest, że efekt jego pracy będzie doceniony, skonsumowany i nagrodzony. Już cieszył się na wieczór, który wspólnie z kolegami ze strzeżonego osiedla mieszkaniowego na Spółkach spędzi miło przy dwulitrowej butelce coli i czymśtamczymśtam w dyżurce czerwononosych ochroniarzy. <span id="more-16743"></span></p>
<p>Wszyscy w firmie mówili do niego Zbysz, bo odbył dwutygodniowy staż w firmie wzornictwa przemysłowego w Stratford pod Londynem, gdzie tak go właśnie po raz pierwszy ktoś nazwał, i był to sam szef firmy, niejaki Dogson, który lubił skracać nazwy i zarobki.</p>
<p>Nazywali go Wielki Zbysz, bo miał 190 centymetrów wzrostu, a jego chude nogi podpierały zbyt dużo żywej masy i dobrze się z tym czuły.</p>
<p>Zaraz po stażu wrócił do biura z etykietą specjalisty pierwszego sortu i od razu objął ważną funkcję głównego projektanta, po Waldku Cnocie, który po pijaku naraził się Włamścicielowi.</p>
<p>Włamściciel, czyli właściciel firmy obuwniczej Foot Loose nie lubił podejmować decyzji i był mściwy, zwłaszcza, gdy ktoś zarzucił mu, że nie lubi podejmować decyzji.</p>
<p>Ponieważ dzień był piękny, Zbysz miał wielką nadzieję, że z podjęciem decyzji Mściszef nie powinien mieć kłopotu. Każda z wersji nowego półbuta sportowego z serii roboczo nazwanej Foot Fair była perfekcyjnie przemyślana i zaprojektowana. Wersje od 16. do 20. były skrojone na modłę nowych Nibooków, a wersje od 21. do 24. – nowych Baabroków.</p>
<p>– Tak, no zgadzam się generalnie z twoją rekomendacją jedną i drugą. I dodałbym jeszcze te wersje dwie, o te i zrobił po dwie wersje kolorystyczne i dwie z tą nową podeszwą, co przyszła z Chin i wtedy mi pokaż i wtedy już na dobre wybierzemy, bo produkcja musi ruszyć – powiedział Włamściciel.</p>
<p>Zbyszek tylko trochę był niepocieszony, głównie z faktu, że nie wypije dziś wieczorem coli z czymśtamczymśtam, bo będzie musiał pracować do rana, bo miał do zrobienia razem szesnaście wersji, a jego asystentka nie mogła siedzieć po godzinach, bo była nieoficjalną dziewczyną Włamściciela.</p>
<p>O trzeciej nad ranem Zbysz przetarł oczy i pomyślał tylko:</p>
<p>– Byleby tylko nie doszło do sześdziesięciu wersji, bo zaczną się kłopoty, jak wtedy, przy bucie wieczorowym Carrington.</p>
<p>Z wersji 25.–41. Mściszef wybrał dwie.</p>
<p>– Te robiła Jolka? – upewnił się.</p>
<p>– Tak. Te robiła Jolka – powiedział Zbysz, chociaż Jolka od dawna nie zrobiła żadnej wersji, bo tylko się malowała i naklejała sztuczne rzęsy, wargi i modne w tym sezonie kości policzkowe.</p>
<p>– No to pociągnijcie te dwie wersje Jolki razy dwa i na jutro, bo mam zły dzień. I w czterech wersjach koloru, bo w tym sezonie też bordobeżyk modny będzie.</p>
<p>– Czyli czerwień kaszubska, stalowa rdza, barbieróżyk i bordobeżyk?</p>
<p>– Tak, bordobeżyk musowo też. Albo też dodaj tę wersję Jolki trzecią.</p>
<p>– Ale nie ma żadnej trzeciej wersji Jolki.</p>
<p>– No to ją zrób, zróbcie.</p>
<p>W Zbyszku się zagotowało.</p>
<p>– Co ty taki buraczany? – spytała Jolka, gdy wrócił do pokoju projektantów.</p>
<p>– A nic.</p>
<p>– To pomóż mi nakleić sztuczny dekolt, bo sama sobie połamię paznokcie. Tylko się nie podnieć mną, ty hultaju!</p>
<p>– Zupełnie mnie nie rajcujesz – odpowiedział zimno Zbysz, a Jolka się obruszyła.</p>
<p>– No wiesz, chyba się obrażę, ty impotetencie.</p>
<p>– Tetencie mówisz…</p>
<p>Czas mijał bokiem, a Zbyszek wstrzymał wszystkie czynności swojego układu autonomicznego, byle tylko zdążyć. Z jednej strony miał dosyć, a z drugiej miał taką wredną cechę, która kazała mu wszystko dopieszczać i poprawiać. Potem jeszcze poprawiać po poprawianiu, gdyż nie było to wystarczająco poprawione, a nawet jak było to nie za bardzo i zawsze można było znaleźć coś, co można byłoby jeszcze poprawić. I potem jeszcze.</p>
<p>Jedyne czego tego dnia nie poprawił, to sztuczny dekolt Jolki, mimo że go wyraźnie o to między słowami prosiła w stylu komendy harcerskiej.</p>
<p>– Wychodzę. Rób, rób, poczuj za co pieniążki zarabiasz, tylko nie spieprz mojego projektu – powiedziała Jolka wyniośle, tonem „masz za swoje ty impotetencie”.</p>
<p>– Znowu – dodała po chwili, akurat w momencie, w którym Zbyszek dodał:</p>
<p>– Znowu.</p>
<p>Zdążył się do takich odzywek na odchodne przyzwyczaić i w zupełnie oczywisty sposób umiał odczytać dosyć jasne intencje swojej pracownicy.</p>
<p>– Idę do restauracji w hotelu na kolację z ludźmi, co mają maniery, cywilizowanymi ludźmi, wiesz. A zresztą, co ja ci tu będę i tak nie zrozumiesz znad tego swojego buta, tylko uważaj na kolor, słyszysz, bo ma być bordobeżyk, a nie bordobeżyk z saturacją obniżoną o 10 procent. No idę, i nie siedź tak, bo kołtuniejesz tylko. Boże, co ja mam za szefa skołtunionego. I niby w Anglii był – powiedziała Jolka i wyszła z pokoju.</p>
<p>Buty, buty, buty, buty, yty, but. Butami but butowić, butowany z buta, but, ut, buto-ta-ta-trat, but, buty, buty, buty, yty, but. Butemsko w bucie butorabut, ut – w rozległych okolicach czwartej na ranem Zbysz widział już wszędzie buty. Gdy wyciągnął jeden z więzadła przypachwinowego, drugi spod paznokcia, a trzeci z gałki ocznej, postanowił przerwać malignę.</p>
<p>Wyszedł przez okno na parapet, wziął głęboki oddech, zamknął oczy i uniósł się w powietrzu na jakieś dwadzieścia metrów.</p>
<p>To go uspokajało i pozwalało skupić myśli. Obrócił się na wznak. Nad nim bezkres wszechświata w postaci czerwonego światła odrzutowca pasażerskiego, który latał w kolejce do wylądowania. Pod nim bezkres życia w bucie. Rześka przyporanna bryza owiewała jego plecy i napawała dobroczynnym chłodem naczynia włoskowate i cośtamcośtamprzypiersiowe, bo na colę z ochroniarzami nie miał co liczyć. Było to jednak zbyt mało, by kora mózgowa sprokurowała informację „już jest luksowo”. Obrócił się na brzuch. W odpowiednim momencie, bo zaczął padać grad, a Zbyszek nie lubił gradu i spadł na budę Burka, psa pilnującego zakład, który się przestraszył, gdy ten zaklął:</p>
<p>– Cholera, już trzeci raz w tym miesiącu, psia mać.</p>
<p>– No i co to jest, Zbysz? I co ty taki powyginany na boki? Mieliście z Jolką pociągnąć te wersje od Jolki, a te, co zrobiłeś, nieprzymierzając, są gówniane. Zbysz, Zbyszu ty, kim ty jesteś, że sobie myślisz, że się będziesz wymądrzał?! Dawaj mi tu wszystkie wersje do tej pory zrobione!</p>
<p>– Ale to co pan prezes widzi, to są wersje od Jolki!</p>
<p>– Dawaj mi tu wszystkie wersje do tej pory zrobione, ale już! A zwłaszcza od Jolki, ty impotencie!</p>
<p>Szef raczej udawał, że był w złym nastroju, bo powinien być w dobrym, skoro poprzedniego dnia jego GKS Rypin wygrał w lidze aż 2 : 1. Dwie godziny wybierał wersje do dalszej pracy (albo udawał, że wybiera) i zaangażował w proces decyzyjny Jolkę, główną księgową i sprzątaczkę z łapanki w WC dla pracowników.</p>
<p>– Różowiutkie najlepsze, tylko za mało różowiutkie, panie prezesie nasz kochany! – zachłysnęła się swoim głosem główna księgowa i poprawiła konstrukcję z supermocnego lakieru do włosów utrzymującego śladowe ilości tego, do czego był.</p>
<p>– Ale to są buty dla facetów. I to głównie męskich! – próbował walczyć Zbysz, ale został uciszony piorunującym spojrzeniem sztucznego dekoltu Jolki, a poza tym zabolał go bark po budzie.</p>
<p>Wersje z piątej i szóstej dziesiątki miały być prezentowane dnia następnego. Zbyszek, który w nocy spadł tym razem na murek przy wejściu głównym zaczął od fundamentalnego dla projektu stwierdzenia:</p>
<p>– Wybierzmy coś w końcu, błagam.</p>
<p>Reakcji Włamściciela nie trzeba chyba opisywać, może należałoby jedynie podkreślić, że nie padły żadne mocne słowa, bo szef poprzedniego dnia wygrał trójkę w totoplotka i był w dobrym humorze, który kumulował się z wygraną GKS-u Rypin sprzed dwóch dni i nowymi twórczymi pozycjami łóżkowymi nazwanymi Jolka-136 oraz Jolka-137. Ale mściwość włamała się do umysłu szefa i Zbysz miał tego świadomość.</p>
<p>– Ty mi tu, Zbysz, nie podskakuj. Lepiej popatrz, jak wiele daje z siebie twoja skromna pracownica – zakończył mściwie Mściszef i spojrzał w taki sposób, w jaki spogląda ławnik, gdy mówi „winny”.</p>
<p>Następnego dnia stało się to, czego Zbysz najbardziej się obawiał – był zły. Gdy był zły, to był nieprzyjemny. Gdy był nieprzyjemny to mógłby zgnieść psychicznie każdego i każdego zmieść z powierzchni gładkich, jeżeli znajdował się w zasięgu jego wzroku. A był zły, bo wybiła 61. wersja. To oznaczało, że będzie walczył do upadłego. Bez względu na koszty. Czy to się komuś podoba czy nie. Będzie mówił prawdę i obnażał fałsz. Tak, dojrzał do tego. To był ten dzień, kiedy mógł przegrać wszystko. Albo wygrać wszystko. Tym bardziej że w nocy nawet nie spadł, bo przeklękał większość czasu z głową w sedesie na pierwszym piętrze (tam panował większy brud gówniany, ale większa czystość emocjonalna – gabinet prezesa był na parterze). Klękalność nocna pochodziła od piersiówki, która od kilku dni robiła się coraz większa i o dziwo zawsze była pełna.</p>
<p>Z takim demaskatorskim zamiarem szedł Zbysz do gabinetu prezesa. Wpłynął przez drzwi w stylu niemrawiastym nieuświadomionym, nie wiadomo dlaczego. Miał mieć mowę od razu po wejściu do gabinetu zaczynającą się od słów „dosyć tego!”.</p>
<p>– No, właź wielka lalo, no już – powiedział Włamściciel, a Zbysz stanął po ścianą, w sumie też nie wiadomo dlaczego, bo przecież miał zacząć od „dosyć tego” (może być bez wykrzyknika).</p>
<p>Mściszef zebrał gremium oceniające, w skład którego, oprócz Jolki, głównej księgowej i sprzątaczki, weszli jeszcze szef komórki marketingu i szef komórki sprzedaży. Najważniejszy po proboszczu w tej dzielnicy Lęknicy i najważniejszy po swojej kochance w swoim zakładzie czekał i miał srogą minę, chociaż dalej całkiem niezły humor, bo parę godzin wcześniej doszły pozycje od Jolka-138 do Jolka-142.</p>
<p>– Panie prezesie, to są wersje 58., 59… – Zbyszek zaczął pokazywać projekty i zastanawiał się, czy rozpoczęcie następnego zdania od „dosyć tego” będzie udane. Do jego świadomości zaczęła przebijać się łąka pełna niewinnych polnych maków czerwonością-upojenia-obietnicą swą kuszących jedynie ciukających wolontariuszy pracy butem tłamszonej.</p>
<p>W tym momencie zadzwoniła komórka szefa i ten ją odebrał sprawnym ruchem ćwiczonym w szatni na siłowni. Dał przy tym znak ręką (ćwiczony na minipolu golfowym w parkingu podziemnym centrum handlowego Snobland), by kontynuować prezentację.</p>
<p>–… sześćdziesiąta, sześćdziesiąta pierwsza… – ciągnął główny projektant, w którym wzbierało coś, czego nie mógł już nazwać gniewem, a tęsknotą raczej.</p>
<p>– Tak! – powiedział Włamściciel, a nikt na sali nie wiedział, czy to było do komórki komórki czy do buta.</p>
<p>–… sześćdziesiąta druga…</p>
<p>– Tak!</p>
<p>–… sześćdziesiąta trzecia…</p>
<p>– Tak jest i super! – powiedział prezes i spojrzał za okno, gdzie zobaczył rosłego robotnika młotem pneumatycznym rozbijającego świeżo co położoną płytę chodnikową.</p>
<p>Dało to asocjację przyszłościową z pozycją Jolka-143 i prezes szybko dodał:</p>
<p>– No, wiecie co robić. Chcę to widzieć na półce w moim minimarkecie sportowym najpóźniej za dwa tygodnie. Aha, pani Jolu, proszę ze mną, mam do przekazania parę uwag co do koloru yzm… hgru.</p>
<p>Gdy Jolka wybiegła z gabinetu, Zbysz wyfyrtnął całą swoją energię i stał się cieniutkim balonikiem z powłoki skórnej.</p>
<p>– Wiecie, to chyba była 61., to „tak” było takie zdecydowane, jak przy Carringtonie – powiedziała rzutkim głosem księgowa, a jej instalacja z lakierowłosia opadła o 2 centymetry.</p>
<p>– No nie wiem. Wtedy wyszło, że tak, ale prezes miał pretensje, jak nie chcieli wziąć do hipermarketów – wątpiącym głosem powiedział szef komórki sprzedaży.</p>
<p>– Ale jak wzięli, to już nie miał – odparła atak księgowa i spojrzała na sprzątaczkę w taki sposób, że ta wiedziała już co ma powiedzieć:</p>
<p>– No.</p>
<p>– A ja myślę, że ostatnia, 63. On wtedy miał taki najbardziej radosny głos i jeszcze powiedział „super”.</p>
<p>– Super, ale szkoda, że nie ma naszej miss, miii, miii – wydał z siebie ledwie słyszalne piski Zbysz. – Ona zna pana prezesa najlepiej, piii, piii.</p>
<p>– Co ty mówisz Zbysieńku? – zainteresowała się główna księgowa.</p>
<p>– No to głosujemy, żeby odpowiedzialność się rozeszła demokratycznie i humanitarnie – powiedział szef komórki marketingu i wszyscy się zgodzili.</p>
<p>– Ale ja mam łazienkę na drugim do posprzątania, aaaaaj, lecę! – krzyknęła sprzątaczka i zostały cztery osoby.</p>
<p>Po dwóch godzinach egzystencjalnej interpretacji zamysłu prezesa stanęło na tym, że została wybrana wersja nieważne jaka, ale prawie na pewno nie 61.</p>
<p>Zbyszek wylądował w miejscu, o którym marzył od rana, a które łąkę pełną maków mu przypominało – w łazience na pierwszym. Unosił się w sedesie, lewitując cztery centymetry nad wodą i było mu źle, ale coraz lepiej, czyli coraz mniej źle. Ta pozycja mu odpowiadała. Nikt go tu nie widział, a obecność wody dawała pozory oczyszczenia umysłu. Do ceramicznej ścianki sedesu miał jakieś dwa kilometry, więc cieszył się nieposkromioną przestrzenią i wolnością. Obrócił się na wznak i zobaczył gdzieś hen tam w górze coś na kształt sufitu białego, niewinnego i niesplamionego koszmarem złego wyboru. I na suficie tym, gdzieś bardziej na lewo, był napis z namaszczeniem naniesiony tą samą białą farbą co sufit, więc tylko Zbyszek go widział. A były napisane dwa słowa: „tak” oraz „nie”.</p>
<p>I wtedy, z dołu, z głębi rur kanalizacyjnych zaczęły dochodzić jakieś ponure dźwięki.</p>
<p>Po chwili pełnej niemiłego napięcia usłyszał z czeluści sedesu głos prezesa materializowany pięcioma bąblami śmierdzącego powietrza:</p>
<p>– Nowe-wersje-zrób-mi-Zbysz!</p>
<p>Pobąblowa, zabulgocona cisza nastała następnie. A główny projektant zobaczył, jak z sufitu, mijając się z „wersje” i błyskotliwie unikając zderzenia ze „zrób”, frunęło w jego kierunku z lekkością liścia najpiękniejsze słowo na świecie.</p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/04/syndrom-61-wersji-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Inwigilacja prawej ręki [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/05/28/inwigilacja-prawej-reki-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/05/28/inwigilacja-prawej-reki-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 12:39:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[inwigilacja]]></category>
		<category><![CDATA[lustracja]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[urząd]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/05/28/inwigilacja-prawej-reki-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[Ku pamięci i przestrodze, żeby nam się nie ubzdurało, że PiS jest piękny. Pamiętacie lustrację, inwigilację, wykształciuchy i czerwone małpy? Dzięki nim zacząłem pisać opowiadania ćwierćabsurdalne. Powinienem dziękować Czwartej RP za nieprzerwane źrodło fruspiracji (tak, tak, inspiracja czerpana z frustracji), ale zdecydowanie bardziej od pis-absurdu wolę tech-absurd.

Gdy wojewoda Mrugalski obudził się po długiej nocy spędzonej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Ku pamięci i przestrodze, żeby nam się nie ubzdurało, że PiS jest piękny. Pamiętacie lustrację, inwigilację, wykształciuchy i czerwone małpy? Dzięki nim zacząłem pisać opowiadania ćwierćabsurdalne. Powinienem dziękować Czwartej RP za nieprzerwane źrodło fruspiracji (tak, tak, inspiracja czerpana z frustracji), ale zdecydowanie bardziej od pis-absurdu wolę tech-absurd.<br />
</em></p>
<p>Gdy wojewoda Mrugalski obudził się po długiej nocy spędzonej w stanie wskazującym na spożycie usługi cielesnej regulaminowej, spostrzegł w momencie podnoszenia prawej ręki w celu wykonania gestu „hello mein Wódz” do swojego portretu umieszczonego nad łóżkiem w ilości sztuk trzech, że ręka ta jest lekko zdrętwiała, a spał na boku lewym. <span id="more-16531"></span></p>
<p>Podejrzane, pomyślał wojewoda i wykonał ruch skrobiący regulaminowy poranny. Wstał, zrobił sobie kawę czarną koncesjonowaną przez kancelarię Wodza, wypalił papierosa w trybie od peta wstecz, zjadł jajecznicę przygotowaną przez żonę, która odeszła od niego dwa lata temu, i już w tydzień później na specjalnej konferencji prasowej ogłosił, że był inwigilowany przez swoją lewą rękę.</p>
<p>– Mam dowody na to, że już od urodzenia byłem inwigilowany przez służby, których tajnym agentem była lewica, i aż wstydzę się powiedzieć, że moja. W szczególności ten bezprzykładny proceder służb skupiał się na mojej prawej ręce, która wielokrotnie odnosiła urazy fizyczne i psychiczne, a jej stan zdrowia pozostawia wiele do życzenia. Jeżeli nie przerwę tej fali zbrodni pod moim adresem na prawo od lewej kończyny górnej, to będzie to ogromna krzywda dla mnie, dla województwa, dla kraju! – mówił rozentuzjazmowany Mrugalski i zapowietrzając mikrofon główny, zapowiedział złożenie doniesienia do prokuratury.</p>
<p>Dziennikarze zwietrzyli dobry temat:</p>
<p>– Kiedy po raz pierwszy zorientował się pan, że jest śledzony, podsłuchiwany, machany?</p>
<p>– Dlaczego dopiero teraz zawiadamia pan prokuraturę, skoro był pan łapany za rękę od samego urodzenia, czy wręcz może nawet wcześniej, jak można sobie wyobrazić?</p>
<p>– Kiedy ujawni pan wszystkie dokumenty związane z inwigilacją pańskiej prawej ręki. No właśnie: ręki czy dłoni?</p>
<p>– Czy nie uważa pan, że sprawę należy traktować mimo wszystko bardziej całościowo, to znaczy, jeżeli pan nie jest agentem, to pana lewa ręka też nie?</p>
<p>– Albo jeżeli pana lewa ręka jest, to pan też?</p>
<p>– Czy nie posługuje się pan tak znienawidzonym agentem, gdy otwiera pan drzwi lewostronne?</p>
<p>– Jak się pan czuje z agentem służb w jednym domu?</p>
<p>– W jednym łóżku?</p>
<p>– Czy rozmawiacie ze sobą?</p>
<p>Mrugalski miał swoje powody, by zrobić mediowe larum wokół tego, co sterczało mu z lewej strony tułowia. Po pierwsze: było ono agentem, bez cienia wątpliwości, a dowody same się znajdą; po drugie: miał już dosyć urzędu wojewódzkiego, bo zieleń w korytarzach działała mu na nerwy, a lokalne dziennikarzyny szukające dziury w całym nie wpływały pozytywnie na równowagę bioenergetyczną; po trzecie: miał już dosyć zapełniania 1489 pikseli ekranu za prawym ramieniem Wodza w czasie relacji ze spotkań w terenie, choć miał w tym już wprawę i zazdrościli mu tego wszyscy nieoficjalni doradcy Wodza.</p>
<p>– Czas na więcej pikseli, panie mein Mrugalski – nucił sobie wojewoda do melodii, którą sam wymyślił, przez co był podwójnie zadowolony, otwierając lodówkę z piwem nieprawą ręką, bo się zamyślił nad mądrością słów piosenki.</p>
<p>Zapełniający minimum 12 397 pikseli ekranu Wódz nie miał nic przeciwko tej oddolnej inicjatywie uważanego za przygłuszca wojewody z odległej placówki przy granicy z tymi, których nasz kraj nie lubił. Doradcy (bez Lipickiego, który miał wylecieć następnego dnia za gejowską grzywkę) dopatrzyli się w tym precyzyjnego działania, które doskonale wpisywało się w trend inwigilacyjny, kreowany przez kancelarię Wodza.</p>
<p>– A to pierwszy przypadek inwigilacji wewnątrzosobniczej! – zachwalał doradca Broczek i postanowiono przeznaczyć na Mrugalskiego dwie minuty tygodniowo w telewizji publicznej regulaminowej.</p>
<p>Wojewoda tryskał energią, z tym że kazał się filmować wyłącznie z prawej strony, a gdy ktoś podszedł z lewej, był brutalnie wyprowadzany przez coraz tłumniejszą ochronę. Umiał podkręcać atmosferę, zresztą robił to zgodnie z fantastycznie opracowanym Regulaminem kontaktów z nieprzychylnymi mediami (Regulaminu kontaktów z przychylnymi mediami nie napisano).</p>
<p>Prokuratura wzięła się do sprawy profesjonalnie. Stworzono zespół Mru, który zajmował się zbieraniem danych i przesłuchiwaniem świadków ze szczególnym uwzględnieniem rodziny poszkodowanego. Pierwsze informacje o metodach pracy służb Mrugalski ujawnił na swojej dziewiątej, długo wyczekiwanej konferencji prasowej. Powinien już wtedy zauważyć, że jego zawartość ekranowa zwiększyła się do 13 tysięcy pikseli, a oglądalność przy 75 procent uwagi widza (wg badań CBBOP) była większa niż nadawana trzy minuty wcześniej wypowiedź Wodza na temat prób nakłonienia go do współpracy ze służbami, dokonywanych rano przez bułkę z masłem i przeterminowanym paprykarzem drobiowym.</p>
<p>– Wierzyłem jej, niczego się nie spodziewałem, choć, gdy teraz patrzę na to, co robiła, muszę stwierdzić z niekłamanym żalem, że osaczyła mnie, otumaniła, a ja, biedny, byłem jak naiwne dziecko, które chce wierzyć, że wszystko jest dobrze – mówił na konferencji do bojaźliwie wyglądającego mikrofonu Mrugalski, bo w regulaminie było napisane, że trzeba wywołać współczucie u widza. – Gdy miałem siedem lat, wsparłem się na dwóch rękach na drabince w ogródku jordanowskim i upadłem, bo lewa ręka wywinęła się zdradziecko na zewnątrz. To tylko jeden z tysiąca dowodów w tej sprawie.</p>
<p>Konferencja na tym się skończyła. Mrugalski chciał dozować przypływ sensacji, z tym że nie przewidział, że liczba minut zostanie zredukowana przez kancelarię Wodza do 0,45 tygodniowo. Postanowił działać inaczej.</p>
<p>Do konferencji numer siedemnaście przygotował się wyjątkowo starannie, tym bardziej że miał niespodziankę, i to nie tylko dla dziennikarzy. Już dwie godziny przez wystąpieniem ćwiczył czaj-ti-huo, by stłumić narastające w nim emocje. Wypił dwie kawy witaminizowane, poprawił grzywkę i przeprosił się z toaletą.</p>
<p>Po trzech minutach, przeznaczonych na kurtuazyjne przywitanie z dziennikarzami i dowcip o inwigilacji ameby przez pantofelka, Mrugalski wziął głębszy oddech i powiedział:</p>
<p>– Szanowni Państwo tu zebrani. Chciałbym powiedzieć coś niezmiernie ważnego, i jest to zupełnie nowa okoliczność w tej sprawie. Otóż, proszę notować. Byłem inwigilowany wszędzie: w domu, w szkole, w pracy, w toalecie! I tu muszę powiedzieć jasno, że to, co mnie inwigilowało, znajduje się na stole z mojej lewej strony. Wszystko. Nie tylko lewa ręka! Wszystko!</p>
<p>Na sali zawrzało. Mrugalski patrzył z tłumionym grymasem triumfu na nic nie spodziewającego się prokuratora okręgowego.</p>
<p>Na stole z lewej strony znajdowały się: lewa ręka Mrugalskiego, prawa ręka prokuratora oraz lewa ręka prokuratora, znanego z tego, że był prawą ręką prawej ręki Wodza.</p>
<p>– Tak! – grzmiał wojewoda, wypełniając rekordową liczbę pikseli (17 302). – Składam doniesienie do prokuratury na prawą i lewą rękę prokuratora okręgowego! A jeszcze dzisiaj podawałem mu swą prawicę!</p>
<p>Takiej wrzawy mediowej nie spodziewał się nikt, nawet Mrugalski, który w przypływie olbrzymiej popularności mediowej (telewizja prywatna nieregulaminowa, ogólnopolskie czasopisma leworęczne), porównywalnej jedynie do gwiazd programu Kabaret z gwiazdami, nawet nie zauważył, że został zwolniony ze stanowiska – za nieprawidłowości w działaniu spłuczki sedesowej w toalecie głównej Urzędu Wojewódzkiego.</p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/05/28/inwigilacja-prawej-reki-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Satelita SX4 a sprawa Baroniowej [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/04/16/satelita-sx4-a-sprawa-baroniowej-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/04/16/satelita-sx4-a-sprawa-baroniowej-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Apr 2010 09:48:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[kot]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[rasowy]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/04/16/satelita-sx4-a-sprawa-baroniowej-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[Poszukiwanie winnych, czyli przedsmak tego, co będzie się działo od poniedziałku &#8211; w wymiarze nie narodowym, ale ludzkim i nie w tonie martyrologicznym, ale z przymrużeniem oka. Opowiadanie napisane w czasach PiS-u, w ramach odreagowania absurdów twórczością własną.
W środę po południu, zaraz przed końcem pierwszej zmiany w Zakładach Komponentów do Zup w Proszku „Prosz-smak”, na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Poszukiwanie winnych, czyli przedsmak tego, co będzie się działo od poniedziałku &#8211; w wymiarze nie narodowym, ale ludzkim i nie w tonie martyrologicznym, ale z przymrużeniem oka. Opowiadanie napisane w czasach PiS-u, w ramach odreagowania absurdów twórczością własną.</em></p>
<p>W środę po południu, zaraz przed końcem pierwszej zmiany w Zakładach Komponentów do Zup w Proszku „Prosz-smak”, na samochód prezesa spadł satelita szpiegowski RX4.<br />
Miał stożkowato-walcowato-wklęsło-wypukły kształt, cztery nibyczułki, jedno lustro weneckie do podglądania, a także jeden ekran do przechwytywania czegoś, co zapewne znajduje się w przestrzeni kosmicznej.<br />
Pracownicy budynku biurowego, którzy widzieli moment zderzenia, byli przerażeni. Satelita wbił się głęboko w limuzynę prezesa – srebrzystego Snobwagena Elegant Prestige Limited Edition, którego ten odebrał z salonu w Feuerguhl dwa dni wcześniej. Za chwilę prezes powinien pojawić się na dziedzińcu zakładów. Zawsze o 15:58 pojawiał się na dziedzińcu zakładów. <span id="more-15638"></span><br />
– Chyba szybko nie wyjdziemy. A stara zrobiła dzisiaj kopytka – powiedział cicho Stachanek. – Ale ja mam zwichniętą rękę – dodał szybko.<br />
– Ty, Stachanek, nie kombinuj. Wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji, więc się nie wywiniesz – ucięła pani Teresa.<br />
Należało wyjść i zainteresować się obcym ciałem. Wyszli prawie wszyscy. Ten, kto nie wyszedł, był automatycznie zaliczany do grupy bardziej podejrzanych, więc nawet pracownicy drugiej zmiany woleli postać na dziedzińcu i pokazać się w tłumie, żeby później nie było.<br />
Ktoś z tłumu rzucił:<br />
– Te, Goniek, przyznaj się, że to ty i będzie po sprawie.<br />
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, nawet Goniek, operatorowy mieszarki konserwantów, który za dwa dni miał odejść na emeryturę. Stanął przy samochodzie, złapał jedną antenkę i udawał, że pozuje do zdjęcia, co natychmiast wykorzystał Mały Juruś, który pstryknął zdjęcie swoją komórką o matrycy 41,2 megapiksela. Ten niewiele wyższy od swoich spodni człowiek o chytrych oczkach oficjalnie donosił prowiant na stanowiska pracy, a nieoficjalnie donosił do prezesa.<br />
Napięcie rosło, a satelita cichutko pykał swoją zaawansowaną elektroniką i dał się nawet lubić.<br />
W końcu na dziedziniec wyszedł prezes w towarzystwie gościa z Warszawy, eleganckiej pani reporter z tygodnika.<br />
– O widzi pani, jaką furorę robi moja limuzynia. Mówię pani, pani dyrektor…<br />
– Reporter – przerwała, zrezygnowana ciągłym przypominaniem, dziennikarka.<br />
– … no mówię, że to przez to obicie drewniane z podwędzanego klonu senegalskiego.<br />
W tłumie nagle zapanowała cisza. Wszyscy patrzyli na prezesa i czekali na jego reakcję.<br />
Prezes, jak zwykle w takich sytuacjach (ostatnio, pół roku temu, gdy spadła mu komórka), zawył jak niedźwiedź, co należy skonfrontować z jego nazwiskiem Zając Marian:<br />
– Aaaaaaugharrrrraaaaagh!<br />
Pracownicy Zakładów Komponentów do Zup w Proszku „Prosz-smak” wstrzymali oddech przed drugą częścią:<br />
– Ghuurrrrrrbanhaaarghaaa!<br />
By potem nastąpiło krótkie i wyraziste:<br />
– Dyrgh!<br />
– Panie prezesie, może to wcale nie tak źle. Wóz teraz bardziej naszpikowany elektroniką, jakby… – próbował ratować humor pryncypała Mały Juruś, który zawsze w takich momentach pomagał szefowi zamienić się ze zwierzęcia w człowieka.<br />
Prezesowi, jak zwykle popękały wszystkie naczynia włosowate w gałkach ocznych, zwłaszcza lewej, co zauważyła pani reporter, i, by oszczędzić sobie niemiłego widoku, przeszła na druga stronę.<br />
– Ja wam pokażę, już ja znajdę tego… już ja znajdę tego, co to zrobił. Boże, Boże, co ja powiem Hal… Jance (Janka była żoną Zająca, a Halina nie była).<br />
Po chwili zastanowienia prezes powiedział:<br />
– Kto to zrobił? No, przyznać się. Ja wam pokażę, wy. Kto to zrobił. I tak znajdę winnego!<br />
– Panie prezesie, czy nie uważa pan, że coś, co wygląda na satelitę nie mogło powstać tu, w zakładzie? – postanowiła zbadać sprawę reporterka, wystawiając lewy profil w stronę publiczności.<br />
– Jak to nie na zakładzie? Jak to nie na zakładzie? A gdzie? Wszyscy tu tylko czatują, żeby mi się coś… żebym się potknął, upadł, coś spadło, uderzyło, żebym zawału albo ataku, albo innego… A pani mi tu wyjeżdża…<br />
– Ale to przecież…<br />
– Pani się umilknie się z łaski swojej. Już byśmy byli w niebie, jakbym wyszedł normalnie, ale pani malowała te rzęsy długo, więc ciesz się pani, że panią uratowałem.<br />
– Ale to ja pana raczej… – reporterka zbaraniała i schowała twarz w dłoniach.<br />
– A to zabawne: jedno z nieba, a drugie do nieba – powiedział cicho Hirek, ale na tyle głośno, że parę osób mimowolnie się zaśmiało.<br />
Prezes nadstawił uszy:<br />
– No, przyznać się, bo sam wybiorę. Ty Nosal, to na pewno ty. Nie dałem ci podwyżki od dziewięćdziesiątego szóstego. Ty masz coś do mnie. No, gadaj, skąd to miałeś.<br />
Nosal cały przerażony odpowiedział:<br />
– Ale jak ja mogłem, panie prezesie! Ja do kościoła chodzę co tydzień i spowiadam się, no jak ja mogłem. I nie znam się na elektryce, więc skąd ja miałem wiedzieć, co to jest.<br />
– Nosal, już ty nie bądź takie niewiniątko. A radyjko, to kto ma w szafce? Ja? – fuknął Leonsjo.<br />
– Leonsjo, ty mi nie podskakuj. Ty mi już raz wywinąłeś numer z kablem od laptopego, więc się ucisz… a może to ty zrobiłeś, tylko winę chcesz zrzucić na innych! – ryknął prezes, podejmując nowy trop.<br />
– Proszę państwa, to widowisko nie ma sensu. Ten obiekt jest produkcji amerykańskiej. O proszę, flagę widać – próbowała zakończyć to niemiłe widowisko dziennikarka.<br />
Ktoś rzucił:<br />
– Szymek ma siostrę w Chicago!<br />
– Gdzie on jest, ta gnida, już ja mu pokażę!<br />
Szymon wystąpił przed szereg, klęknął i zaczął szlochać:<br />
– Panie prezesie, to nie ja. Ja mam rodzinę, ja nie mogę stracić pracy, ja muszę pracować. Z czego ja wyżywię dwójkę dzieci, i trzecie w drodze…<br />
– Trzecie? – zainteresował się Zając. – Przecież mówiłeś, że twoja żona jest bezpłodna.<br />
– Panie prezesie! – w przypływie złych emocji krzyknął Szymek. – To naprawdę nie ja! To Stachanek. Widziałem go, jak niósł coś metalowego!<br />
– Tylko nie Stachanek, tylko nie Stachanek. Ja nie mogę dźwigać, ja mam rękę zwichniętą! Już mówiłem – rzucił pewnie Stachanek, tak pewnie, jak ktoś, kto ma żelazne alibi. – A ty Bronuś, co tak cicho siedzisz. Coś przeskrobałeś?</p>
<p>Poszukiwanie winnego trwało dobre dwie godziny, na tyle długo, że satelita przestał miło pykać, a puder zdążył zdematerializować się z lewego profilu pani reporterki. Po kilku minutach stagnacji nowy trop podjął Mały Juruś, który od dawna uważał, że za swoje zasługi powinien był mieć stanowisko dyrektorskie. Zaczął szukać wzrokiem Bohdana Pawickiego, dyrektora sprzedaży. Nie znalazł go.<br />
– No właśnie, a dlaczego nie pomaga nam znaleźć winnego pan dyrektor Pawicki. Gdzie jest pan dyrektor Pawicki, może ktoś wie? Może w byłym pegeerze oni tam mają dużo żelastwa. – Mały Juruś się rozkręcał, ale nie musiał kontynuować, bo prezes podchwycił temat.<br />
Przeszkadzały mu układy Pawickiego w gminie, w cechu i w związku. Po chwili już było prawie wiadomo, że to Pawicki, gdy w drzwiach budynku pojawił się właśnie omawiany.<br />
Pawicki na swoich krótkich nóżkach szybko przydreptał na miejsce zdarzeń i w mgnieniu oka rozeznał się w sytuacji. Mały Juruś przycichł, a prezes jakby ochłonął z emocji.<br />
– Ja myślę, wiecie, że tego nie zrobił ktoś, kogo można najbardziej o to posądzać. O nie. To był ktoś dużo bardziej sprytny. Taki, co to w życiu byś. Tacy są najgorsi.<br />
– Ale kto?<br />
– Niech pomyślę. Dajcie mi pomyśleć. Czy ktoś może przynieść mi trochę wody do pomyślenia?<br />
– No kto, no kto, już ja mu pokażę!<br />
– Baroniowa, wiecie, ta z pakowalni, jest cicha i pracuje właśnie na pakowalni, więc kto tam wie, co robi w gruncie – rzekł teatralnie Pawicki, a brzmiało to jak wyrok.<br />
– No tak, to chyba Baroniowa, taka cicha, a kiedyś powiedziała, że zmęczona jest. I to rano!<br />
– Baroniowa. Ja też tak uważam, że to ona. Od samego początku uważałam, że ona, bo jej nie lubię, bo poprawia po mnie paczki… – dorzuciła Martysia z pakowalni.<br />
– A ty też z pakowalni?<br />
– A nie, nie, ja tylko przelotem.<br />
Prezes podejmował w myślach decyzję, patrząc skrzywiony bólem na Snobwagena RX4. Była to jego pierwsza decyzja w tym dniu.<br />
– Ja wam pokażę… wszystkim cofam premię, a Baroniowa wylatuje z pracy! Ja wam pokażę, ja wam…<br />
– Ale pan prezes cofnął premię pół roku temu – rzucił ktoś nieśmiało.</p>
<p>Jadwiga Baroniowa, zwana przez niektórych cynicznie baroniową Jadwigą (pochodziła z rodziny podupadłych właścicieli okolicznego dworku), była w tym czasie na urlopie i pchała zesputego poloneza ze swoim mężem w środku w drodze do teściów, gdzie zamierzali spędzić kilka dni w ciszy i spokoju.</p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/04/16/satelita-sx4-a-sprawa-baroniowej-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Selected quotes on technology</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/03/18/selected-quotes-on-technology/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/03/18/selected-quotes-on-technology/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Mar 2010 07:02:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[English]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[best]]></category>
		<category><![CDATA[device]]></category>
		<category><![CDATA[famous]]></category>
		<category><![CDATA[human]]></category>
		<category><![CDATA[machine]]></category>
		<category><![CDATA[quote]]></category>
		<category><![CDATA[quotes]]></category>
		<category><![CDATA[Tech-absurd]]></category>
		<category><![CDATA[technology]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/03/18/selected-quotes-on-technology/</guid>
		<description><![CDATA[Read also: Thoughts on Human +/- Technology »»»

Technology is a word that describes something that doesn&#8217;t work yet.
—        Douglas  Adams
Just because something doesn&#8217;t do what you planned it to do doesn&#8217;t mean it&#8217;s useless.
– Thomas Edison
The  system of nature, of which man is a part, tends [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h4 class="highlight"><span style="color: #888888;">Read also: Thoughts on Human +/- Technology <a title="»»»" href="http://www.passwordincorrect.com/2009/08/29/human-technology/">»»»</a></span></h4>
<p></p>
<p><strong>Technology is a word that describes something that doesn&#8217;t work yet.</strong><br />
—        Douglas  Adams</p>
<p><strong>Just because something doesn&#8217;t do what you planned it to do doesn&#8217;t mean it&#8217;s useless.</strong><br />
– Thomas Edison</p>
<p><strong>The  system of nature, of which man is a part, tends to be self-balancing,  self-adjusting, self-cleansing.  Not so with technology.</strong><br />
– E.F.  Schumacher</p>
<p><strong>The  most important and urgent problems of the technology of today are no  longer the satisfactions of the primary needs or of archetypal wishes,  but the reparation of the evils and damages by the technology of  yesterday.</strong><br />
– Dennis Gabor</p>
<p><strong>It has become appallingly obvious that our technology has exceeded our  humanity. </strong><br />
—        Albert  Einstein</p>
<p><strong>First we thought the PC was a calculator. Then we found out how to turn  numbers into letters with ASCII — and we thought it was a typewriter.  Then we discovered graphics, and we thought it was a television. With  the World Wide Web, we&#8217;ve realized it&#8217;s a brochure.</strong><br />
—        Douglas  Adams <span id="more-14972"></span></p>
<p></p>
<p><strong>One machine can do the work of fifty ordinary men. No machine can do the  work of one extraordinary man.</strong><br />
—        Elbert  Hubbard</p>
<p><strong>All this modern technology just makes people try to do everything at  once.</strong><br />
—        Bill  Watterson</p>
<p><strong>When man wanted to make a machine that would walk he created the wheel,  which does not resemble a leg.</strong><br />
—        Guillaume Apollinaire</p>
<p><strong>[What art] seeks to disturb is monotony of type, slavery of custom,   tyranny of habit, and the reduction of man to the level of a machine.</strong><br />
—        Oscar   Wilde</p>
<p><strong>We are stuck with technology when what we really want is just stuff  that works.</strong><br />
—        Douglas  Adams</p>
<p><strong>When machines fail, when technology fails, when the conventional  religion fails, people have got to have something. Even a zombin  lurching through the night can seem pretty cheerful compared to the  existential comedy/horror of the ozone layer dissolving under the  combined assult of a million flurocarbon spray cans of deodorant.</strong><br />
—        Stephen  King</p>
<p><strong>Humanity is acquiring all the right technology for all the wrong   reasons.</strong><br />
—        R. Buckminster Fuller</p>
<p><strong>It&#8217;s supposed to be automatic, but actually you  have to push this  button.</strong><br />
— John  Brunner</p>
<p><strong>Books may look like nothing more than words on a page, but they are  actually an infinitely complex imaginotransference technology that  translates odd, inky squiggles into pictures inside your head.</strong><br />
—        Jasper  Fforde</p>
<p><strong>Technological progress has merely provided us with more efficient  means for going backwards.</strong><br />
—        Aldous  Huxley</p>
<p><strong>I think that novels that leave out technology misrepresent life as  badly as Victorians misrepresented life by leaving out sex.</strong><br />
—        Kurt  Vonnegut</p>
<p><strong>Before you become too entranced with gorgeous gadgets and mesmerizing  video displays, let me remind you that information is not knowledge,  knowledge is not wisdom, and wisdom is not foresight. Each grows out of  the other, and we need them all.</strong><br />
—        Arthur  C. Clarke</p>
<p><strong>The human spirit must prevail over technology.</strong><br />
—        Albert  Einstein</p>
<p><strong>In the old days, writers used to sit in front of a typewriter and stare  out of the window. Nowadays, because of the marvels of convergent  technology, the thing you type on and the window you stare out of are  now the same thing.</strong><br />
—        Douglas  Adams</p>
<p><strong>Technology&#8230; the knack of so arranging the world that we don&#8217;t have  to experience it.</strong><br />
—        Max  Frisch</p>
<p><strong>Computers are useless.  They can only give you answers.</strong><br />
—        Pablo  Picasso</p>
<p><strong>We have designed our civilization based on science and technology and  at the same time arranged things so that almost no one understands  anything at all about science and technology. This is a clear  prescription for disaster.</strong><br />
—        Carl  Sagan</p>
<p><strong>Technology frightens me to death. It&#8217;s designed by engineers to  impress other engineers. And they always come with instruction booklets  that are written by engineers for other engineers — which is why almost  no technology ever works.</strong><br />
—        John  Cleese</p>
<p><strong>Technological progress is like an axe in the hands of a pathological  criminal.</strong><br />
—        Albert  Einstein</p>
<p><strong>The great myth of our times is that technology is communication.</strong><br />
—        Libby  Larsen</p>
<p><strong>Human beings were invented by water as a device for transporting itself  from one place to another.</strong><br />
—        Tom  Robbins</p>
<p><strong>Our technology forces us to live mythically.</strong><br />
—        Marshall  McLuhan</p>
<p><strong>Technology made large populations possible; large populations now make  technology indispensable.</strong><br />
—        Joseph  Wood Krutch</p>
<p><strong>People are more difficult to work with than machines. And when you break  a person, he can&#8217;t be fixed.</strong><br />
—        Rick  Riordan</p>
<p><strong>Human beings are tool-making animals. Since the prehistoric era, we have  created and used a wide variety of objects. But now a significant change is about to occur. In the near future, we will simply become another object that can be  monitored, tracked and controlled within a vast machine.</strong><br />
—        John  Twelve Hawks</p>
<p><strong>TV and the Internet are good because they keep stupid people from  spending too much time out in public.</strong><br />
—        Douglas  Coupland</p>
<p><strong>Spelling is a way to make words safe, at least for now, until another  technology appears to soften attacks launched from the mouth.</strong><br />
—        Ben  Marcus</p>
<p><strong>When I grow up I want to be an inventor. First I will invent a time  machine. Then I&#8217;ll come back to yesterday and take myself to tomorrow  and skip this dumb assignment.</strong><br />
—        Bill  Watterson</p>
<p><strong>With the arrival of electric technology, man has extended, or set  outside himself, a live model of the central nervous system itself.  To  the degree that this is so, it is a development that suggests a  desperate suicidal autoamputation, as if the central nervous system  could no longer depend on the physical organs to be protective buffers  against the slings and arrows of outrageous mechanism.</strong><br />
—        Marshall  McLuhan</p>
<p><strong>This is the whole point of technology. It creates an appetite for  immortality on the one hand. It threatens universal extinction on the  other. Technology is lust removed from nature.</strong><br />
—        Don  DeLillo</p>
<p><strong>Progress is unstoppable. It is a drumbeat to which we must all march.  Technology helps and good ideas spread – these are two lows of nature.  If you don’t let technology help you, if you resist good ideas, you  condemn yourself to dinosaurhood! I am utterly convinced of this.</strong><br />
—        Yann  Martel</p>
<p><strong>The greatest achievement of humanity is not its works of art, science,  or technology, but the recognition of its own dysfunction.</strong><br />
—        Eckhart  Tolle</p>
<p><strong>Perhaps we humans are still in command, and perhaps there really will be  a conventional robot war in the not-so-distant future. If so, let&#8217;s  roll.</strong><br />
—        Chuck  Klosterman</p>
<p><strong>Technology to wipe out truth is now available. Not everybody can afford  it but it&#8217;s available. When the cost comes down, look out!</strong><br />
—        Bob Dylan</p>
<p><strong>Even a manically depressed robot is better to talk to then nobody.</strong><br />
—        Douglas  Adams</p>
<p><strong>Communications tools don&#8217;t get socially interesting until they get  technologically boring.</strong><br />
—        Clay  Shirky</p>
<p><strong>Any sufficiently advanced technology is equivalent to magic.</strong><br />
—        Sir Arthur C. Clarke</p>
<p><strong>Technology does not run an enterprise, relationships do.</strong><br />
—        Patricia  Fripp</p>
<p><strong>Ethics change with technology.</strong><br />
—        Larry  Niven</p>
<p><strong>By the late twentieth century, our time, a mythic time, we are all  chimeras, theorized and fabricated hybrids of machine and organism; in  short, we are cyborgs.</strong><br />
—        Donna  J. Haraway</p>
<p><strong>If you own a machine, you are in turn owned by it, and spend your time   serving it&#8230;</strong><br />
—        Marion Zimmer Bradley</p>
<p><strong>As each wave of technology is released. It must be accompanied by a  demand for new skills, new language. Consumers must constantly update  their ways of thinking, always questioning their understanding of the  world. Going back to old ways, old technology is forbidden. There in no  past, no present, only an endless future of inadequacy.</strong><br />
—        Richard  Kadrey</p>
<p><strong>I am not some kind of computer. Only machines have glib answers for  everything.</strong><br />
—        Madeleine  L&#8217;Engle</p>
<p><strong>So much technology, so little talent.</strong><br />
—        Vernor  Vinge</p>
<p><strong>Programs must be written for people to read, and only incidentally for  machines to execute.</strong><br />
—        Harold  Abelson</p>
<p><strong>Technology &#8211; with all its promise and potential &#8211; has gotten so far  beyond human control that its threatening the future of humankind.</strong><br />
—        Kim  J. Vicente</p>
<p><strong>For a list of all the ways technology has failed to improve the quality  of life, please press three.</strong><br />
—        Alice  Kahn</p>
<p><strong>Technology is dominated by two types of people: those who understand  what they do not manage and those who manage what they do not  understand.</strong><br />
—        Archibald  Putt</p>
<p><strong>As a technology, the book is like a hammer. That is to say, it is  perfect: a tool ideally suited to its task. Hammers can be tweaked and  varied but will never go obsolete. Even when builders pound nails by the  thousand with pneumatic nail guns, every household needs a hammer.</strong><br />
—        James  Gleick</p>
<p><strong>The art (as opposed to the technology) of reading requires that you  develop a beautiful tolerance for incomprehension. The greatest books  are the books that you come to understand more deeply with time, with  age and with rereading.</strong><br />
—        Michael Silverblatt</p>
<p><strong>Wisdom demands a new orientation of science and technology toward the  organic, the gentle, the elegant and beautiful.</strong><br />
—        E.F.  Schumacher</p>
<p><strong>The test of the machine is the satisfaction it gives you.  There isn&#8217;t  any other test.  If the machine produces tranquility it&#8217;s right.  If it  disturbs you it&#8217;s wrong until either the machine or your mind is  changed.</strong><br />
—        Robert  M. Pirsig</p>
<p><strong>Technology adds nothing to art. Two thousand years ago, I could tell you  a story, and at any point during the story I could stop, and ask, Now  do you want the hero to be kidnapped, or not? But that would, of course,  have ruined the story. Part of the experience of being entertained is  sitting back and plugging into someone else&#8217;s vision.</strong><br />
—        Penn  Jillette</p>
<p><strong>When I feel the urge to get some fresh air, I connect to the internet.</strong><br />
—        Harwinder Singh Bhatia</p>
<p><strong>The &#8216;Net is a waste of time, and that&#8217;s exactly what&#8217;s right about it.&#8221;<br />
</strong>—        William  Gibson</p>
<p><strong>I like to imagine that the world is one big machine. You know, machines  never have any extra parts. They have the exact number and types of  parts they need. So I figure if the entire world is a big machine, I  have to be here for some reason, too.</strong><br />
—        Brian  Selznick</p>
<p><strong>If future generations are to remember us with gratitude rather than  contempt, we must leave them more than the miracles of technology. We  must leave them a glimpse of the world as it was in the beginning, not  just after we got through with it.</strong><br />
—        Lyndon  B. Johnson</p>
<p><strong>Technology has allowed&#8230;our society to separate itself from the sights  and the sounds of killing&#8230;.  It must be easy to kill from a roomful of  fluorescent lights and wash-and-wear shirts.</strong><br />
—        Caryl  Rivers</p>
<p><strong>The advance of our technology is coincidental with the loss of our  appetite for ethical questions that ought to attend the implications of  these new powers. In the name of diversity, any idea is regarded as  worthy as any other; any nonsense is entitled to a forum, a full  hearing, and equal time.</strong><br />
—        Thomas  Lynch</p>
<p><strong>Technology is destructive only in the hands of people who do not realize  that they are one and the same process as the universe.</strong><br />
—        Alan  Wilson Watts</p>
<p><strong>The ultimate promise of technology is to make us master of a world that  we command by the push of a button.</strong><br />
—        Volker  Grassmuck</p>
<p><strong>Science and technology are what we can do; morality is what we agree we  should or should not do.</strong><br />
—        Edward  O. Wilson</p>
<p><strong>A man with a machine and inadequate culture is a pestilence.</strong><br />
—        Wendell  Berry</p>
<p><strong>Technology always has unforeseen consequences, and it is not always  clear, at the beginning, who or what will win, and who or what will  lose&#8230;</strong><br />
—        Neil  Postman</p>
<p><strong>We are losing our common vocabulary, built over thousands of years to  help and delight and instruct us, for the sake of what we take to be the  new technology&#8217;s virtues.</strong><br />
—        Alberto  Manguel</p>
<p><strong>As far as a &#8220;technology that could remove people from their clothes,&#8221;  Billy Dee and I would recommend Colt 45 &#8211; works every time.</strong><br />
—        Fred Clark</p>
<p><strong>Our technology has marched ahead of our spiritual and social evolution,  making us, frankly, a dangerous people.</strong><br />
—        Steven  M. Greer</p>
<p><strong>We&#8217;re reaching the point where the Earth will have to end the burden  we&#8217;ve placed on her, if we don&#8217;t lift the burden ourselves.</strong><br />
—        Steven  M. Greer</p>
<p><strong>Technology is the campfire around which we tell our stories.</strong><br />
—        Laurie  Anderson</p>
<p><strong>Your brain may give birth to any technology, but other brains will  decide whether the technology thrives.  The number of possible  technologies is infinite, and only a few pass this test of affinity with  human nature.</strong><br />
—        Robert  Wright</p>
<p><strong>It bears emphasizing: our traditional ways of thinking have ignored &#8211;  and virtually made invisible &#8211; the relationship between people and  technology.</strong><br />
—        Kim  J. Vicente</p>
<p><strong>The real danger is not that computers will begin to think like men, but  that men will begin to think like computers.</strong><br />
—        Sydney  J. Harris</p>
<p><strong>The production of too many useful things results in too many useless  people.</strong><br />
—        Karl Marx</p>
<p><strong>The parts of humanity that use to be civil are dead and gone. The only  thing left is a technological, emotionless, colorless, dead version of  reality we live in every day.</strong><br />
—        James  Wheeler</p>
<p><strong>Do not apologize for crying. Without this emotion, we are only robots.</strong><br />
—        Elizabeth  Gilbert</p>
<p><strong>The future presented by the internet is the mass amateurization of  publishing and a switch from &#8216;Why publish this?&#8217; to &#8216;Why not?&#8217;</strong><br />
—        Clay  Shirky</p>
<p><strong>First they use technology to poison the planet, then they develop it  further to escape from the planet they have poisoned.</strong><br />
—        Katherine Hayles</p>
<p><strong>If you can’t understand the spec for a new technology, don’t worry: nobody else will understand it either, and the  technology won’t be that important.</strong><br />
—        Joel  Spolsky</p>
<p><strong>The real problem is not whether machines think but whether men do.</strong><br />
– B.F. Skinner</p>
<p><strong>We  live in a society exquisitely dependent on  science and technology, in  which hardly anyone knows anything about  science and technology.</strong><br />
– Carl  Sagan</p>
<p><strong>Once a new technology rolls over you, if you&#8217;re not part of the steamroller, you&#8217;re part of the road.</strong><br />
– Stewart Brand</p>
<p><strong>If   there is technological advance without social advance, there is,  almost  automatically, an increase in human misery, in impoverishment.</strong><br />
– Michael Harrington</p>
<p><strong>A   technician is a man who understands everything about his job except  its  ultimate purpose and its place in the order of the universe.</strong><br />
– Richard Livingstone</p>
<p><strong>However   far modern science and techniques have fallen short of their inherent   possibilities, they have taught mankind at least one lesson: Nothing is   impossible.</strong><br />
– Lewis Mumford</p>
<p><strong>We must learn to balance the material wonders of technology with the spiritual demands of our human race.</strong><br />
– John Naisbitt</p>
<p><strong>Technology   is very seductive, and it is certainly changing the way things are   designed and made and taught. The problem is when technology has seduced   you away from thinking about things as deeply as you should.</strong><br />
– Arthur Ganson</p>
<p><strong>Any sufficiently advanced technology is indistinguishable from magic.</strong><br />
– Arthur C. Clarke</p>
<p><strong>There   are three roads to ruin; women, gambling and technicians. The most   pleasant is with women, the quickest is with gambling, but the surest is   with technicians.</strong><br />
– Georges Pompidou</p>
<p><strong>The  real danger is not that computers will begin to think like men, but  that men will begin to think like computers.</strong><br />
– Sydney J. Harris</p>
<p><strong>Things should be made as simple as possible, but not any simpler.</strong><br />
– Albert Einstein</p>
<p><strong>Hardware: the parts of a computer that can be kicked.</strong><br />
– Jeff Pesis</p>
<p><strong>The machine does not isolate man from the great problems of nature but plunges him more deeply into them.</strong><br />
– Saint-Exupéry</p>
<p><strong>Man is the lowest-cost, 150-pound, nonlinear, all-purpose computer system which can be mass-produced by unskilled labor. </strong><br />
– Anonymous</p>
<p><strong>Computers are like bikinis. They save people a lot of guesswork.</strong><br />
– Sam Ewing</p>
<p><strong>Civilization  advances by extending the number of important operations which we can  perform without thinking of them.</strong><br />
– Alfred North Whitehead</p>
<p><strong>Technology presumes there&#8217;s just one right way to do things and there never is.</strong><br />
– Robert M. Pirsig</p>
<p><strong>This is why I loved technology: if you used it right, it could give you power and privacy.</strong><br />
– Cory Doctorow</p>
<p><strong>Technology&#8230;  is a queer thing. It brings you great gifts with one hand, and it  stabs you in the back with the other.</strong><br />
– C.P. Snow</p>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/03/18/selected-quotes-on-technology/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Immunitet na poboczu [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/02/14/immunitet-na-poboczu-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/02/14/immunitet-na-poboczu-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 12:23:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[agresja]]></category>
		<category><![CDATA[droga]]></category>
		<category><![CDATA[immunitet]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[poseł]]></category>
		<category><![CDATA[wypadek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/02/14/immunitet-na-poboczu-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[Poseł ziemi szczęśliwickiej, były właściciel wytwórni filmowej Go-Go Girls, Analryk Chlebota założył się z kolegami z klubu nocnego, że przejedzie z Szarawy do Zagdańska w 32 minuty. Poprzedni rekord należał do posła Bałukiewicza, który przebywał obecnie na intensywnej rehabilitacji szpitalnej połączonej z kuracją odwykową i nie mógł być uczestnikiem zakładu.
Koledzy wypili przepisowe pięć biegów wódki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Poseł ziemi szczęśliwickiej, były właściciel wytwórni filmowej Go-Go Girls, Analryk Chlebota założył się z kolegami z klubu nocnego, że przejedzie z Szarawy do Zagdańska w 32 minuty. Poprzedni rekord należał do posła Bałukiewicza, który przebywał obecnie na intensywnej rehabilitacji szpitalnej połączonej z kuracją odwykową i nie mógł być uczestnikiem zakładu.</p>
<p>Koledzy wypili przepisowe pięć biegów wódki czystej importowanej o smaku prezerwatywowej truskawki i wsiedli do samochodu.</p>
<p>Chlebota prowadził jak Łowczyc. Na dwudziestym siódmym kilometrze stracił panowanie nad kierownicą. Samochód wpadł w poślizg i przejechał na drugi pas. <span id="more-13833"></span></p>
<p>– Spokojnie! Mam immunitet! – krzyknął Chlebota pewnym głosem, próbując zapanować nad samochodem.</p>
<p>Zanim to mu się udało, jadący z naprzeciwka autobus z więźniami obozu pracy w Szydłówku, by uniknąć zderzenia, zjechał na pobocze, uderzając w pomnik przyrody Bolesław Prosty. Spotkanie z drzewem było na tyle silne, że autobus eksplodował. W powietrzu zaczęły fruwać różne szczątki.</p>
<p>Koledzy posła przyglądali się temu z podziwem i niedowierzaniem. Spojrzał też i Chlebota, co spowodowało, że znowu stracił panowanie nad samochodem i zmusił czerwonego funkwagena do wjechania na stojącą na poboczu wyzywająco ubraną panią sprzedającą jagody.</p>
<p>Była dwudziesta trzecia minuta zakładu i prawie na pewno było też wiadomo, że Chlebota go przegrał. Ze zdenerwowania wjechał na jadącego z naprzeciwka motocyklistę. Cały przód był zgnieciony i przestała działać elektryka w samochodzie, bo radiowideoodtwarzacz wyłączył się podczas emisji filmu <em>Dziewczęta z Zagłębia Rurki</em>.</p>
<p>– Kurrrrrr!… – krzyknął poirytowany poseł.</p>
<p>– Ale immunitet masz?</p>
<p>– Mam. Starczy dla was wszystkich, ha, ha, ha! – śmiał się poseł stylem opozycyjnym.</p>
<p>W tym czasie na przednią szybę spadła kromka chleba z masłem, którą w momencie zderzenia z Bolesławem Prostym jadł więzień nr 4781. Kromka uruchomiła automatyczny mechanizm wycieraczek, co spowodowało małe spięcie elektryczne.</p>
<p>Samochód posła Chleboty wyleciał w powietrze.</p>
<p>– Ale immunitet masz? – zawołała głowa któregoś kolegi do jednorękiego korpusu posła ziemi szczęśliwickiej.</p>
<p>– Mam! Starczy dla nas wszystkich… raz, dwa, trzy, cztery… trzydziestu sześciu – rzucił trochę mniej pewnie, w tej chwili już pozbawiony ręki, korpus posła Chleboty.</p>
<p style="text-align: left;"><em>Maj 2006</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/02/14/immunitet-na-poboczu-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miniantyagresor [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/01/22/miniantyagresor-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/01/22/miniantyagresor-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 Jan 2010 07:36:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[agresja]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[wynalazek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/01/22/miniantyagresor-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[Jak wielu wynalazców z powołania profesor Sławomir Suwak projektował jedynie te rzeczy, których sam potrzebował. Miał już kilka patentów na swoim sumieniu: automatyczny korek do otwierania wina w stanie wskazującym, przenośny zestaw gier planszowych do rozwiązywania problemów osobowościowych, portfel z minimaszynką do powielania banknotów stuzłotowych czy też urządzenie „dzień po” służące do bezpowrotnego eliminowania z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak wielu wynalazców z powołania profesor Sławomir Suwak projektował jedynie te rzeczy, których sam potrzebował. Miał już kilka patentów na swoim sumieniu: automatyczny korek do otwierania wina w stanie wskazującym, przenośny zestaw gier planszowych do rozwiązywania problemów osobowościowych, portfel z minimaszynką do powielania banknotów stuzłotowych czy też urządzenie „dzień po” służące do bezpowrotnego eliminowania z czasoprzestrzeni dni obciążonych kacem.</p>
<p>Teraz przyszedł czas na miniurządzenie niedopuszczające do pojawienia się agresji psychoruchowej.  <span id="more-13354"></span><br />
Urządzenie było bardzo proste. Ważyło około kilograma, było wielkości paczki mąki pszennej. Zakładało się je na nadgarstek prawej ręki. To ważne, by ręka była prawa, bo w przeciwnym razie wynalazek nie działał poprawnie lub, co gorsza, jego działanie było odwrotne. Należało codziennie uzupełniać minipojemniczki z substancjami pobudzającymi pozytywne procesy w organizmie doprowadzające do powrotu dobrego nastroju. Pojemniczki były trzy, a substancje były niedostępne na rynku i należało je sprowadzać drogą dyplomatyczną z USA. By urządzenie działało wystarczało włączyć funkcję stand-by. W tym trybie można było go używać nieprzerwanie przez 1,2 godziny. By naładować z powrotem baterie, potrzebny był jedynie zasilacz mieszczący się w niewielkiej walizeczce. Urządzenie, gdy było włączone, wydawało z siebie ciche mruczenie (według niektórych głośne burczenie) mające utrzymywać właściciela w dobrym nastroju.</p>
<p>Profesor Suwak nazwał swoje nowe dziecko miniantyagresorem.<br />
Duże zainteresowanie produktem wykazywał koncern McPhilips, i to jeszcze na etapie prac projektowych. Firma częściowo sfinansowała nawet zakup podzespołów w swojej filii specjalizującej się produkcją komponentów do produktów zaawansowanych technologicznie. Zamówiła również prototyp urządzenia, które miało być uroczyście przedstawione do zatwierdzenia szefowi regionu Europa, Afryka i Izrael znanemu z tego, że bywał agresywny.<br />
To miał być wielki dzień Suwaka. Środa. Trzecia środa miesiąca. W takich dniach jak ten, w końcu cyklu biopogodowego fi-alfa, najwięcej ludzi popełniało samobójstwa i dochodziło do największej liczby wypadków na różnym tle. I właśnie w taki dzień jak ta precyzyjnie wybrana środa (aż się zaczerwieniła z faktu tak wielkiego jej wyróżnienia) miniagresor powinien zrobić największe wrażenie. Suwak miał odbyć konferencję prasową informującą o rewelacyjnym wynalazku, a później parafować umowę z McPhilipsem o współpracy przy wprowadzaniu miniantyagresora na rynek masowy.<br />
Konferencja prasowa odbyła się jak sobie profesor wymarzył. Na początku dziennikarze byli rozdrażnieni, ale później, widząc wspaniały nastrój Suwaka zaczęli zmieniać zdanie. Na koktajlu kilku dziennikarzy przetestowało urządzenie i wpadli w niekłamany entuzjazm. Jeden z nich postanowił napisać aż trzy artykuły (na cztery szpalty każdy), za skromną odpłatnością na pokrycie kosztów wycieczki zagranicznej syna brata stryjecznego.<br />
Gorzej było ze spotkaniem w McPhilipsie. Biznesmeni byli rozdrażnieni i nic nie było w stanie poprawić im humoru.<br />
– Dlaczego to jest takie duże? – powiedział jeden ważny pan.<br />
– No właśnie, dlaczego to jest takie duże. A poza tym szef na region zmarł na atak serca, a nowy jest cichym introwertycznym flegmatykiem, więc nie doceni – dodał drugi ważny pan.<br />
– No właśnie, nowy nie doceni, a jak pan przyniesie urządzenie, które mieści się na karcie sim, to wtedy porozmawiamy poważnie.<br />
– No właśnie, porozmawiamy poważnie i życzymy sukcesów.<br />
– Życzymy sukcesów i do widzenia, no właśnie.<br />
Profesor nie wybuchnął gniewem tylko dlatego, że z trzech minipojemniczków do jego krwi dostała się dosyć duża ilość substancji sprowadzanych drogą dyplomatyczną z USA.<br />
Przed wejściem do mieszkania Suwak wyłączył urządzenie, mimo że do wyczerpania baterii zostało siedem minut.<br />
Żona przywitała go radośnie, ale zauważyła, że coś jest nie tak. Suwak zjadł obiad: stek nie był zbyt twardy, a kisielek zbyt rzadki. W łazience wisiał nowy ręcznik, a w mydelniczce leżało mydło. W koszyku na prasę gazety były poukładane datami – te najświeższe na górze.<br />
Profesor był coraz bardziej podminowany. Pobiegł do szafy.<br />
– Tu cię mam, cholero jedna! – krzyknął rozjuszony, wyciągając połączone w parę skarpetki nie od pary.<br />
Rozpoczęła się awantura, jakiej w domu profesora nie było od czasu, gdy wrócił z prezentacji przenośnego zestawu gier planszowych do rozwiązywania problemów osobowościowych.<br />
Nad ranem, gdy zmęczona i spłakana żona zasnęła zamknięta w łazience, profesor usiadł wyczerpany na sofie i powiedział do siebie:<br />
– No, już lepiej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/01/22/miniantyagresor-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Best of #hashtagstory 2009</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/01/02/best-of-hashtagstory-2009-2/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/01/02/best-of-hashtagstory-2009-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 02 Jan 2010 09:36:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[English]]></category>
		<category><![CDATA[Litexperimental]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Twitterature]]></category>
		<category><![CDATA[hashtags]]></category>
		<category><![CDATA[hashtagstory]]></category>
		<category><![CDATA[tags]]></category>
		<category><![CDATA[Twitter fiction]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/?p=12463</guid>
		<description><![CDATA[
2009 is over. In a couple of days all traces of our last year&#8217;s activity will disappear from Twitter search results. Everybody wants to shorten a year to a couple of sentences. Same with me. And I&#8217;ll naturally do it using #hashtagstory.
As I described in a kick-off post, hashtagstories were intended to bring fiction to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-5683" style="border: 1px solid #e5e5e5; padding: 5px;" title="hashtagstory" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/05/hashtagstory.gif" alt="" width="322" height="65" /></p>
<p>2009 is over. In a couple of days all traces of our last year&#8217;s activity will disappear from Twitter search results. Everybody wants to shorten a year to a couple of sentences. Same with me. And I&#8217;ll naturally do it using #hashtagstory.</p>
<p>As I described in a <a title="kick-off post" href="http://www.passwordincorrect.com/2009/05/11/hashtagstory-a-new-literary-project-on-twitter/">kick-off post</a>, hashtagstories were intended to bring fiction to a new level of decoding, as every hashtag means something different for a person which is using it. One line of text means much more than just one line of text. But it took me long months to realize that there is something more about hashtagstories than just that. Those stories told with a sequence of Twitter hashtags are unexpectedly good way to describe the current state of mind of Twitterverse. In a long run they will become a literary memoir of Twitter.</p>
<p>So here are the best (in my opinion) hashtagstories written in 2009. Decode your own story and #enjoy<span id="more-12463"></span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4>#hashtagstory :: #hello #3hotwords #3drunkwords #3wordsaftersex #bye</h4>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><span style="color: #888888;">#hashtagstory :: #iremember #clothdiapers #thingsmummysaid #crapsuperpowers #firstrecord #goodsex #myweakness #cocaine #nothing</span></h4>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4>#hashtagstory :: #lonely #followfriday #musicmonday #ecomonday #woofywednesday #lonely</h4>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><span style="color: #888888;">#hashtagstory :: #bestweekever #3breakupwords #alltimelow #therapist #alltimelow #therapist #alltimelow #fail</span></h4>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4>#hashtagstory :: #iwish #iseeyou #inmyhood #beforethestorm</h4>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><span style="color: #888888;">#hashtagstory :: #love #marriage #endofstory</span></h4>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/01/02/best-of-hashtagstory-2009-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Życzenia szpadel naj [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/12/31/zyczenia-szpadel-naj-opowiadanie-3/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/12/31/zyczenia-szpadel-naj-opowiadanie-3/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 31 Dec 2009 13:32:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[SMS]]></category>
		<category><![CDATA[życzenia]]></category>
		<category><![CDATA[życzenia noworoczne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/?p=12444</guid>
		<description><![CDATA[Sławek Przekośniak dostał na wigilię SMS z życzeniami: “Zycze yo dobry ping fajno nowy”. Nie wiedział, kto wysłał mu tę zadziwiająco enigmatyczną wiadomość. Nie wie do dziś, a szkoda – tej właśnie osobie zawdzięcza swój obecny status i miejsce na liście pierwszych 67 najbogatszych Polaków.
Wtedy, w piękny biało-rdzawy wigilijny wieczór, Przekośniak, parę dni wcześniej wyrzucony [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sławek Przekośniak dostał na wigilię SMS z życzeniami: “Zycze yo dobry ping fajno nowy”. Nie wiedział, kto wysłał mu tę zadziwiająco enigmatyczną wiadomość. Nie wie do dziś, a szkoda – tej właśnie osobie zawdzięcza swój obecny status i miejsce na liście pierwszych 67 najbogatszych Polaków.</p>
<p>Wtedy, w piękny biało-rdzawy wigilijny wieczór, Przekośniak, parę dni wcześniej wyrzucony z portalu dla utopijnych fanatyków fobii ekstremalnych (www.ilovefobia.pl), wpadł na pewien pomysł.</p>
<p>Był to niezły pomysł, a następny SMS (“Wszystkiego a bryka niechcacy tylko szczerego baranek”) utwierdził go w przekonaniu, że był to pomysł życia. Sławek Przekośniak postanowił założyć ze swoim kolegą z Ilovefobia.pl Cześkiem Ciągiem, serwis internetowy, przez który można byłoby wysyłać życzenia na telefony komórkowe. Najważniejszą zaletą serwisu miało być to, że treść życzeń nie była z góry ustalona, nie wybierało się ich z listy, ale tworzone były z przypadkowych słów według wytycznych internauty przez specjalnie opracowany do tego program. Pozwoliłoby to na wysyłanie życzeń oryginalnych, a nikt przecież nie powiedział, że muszą być zrozumiałe. <span id="more-12444"></span></p>
<p>Opracowaniem programu, który roboczo nazwali <em>Janem z Dysku</em>, zajął się Czesiek. Miał w tym doświadczenie – w portalu dla [wstaw_słowo]fobów opracował programik do układania okrzyków na demonstracje. Program, mimo że oferował sformułowania kompletnie pozbawione logiki, cieszył się dużą popularnością, a najbardziej trafione slogany uliczne można było oglądać w telewizji (“Precz tam szkoda precz”, “Do nimi wora won dziś dziś”).</p>
<p>Dwójka przyszłych ludzi sukcesu ostro zabrała się do pracy i portal życzeń SMS-owych www.najnajnaj.pl wystartował tuż przez świętami wielkanocnymi.</p>
<p>Jednym z pierwszych użytkowników i entuzjastów strony była Ramona Kęstowicz z popularnego girls-bandu Puszysteron. Nie chciało jej się pisać życzeń, więc weszła na najnajnaj.pl i wypełniła krótki formularz. W rubryce “Słowa, które mają pojawić się w treści” wpisała “jajo” oraz “wesoly”, a w rubryce “Liczba słów dodatkowych” – 3. W dwa dni później otrzymała szereg telefonów od znajomych, chwalących ją za niesamowicie kreatywne teksty życzeń. Było czym się pochwalić:</p>
<p>“Wesola kozy jajo czacha smrod”</p>
<p>“Jajo rogacizna wesolego klinem cudny”</p>
<p>“Amperomierze chlapnij wesolego oligocenska jajem”</p>
<p>“Nietrzymanie wesoly przede jaju postmodernizmu”</p>
<p>Wkrótce serwis został “najbardziej innowacyjnym dokonaniem internetowym roku” według czasopisma “Serwisy internetowe zaczynające się na N.” Średnia zrównoważona równolegle przekierowywana trójklikalność ekskluzywna strony szybko osiągnęła poziom 34,98 i rosła w imponującym tempie. Czesiek opracował specjalny mod do życzeń na Dzień Matki i był to strzał w dziesiątkę – tygodnik “Przepuść” umieścił życzenia “Mamo lewo choro bingo” w rubryce cytat tygodnia. Od tego dnia rozpoczęła się niekontrolowana popularność serwisu. Operatorzy komórkowi zaczęli odczuwać spadek przychodów z opłat za SMS-y, ale przezorny Sławek zaproponował im udział w zyskach – w zamian za doinwestowanie i przekazanie nowoczesnych technologii.</p>
<p>Czesiek opracował jeszcze dwa mody: imieninowy i urodzinowy, a potem skupił się, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, na przeglądaniu stron z pełzającą golizną, co spowodowało, że Sławek jest dopiero na 67. miejscu najbogatszych Polaków. Tylko to, że wyrzucił Cześka zaraz potem (zresztą w dosyć makiaweliczny sposób – wysyłając SMS: “Ty praca tu nie spoko kapencjusz finito”) spowodowało, że doszedł aż na miejsce 67. Ale była to tylko i wyłącznie jego wyłączna i jedyna na wyłączność zasługa. I nawet żonie by nie podziękował, jakby dostał nagrodę “Inzapbizu” za stronę roku, na jaką wciąż liczył i za jaką cały czas lobbował.</p>
<p>By dać szansę szczęściu i zdobyć jeszcze większy rozgłos, Przekośniak wysłał, podając się za “Wielbicielkę”, SMS-y do redaktorów naczelnych opiniotwórczych gazet i znanych polityków; ludzi kultury, show-biznesu, nauki, zdrowego trybu odżywiania się, pielęgnowania roślin doniczkowych; nauczycieli tańca obronnego qualadora i tanga parawirtualnego; jednego znajomego filozofa i pani ze sklepu z drogimi paluszkami serowymi.</p>
<p>Jak się spodziewał, reakcja była spontaniczna, euforyczna i jednoznacznie przychylna. Z jednym wyjątkiem – polityk powiązany ze służbą domową szefa swojego koła parlamentarnego, o numerze telefonu komórkowego 0-609-3459812, znany z braku poczucia humoru, źle odebrał intencje autorki SMS, brzmiącego: “Zyczenia szpadel naj”. Sprawa trafiła na wokandę komisji spraw oraz komisji bezpieczeństwa.</p>
<p>Minęło dziesięć miesięcy. W swojej nowej rezydencji, na górze, (tu oznaczało to dziewiąte piętro) Przekośniak przymierzał nowy, przetykany tytanowo-kevlarową nitką niby-czarny garnitur samoukładający się. Miał odebrać wieczorem nagrodę konkursu “Przekobizu” za stronę roku (na “Inzapbiz” nie mógł się doczekać).</p>
<p>67. na liście najbogatszych Polaków podobał się sobie w lustrze. Przećwiczył uśmiech i krok, sprawdził, czy w kieszeni ma kartkę z tekstem przemówienia i wygładził niezrozumiałe wybrzuszenie na brzuchu. Z zadowoleniem wlał sobie do kieliszka resztki otwartego dwa tygodnie temu wina francuskiego i patrząc z uwielbieniem w swoje imponujące oblicze, powiedział:</p>
<p>- Zdrowie nietutejszy gardła poprzez dzwonu.</p>
<p>W tym czasie podjechały pod Przekośniakówkę czarne limuzyny Agencji Bezpieczeństwa.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/12/31/zyczenia-szpadel-naj-opowiadanie-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Życzenia świąteczno-noworoczne na własną odpowiedzialność</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/12/20/zyczenia-swiateczno-noworoczne-na-wlasna-odpowiedzialnosc/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/12/20/zyczenia-swiateczno-noworoczne-na-wlasna-odpowiedzialnosc/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Dec 2009 16:34:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[gotowe]]></category>
		<category><![CDATA[teksty]]></category>
		<category><![CDATA[życzenia]]></category>
		<category><![CDATA[życzenia noworoczne]]></category>
		<category><![CDATA[życzenia świąteczne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2009/12/20/zyczenia-swiateczno-noworoczne-na-wlasna-odpowiedzialnosc/</guid>
		<description><![CDATA[Życzenia typu pożycz&#38;życz cieszą się niesłabnącą popularnością. Po co wymyślać nowe, jak są gotowce, wystarczy zmienić &#8220;najdroższemu&#8221; na &#8220;najdroższej&#8221; i można słać.
Zamieszczone poniżej życzenia należy słać na własną odpowiedzialność, gdyż należą do tych o dużym stopniu ryzyka. Większość z nich pochodzi z uroczych czasów ŚNPS-u (sprowadzonego obecnie do poddomeny mojego wydawnictwa). Dodałem też parę aktualnych, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h5>Życzenia typu pożycz&amp;życz cieszą się niesłabnącą popularnością. Po co wymyślać nowe, jak są gotowce, wystarczy zmienić &#8220;najdroższemu&#8221; na &#8220;najdroższej&#8221; i można słać.</h5>
<h5>Zamieszczone poniżej życzenia należy słać na własną odpowiedzialność, gdyż należą do tych o dużym stopniu ryzyka. Większość z nich pochodzi z uroczych czasów ŚNPS-u (sprowadzonego obecnie do <a href="http://snps.wydawnictwoindigo.pl">poddomeny</a> mojego wydawnictwa). Dodałem też parę aktualnych, nacechowanych tech-absurdalnie (a wszystko jak zwykle dosyć złośliwe).</h5>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4>Teksty życzeń</h4>
<div>
<p></p>
<p>Wszystkiego daj lepszego.</p>
<p>Naszemu ukochanemu kierownikowi działu życzymy przede wszystkim, aby w równie bezstresowy sposób co nam obniżył w końcu pensję i sobie.</p>
<p>Żebyś w końcu, mój Najdroższy, wychylił nos zza komputera i zorientował się, że twój bobasek od dwóch lat chodzi do szkoły.</p>
<p>Oby pan dyrektor nauczył się w tym Nowym Roku pisać wypowiedzenia umowy o pracę nieco dłuższe niż 140 znaków. <span id="more-12113"></span></p>
<p>Szczęścia przede wszystkim, bo w waszej sytuacji będzie ono bezwzględnie potrzebne.</p>
<p>Maksiu, życzę ci tego samego co sobie, a sobie życzę akurat tego, czego nigdy w życiu nie chciałbyś się dowiedzieć.</p>
<p>Chciałem ci życzyć wszystkiego naj, ale jak cię widzę, to mi się odechciewa.</p>
<p>Spełnienia wszystkich marzeń, tobie Janinko, żebyś częściej widywała się z mężem Stefciem, a tobie Stefciu żebyś częściej widywał się z Moniką, tak Stefciu, Monika jej na imię?</p>
<p>Szanownemu Panu Dyrektorowi życzymy chwil świątecznych jeszcze bardziej spokojnych i beztroskich niż te spędzone w pracy, jeśli to w ogóle jest możliwe &#8211; wdzięczni pracownicy biurowi.</p>
<p>Ciepłych Świąt w gronie rodzinnym, tego Wam życzę najbardziej, bo wiem, że od dwóch lat jesteście w separacji, ciocia Frania mówiła.</p>
<p>Życzymy Wam przede wszystkim spokoju i wyciszenia, odprężenia i wytchnienia, chociażby na małą, maleńką, egzystencjalną chwilę; a przede wszystkim zapomnienia o tym okrutnym świecie, w którym przyszło Wam, Najdrożsi, budować ten przepiękny pałacyk w stylu neoklasycznym za grube miliony, które zgarnęliście mi sprzed nosa.</p>
<p>Na te święta to ci przede wszystkim życzę tego, żebyś się nauczyła w końcu, że aby wysłać komentarz trzeba nacisnąć &#8220;OK&#8221; i nie będę powtarzał trzeci rok z rzędu.</p>
</div>
<p>Prezentów, prezentów, prezentów i jeszcze raz prezentów! A jakby Wam zabrakło gotówki, to służę pożyczką świąteczną od ręki za dowód bez poręczycieli.</p>
<p>Życzę Ci tego samego, co w zeszłym roku, bo się mniej więcej sprawdziło.</p>
<div>
<p>Żebyście w końcu oddali mi pieniądze za cedzak.</p>
<p>Hedonistycznych uciech i pieniędzy na izbę wytrzeźwień.</p>
</div>
<p>Tego i owego życzy myśliciel ze szkoły lakonicznej.</p>
<p>Sebciu, życzę ci z całego serca kolejnego ataku DDoS. Wtedy znów będziemy razem i będzie wspaniale, oby jak najdłużej.</p>
<p>Żebyście spotkali na swej drodze dobrych ludzi z sercem, mądrych i pokornych, silnych i niezłomnych, trzymających się zasad i poszukujących prawdy, prawych i sprawiedliwych, takich, którzy potrafią zrozumieć wasze prawdziwe problemy i bezinteresownie pomóc Wam w ich rozwiązaniu, ze szczególnym uwzględnieniem ubezpieczenia na życie.</p>
<p>Aby w Nowym Roku zaduma nad logistyczną stroną transportu walca drogowego łączyła się z metafizycznym spełnieniem zaległej faktury nr 31.</p>
<div>
<p>W Nowym Roku na lewym boku &#8211; życzą koleżanki i koledzy z sali chorych nr 5.</p>
</div>
<p>Realizacji wszystkich planów życiowych, a jak nie wszystkich, to przynajmniej tych związanych ze mną &#8211; oddana współpracownica.</p>
<p>Żeby w tym Nowym Roku udało Wam się odnieść jeszcze więcej sukcesów, niż w starym, co chyba nie powinno być żadnym wyczynem, zważywszy na fakt, ze w starym nie mieliście ich wcale.</p>
<p>Tato, żebyś już się znudził swoim smartfonem.</p>
<p>Tej odrobiny szczęścia, na którą czekacie już tak długo, kochani.</p>
<p>Wielkiej wygranej w totolotka, i żebyś nie wydał tych pieniędzy bez sensu, ale po co ja to mówię.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/12/20/zyczenia-swiateczno-noworoczne-na-wlasna-odpowiedzialnosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;The War Machine&#8221; &#8211; a wavefiction by Made in DNA</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/11/14/the-war-machine-a-wavefiction-by-made-in-dna/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/11/14/the-war-machine-a-wavefiction-by-made-in-dna/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Nov 2009 09:54:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[English]]></category>
		<category><![CDATA[Litexperimental]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Google Wave]]></category>
		<category><![CDATA[Made in DNA]]></category>
		<category><![CDATA[The War Machine]]></category>
		<category><![CDATA[wavefiction]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/?p=10872</guid>
		<description><![CDATA[This is an embedded preview of &#8220;The War Machine&#8221; &#8211; one of the first fiction projects using Google Wave.  It is written and moderated by Made in DNA. Use scroll to navigate through the wave.

[wave id="googlewave.com!w+-AmnUC3OC" ]

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h5>This is an embedded preview of &#8220;The War Machine&#8221; &#8211; one of the first fiction projects using Google Wave.  It is written and moderated by <a href="http://junkdnafiction.tumblr.com/">Made in DNA</a>. Use scroll to navigate through the wave.</h5>
<p><img title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<p>[wave id="googlewave.com!w+-AmnUC3OC" ]</p>
<p><img title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/11/14/the-war-machine-a-wavefiction-by-made-in-dna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Bathrobe Guru&#8221; &#8211; a wavefiction by Small Stories</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/11/10/bathrobe-guru-a-wavefiction-by-small-stories/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/11/10/bathrobe-guru-a-wavefiction-by-small-stories/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Nov 2009 13:45:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[English]]></category>
		<category><![CDATA[Litexperimental]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Adrian Graham]]></category>
		<category><![CDATA[Bathrobe Guru]]></category>
		<category><![CDATA[fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Google Wave]]></category>
		<category><![CDATA[small stories]]></category>
		<category><![CDATA[wavefiction]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/?p=10734</guid>
		<description><![CDATA[This is an embedded preview of &#8220;Bathrobe Guru&#8221; &#8211; one of the first fiction projects using Google Wave.  It is written and moderated by Small Stories. Use scroll to navigate through the wave.

[wave id="googlewave.com!w+vhXGKzR0D" ]

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h5>This is an embedded preview of &#8220;Bathrobe Guru&#8221; &#8211; one of the first fiction projects using Google Wave.  It is written and moderated by <a href="http://sites.google.com/site/smallstoriesproject/" class="broken_link">Small Stories</a>. Use scroll to navigate through the wave.</h5>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<p>[wave id="googlewave.com!w+vhXGKzR0D" ]</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/11/10/bathrobe-guru-a-wavefiction-by-small-stories/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Scena z sieczkarnią [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/10/05/scena-z-sieczkarnia-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/10/05/scena-z-sieczkarnia-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Oct 2009 11:09:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Człowiek zwany Biurkiem]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[reżyser]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=483</guid>
		<description><![CDATA[Na Krajowym Festiwalu Filmów Fabularnych główną nagrodę, nagrodę za reżyserię, nagrodę publiczności i nagrodę wójta gminy Przepaska Górna otrzymał film Na lewo od kompostownika, kontrowersyjny dramat ludowy wyreżyserowany przez debiutanta Miłosza Nieszczęsnego.
Młody reżyser został okrzyknięty objawieniem festiwalu i nadzieją polskiego kina. Głosy krytyków, teoretyków, praktyków, sponsorów i zwykłych widzów były entuzjastyczne:
– Rewelacyjny film. Dawno nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na Krajowym Festiwalu Filmów Fabularnych główną nagrodę, nagrodę za reżyserię, nagrodę publiczności i nagrodę wójta gminy Przepaska Górna otrzymał film Na lewo od kompostownika, kontrowersyjny dramat ludowy wyreżyserowany przez debiutanta Miłosza Nieszczęsnego.<br />
Młody reżyser został okrzyknięty objawieniem festiwalu i nadzieją polskiego kina. Głosy krytyków, teoretyków, praktyków, sponsorów i zwykłych widzów były entuzjastyczne:<br />
– Rewelacyjny film. Dawno nie widziałem czegoś równie poruszającego. No i ta scena z sieczkarnią…<br />
– Wiesz, myślę, że wprowadziłeś, zwłaszcza w scenie z sieczkarnią, wiesz, tej przed właściwą sceną miłosną, myślę, że wprowadziłeś sztukę filmową na nowy poziom. Gratulacje! Wróżę ci wielką przyszłość. <span id="more-483"></span><br />
– Objawił nam się drugi Kawaleryjski! Tak trzymać. I czekamy na dalszy ciąg sieczkarnia story.<br />
– Wiesz, nie podobał mi się twój film. Zupełnie inaczej bym go wyreżyserował. Gdyby tylko ktoś dał mi szansę… No, ale muszę przyznać, że scena sieczkarniana to było mistrzostwo świata.<br />
– W tej scenie jest tyle ukrytych emocji, miłości, erotyzmu, podskórnego cierpienia, no i dumy z tego, co się robi. I wiesz ta chwila, jak ona położyła rękę na jego dłoni i razem zaczęli… Ach, muszę obejrzeć to jeszcze raz.<br />
– Dla sceny z sieczkarnią można ten film oglądać i dwadzieścia razy!<br />
– Właściwie ten film uratowała tylko i wyłącznie ta jedna jedyna scena…<br />
– Jakbyś bardzo pragnął, żebym wystąpił w roli głównej w twoim nowym filmie, to myślę, że mógłbym się zastanowić. Tylko pamiętaj, że bohaterowie powinni być bardziej dojrzali. No i przygotuj dla mnie podobną scenę, a rzekłbym nawet lepszą. Dasz radę!<br />
Nieszczęsny przeżywał wspaniałe chwile. Był uczestnikiem programów telewizyjnych, udzielał wywiadów, zapraszano go na przyjęcia oficjalne i nieoficjalne. Stał się rozpoznawalny, by nie rzec – modny.<br />
Niestety, sukces festiwalowy i sława reżysera nie przełożyły się na popularność kinową. Nie ma co się dziwić, skoro zrobiono tylko pięć kopii filmu. Jednak pocieszeniem dla Miłosza było to, że na forach internetowych ci, którzy oglądali Na lewo od kompostownika z równie wielkim entuzjazmem chwalili scenę z sieczkarnią.<br />
Gdy minął okres oszołomienia, przyszedł najwyższy czas, by zdyskontować sukces debiutanckiego filmu. Po założeniu sobie implantów, kilkutygodniowej kuracji odmładzającej w górskim spa, zmianie partnerki życiowej i eksternistycznym kursie na prawo jazdy młody gniewny polskiego kina wziął się do pracy. W ciągu trzech miesięcy napisał szkic (więcej mu się nie chciało) scenariusza kontrowersyjnego dramatu mieszczańskiego Spotkanie przy suszarce do włosów.<br />
– No, ładnie. Nawet bardzo ładnie, Miłoszku – powiedział producent po przeczytaniu szkicu. – A teraz napisz scenariuszek po bożemu, ale tak, żeby była w nim taka scena podobna, albo i lepsza, wiesz, o czym mówię.<br />
– Ale nie sprowadzajmy całej mojej twórczości do jednej sceny, nawet ona erotyczna nie była – powiedział Miłosz zawiedzionym głosem, bo spodziewał się okrzyków aplauzu ze strony wszystkich czytających.<br />
– Albo i lepsza, Miłoszku, misiu mój.<br />
Nie nastroiło to dobrze do pracy młodego gniewnego. Na pełny scenariusz trzeba było czekać całe dziewięć długich miesięcy. Scena była – z workiem gryczanym podlędźwiowym.<br />
– Miłoszku, scena jest dobra, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że bardzo dobra, ale misiu, nie tak dobra jak sieczkarnia. Nie te emocje, nie ten erotyzm, nie to napięcie. Czegoś tu brakuje, misiu.<br />
– Nie mów do mnie „misiu” – powiedział Nieszczęsny i zabrał się do pisania sceny od nowa, co zajęło mu kolejne dwa miesiące.<br />
– No, dużo lepiej mi…łoszku, mój misiu, ale to jeszcze nie to, widzisz. A poza tym nasz sponsor strategiczny, oni wpakowali w ten projekt dużo kasy, oni chcą, żeby scena z poduszką była śmieszna, bo to przecież ma być kontrowersyjna komedia mieszczańska.<br />
– Ale jaka scena z poduszką! W moim skrypcie nie ma ani słowa o poduszce! Jak byłem mały, mój brat udusił poduszką ołowianego żołnierzyka i od tego czasu mam uraz do jakichkolwiek poduszek!<br />
– Misiułoszku mój. Widzisz, dla sponsora worek gryczany jest zbyt, widzisz, wyrafinowany.<br />
Po trzech miesiącach stanęło na tym, że najlepsza scena filmu będzie „sceną z butelką typu pet”.<br />
Premiera „najśmieszniejszej komedii mieszczańskiej wszech czasów” pod wiele mówiącym tytułem Pij wodę ze składnikami odbyła się z wielką pompą na festiwalu filmowym. Film wymieniany był jako jeden z głównych faworytów. Niestety skończyło się na nagrodzie za efekty specjalne („nowatorskie zastosowanie efektu otwierania butelki wody gazowanej średniozmineralizowanej”).<br />
– No, scena z butlą już nie ta.<br />
– A która scena miała być taka jak tamta z sieczkarnią?<br />
– Lepiej się czujesz chyba jednak w klimatach ludowych, panie młody reżyserze.<br />
– O! Witam pana Miłosza od Sieczkarni. Jak się czujemy? Co w planach? Może dalszy ciąg tego filmu pana debiutanckiego z sieczkarnią?<br />
– No, jakiś spadek formy u kolegi z roku? Młodym by szansę dali, a nie takim delikwentom zmanierowanym jak ty. Zmanierowanym i sprzedawczykom, co się sodówce zaprzedali.<br />
Mimo braku powodzeń festiwalowych film wprowadzono do dystrybucji. Przy pięćdziesięciu kopiach całkowita widownia nie przekroczyła jednak średniej jednorocznej widowni kina prowincjonalnego, co spowodowało wycofanie się sponsora ze współpracy z producentem, który z kolei podziękował Miłoszowi:<br />
– Widzisz Misiułoszku. Ludzie czekają na emocje, na rozrywkę, na coś, co otworzy im pudełka z pop cornem. Przynieś mi sieczkarnię, ale taką, żeby było napięcie, żeby akcja była, żeby strzelali, żeby było trzęsienie ziemi, tylko bardziej kameralne, bo u nas nie te budżety, co w Lochywoodzie.<br />
Wtedy po raz pierwszy Nieszczęsny poczuł, że się rozpada.<br />
Zaczął przyjmować zaproszenia do programów telewizji kablowych i osiedlowych. Zaczął przyjmować zaproszenia na pogawędki do coraz to bardziej zaściankowych klubów filmowych. Zaczął również przyjmować substancje nielegalnie sprowadzane, przez co jeszcze bardziej czuł, że się rozpada.<br />
Udało mu się nakłonić jedną z telewizji, że poprowadzi program kulturalny. Nie miał już jednak siły walczyć z prezesem i uległ – program miał się nazywać Sieczkarnia.<br />
Po dwóch tygodniach z wielkim hukiem zdjęto Sieczkarnię z anteny, a długoterminowy kontrakt z Nieszczęsnym skorygowano aneksem. Miał od tej pory reżyserować plenerowe sceny serialu komediowego Śmiejmy się z życia!<br />
Po trzech tygodniach po usłyszeniu uwagi od swojej byłej dziewczyny („no, widzę, że wylądowałeś w telewizyjnej pseudohumorystycznej głupocie dla dłubonosów?”), Miłosz Nieszczęsny, dobrze zapowiadający się reżyser młodego pokolenia, rozpadł się na drobne kawałki. Podobno wyglądało to tak, jakby wpadł do sieczkarni.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/10/05/scena-z-sieczkarnia-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zaległa miłość Ewy S. [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/10/02/zalegla-milosc-ewy-s-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/10/02/zalegla-milosc-ewy-s-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Oct 2009 18:02:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=9634</guid>
		<description><![CDATA[

Wszystko przez ten kawałek The Postmarks, który chodzi za mną od rana. Już dawno chciałem opublikować na blogu to opowiadanie, bo ono moje, ale takie zupełnie nie moje. Antyreprezentatywne dla twórczości. Ale dzisiaj taki nastrój nietechno-nietęgi, trochę surrealistycznie się czuję i trochę odłączony od rzeczywistości jestem.
Piątkowy #fridayflash. Trzeba włączyć muzę, przebrnąć przez męża Henryka, a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="200" height="40" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="wmode" value="window" /><param name="allowScriptAccess" value="always" /><param name="flashvars" value="hostname=cowbell.grooveshark.com&amp;widgetID=15632888&amp;style=metal&amp;p=0" /><param name="src" value="http://listen.grooveshark.com/songWidget.swf" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="200" height="40" src="http://listen.grooveshark.com/songWidget.swf" flashvars="hostname=cowbell.grooveshark.com&amp;widgetID=15632888&amp;style=metal&amp;p=0" allowscriptaccess="always" wmode="window"></embed></object></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<p>Wszystko przez ten kawałek The Postmarks, który chodzi za mną od rana. Już dawno chciałem opublikować na blogu to opowiadanie, bo ono moje, ale takie zupełnie nie moje. Antyreprezentatywne dla twórczości. Ale dzisiaj taki nastrój nietechno-nietęgi, trochę surrealistycznie się czuję i trochę odłączony od rzeczywistości jestem.</p>
<p>Piątkowy #fridayflash. Trzeba włączyć muzę, przebrnąć przez męża Henryka, a potem powinno być już tylko lepiej. I będą brzozy, oj będą.</p>
<h4><span style="color: #008080;">Zaległa miłość Ewy S.<br />
</span></h4>
<p><span style="color: #008080;">– Henryku, kochanie, czy dodać ci do whisky dwie czy trzy kostki lodu? – krzyknęła Ewa, aksamitnie modulując głos.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Pytanie po kilku sekundach dotarło do męża, który siedział w drugiej części domu, a dom był duży i dlatego zajęło to aż kilka sekund – wliczając w to krótki postój w drzwiach salonu, który pytanie zrobiło sobie samowolnie w ramach rekompensaty za pracę w ciężkich warunkach.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Dzisiaj dwie! Środa dzisiaj, kywa, nie pamiętasz?</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Zapomniałam! – aksamitny głos, po odbiciu od popiersia męża, stojącego w holu między kuchnią a salonem dziennym zielonym, przebiegł tę samą drogę w tym samym czasie. <span id="more-9634"></span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– No! I żeby to było osta… O kywa macierzowa, strzelili nam gola, wkywili mnie! Trzy dawaj!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Daję trzy, kochanie! – zachłysnęła się swoją łagodnością Ewa, gdy usłyszała z salonu:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– I kywa, nie trzy, tylko cztery! Albo pięć daj i całą flachę, bo zaraz przegrają te cioty i wuje, kywa macierzowa. – Henryk był profesorem matematyki i bardzo nie lubił przegrywać, a zwłaszcza zakładów sportowych.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Już się robi kochanie! – głos Ewy był niezmiennie aksamitny, choć co bardziej wytrawni znawcy interpretacji głosu ludzkiego mogliby wyczuć, zwłaszcza w „robi”, lekkie poirytowanie, któremu jednak daleko było do powszechnie przyjętego zdenerwowania.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Gdy Ewa zmierzała do salonu z wózkiem alkoholowym by Valessi (a na nim potężny kubeł lodu i skromnych rozmiarów trzylitrowa butelka whisky), rozległ się dzwonek do drzwi wejściowych.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">W czasie potrzebnym Ewie na zawołanie: „ja otworzę!”, odpowiedź: „no chyba, kywa, nie ja!”, porzucenie wózka i zrobienie kilku kroków w stronę drzwi, wydarzyły się jeszcze trzy rzeczy. Odegrały one ważną rolę w ukształtowaniu samopoczucia pani domu w ciągu następnych kilku dni: przez dom przetoczył się wielowątkowy żar o rysie romantycznym, jakieś trzy razy większy niż ten sprzed sześciu miesięcy; komentator sportowy w czasie wykonywania rzutu karnego na chwilę zmienił temat i powiedział: „a teraz chciałbym wręczyć bukiet białych róż ukochanej pani Ewie”; popiersie Henryka szarmancko mrugnęło lewym okiem przy jednoczesnym wystudiowanym wychyleniu głowy w prawo.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Sprawnie poprawiła rdzawozłote włosy. Otwierając drzwi z narastającą nadzieją, spytała półprzymkniętym szeptem:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Janek?</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Janek Salaterski</strong> (wyobrażenie emocjonalne) – zaległa miłość Ewy z klasy 3b z liceum ogólnokształcącego w Goniądzu. Był przystojnym blondynem o arystokratycznych rysach twarzy. Miał czułe spojrzenie, w którym często pojawiał się uwodzicielski żar. Mrugnięcie lewym okiem rozbrajało najbardziej opornych. Miał nienaganny strój i maniery. Często widywano go z kwiatami. Dla kobiet tracił głowę, a najbardziej dla Ewy – to dla niej były zarezerwowane białe róże.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Janek Salaterski</strong> (stan faktyczny) – kolega Ewy z klasy 3b z liceum w Goniądzu. Był przystojnym blondynem o szlachetnych rysach twarzy skorygowanych w dół przez matołkowatą inteligencję ojca. Spojrzenie czułe z żarem w oczach wyuczonym przetrwałym. Mrugnięcie lewym okiem rozbrajało najbardziej opornych. Miał nienaganny strój i maniery, no może z wyjątkiem zachowania na osiemnastce u Łukasza. Często chodził z kwiatami. Dla kobiet tracił głowę, a najbardziej dla wspomnianego już Łukasza – to dla niego były zarezerwowane białe róże.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Ewa spod przymkniętych powiek opatulonych białymi pachnącymi płatkami zobaczyła nieregularny, brązowawy kształt i usłyszała przygnębiająco przyziemne:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Ę?</span></p>
<p><span style="color: #008080;">„Ę” należało do kuriera, który stał nieruchomo i wyglądał, jakby miał chwilowy przerost tarczycy w wytrzeszczu kumulowanym miejscowo. Był łysiejącym brunetem o fałdach biodrowych mających cechy zwisów bocznych i klatce piersiowej na zwiotczeniu. Ewa w swoim rozmarzeniu wyglądała eterycznie i ponętnie, więc w oczach kuriera na chwilę pojawił się żar:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Pawełek mam na imię i przesyłkę też mam – uśmiechnął się szeroko i szczerze, a Ewa przestała unosić się dwa centymetry nad ziemią i zbyła go zimnym spojrzeniem, strzepując z jego ramienia zagubiony i zapłakany płatek róży.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Kurier też przestał unosić się nad ziemią (było to jakieś piętnaście centymetrów, bo Ewa była wysoka, a on nie chciał jej patrzeć prosto w oczy):</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Dla pana Henryka Samka.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Z pokoju dało się słyszeć zdyszane pytanie:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Ewcia, no gdzie ta flaszka, bo się wkywię!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Idę, idę – powiedziała Ewa nieco nieaksamitnie.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– No! Tylko grzecznie, kywa ty!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Do widzenia, pani Ewo – powiedział kurier Pawełek z odchodzącą w chrząkaniu nadzieją i spojrzeniem podążającym za bezemocjonalnością kostki brukowej.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Do widzenia – odparła Ewa, z początku zupełnie nieaksamitnie, ale gdy uświadomiła sobie, że zna skądś ten ton głosu, wpuściła w „dzenia” więcej czystej jedwabistości. Na tyle dużo, że kurier Pawełek obrócił się w półobrocie romantycznym i wtedy wszystko było jasne.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Szymon Gwizdek</strong> (wyobrażenie emocjonalne) – kolega Ewy z pierwszego roku studiów. Niski, chudy i mało atrakcyjny. Za dużo włosów, czupryna jak u owczarka. Miał powłóczyste spojrzenie i chrząkał bez sensu. Chyba się w Ewie podkochiwał. Za każdym razem, gdy mu odmawiała, zmieniał mu się ton głosu, a jej robiło się niemiło w brzuchu, więc wolała unikać z nim spotkań. Ale Szymon był uparty. Uparciuch taki, i mały w dodatku.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Szymon Trębacz</strong> (stan faktyczny) – kolega Ewy z pierwszego roku studiów. Niski, chudy i przeciętnie atrakcyjny. Dużo włosów, niektórzy mówili, że czupryna jak u owczarka. Miał powłóczyste spojrzenie i chrząkał od refluksu. Podkochiwał się w Ewie bez wzajemności. Za każdym razem, gdy mu odmawiała, robiło mu się gorąco, a ton głosu zmieniał na dziwne pomieszanie nadziei, bezsilności i determinacji. Był uparty. Typowa cecha ludzi niewielkich ciałem, ale wielkich sercem.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Następnego dnia Ewa oddała się gnębiącemu myślinieskupieniu. Dzień taki jak ten idealnie do tego pasował. Na zewnątrz padał boczny deszcz, a nad drzewami szaropomarańczowe wkołomaciejki wyzwalały energię w swoim przedśmiertnym locie. Chrząszcze przestały strzelać z buta i schowały się za ścianą od zawietrznej. Ludzie przemykali z paratarczami, byle tylko się nie załapać na zmianę kierunku wiatru. Psy nie szczekały, bo jadły karmę o wpół do dziesiątej w Polsce.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Zamyślona, położyła się na dwuszezlongu. Nawet nie chciała włączyć muzyki centralnej – by nie pozwolić odejść ciszy i zamyśleniu. Jedyne, co powiedziała tego ranka, brzmiało jak „zaczyna się”.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Powiedziała to do swojej najlepszej przyjaciółki Ludmiły, która gdyby mogła, zamieniłaby się z nią miejscami. Miała kochającego męża Darka i niespłacony kredyt na dom. Mąż właśnie zrezygnował z pracy w firmie wuja, bo tamten miał chłopskie maniery. Teraz dysponował nieograniczoną ilością wolnego czasu, ale nie za bardzo mu się chciało robić cokolwiek innego, niż kochać swoją żonę. Nie to co Ewa. Henryk był w miarę przystojny, no i przy dorobku. Bardzo dużym dorobku. A że od czasu do czasu powiedział coś bardziej po męsku…</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Przyjdzie. Jak ma przyjść, to przyjdzie. Więcej cierpliwości, kochana, a zobaczysz, że wszystko, co zaległe, się rozwiąże. Wiesz, takich mężczyzn jak mój Darek nie ma zbyt wielu na tym bezlitośnie beznamiętnym świecie.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Darek nie wchodził w grę, bo miał krzywy nos, a krzywy nos kojarzył się Ewie z nauczycielem od historii, który był obleśny i opowiadał dowcipy o majteczkach.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Ludmiła jeszcze przez pół godziny starała się jak mogła, ale jak zwykle nie za wiele zdziałała. I ten widok spadających na bruk wkołomaciejek i krzątających się pracowników zakładu oczyszczania, którzy zasysali ptaki do śmieciarki dużym czerwonym odkurzaczem. Tego było za wiele. Ewa zamknęła oczy i wyobraziła sobie słoneczną twarz kogoś, kto chce jej powiedzieć coś bardzo ważnego. Zanim twarz przybrała bardziej znajome kształty, rozległ się dzwonek do drzwi.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">I była to twarz chyba tego…</span></p>
<p><span style="color: #008080;">I znowu dzwonek.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">I Ewa zrobiła się lekko nieaksamitna – jak zwykle w sytuacjach, gdy coś przerywa jej kontemplowanie swojego myślinieskupienia.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Gdy podchodziła do drzwi, usłyszała lekkie chrząkanie, a serce zabiło jej mocniej.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Tak, w drzwiach stał kurier Pawełek. Uśmiechał się szczerze, ale z dozą niepewności. Wzrok uciekał mu w stronę posadzki, ale dzielnie podnosił go akurat wtedy, gdy wypadało mrugnięcie. Swoją obecnością i zachowaniem wywołał radość Ewy – mimo deszczu bocznego, mimo jej myślinieskupienia i mimo braku całkowitej pewności co do swojej nienagannej fryzury.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Proszę, niech pan wejdzie, jeszcze deszcz pana zaskoczy z lewej i będzie problem – powiedziała Ewa niekłamanym aksamitem. – Czy napije się pan herbaty, zanim powie pan swoje „mam przesyłkę dla pana Henryka Samka”?</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Kurier wszedł do holu, starannie wytarł buty i odstawił paratarczę na matę suszącą. Pokręcił się trochę w miejscu, ni to nerwowo, ni to celowo. Ewie przypadło to do gustu – dokładnie tak samo zachowywał się Szymek, gdy chciał się z nią umówić na spacer w parku miejskim. Pawełek uśmiechał się przy tym cały czas i nic nie mówił. A szkoda, już wtedy jego ton był ujmująco wciągający i zrobiłby wrażenie na Ewie, zanim stało się to, co się stało.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">A stało się coś złego. I dla niego, i dla niej. Pawełek postanowił ściągnąć buty. Gdy stał na lewej nodze i mocował się z prawym trzewikiem, obrócił się na chwilę i pochylił do przodu.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Ewa zobaczyła wielką połać wyślizganych spodni na części siedzącej.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Ktoś, kto ma wyślizgane spodnie, nie ma prawa się ze mną emocjonalnie związywać, pomyślała zmęczona głowa pani domu, a jej głos rzekł poza świadomością:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Dziękuję za przesyłkę i do widzenia.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Pan Pawełek pokręcił się jeszcze w lewo, próbując ściągnąć but – i w prawo, gdy dotarło do niego, że jednak nie powinien. Stanął naprzeciwko Ewy i powiedział do niej tonem wzbudzającym jednocześnie wyrzuty sumienia, empatię i odrazę:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– I już, tak?</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Ewę niemiło zabolało w brzuchu, ale powiedziała:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Już, tak.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">I wyszedł Pawełek, i nie obrócił się w romantycznym półobrocie, i wróciło myślinieskupienie. I jeszcze myśl przebiegła, że w Szymonie-Pawełku najbardziej podobało się jej to, jak się zachowywał, gdy mu odmawiała.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Minęły dwie godziny. W domu panowała cisza, bo pan wyjechał na dwa dni w podróż służbową i było więcej niż pewne gdzie – Czerwony Lotos Golf Day&amp;Night Club Waciąż Mały. Służące zostały odprawione i Ewa była sama. Ta samotność stała się nieznośna, zwłaszcza w zestawieniu z uciskiem w brzuchu, będącym pozostałością po Pawełka odprawieniu. Dwuszezlong starał się jak mógł pomóc pani dokończyć czytać artykuł o przewadze psychicznej kobiet nad mężczyznami. Za oknem deszcz przestał zacinać z boku i stał się dziwny, górny. Trochę się przejaśniło w stronę bardziej pozytywnych emocji bioenergetycznych. Ewa zadzwoniła do przyjaciółki ze szkolnych lat, która przyjechała w ciągu pół godziny.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">I rozmawiały, i rozmawiały, i rozmawiały. I piły, i piły, i piły. I likier, i nie tylko. I przyjaciółka wyszła, chociaż bardzo nie chciała. Chciała objąć Ewę, ale Ewa też nie chciała. I nawet zapomniała imię przyjaciółki, tak bardzo nie chciała ciepłego objęcia jej. Jego chciała. Kogo?</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Potem był wieczór nijakością szydzący, a nad ranem Ewa obudziła się i zobaczyła mgłę. Chciała w mgłę się zanurzyć, ale utknęła w garderobie na wyborze płaszcza. Płaszcz znowu wszystko zepsuł. Zostało okno. I znowu zaczęła myśleć i pić, i chciała czytać, ale nic nie było o mgle, i po południu zasnęła, albo przynajmniej tak jej się zdawało.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Lato puszyste. Las. Drzewa. Prześwity między. Człowiek między prześwitami między. Mężczyzna. Duży. Duże to, duże tamto. Leci. Od niej, do niej, tak, do niej. Przeleci i zawraca, a przystojny. Blondawy pod słońce, brunetawy przed słońcem. Brzozy kwiczą radośnie do niego. Lecą. Dom gdzieś taki biały. Tam iść. A Blond leci i wierszem sypie. Wiersz on ten jest lepki i gęsty i ona się robi oblepiona. I mężczyzna z brzóz, co kwiczą, do niej przylepia się i ciepły on, i mocny. I oblepieni lecą razem, a dom to duży i pałac raczej, i nie biały, tylko pastel. Jak ona lubi ten pastel. Cielesny pastel i on, ten człowiek, też pastel na ciele. A skóra zdrowa. I ona by też taką chciała. A on chyba czyta w jej myślach. Na olchy czubku litery pojawiają się. Litery robią minę i mówią: my pastel jego chcemy. Myśli to jej są i ona zdziwienie ma. I ona myśli jeszcze raz. I one, litery, mówią z czubka sosny. Mówią: my pastel kochamy. I mężczyzna z brzóz mówi oddechem pastelowym. Mówi, ale nie słychać, bo pałac blisko i krzyk daje. Kto daje krzyk. On. Tak on daje. On z popiersia i mężczyzna brzozą się zaciągą i ma siłę. Narkotyk brzoza ta. Kobieta, ona nie wie i też zaciąga się. I razem w brzozowej sile rzucają na popiersie się. Popiersie obraca się i do środka siebie. I zapada się, i nie ma. A mężczyzna pastel krwią zabarwia on. Bo zaciął się. Łzy las daje. On z lasu. Z brzóz pomiędzy. I szloch. I ona widzi. Kocha go las. I ona też zaczyna. Bo las go. Las dużo. Wszyscy go. Ona też. Mówi cicho, że las słyszy i zaciągą brzozą się w lewe nozdrze, które rośnie. I mówi to, i ona się wtula w swoje coś, co ma, a co ciepłe. Albo jego coś. Nie wie, bo on mówi i nozdrze rusza się czule na swój bok. A to najważniejsze jest. Co on mówi, bo ona nie słyszała nigdy. Sama kiedyś może. Sama sobie aksamitem. Od mężczyzny nie. Od pastela nie. I ona cicho i słuchać chce. I dom, co pałac, cicho też, ale mówi też: szybko, bo dzwonek. I on, mężczyzna z brzóz, przestaje na głosce pięknej. Się fastrygować igłami sosny zaczyna. Coby szybciej, coby mocniej. Coś zbliża się. Fastryga zacina o deszcz. Deszcz spada, boczny on. I dzwonek idzie i mówi: będę dzwonił. I dzwoni. I mężczyzna między znika. Nie ma. W lesie on. Między. Jest. Był. I dzwonek…</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Dzwonek słychać i Ewa budzi się, albo nie budzi. Ale słychać dalej, ale ona nie chce. A on dzwoni i ona nie chce. Chce dalej na dwuszezlongu. I dwuszezlong też chce. Tak niech będzie. I Ewa nie otwiera drzwi. I tylko popiersie widzi, że po jakimś czasie od drzwi odstępuje przystojny mężczyzna o pastelowej skórze, który lekkim krokiem przeskakuje przez furtkę i znika między drzewami.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">I ona dalej śnić chce i śni. I dogania mężczyznę w pastelu i lecą dalej. Zawracają na czerwonym. I w domu są. Tu są. Brzozy w kuchni dygoczą. Oblepieni nawet oni są. Szezlong dusi. Mały. Nie to co drzew wierzchołki. Nie on. Realny bardzo. Za. I człowiek z brzóz ma spodnie. Spodnie! Nie patrzeć. Niech on tylko mówi. Niech litery na wierzchołkach piszą. Coś. Cokolwiek. Byle. Gdzie wierzchołki. Brzozy uschły. Człowiek lepi się do drzwi. Ona trzyma go. Popiersie śmieje się. Rośnie. Duże. Bardzo. Człowiek mały coraz. Listki rosną. Drzewko robi się. Człowiek powiedzieć coś ma, że nie da się. Rozum wtacza się. Człowiek deską staje się. W podłodze z listkiem deską. Nadzieja jest. Krzyczy: daj, daj. Ona podleje. On wzdycha. Mały. Mniej go. Ona też coś. Nie wie. Popiersie idzie. Dom trzęsie się. Drzewa uciekać chcą. Popłochem wieje. Aksamitny worek przywiewa się sam. Ludmiła się śmieje. Popiersie chrząka i wyślizgane jest. Wszędzie ono. I robi to. Co. Podłoga trzeszczy od przytupu. Nie ma człowieka z brzóz. Nic. I popiersie mruga lewym okiem. Szyderstwo pęcznieje. Idzie. Więcej.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> Ewa obudziła się. Spała długo. W salonie słychać mecz. Aksamit musi być.</span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/10/02/zalegla-milosc-ewy-s-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>An Orbital Flight With a Small Surprise [short story]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/09/18/an-orbital-flight-with-a-small-surprise-short-story/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/09/18/an-orbital-flight-with-a-small-surprise-short-story/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Sep 2009 07:13:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[English]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[An Orbital Flight With a Small Surprise]]></category>
		<category><![CDATA[flash fiction]]></category>
		<category><![CDATA[flight]]></category>
		<category><![CDATA[fridayflash]]></category>
		<category><![CDATA[mobile fiction]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[short story]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=9367</guid>
		<description><![CDATA[My next #fridayflash is about daily pleasures in a very near future&#8230;
An Orbital Flight With a Small Surprise
 
George Pearinsky was disappointed. They stuck him into this thing resembling a caftan, not a flight suit, and he couldn’t even take a photo of himself, but maybe it was better without one anyway, because in this [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>My next #fridayflash is about daily pleasures in a very near future&#8230;</p>
<h4><span style="color: #008080;">An Orbital Flight With a Small Surprise</span></h4>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<p><span style="color: #008080;">George Pearinsky was disappointed. They stuck him into this thing resembling a caftan, not a flight suit, and he couldn’t even take a photo of himself, but maybe it was better without one anyway, because in this vomit-green inflatable quilted shit, he looked like a huge pear, even though he weighed only 125.5 kilograms.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“And what is this?” He asked the captain pointing with his eyes at the screen, where wrapped in a thick layer of brownish gases, an outline of Earth could be seen. <span id="more-9367"></span></span><span style="color: #008080;">“What?” The captain was evidently caught off guard. He seemed to be fully engrossed in a computer game illegally loaded as an additional application for the passenger orbital ferry autopilot system and needed a while to come back to reality.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“This! Is this what I paid 200 000 amereuro for?”</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“Ahh, that,” the captain finally came to and smiled with a “not this again” smile to his co-pilot, Denise, or maybe Dennis. “You know, most of our customers are a bit… surprised with this view. It’s all because of those stratospheric gases. They should finally prohibit their emission.” The passenger grew slightly irritated with this remark and Denise, or maybe Dennis, added:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“We realize it looks better in photographs, and if you prefer, I can offer you a beautifully published album.”</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“What?”</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“An album of the most beautiful photos of Earth taken from the height of several meters above ground, and put together by the best photographers and over-realistic painters in the world.”</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<p><span style="color: #008080;">George Pearinsky, the first European of Polish decent in space, took the brochure (“album” was just too much of an overstatement) and barked under his nose “I didn’t pay 200 000 to look at pictures.” But he had to admit that seen from that distance, Mother Earth looked particularly bad. Greyish and ugly. Too ugly even when considering the steeply discounted promotional price of the flight.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“Remember to return it after the trip, they will be counted,” Denise, or maybe Dennis, warned him.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<p><span style="color: #008080;">The commercial passenger number 0289/Mr. Pearinsky leafed through a couple of pages, compared the photos with the view outside and fell asleep. He always slept during flights, and he flew quite much, because he made a fortune as a trader of rights for the emission of stratospheric gases (he had connections in the appropriate European commission), and so he was needed in every geographical latitude.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<p><span style="color: #008080;">“Calling the so-called Houston! We have this one problem, we have this one problem!” The captain was shouting in the direction of Pearinsky, which unavoidably meant the latter one woke up from a dream in which he was floating in space, signing lucrative contracts for the emission of carbon dioxide.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<p><span style="color: #008080;">“So-called Houston! This one problem,” Denise, or maybe Dennis, was repeating.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“What’s this?” Pearinsky wanted to know with every cell of his wrapped-in-quilted-shit being.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“A Slovakian spy satellite on collision course. A Slovakian satellite on collision course,” the captain shouted, and both members of the crew faked quite well pressing the emergency buttons.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“Slovakian?”</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“Yes, a post-NATO model. Decommissioned after everything became available on Bobble Earth,” the captain answered and added in Denise’s direction, “switching to manual controls. A three-degree course adjustment to the left. Starting descent.”</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“And where’s this satellite that’s colliding with us?” The passenger wanted to know.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“Ah, nothing, it’s just passed us, you can’t see it now, but I can show you the camera footage,” Denise, or maybe Dennis answered and switched on the monitor.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“But the date here, that’s from two weeks ago?” The trader in stratospheric emissions got upset.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“Ah, yes, actually, two weeks ago we had a very similar situation,” the captain alertly added and quickly changed the subject, “What’s important now is that you get ready for about 2 minutes in the state of weightlessness, and not some Slovakian satellite from two weeks ago. Are you ready for this magnificent experience experienced so far by only&#8230;” the captain consulted his notes, “two hundred eighty eight commercial passengers?”</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“I guess so. What do I need to do?”</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“Just feel light.”</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<p><span style="color: #008080;">Pearinsky felt light for about 30 seconds and then he felt heavy and wanted to vomit. The bag was already ready and Denise handed it to the passenger quickly enough for the contents to land weightlessly inside the bag, and not outside.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<p><span style="color: #008080;">When the carbon dioxide emissions trader looked at the full barf bag, he couldn’t help but comment:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">“So yeah, I paid 200 grand to look at pictures and my own puke. Unforgettable memories, I’d say.”</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> “Such surprises happen to quite a few of our passengers, but with this satellite you had some extra luck, not every flight is so exciting,” the captain remarked reassuringly.<br />
“OK, we’re going back to Earth now. I need to be home before eight, my wife has a yoga class tonight.”</span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/09/18/an-orbital-flight-with-a-small-surprise-short-story/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kochajmy koty rasowe [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/09/13/kochajmy-koty-rasowe-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/09/13/kochajmy-koty-rasowe-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Sep 2009 17:02:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[kot]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[rasowy]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=9208</guid>
		<description><![CDATA[Opowiadanie wbrew śliczniutkiemu tytułowi podpada pod czerwone kółko, więc jak masz jeszcze legitymację szkolną, to nie czytaj. Dzisiaj byłem na wystawie kotów rasowych. Nie nadaję się do ścisku, który powoduje u mnie olbrzymią frustrację, a ta z kolei uruchamia wyobraźnię z obszaru &#8220;odreaguj ironią&#8221;. W efekcie powstało spontaniczne opowiadanie. Jest to pierwsza wersja, przed zdroworozsądkową [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Opowiadanie wbrew śliczniutkiemu tytułowi podpada pod czerwone kółko, więc jak masz jeszcze legitymację szkolną, to nie czytaj. Dzisiaj byłem na wystawie kotów rasowych. Nie nadaję się do ścisku, który powoduje u mnie olbrzymią frustrację, a ta z kolei uruchamia wyobraźnię z obszaru &#8220;odreaguj ironią&#8221;. W efekcie powstało spontaniczne opowiadanie. Jest to pierwsza wersja, przed zdroworozsądkową redakcją tekstu. Pomyślałem, że takie wersje nowych opowiadań będę publikował na blogu. W przeciwieństwie do tych ostatecznych oddają dużo energii twórczej i prawdziwe, bo te pierwsze, niekorygowane emocje.</p>
<p>Zapraszam do czytania. Będę wdzięczny za wasze uwagi i ocenę.</p>
<h4><span style="color: #008080;">Kochajmy koty rasowe<br />
</span></h4>
<p><span style="color: #008080;">Na Światową Wystawę Kotów Rasowych jak zwykle przybyły tłumy. By pomieścić wszystkie koty wynajęto największy obiekt w mieście – Wojewódzką Halę Sportową im. Obecnego Wojewody Juliusza Pałki. Największą atrakcją wystawy był jedyny kot spoza województwa, imieniem Julius, rasy norweg polodowcowy, specjalnie kupiony na trzy dni przed wystawą od hodowcy z Zakorkowanego dla córki jedynej państwa Pałków.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Patrykowi udało się wejść bez stania w pięciogodzinnej kolejce o kształcie zdenerwowanego gada duszącego. Najął się do zespołu terapeutycznego dla kotów i dlatego stał w kolejce dla zatrudnionych jedynie pół godziny. Gdy w końcu został wypchnięty na halę przez tłum mu podobnych ludzi w kamizelkach &#8220;Organizator&#8221;, uderzył go zapach będący mieszanką drogiego kociego żwirku i taniego ludzkiego potu. <span id="more-9208"></span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Była też druga rzecz  – prawie wszyscy nosili włochate kulki, które głośno mruczały.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Niech pan kupi mruczulkę, zanim pana stratują – śmiała się młoda dziewczyna z malutkiego stoiska nad którym wisiała tabliczka: &#8220;Hit sezonu! Mruczące kulki pokryte autentyczną syntetyczną sierścią kota rasowego, współdziałające z wibratorem twojego telefonu. Cena promocyjna 499 złotych.&#8221; Uśmiechnął się do dziewczyny wymijająco. Nie lubił tłumów, a tłumów, które mruczały wielomrukiem nie lubił najbardziej. Poszedł dalej, a właściwie dał się ponieść ludzkiej fali zmierzającej w kierunku wielkiego podium.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Chwilę później, zaraz po tym, gdy oberwał łokciem od starszej pani zakochanej od dawna w operacjach plastycznych, a od pierwszego wejrzenia w szarawym mouni archangielu,  coś go uderzyło w głowę.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Była to ekskluzywna kabinka, w której siedział duży kot włochaty wyposażony w ciekawe spojrzenie i równie ciekawą obrożę niskowłochatą w kolorze korespondującym. Takich kabin, podwieszonych na linach i przemieszczających się nisko nad głowami ludzi, było kilkanaście. System został zakupiony przez organizatorów, by koty mogły &#8220;swobodnie  i bezstresowo udawać się na wyznaczone stanowiska sędziowskie nad motłochem ludzkim, który z pewnością zaleje naszą wystawę&#8221;.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Patryk sprawdził czoło. Leciała krew. Chciał zaczepić dziewczynę, która miała kamizelkę z napisem &#8220;Pogotowie&#8221;, ale ta fuknęła: Sorki, ale tylko koty obsługujemy.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Za nisko zawiesili te kabiny. Uznali, że ludziska i tak się będą pochylać nad klatkami – powiedział miły pan w kapeluszu, o, już bez kapelusza, o już pana nie ma, zniknął wciśnięty, ściśnięty, zmięty, jeszcze rękę widać, już jej nie ma zza tej otyłej pani w sukience z autentycznie syntetycznej sierści kota rasy fiveoclock, biegnącej (lub raczej próbującej biegnąć) i krzyczącej (i to głośno):</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– No puszczać, mnie, puszczać, ja do sędziego za kotem!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Tłum gęstniał z każdą chwilą. Głos spikera ledwie słyszalny zza ściany wielomruku, zapowiadał główną atrakcję imprezy – przybycie Juliusa. Patryk czuł się źle, podobnie jak wielu ludzi w jego najbliższym sąsiedztwie, ale nie mógł im pomóc, bo na odprawie wyraźnie powiedzieli stuosobowemu zespołowi terapeutów, że mają w każdej chwili być gotowi na pierwszą pomoc terapeutyczną dla kotów i wyłącznie kotów. Koty tej pomocy raczej nie potrzebowały, no może z wyjątkiem jednego egzotycznego, który zaczął głośno miauczeć bez podania przyczyny, ale zajęło się nim niezwłocznie dwudziestu ludzi. Pozostali, wmieszani w tłum chodzili i przyglądali się bezczynnie, jak motłoch ludzki nabiera kolorów krwi żylnej lub ewentualnie bardziej widowiskowej – tętniczej. O na przykład taka pani w średnim wieku została przedźgana parasolką, gdyż blokowała miejsce przeznaczone dla kupujących kota olbrzyma, o ona przecież nie miała tyle pieniędzy. Zaraz za nią leżała na podłodze poniewierająca się elegancka pani biznesman uduszona własną apaszką przez pewnego pana, który właściwie też już zmierzał ku śmierci przez stłumienie, ponieważ kierował się pod podium – czyli tam, gdzie wszyscy.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Uwaga, uwaga, właśnie zmierza na stanowisko sędziowskie kot rasowy Państwa Wojewodów Pałków – Julius!  Przywitajmy go gromkim mruczeniem! – krzyczał rozentuzjazmowany spiker, który chwilę później zaczął mruczeć melodię &#8220;sto lat&#8221;.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Wrzawa niebywała ogarnęła ludzki tłum kotolubny. Wszyscy bez wyjątku zaczęli napierać w stronę Kota. Kot znajdował się w kabinie, bardziej okazałej niż pozostałe i przemieszczającej się nie poziomo, ale pionowo – w dół, spod sklepienia prosto na stolik sędziego. Na stoliku stał już wojewoda Pałka, który wygłosił krótkie przemówienie:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Uwaga, chciałbym powiedzieć, że wszyscy powinniśmy kochać nasze kochane koty rasowe, a zwłaszcza z Zakorkowanego. Nie człowiek, ale kot imieniem Julius jest najważniejszy! Prawda?</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Prawdamruuuuumruuuuu, mrrrrraughrrrrrrr! – mruczał tłum nabierający jednocześnie czerwieni w sposób niekontrolowany. Co chwila wybuchały krwawe potyczki o wolny skrawek podłogi, a w jednej z takich potyczek Patryk stracił równowagę, zobaczył nogi koło siebie, na sobie, w sobie.</span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #008080;">* * *</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Patryk ocknął się w chwili, gdy ochroniarze o twarzach grabarzy przenosili zwłoki młodej dziewczyny od mruczulek – z jedną dużą wciąż wibrującą kulką zatykającą jej usta. Próbował się obrócić, wszystko go bolało, ale najbardziej brzuch. Z brzucha wystawał elegancki metalizowany but na wysokim obcasie należący do pani przyciśniętej rozpromienionymi zwłokami wojewody Pałki wraz z żoną i córką.</span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/09/13/kochajmy-koty-rasowe-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Third Attempt to Take the Teddy [short story]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/09/11/the-third-attempt-to-take-the-teddy-short-story/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/09/11/the-third-attempt-to-take-the-teddy-short-story/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Sep 2009 07:00:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[English]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[flash fiction]]></category>
		<category><![CDATA[mobile fiction]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[short story]]></category>
		<category><![CDATA[The Third Attempt to Take the Teddy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=6253</guid>
		<description><![CDATA[Here is my #fridayflash short shory.
The Third Attempt to Take the Teddy

&#8220;Justyna, can I take Abrateddy to school?&#8221; Kamilka, a superfirst grade student, asked her mom while putting on her shoes with winter soles.
Mom was surprised by this sudden question, her daughter had stopped playing with the Abrateddy teddy bear around the time when she [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Here is my #fridayflash short shory.</p>
<h4><span style="color: #008080;">The Third Attempt to Take the Teddy<br />
</span></h4>
<p><span style="color: #008080;">&#8220;Justyna, can I take Abrateddy to school?&#8221; Kamilka, a superfirst grade student, asked her mom while putting on her shoes with winter soles.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Mom was surprised by this sudden question, her daughter had stopped playing with the Abrateddy teddy bear around the time when she began to crawl. The teddy spent its time doing nothing on the top of the one closet where nobody wanted to clean. The Storczyks were to move to a bigger apartment as soon as dad got his promotion, which might not happen too quickly, because he was a schlemiel and worked in a field were schlemiels had no chance &#8211; in the toy industry. <span id="more-6253"></span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;">The question went unanswered, because Justyna forgot she didn&#8217;t pack the juice for herself and Kamilka, and apart from that, she couldn&#8217;t find either one of her cell phones.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Soon everything was as always. Only the schlemiel dad noticed that Abrateddy didn&#8217;t breathe the dust on the top of the closet, but under the bed.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">&#8220;She&#8217;s hiding the bear under the bed, maybe there&#8217;s something wrong with her?&#8221; He asked his wife, but both of them were getting ready to watch the &#8220;72 Hours&#8221; tv series, and then the neighbor rang and said he would call the cops if they were going to watch &#8220;72&#8243; too loudly again.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">&#8220;Marcin, can I take the bear to school?&#8221; Two weeks later Kamilka was much more decisive.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">&#8220;You know Kamila that children in the superfirst and higher grades are not allowed to bring any toys to school, with the exception of the contracted by the school board developmental Onagonoshi devices, and I can&#8217;t give you permission.&#8221;</span></p>
<p><span style="color: #008080;">&#8220;But Marcin, you designed this bear! You made it yourself and you&#8217;re not proud of it? Please give me my teddy. I must!&#8221; Kamilka begged, and a small tear was shining in the corner of her eye, which she purposefully turned towards her dad, but since he was a schlemiel, he didn&#8217;t notice.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">&#8220;I designed it myself, and I&#8217;m very proud that my almost grown-up daughter wants to play with it, and I will play with you, but I can&#8217;t let you take it to school. Oh, look, see how nicely it still holds together? We made it to last only two years, and here, just look at this!&#8221; Marcin admired his handiwork.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">The third time was extreme. Kamilka screamed and refused to go and kept saying she was sick and wanted to stay with Abrateddy, and that her parents could go to work and leave her at home, because she had a fever and a lower body paralysis, which you couldn&#8217;t see.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">&#8220;Kamila, please be reasonable if you want your friend Bryzia to visit you.&#8221;</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Bryzia didn&#8217;t visit, because Kamilka stayed home that day and instead Justyna spoke with the teacher. She didn&#8217;t find out anything other than her daughter had been picked on and laughed at by other kids.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">&#8220;And that&#8217;s it? The end?&#8221; Marcin the schlemiel asked, &#8220;I&#8217;m going to have words with this Miss Malwina. What does she think? I&#8217;m gonna tell her!&#8221;</span></p>
<p><span style="color: #008080;">&#8220;Yeah, you&#8217;re gonna tell her,&#8221; Justyna added angrily and went back to doing overdue homework, superfirst grade, second semester.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">The reason for the teddybear desperation was discovered purely by accident in the same hallway, where just a few days ago Kamilka&#8217;s last stand took place. A friend of hers came over, but not Bryzia, because she was mad she couldn&#8217;t come the other day, but Michalinka, who immediately after stepping in said to Justyna:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">&#8220;Excuse me! But why hasn&#8217;t Kamilka started to write a blog yet?&#8221;</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;"> </span></span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/09/11/the-third-attempt-to-take-the-teddy-short-story/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Human +/- Technology</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/29/human-technology/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/29/human-technology/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 29 Aug 2009 15:40:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[English]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[device]]></category>
		<category><![CDATA[human]]></category>
		<category><![CDATA[quote]]></category>
		<category><![CDATA[Tech-absurd]]></category>
		<category><![CDATA[technology]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=8800</guid>
		<description><![CDATA[A self-expanding collection of thoughts on an intensive and complicated relation between human and technology, prepared by a writer like me for a geek like you.


A first device which is really making people&#8217;s life easy, hasn&#8217;t been developed yet.
There are bad and good devices. The latter ones you can eventually turn off.
Pleasure of coping with [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>A self-expanding collection of thoughts on an intensive and complicated relation between human and technology, prepared by a writer like me for a geek like you.</p>
<p><a href="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></a></p>
<p></p>
<p><strong>A first device which is really making people&#8217;s life easy, hasn&#8217;t been developed yet.</strong></p>
<p><strong>There are bad and good devices. The latter ones you can eventually turn off.</strong></p>
<p><strong>Pleasure of coping with technology can be compared only to pleasure of coping with somebody who is more stupid than I am.</strong></p>
<p><strong>I already know that I&#8217;ll die holding a device in my hand.</strong></p>
<p><strong>I love technology, but I hate it. <span id="more-8800"></span><br />
</strong></p>
<p><strong>The machine will become an invisible part of a human. This is better than the other way round.</strong></p>
<p><strong>Technology is destructive as a whole &#8211; opposite to humans who are destructive as individuals.</strong></p>
<p><strong>Technology will never ever replace the man, but there is a possibility it will remove him.</strong></p>
<p><strong>In a man&#8217;s world there is more and more place for a machine. In a machine&#8217;s world there is less and less place for a man.</strong></p>
<p><strong>Technology is a best prove that a man loves to have control over things he doesn&#8217;t understand.</strong></p>
<p><strong>When it comes to dealing with technology we all fail, only some of us are not aware of it.<br />
</strong></p>
<p><strong>Technology is our own child. It&#8217;s inevitable that one day teenage rebellion will come.</strong></p>
<p><strong>Using technology is a problem. Not using technology is a mistake.</strong></p>
<p><strong>Every day I&#8217;m asking myself a question: will technology seize a man before a man seizes technology?</strong></p>
<p><strong>People will lose the fight with technology. Opposite to the machines they still can&#8217;t be upgraded.</strong></p>
<p><strong>Things and notions are replaced be new ones at such a fast pace, that we have no other choice, but getting used much quicker.</strong></p>
<p><strong>Devices are needed by a man to do things he would&#8217;t need to do before.</strong></p>
<p><strong>Technology is a threat to human kind, because it&#8217;s a salvation to a human.</strong></p>
<p><strong>Technology becomes invisible, similar to problems it evokes.</strong></p>
<p><strong>Technology? Easy thing, just press the button and watch your life collapsing.</strong></p>
<p><strong>It&#8217;s time to legalize man&#8217;s love to technology.</strong></p>
<p><strong>Technology helps to be in many places at the same time, and you know what happens when more than one person has to make a decision.</strong></p>
<p><strong>A man can&#8217;t escape from technology any longer, but technology can already escape from a man.</strong></p>
<p><strong>GPS navigation helps you find way, except situations when it helps you go mad.</strong></p>
<p><strong>Google Translate is passing the same amount of information as a human who doesn&#8217;t listen.</strong></p>
<p><strong>We live in such times, when a man is surrounded by more devices than humans.</strong></p>
<p><strong>I love gadgets, but every day they prove this is not mutual.</strong></p>
<p><strong>A device is better than a man in one single thing: it makes you irritated only when you turn it on.</strong></p>
<p><strong>What is the difference between weather and technology? There isn&#8217;t any, both are unpredictable.<br />
</strong></p>
<p><strong>Technology is to bring help that is to bring trouble.</strong></p>
<p><strong>Nowadays we can imagine ourselves living without another person, but can&#8217;t imagine living without another device.</strong></p>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/29/human-technology/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prezes wzrokiem miłujący [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/25/prezes-wzrokiem-milujacy-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/25/prezes-wzrokiem-milujacy-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 Aug 2009 19:50:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[lustro]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[prezes]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć]]></category>
		<category><![CDATA[zwolnienie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=8661</guid>
		<description><![CDATA[Czasy są niespecjalne, druga fala kryzysu się zbliża, a wraz z nią zwolnienia połączona z grupową nienawiścią do różnych prezesów. Dobrze się w takich czasach odnajdują moje opowiadania, pisane w większości wtedy, gdy sam miałem swój prywatny kryzys. W przeciwieństwie do innych, nie szukałem w książkach ucieczki od stresu, ale jego odreagowania. Rozbrajałem swoje życiowe [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czasy są niespecjalne, druga fala kryzysu się zbliża, a wraz z nią zwolnienia połączona z grupową nienawiścią do różnych prezesów. Dobrze się w takich czasach odnajdują moje opowiadania, pisane w większości wtedy, gdy sam miałem swój prywatny kryzys. W przeciwieństwie do innych, nie szukałem w książkach ucieczki od stresu, ale jego odreagowania. Rozbrajałem swoje życiowe bomby pisząc. Mam nadzieję, że opowiadania takie jak to, pomogą paru ludziom również rozbroić parę bombę.</p>
<h4><span style="color: #008080;">Prezes wzrokiem miłujący</span></h4>
<p style="text-align: right;">
<p><span style="color: #008080;">– Nie lubię cię! – krzyknął prezes i zabił wzrokiem pana Krzysia, swojego osobistego kierowcę, który przyjechał zabrać go po raz pierwszy do nowej firmy, zdaje się Lambda.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Nowy prezes był człowiekiem porywczym i często się denerwował. Nazywał się Wolfenstein Arnold i był wychowany w duchu całkowitej patriotycznej uległości wobec autorytetów. Takiej samej uległości wymagał od swoich pracowników, a kierowca Krzyś nie powiedział „dzień dobry” wystarczająco serdecznie. <span id="more-8661"></span></span></p>
<p><span style="color: #008080;">Teraz prezes Wolfenstein siedział na tylnym siedzeniu limuzyny i wkurzał się, bo:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">A. nie lubił się spóźniać,</span></p>
<p><span style="color: #008080;">B. nie lubił jeździć taksówkami.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Zadzwonił więc do swojego zastępcy i ten nie miał wyjścia.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Prezes wiedział, że w nowej firmie będą się go bać, bo w branży mówiło się dużo o tym, jak Wolfenstein w swojej poprzedniej firmie, zdaje się Kable Koszęcin, w dwa miesiące zredukował zatrudnienie do minimum. Teraz dodatkowo był wkurzony tym, że:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">A. ten niesolidny kierowca Krzyś nie zabrał go do pracy,</span></p>
<p><span style="color: #008080;">B. zastępca w czasie jazdy spocił się, wydając z siebie przykry zapach,</span></p>
<p><span style="color: #008080;">C. prezes musiał ciągle pamiętać o Tym, a nie chciał, bo tylko się irytował.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Wszyscy pracownicy czekali w napięciu na pojawienie się Wolfensteina.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Słuchajcie, może nie będzie tak źle. Słyszałem od jednego kolegi, który przeżył Kable Koszęcin, że gościu, jak ma dobry humor, to ma takie w oczach miłosierdzie, że jest wtedy miłujący taki – powiedział kurier Horacy z nadzieją w oczach, bo był urodzonym optymistą.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Kurier Horacy zginął pierwszy, ponieważ:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">A. uśmiechnął się do prezesa, a ten nie życzył sobie, by ktoś, kogo nie zna uśmiechał się do niego,</span></p>
<p><span style="color: #008080;">B. nie powiedział „dzień dobry” wystarczająco pokornie.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Potem prezes się rozpędził i zabił swoim carsko-cesarskim spojrzeniem panią Eleonorę, bo kawa była za słaba, a pani Eleonora za stara i za brzydka, by być jego osobistą sekretarką.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Tylko pamiętaj o Tym – powtarzał sobie w myślach prezes Wolfenstein, patrząc karzącym wzrokiem na Dagmarę, przerażoną pracownicę działu zakupów, która osunęła się na podłogę, ponieważ za bardzo przypominała mu jego pierwszą żonę.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Jerzy zginął z pobudek osobistych, Franciszek – ponieważ mógł zagrozić pozycji prezesa. Podobnie było z Pawłem, Mateuszem, Jeremim, Gracjanem, Emilem i Karoliną, z tym że nie wiadomo, w czym ta ostatnia miała zagrozić prezesowi, bo była sprzątaczką.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Gdy pracownicy dowiedzieli się o okrutnej rzeczywistości, rozpierzchli się po pokojach, licząc na to, że wzrok prezesa ich nie dosięgnie.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Ale prezes był sumienny i postanowił poznać wszystkich pracowników osobiście. Poza tym w centrali powiedzieli mu, że w oddziale, którym miał zarządzać były przerosty personalne i dobrze byłoby zrobić z tym porządek.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Wszystko przez tego niesumiennego kierowcę i pamiętaj o Tym – powtarzał sobie w myślach prezes, zabijając kolejne osoby, w tym Bernarda, duszę towarzystwa i zastępcę głównej księgowej, bo miał rozpięty guzik od koszuli.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Elcia zginęła najbardziej głupio – bo miała zbyt opiętą bluzkę. A mogła sobie nic nie wkładać pod biustonosz.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Atmosfera w firmie stała się nie do wytrzymania, a i prezesowi zrobiło się lepiej, gdy mógł wyładować gdzieś swoją agresję, w tym przypadku w nowej firmie, zdaje się Alfa albo Lambda. Częstotliwość zgonów powoli malała.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– No dobrze, jedziemy na lunch – powiedział do swojego nowego kierowcy, Zdzisia, nieco już uspokojony pan prezes.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Przechodząc korytarzem, postanowił jeszcze sprawdzić stan łazienek. Nienawidził brudu w łazienkach. Gdyby były w złym stanie, zginęłoby kolejne trzydzieści sześć osób.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">– Pamiętaj o Tym, żeby Tego nie robić – powtarzał sobie Wolfenstein Arnold, wchodząc do łazienki damskiej (one też bywały brudne, oj, bywały). Mimochodem spojrzał w lustro i zginął na miejscu, ponieważ:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">A. niestarannie się ogolił,</span></p>
<p><span style="color: #008080;">B. nie miał wystarczająco serdecznego spojrzenia.</span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/25/prezes-wzrokiem-milujacy-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szef agencji reklamowej poleca</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/21/szef-agencji-reklamowej-poleca/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/21/szef-agencji-reklamowej-poleca/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 Aug 2009 15:00:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[menu]]></category>
		<category><![CDATA[Śmiertelnie Niepoważny Portal Satyryczny]]></category>
		<category><![CDATA[szef kuchni poleca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=8067</guid>
		<description><![CDATA[Tym razem ironicznie o zwyczajach kulinarnych branży reklamowej. Dużo tego się zebrało, bo mam spore doświadczenie reklamowe, również jako szef, więc śmieję się także z siebie samego.
Na tym kończę blogodgrzewanie cyklu kulinarno-zawodowego. Jeśli jadłospisy zaciekawiły, zapraszam do przeczytania Małego burego skakadła &#8211; są dodatkiem specjalnym do książki.
Szef agencji reklamowej poleca
Full service
Jajecznica na haśle
Danie szybkie McAsap
Zupa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem ironicznie o zwyczajach kulinarnych branży reklamowej. Dużo tego się zebrało, bo mam spore doświadczenie reklamowe, również jako szef, więc śmieję się także z siebie samego.<br />
Na tym kończę blogodgrzewanie cyklu kulinarno-zawodowego. Jeśli jadłospisy zaciekawiły, zapraszam do przeczytania <a href="../2008/11/19/male-bure-skakadlo/"><em>Małego burego skakadła</em></a> &#8211; są dodatkiem specjalnym do książki.</p>
<h4><span style="color: #008080;">Szef agencji reklamowej poleca</span></h4>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Full service</strong><br />
Jajecznica na haśle<br />
Danie szybkie McAsap<br />
Zupa „Prezentacja” w proszku<br />
Grupnik docelowy<br />
Jądro marki w mdłym sosie strategicznym<br />
Poprawka wieprzowa „Wszystko od nowa” <span id="more-8067"></span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Fool service</strong><br />
Brief Struganoff podawany z mieszanymi uczuciami i sałatką rozmaitości, czyli tym, co da się wystrugać na kolanie kolegi stratega<br />
Briefsztyk kreatywny „Niewidzialna udręka”<br />
Pomysł cały podawany na półmisku płonącym, owocem audio-wizualnym obłożony, patroszony ochoczo na życzenie klienta, zanim klient życzenie swe wypowie<br />
Danie wegetariańskie, niskostrategiczne<br />
Warzywko kreatywne, własnoręcznie ugotowane przez przyjaciela accounta<br />
Packshot na wagę z second-handu<br />
Danie szefa kuchni „Nie jesteśmy ich działem marketingu” podawane z lekami na przeczyszczenie i bardzo rzadką argumentacją antymerytoryczną<br />
Gruba ryba z sieci, bez gości<br />
Pitch cielęca „Wygraliśmy” podawana z chwałą strategiczną<br />
Pitch cielęca „Przegraliśmy” pieczona na winie kreacji<br />
Cielęcina po chińsku 5 cmyków w garni kromalinowym<br />
Danie egzotyczne „Raport ze spotkania”<br />
Copywriter smażony na bardzo wolnym ogniu<br />
Szpagatti a&#8217;la Deadlinoza, czyli częsty rejtanowski czyn heroiczny szefa kuchni czyniony na skutek nieterminowości swej placówki gastronomicznej</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Fall service</strong><br />
Deser „Literufka”<br />
Duże logo pantonowo-pomarańczowe<br />
Małe logo pantonowo-pomarańczowe (danie skreślone z listy na skutek braku zainteresowania klientów)<br />
Dżin „Giel”<br />
Ciastko impaktowe z bitą accountką<br />
Rolada mediowa „Ach śpij, kochanie”<br />
</span></p>
<h6><span style="color: #008080;">Uwaga: wszystkie opisy potraw zostały przygotowane przez zdesperowanego copywritera, który spożywa obecnie śniadanie na zmielonej trawce</span></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/21/szef-agencji-reklamowej-poleca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szef prokuratury poleca</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/14/szef-prokuratury-poleca/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/14/szef-prokuratury-poleca/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 14 Aug 2009 15:00:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[menu]]></category>
		<category><![CDATA[Śmiertelnie Niepoważny Portal Satyryczny]]></category>
		<category><![CDATA[szef kuchni poleca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=8086</guid>
		<description><![CDATA[Tekst pisałem w tzw. kaczasach, gdy z prokuratury zaczęło wiać Orwellem, ale warto przypomnieć ku przestrodze. Polecam osobiście &#8220;Domniemanie winy w burakach&#8221;.
Za tydzień o tej samej porze: Szef agencji reklamowej poleca.
Szef prokuratury poleca
Postępowanie przygotowawcze śniadaniowe
Zestawy śniadaniowe wielokominiarkowe – już od 6.00
Serek homogenizowany Kajdanio
Zeznanie do łóżka
Zaległa kostka cukru z postępowania karno-skarbowego, nr sprawy 70925/RKS/9802/u/G1-12-000-H
Areszt drobiowy niskokaloryczny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tekst pisałem w tzw. kaczasach, gdy z prokuratury zaczęło wiać Orwellem, ale warto przypomnieć ku przestrodze. Polecam osobiście &#8220;Domniemanie winy w burakach&#8221;.<br />
Za tydzień o tej samej porze: <em>Szef agencji reklamowej poleca</em>.</p>
<h4><span style="color: #008080;">Szef prokuratury poleca</span></h4>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Postępowanie przygotowawcze śniadaniowe</strong><br />
Zestawy śniadaniowe wielokominiarkowe – już od 6.00<br />
Serek homogenizowany Kajdanio<br />
Zeznanie do łóżka<br />
Zaległa kostka cukru z postępowania karno-skarbowego, nr sprawy 70925/RKS/9802/u/G1-12-000-H<br />
Areszt drobiowy niskokaloryczny <span id="more-8086"></span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Sprawa sądowa obiadowa</strong><br />
Specjalność szefa kuchni „Domniemanie winy w burakach” (danie na pomówienie)<br />
Poszlaki wołowe ciężkostrawne<br />
Zioberka wieprzowe podawane na kartoflach z kijkiem i marchewką<br />
Oskarżenie duszone w pomrukach władzy z dodatkiem nacjonalistycznego mięsa rzucanego przez prawe ramię<br />
Klopsy legislacyjne z piwem<br />
Świadek obrony gotowany bez dodatków<br />
Świadek oskarżenia w panierce kuloodpornej<br />
Zestaw obiadowy – I odwołanie (skreślony z menu)<br />
Zestaw obiadowy – II odwołanie (tym bardziej skreślony z menu)</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Wyrok ostateczny wieczorny</strong><br />
Karafka wina z kk, par. 312, ust. 71A (odleżakowane w zakładzie odosobnienia zbiorowego)<br />
Wasser w butlach 10-litrowych ze źródła „Najwyższy wymiar”<br />
Kara w puszce (5, 10, 15, 25 lat)</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/14/szef-prokuratury-poleca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wtyczka standaryzowana narodowo [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/08/wtyczka-standaryzowana-narodowo-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/08/wtyczka-standaryzowana-narodowo-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 Aug 2009 17:00:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[narodowy]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[poseł]]></category>
		<category><![CDATA[standard]]></category>
		<category><![CDATA[wtyczka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=8107</guid>
		<description><![CDATA[Jeździliśmy trochę po krajach z podejrzeniem różnowtyczkowym, więc temat się nawinął wdzięczny i na tyle niewymagający, że w końcu się przełamałem i napisałem pierwsze od roku opowiadanie. Gdy w listopadzie ruszałem z blogiem, nie spodziewałem się, że tak mnie wciągnie blogowanie o literaturze 2.0, e-bookach i czytnikach. Pisanie opowiadań odeszło na zaplecze dysku twardego i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeździliśmy trochę po krajach z podejrzeniem różnowtyczkowym, więc temat się nawinął wdzięczny i na tyle niewymagający, że w końcu się przełamałem i napisałem pierwsze od roku opowiadanie. Gdy w listopadzie ruszałem z blogiem, nie spodziewałem się, że tak mnie wciągnie blogowanie o literaturze 2.0, e-bookach i czytnikach. Pisanie opowiadań odeszło na zaplecze dysku twardego i już miałem koszmary, że nigdy w życiu niczego, co można by nazwać dobrym opowiadaniem, nie stworzę.</p>
<p>Na szczęście nie straciłem ciągu (tak mi się zdaje), a nawet piszę bardziej zwięźle niż poprzednio, co uważam za zaletę w czasach nagłówków, rrs–ów i mikroblogów. Gdybym chciał tyle samo opisać trzy lata temu, opowiadanie miałoby o 54,8% większą objętość, nie licząc zgłoski &#8220;bą&#8221;, której nie trawię.</p>
<h4><span style="color: #008080;">Wtyczka standaryzowana narodowo<br />
</span></h4>
<p><span style="color: #008080;">Poseł Hejdolina podrapał się przed mikrofonem w brodę K2 i przeforsował na posiedzeniu pewną uchwałę, czy też ustawę, sam nie wiedział, był przecież podróżnikiem, hedonistą, biznesmenem wysokogórskim, właścicielem sieci takich tych, a dopiero później posłem i tylko wtedy, jak mu przypomnieli zza pleców. <span id="more-8107"></span></span></p>
<p><span style="color: #008080;">Uchwała czy też ustawa dotyczyła zmiany rozstawu bolców we wtyczkach elektrycznych, tak aby była zgodna z normami unijnymi, ale również, aby była zgodna z biznesplanem niezidentyfikowanej rodziny posła wysokogórskiego, siedzącej od dwóch pokoleń na pełnym napięcia biznesie elektrycznym.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Umówmy się od razu – nie w brodę podrapanie, ale argumenty merytoryczne przekonały innych posłów do głosowania za tą nowatorską ustawałą.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Pokażmy naszym rodakom, że nie jesteśmy marionetkami i że mamy nasz własny rozstaw bolców, o dwie dziesiąte milimetra szerszy niż ten narzucony przez elity z Brukwii. Nasz własny, narodowy! – grzmiał zza brody poseł Hejdolina, a robił to w stylu „hej, przeciera mi się lina”, z najlepszych czasów, gdy zaliczał miesięcznie po trzy dziewięciotysięczniki (wys. n.p.m. w zaokrągleniu).</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Ustawała miała przy okazji uratować krajowe bezpieczeństwo energetyczne, w związku z wielomiesięcznym spadkiem poboru energii spowodowanym zamieszaniem na rynku wtyczek. Gdy już z tym się uporano, a niezidentyfikowane rodziny posłów z komisji ds. standaryzacji wtyczki narodowej zaczęły paść biopaliwem swoje najnowsze genetycznie modyfikowane Jaguary, okazało się że wtyczka polska to świetny zastrzyk finansowy dla podupadającego biznesu turystycznego.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Każdy obcokrajowiec, przyjeżdżający do kraju witany był solą, chlebem i wtyczką, wśród straganów krakowskich obok precli wisiały przejściówki z góralskimi motywami, a nad morzem po plaży chodzili lodziarze i wtyczkarze, ci ostatni z hitem sezonu, wtyczką dopasowującą wzór „Hit Sezonu” stylizowaną na ostatnią perłowowłosą rezydencję Piotra Michała Wiśnika.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Pewną niespodzianką dla twórcy elektryczno-turystycznej potęgi naszego kraju było rozprzestrzenienie idei wtyczki narodowej na inne kontynenty. Czy to Włochy, czy to Indie, czy to stan Iowa, czy to wieś Budzewo, każdy chciał mieć własną wtyczkę, pięknie zdobioną, będącą symbolem regionu, jego mieszkańców i najlepszych wartości. W efekcie doprowadziło to do rozkwitu rynku akcesoriów elektrycznych oraz toreb podróżnych, w tym tych specjalnie przeznaczonych na wtyczki narodowe (makymalnie do 120 oznakowanych kieszonek).</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Niestety poseł Hejdolina nie był beneficjentem stworzonego przez siebie imperium elektrycznego, gdyż jego niezidentyfikowana rodzina potraktowała sprawy zbyt dosłownie i nie mógł jej odnaleźć ani urząd skarbowy ani sam poseł.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Gdy więc golił brodę w ramach przygotowań do swojej wyprawy dookoła świata, gniazdko usadowione przy lustrze, to po lewej, w łowicki pas nouveau, zdało się mówić „zrób coś, przecież nie będziesz dźwigał całej torby wtyczek”, poseł postanowił po raz ostatni wykorzystać wysokogórską siłę swojego głosu:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Mamy wreszcie swoją narodową wtyczkę! Ale potrzebujemy zmiany, zwanej unifikacją! Niech wszyscy nas naśladują! Tu mam plan, by zmniejszyć rozstaw bolców o dwie dziesiąte milimetra! By wszystkie wtyczki, przy zachowaniu ich narodowego charakteru były wszędzie takie same, gdyż tam jadę!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Mimo, że poseł grzmiał w tonie „hej, spadam”, na nic to się nie zdało &#8211; ustawała tym razem nie przeszła.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Jedni  mówią, że podobno szły jakieś dyrektywy z Brukwii, by ją zablokować. Inni mówią, że Hejdolina nie był przekonujący, skoro jego wyprawę sponsorował producent przyszłej uniwersalnej wtyczki do gniazdek. Poseł Chędzia, ten co jeździ Jaguarem, uważa, że to przez brak brody.</span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/08/wtyczka-standaryzowana-narodowo-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szef kliniki poleca</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/07/szef-kliniki-poleca/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/07/szef-kliniki-poleca/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 07 Aug 2009 15:00:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[menu]]></category>
		<category><![CDATA[Śmiertelnie Niepoważny Portal Satyryczny]]></category>
		<category><![CDATA[szef kuchni poleca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=8092</guid>
		<description><![CDATA[Jak ktoś miał przyjemność przebywać w otchłaniach szpitalnych, to sobie szybko znajdzie coś na ząb.
Za tydzień o tej samej porze: Szef prokuratury poleca.
Szef kliniki poleca
Dyżur 00.00–8.00
Materac rozmaitości
Świeże kurki w tlenie podawane na życzenie
Kaczka babuni
Dzwonki łososia pod sygnałem alarmowym
Katar wieprzowy z bibułką 

Dyżur 8.00–16.00
Dyżur z jajkiem i kiełbasą
Sałatka salowej
Stęk półsoczysty z garni ze strun głosowych
Udziec w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak ktoś miał przyjemność przebywać w otchłaniach szpitalnych, to sobie szybko znajdzie coś na ząb.<br />
Za tydzień o tej samej porze: <em>Szef prokuratury poleca.</em></p>
<h4><span style="color: #008080;">Szef kliniki poleca</span></h4>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Dyżur 00.00–8.00</strong><br />
Materac rozmaitości<br />
Świeże kurki w tlenie podawane na życzenie<br />
Kaczka babuni<br />
Dzwonki łososia pod sygnałem alarmowym<br />
Katar wieprzowy z bibułką <span id="more-8092"></span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Dyżur 8.00–16.00</strong><br />
Dyżur z jajkiem i kiełbasą<br />
Sałatka salowej<br />
Stęk półsoczysty z garni ze strun głosowych<br />
Udziec w panierce gipsowej na podwieszce<br />
Operacja żywnościowa mała (znieczulenie miejscowe)<br />
Operacja żywnościowa duża (znieczulenie zamiejscowe – narkoza)<br />
Blok czekoladowo-operacyjny<br />
Gorączka gotowana z musztardą<br />
Spaghetti stetoscopi<br />
Kroplówka z grilla</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Dyżur 16.00–00.00</strong><br />
Pizza Antibiotico<br />
Kiełbasa krakowska w plastrach antyseptycznych<br />
Kalafior z bułką kartą chorobową<br />
Deser egzotyczny „Siostra pozwoli na chwilkę”<br />
Opatrunek alkoholowy<br />
Strzykawa z mleczkiem<br />
Deser „Słodkie wybudzenie”</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/07/szef-kliniki-poleca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Literatura na Twitterze</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/05/literatura-na-twitterze/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/05/literatura-na-twitterze/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2009 18:00:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Book forward]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[flash fiction]]></category>
		<category><![CDATA[haiku]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[mikrofiction]]></category>
		<category><![CDATA[nanofiction]]></category>
		<category><![CDATA[polecane]]></category>
		<category><![CDATA[six words]]></category>
		<category><![CDATA[Twitter]]></category>
		<category><![CDATA[Twitteratura]]></category>
		<category><![CDATA[Twitterature]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=3696</guid>
		<description><![CDATA[
Ten wpis poświęcony jest literaturze tworzonej i publikowanej na Twitterze. Jak mam o tym nie napisać, jak wierzę w krótką formę, to raz. Uważam, że każde ograniczenie wyzwala ludzką kreatywność, to dwa. A Twitter ze swoim limitem 140 znaków przyspieszył rozwój twórczości literackiej nowego rodzaju: mikrofikcji, czy już raczej nanofikcji.

Chodzi mi o autentyczne literackie dokonania, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-8267" title="twitteratura" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/08/twitteratura.gif" alt="twitteratura" width="288" height="65" /></p>
<p>Ten wpis poświęcony jest literaturze tworzonej i publikowanej na Twitterze. Jak mam o tym nie napisać, jak wierzę w krótką formę, to raz. Uważam, że każde ograniczenie wyzwala ludzką kreatywność, to dwa. A Twitter ze swoim limitem 140 znaków przyspieszył rozwój twórczości literackiej nowego rodzaju: mikrofikcji, czy już raczej nanofikcji.</p>
<p></p>
<p style="text-align: left;">Chodzi mi o autentyczne literackie dokonania, których podstawową cechą jest to, że ponieważ mieszczą się w 140 znakach mogą być opublikowane na Twitterze. Pod opisem każdego z działań pojawiają się ostatnie wpisy. Czytajcie co się da już teraz. Wszystko zmienia w dużym tempie. Niektóre projekty prowadzone są przez kilka, kilkanaście dni (jak <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/02/16/szekspir-na-twitterze/"><em>Poskromienie Złośnicy</em></a>),  a niektórzy twórcy po prostu przestają pisać (jak @twirledview, który tworzył miniopowiadania składające się równo ze 140 znaków).</p>
<p style="text-align: left;">Będę nie tylko dodawał użytkowników (@), ale również hashtagi (#). Te ostatnie pozwalają szybko wyłowić wpis zawierający odpowiednią treść (w tym przypadku utwór literacki, niejednokrotnie znakomity), a pochodzące od każdego, kto chce dołączyć ze swoimi dokonaniami do tej a nie innej grupy.</p>
<p style="text-align: left;">Twitteratura w najczystszej postaci do przeczytania poniżej. Zapraszam: <span id="more-3696"></span></p>
<p style="text-align: left;"><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><a href="http://twitter.com/arjunbasu">@arjunbasu</a></h4>
<h6>Data dodania: 02.08.2009</h6>
<p>Arjun Basu tworzy Twisters. To chyba najbardziej znany przykład twitteratury. Jak sama nazwa mówi, te krótkie (wiadomo) opowiastki są niezwykle intensywne, wyraziste i niejednokrotnie wywołują duże zamieszanie w umyśle czytającego. 95% wpisów na @arjunbasu to właśnie Twisters. Konto autora to przykład konsekwentnie prowadzonego i bardzo zadbanego profilu literackiego. Użytkownicy dołączają do listy czytelników po to, by regularnie sycić się mikrofikcją pierwszej klasy.<br />
<!-- Start of HootSuite Embed --><br />
<object id="hootsuite_embed_470" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="599" height="400" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /><param name="flashvars" value="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=from%3Aarjunbasu&amp;title=%40arjunbasu" /><param name="src" value="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed id="hootsuite_embed_470" type="application/x-shockwave-flash" width="599" height="400" src="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" flashvars="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=from%3Aarjunbasu&amp;title=%40arjunbasu" bgcolor="#FFFFFF" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object><br />
<!-- End of HootSuite Embed --></p>
<p style="text-align: left;"><img title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><a href="http://twitter.com/smallstories">@smallstories</a></h4>
<h6>Data dodania: 02.08.2009</h6>
<p>Small Stories to formy literackie o nanodługości, idealnie mieszczą się więc w limicie zadanym przez Twittera. Ich twórca, Adrian Graham, przeciera szlaki literaturze cyfrowej, a teksty pojawiające się na profilu <a href="http://twitter.com/smallstories">@smallstories</a> są tego bardzo dobrym przykładem. Te najlepsze do tej pory opublikowane stanowią treść książki <a href="http://www.feedbooks.com/userbook/6451" class="broken_link"><em>Eating Grass</em></a>, do ściągnięcia za darmo z Feedbooks.</p>
<p><!-- Start of HootSuite Embed --><br />
<object id="hootsuite_embed_471" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="599" height="400" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /><param name="flashvars" value="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=from%3Asmallstories&amp;title=%40smallstories" /><param name="src" value="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed id="hootsuite_embed_471" type="application/x-shockwave-flash" width="599" height="400" src="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" flashvars="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=from%3Asmallstories&amp;title=%40smallstories" bgcolor="#FFFFFF" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object><br />
<!-- End of HootSuite Embed --></p>
<p style="text-align: left;"><img title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><a href="http://search.twitter.com/search?q=%23vss">#vss</a></h4>
<h6>Data dodania: 02.08.2009</h6>
<p>#vss to hashtag, za którym kryje się określenie <em>very short story</em>. Każdy, kto publikuje na Twitterze, może opatrzyć swoje utwory takim tagiem i wszyscy, którzy &#8220;prenumerują&#8221; literaturę mikroblogową (sposób: grupy lub rss) będą dostawać je na bieżąco. #vss jest obecnie jednym z najczęściej używanych tagów, agregujących wpisy literackie. Jego twórcą i propagatorem jest <a href="http://twitter.com/veryshortstory">@veryshortstory</a>.</p>
<p><!-- Start of HootSuite Embed --><br />
<object id="hootsuite_embed_472" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="599" height="400" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /><param name="flashvars" value="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=%23vss&amp;title=%23vss" /><param name="src" value="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed id="hootsuite_embed_472" type="application/x-shockwave-flash" width="599" height="400" src="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" flashvars="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=%23vss&amp;title=%23vss" bgcolor="#FFFFFF" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object><br />
<!-- End of HootSuite Embed --></p>
<p><!-- End of HootSuite Embed --></p>
<p style="text-align: left;"><img title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><a href="http://search.twitter.com/search?q=%23sixwords">#sixwords</a></h4>
<h6>Data dodania: 02.08.2009</h6>
<p>Spośród inicjatyw literackich, które zdefiniowane są za pomocą zadania do wykonania (np. <em>one sentence story</em>) dużą popularnością w ostatnich tygodniach cieszy się #sixwords. Ktoś mógłby zarzucić, że nie jest to literatura. Według mnie jest, chociaż prawdą jest, że <em>six words</em> uprawiane jest nie tylko przez ludzi, którzy świadomie zajmują się twórczością literacką. Z drugiej strony to bardzo dobrze – literatura przedostaje się dzięki temu do tych, którzy nigdy wcześniej się nią nie interesowali.</p>
<p><!-- Start of HootSuite Embed --><br />
<object id="hootsuite_embed_475" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="599" height="400" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /><param name="flashvars" value="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=%23sixwords&amp;title=%23sixwords" /><param name="src" value="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed id="hootsuite_embed_475" type="application/x-shockwave-flash" width="599" height="400" src="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" flashvars="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=%23sixwords&amp;title=%23sixwords" bgcolor="#FFFFFF" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object><br />
<!-- End of HootSuite Embed --></p>
<p style="text-align: left;"><img title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><a href="http://search.twitter.com/search?q=%23haiku">#haiku</a></h4>
<h6>Data dodania: 02.08.2009</h6>
<p>Pisząc o literaturze na Twitterze herezją byłoby nie napisać o #haiku. Wpisy pojawiają się co kilka minut. Haiku to niezmiennie jeden z popularnych tematów na stronie wyszukiwania zasobów Twittera. I przykład, że niektóre formy literackie dają sobie świetnie radę w każdych okolicznościach.</p>
<p><!-- Start of HootSuite Embed --><br />
<object id="hootsuite_embed_896" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="599" height="400" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /><param name="flashvars" value="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=%23haiku&amp;title=%23haiku" /><param name="src" value="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed id="hootsuite_embed_896" type="application/x-shockwave-flash" width="599" height="400" src="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" flashvars="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=%23haiku&amp;title=%23haiku" bgcolor="#FFFFFF" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object><br />
<!-- End of HootSuite Embed --></p>
<p style="text-align: left;"><img title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><a href="http://search.twitter.com/search?q=%23hashtagstory">#hashtagstory</a></h4>
<h6>Data dodania: 02.08.2009</h6>
<p>Na koniec mój pomysł na historie opowiadane za pomocą popularnych w danej chwili hashtagów. Jest odpowiedzią na pytanie: &#8220;czy można tworzyć po angielsku bez pomocy tłumacza?&#8221;. Być może zainspiruje was do myślenia o tworzeniu utworów uniwersalnych, dostępnych dla każdego użytkownika internetu. Więcej o projekcie <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/05/11/hashtagstory-a-new-literary-project-on-twitter/">tutaj</a>.</p>
<p><!-- Start of HootSuite Embed --><br />
<object id="hootsuite_embed_473" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="599" height="400" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /><param name="flashvars" value="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=from%3Anamenick+%22%23hashtagstory&amp;title=%23hashtagstory" /><param name="src" value="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed id="hootsuite_embed_473" type="application/x-shockwave-flash" width="599" height="400" src="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" flashvars="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=from%3Anamenick+%22%23hashtagstory&amp;title=%23hashtagstory" bgcolor="#FFFFFF" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p style="text-align: left;"><img title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><a href="http://search.twitter.com/search?q=%23mfic">#mfic</a></h4>
<h6>Data dodania: 28.08.2009</h6>
<p>#mfic to microfiction. Ciekawostką jest to, że nowy tag powstał po to, by nie dać się zlokalizować spamerom, którzy automatycznie przesyłają informacje z każdego wpisu, opatrzonego popularnym tagiem. Podejrzewam, że takim popularnym tagiem stał się #wpss. Zanim więc spam dotrze do #mfic, można się cieszyć prawie nieskażoną literaturą.</p>
<p><!-- Start of HootSuite Embed --><br />
<object id="hootsuite_embed_1962" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="599" height="400" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /><param name="flashvars" value="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=%23mfic&amp;title=%23mfic" /><param name="src" value="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed id="hootsuite_embed_1962" type="application/x-shockwave-flash" width="599" height="400" src="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" flashvars="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=%23mfic&amp;title=%23mfic" bgcolor="#FFFFFF" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p style="text-align: left;"><img title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<h4><a href="http://search.twitter.com/search?q=%239wordstory">#9wordstory</a></h4>
<h6>Data dodania: 14.09.2009</h6>
<p>Kolejny przykład dynamiki, z jaką rozwija się twórczość na Twitterze. Autorzy, którzy uważają, że format #sixwords się zużył, lub co bardziej prawdopodobne – jest zbyt wymagający (= zbyt krótki) – przerzucają się na mikrofikcję składającą się z dziewięciu słów.</p>
<p><!-- Start of HootSuite Embed --><br />
<object id="hootsuite_embed_2675" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="599" height="400" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /><param name="flashvars" value="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=%239wordstory&amp;title=%239wordstory" /><param name="src" value="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed id="hootsuite_embed_2675" type="application/x-shockwave-flash" width="599" height="400" src="http://static.hootsuite.com/hoot-embed.swf" flashvars="primaryColor=e5e5e5&amp;refreshRate=0&amp;query=%239wordstory&amp;title=%239wordstory" bgcolor="#FFFFFF" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object><br />
<!-- End of HootSuite Embed --></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/05/literatura-na-twitterze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Człowiek +/- Technologia</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/03/czlowiek-technologia/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/03/czlowiek-technologia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Aug 2009 16:21:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[człowiek]]></category>
		<category><![CDATA[technologia]]></category>
		<category><![CDATA[złote myśli]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=8283</guid>
		<description><![CDATA[W czasie wakacji myślałem sobie o różnych rzeczach, ale jako człowiek w 95% odcięty od zdobyczy współczesnej cywilizacji (brak sygnału wi-fi) i jako początkujący tech-absurdysta, męczyłem przede wszystkim temat relacji człowiek-technologia. Część z myśli jest bardziej na poważnie (tak, też umiem, ale bez przesady), część bardziej ironiczna, niektóre na pewno przejdą się do Złotych Niepomyśli.
Jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W czasie wakacji myślałem sobie o różnych rzeczach, ale jako człowiek w 95% odcięty od zdobyczy współczesnej cywilizacji (brak sygnału wi-fi) i jako początkujący tech-absurdysta, męczyłem przede wszystkim temat relacji człowiek-technologia. Część z myśli jest bardziej na poważnie (tak, też umiem, ale bez przesady), część bardziej ironiczna, niektóre na pewno przejdą się do <a href="http://www.passwordincorrect.com/category/zlote-niepomysli/">Złotych Niepomyśli</a>.</p>
<p>Jak tylko coś nowego się pojawi, będę dodawał – tak jak przed chwilą.</p>
<p><a href="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></a></p>
<p><strong>Przyjemność obcowania z technologią można porównać do przyjemności obcowania z kimś głupszym od siebie.</strong></p>
<p><strong>Kiedyś żeby coś osiągnąć trzeba było się zakolegować. Teraz trzeba się zalogować.</strong></p>
<p><strong>Pierwsze urządzenie, które faktycznie ułatwia ludziom życie nie zostało jeszcze wymyślone.</strong></p>
<p><strong>Urządzenia dzielą się na dobre i złe. Te pierwsze można poznać po tym, że w końcu udaje się je jakoś wyłączyć. <span id="more-8283"></span></strong></p>
<p><strong>Już teraz wiem, że bez względu na to kiedy i jak umrę, na pewno stanie się to z jakimś urządzeniem w ręce.</strong></p>
<p><strong>Jaka jest różnica między pogodą a technologią? Nie ma żadnej. I jedna i druga płata ludziom figle.</strong></p>
<p><strong>Wiatraczek w laptopie mówi mi, że w tworzeniu nowoczesnych technologii człowiek znowu nie wziął pod uwagę natury.</strong></p>
<p><strong>Kocham technologię, z tym że jej nienawidzę.</strong></p>
<p><strong>Nawigacja satelitarna pomaga ci znaleźć drogę, z wyjątkiem sytuacji, w których pomaga ci wpaść w szał.</strong></p>
<p><strong>Życie z technologią to błąd. Życie bez technologii to masakra.</strong></p>
<p><strong>Ludzie przegrają tę walkę. W przeciwieństwie do maszyn nie da się ich aktualizować.</strong></p>
<p><strong>Co będzie wtedy, gdy urządzenia będą już za mnie wszystko robiły. Stanę się sam sobie niepotrzebny?</strong></p>
<p><strong>Technologia jest zagrożeniem dla ludzkości, ponieważ jest zbawieniem dla człowieka.</strong></p>
<p><strong>Technologia? To proste, naciskasz przycisk i patrzysz, jak wali się twoje prywatne życie.</strong></p>
<p><strong>To że nie mam tabliczki znamionowej wcale nie znaczy, że nie jestem już maszyną.</strong></p>
<p><strong>W którym momencie uświadomiłem sobie, że jestem panem od noszenia swojego komputera.</strong></p>
<p><strong>Technologia pozwala istnieć człowiekowi w wielu miejscach jednocześnie, a wiecie co się dzieje, gdy więcej niż jedna osoba ma podjąć jakąś decyzję.</strong></p>
<p><strong>Kiedyś się mówiło &#8220;życie to jest gra&#8221;. Teraz się mówi &#8220;gra to jest życie&#8221;.</strong></p>
<p><strong>Google Translate przekazuje taką samą część informacji, ile człowiek, który nie słucha.</strong></p>
<p><strong>Kocham gadżety, tylko nigdy nie wiem, czy z wzajemnością.</strong></p>
<p><strong>Technologia to nasze własne dziecko. Nieuniknione jest, że jak w przypadku każdego dziecka kiedyś przyjdzie okres buntu.</strong></p>
<p><strong>Codziennie zadaję sobie pytanie: czy technologia opanuje człowieka, zanim człowiek w końcu opanuje technologię?</strong></p>
<p><strong>Rzeczy i wartości zastępowane są nowymi w takim tempie, że nie pozostaje nam nic innego jak szybciej się przyzwyczajać.</strong></p>
<p><strong>Urządzenia potrzebne są człowiekowi do robienia rzeczy, których przedtem nigdy nie mieli potrzeby robić.</strong></p>
<p><strong>Każde urządzenie ma to do siebie, że gdy człowiek w końcu przestaje mieć problemy z jego opanowaniem, z reguły też przestaje mieć potrzebę, którą miało zaspokoić.</strong></p>
<p><strong>Technologia staje się niewidoczna, podobnie jak problemy, które powoduje.</strong></p>
<p><strong>Trzeba by w końcu zalegalizować miłość mężczyzn do technologii.</strong></p>
<p><strong>Wiedzę będziemy uzupełniać na odpowiednich urządzeniach, dzięki którym będziemy wiedzieć jeszcze mniej.</strong></p>
<p><strong>To, co z każdego urządzenia czyni jednostkę bliską ludzkiej jest informacja &#8220;error has ocurred&#8221;.</strong></p>
<p><strong>Człowiek nie może już uciec przed technologią, ale technologia może już uciec przed człowiekiem.</strong></p>
<p><strong>Żyjemy w takich czasach, w których człowiek otacza się większą liczbą urządzeń niż ludzi.</strong></p>
<p><strong>Przewagą urządzenia nad człowiekiem jest to, że powoduje irytację tylko wtedy, gdy je włączysz.</strong></p>
<p><strong>Człowiek spędza lata na wymyślaniu urządzeń, które mają robić to, co mógłby zrobić sam, gdyby mu się tylko bardziej chciało.</strong></p>
<p><strong>Urządzenia mają ułatwiać czyli utrudniać ludziom życie.</strong></p>
<p><strong>Czy już dożyliśmy czasów, w których wyobrażamy sobie życie bez drugiej osoby, ale nie wyobrażamy sobie życia bez drugiego gadżetu?</strong></p>
<p><strong>Jeszcze 30 lat temu podstawowym zagrożeniem było odhumanizowanie człowieka przez urządzenia. Teraz jest nim dohumanizowanie urządzeń przez człowieka.</strong></p>
<p><strong>Wiek produkcyjny przeciętnego człowieka skraca się do poziomu wieku produkcyjnego przeciętnego urządzenia.</strong></p>
<p><strong>Dobrą cechą każdego urządzenia jest to, że nie trzeba z nim rozmawiać o pogodzie.</strong></p>
<p><strong>Nie pamiętam, kiedy się urodziłem, zaraz sprawdzę w Google.</strong></p>
<p><strong>Żyjemy w czasach, w którym człowiek specjalizuje się w wymyślaniu urządzeń. Żebyśmy tylko nie dożyli czasów, w których urządzenia będą specjalizowały się w wymyślaniu ludzi.</strong></p>
<p><strong>Niedługo przestaniemy się zastanawiać ile urządzeń można pomieścić w torbie, a zaczniemy zastanawiać ile w skórze.</strong></p>
<p><strong>Im dłuższą ma człowiek przerwę od technologii, tym bardziej sobie zdaje sprawę z absurdów, które ona powoduje.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/08/03/czlowiek-technologia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szef partii politycznej poleca</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/07/31/szef-partii-politycznej-poleca/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/07/31/szef-partii-politycznej-poleca/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 31 Jul 2009 15:00:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Małe bure skakadło]]></category>
		<category><![CDATA[menu]]></category>
		<category><![CDATA[Śmiertelnie Niepoważny Portal Satyryczny]]></category>
		<category><![CDATA[szef kuchni poleca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=8058</guid>
		<description><![CDATA[Teksty z serii Szef poleca nie są pierwszej świeżości. Najpierw pojawiły się w Śmiertelnie Niepoważnym Portalu Satyrycznym, potem jako dodatek do Małego burego skakadła, a teraz publikuję je na blogu. Czyli odgrzewam na całego. W sumie nawet pasuje, bo wcale się nie zestarzały, a poza tym odgrzewanie to jedna z cech nienajlepszej kuchni, chowanej za [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Teksty z serii <em>Szef poleca</em> nie są pierwszej świeżości. Najpierw pojawiły się w Śmiertelnie Niepoważnym Portalu Satyrycznym, potem jako dodatek do <a href="http://www.passwordincorrect.com/2008/11/19/male-bure-skakadlo/"><em>Małego burego skakadła</em></a>, a teraz publikuję je na blogu. Czyli odgrzewam na całego. W sumie nawet pasuje, bo wcale się nie zestarzały, a poza tym odgrzewanie to jedna z cech nienajlepszej kuchni, chowanej za widowiskowym menu – czyli to, na czym uzłośliwiam się najchętniej.<br />
Za tydzień o tej samej porze: <em>Szef kliniki poleca</em>.</p>
<h4><span style="color: #008080;">Szef partii politycznej poleca</span></h4>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Po pierwsze</strong><br />
Jajka rzucane z pomidorami<br />
Zupa mediowa „Kompromitacja” przygotowywana na oczach telewidzów<br />
Konserwa partyjna 500 g<br />
Barszcz z zausznikami<br />
Kołtuny z masłem<br />
Ostre intrygi w marynacie kuluarowej<br />
Chleb z igrzyskami<br />
Marchewka i kijek<br />
Sałatka populistyczna<br />
Składka członkowska <span id="more-8058"></span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Po drugie (dania na przemówienie)</strong><br />
Stek bzdur w aromatycznym sosie retorycznym<br />
Obiecanki Pana Przewodniczącego<br />
Niewciemiębitki wieprzowe<br />
Krokiety z fałszem<br />
Hamburdel XXL<br />
Przemówienie w głosie własnym<br />
Kotlet de Vodolaille<br />
Rolada „Blokada” z otrębami zbożowymi pieczona na asfalcie krajowym<br />
Danie dietetyczne „Delegacja”<br />
Kiełbasa wyborcza z musztardą po obiedzie<br />
Zapiekanka z partyjnego betonu<br />
Skrzydełko prawicowe w panierce narodowo-socjalistycznej<br />
Talerz rozmaitości „Chodźcie z nami!”<br />
Kapusta od sponsora<br />
Składka na cele statutowe</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><strong>Po dziewiąte</strong><br />
Drink „Głosowanie”<br />
Deser „Głos Podwójny”<br />
Drink odtruwający „Dzień po wyborach”<br />
Torcik „Słuszną linię ma nasza partia”<br />
Stary piernik partyjny<br />
Koalicje szampańskie<br />
Chwała w różnych smakach<br />
Deser „Obiecanka”<br />
Składka na dom Pana Przewodniczącego</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/07/31/szef-partii-politycznej-poleca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ebooki welcome to, czyli tak to się zaczęło</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/23/ebooki-welcome-to-czyli-tak-to-sie-zaczelo/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/23/ebooki-welcome-to-czyli-tak-to-sie-zaczelo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Jun 2009 16:38:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Writer 2.0]]></category>
		<category><![CDATA[Człowiek zwany Biurkiem]]></category>
		<category><![CDATA[darmowe e-booki]]></category>
		<category><![CDATA[e-book]]></category>
		<category><![CDATA[Nexto.pl]]></category>
		<category><![CDATA[Scribd]]></category>
		<category><![CDATA[Tech-absurd]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=7104</guid>
		<description><![CDATA[Poniżej w pięknym kostiumie prosto ze Scribd, książka która ma dla mnie szczególne znaczenie – Człowiek zwany Biurkiem, e-booki welcome to.  To mój pierwszy e-book i jednocześnie pierwsza darmowa publikacja, pomyślana jako sposób na promocję twórczości. Już wtedy, pod koniec 2007 roku, w sposób zupełnie nieoczekiwany (czyli tak jak Vista) zacząłem aktualizować się do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Poniżej w pięknym kostiumie prosto ze Scribd, książka która ma dla mnie szczególne znaczenie – <em>Człowiek zwany Biurkiem, e-booki welcome to. </em> To mój pierwszy e-book i jednocześnie pierwsza darmowa publikacja, pomyślana jako sposób na promocję twórczości. Już wtedy, pod koniec 2007 roku, w sposób zupełnie nieoczekiwany (czyli tak jak Vista) zacząłem aktualizować się do wersji pisarz 2.0, czy też 3.0 beta.</p>
<p>E-książeczka była jedną z czterech publikacji udostępnianych za darmo przez platformę sprzedaży e-booków <a href="http://www.nexto.pl/">Nexto.pl</a>, w ramach podgrzewania atmosfery przed oficjalną premierą w styczniu 2008 roku. Przez kilka tygodni poprzedzających uruchomienie, dodawałem kolejne fragmenty do zbiorku, aż zrobiło się 50 stron. Sam zrobiłem skład. Zmieniłem okładkę, dodałem fakturę papieru. Chciałem pokazać coś, czego ludzie nie spodziewają się po e-booku. Podobnie ze środkiem – dodałem lekkie cieniowanie, dodające plastyczności stronom oraz użyłem najpopularniejszej polskiej czcionki książkowej z czasów mojej młodości. Wszystko po to, by zrekompensować czytelnikowi brak papieru. Teraz myślę oczywiście inaczej, ale te pierwsze próby oswojenia e-booka wprawiają mnie w stan błogości.</p>
<p>Opowiadania skrupulatnie dobierałem, nie tylko z <em>Człowieka zwanego Biurkiem</em>, ale innych tomów również. Już wtedy chciałem dopasować wybór do oczekiwań osób, które nie mają nic przeciwko e-bookom, są otwarte, skłonne do podejmowania prób i szybko akceptują nowości. Jak to wygląda z dzisiejszej perspektywy? Proszę sprawdzić, najlepiej w trybie pełnoekranowym:</p>
<p><object id="doc_911833690799200" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="580" height="480" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="name" value="doc_911833690799200" /><param name="align" value="middle" /><param name="quality" value="high" /><param name="play" value="true" /><param name="loop" value="true" /><param name="scale" value="showall" /><param name="wmode" value="opaque" /><param name="devicefont" value="false" /><param name="bgcolor" value="#ffffff" /><param name="menu" value="true" /><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowScriptAccess" value="always" /><param name="mode" value="book" /><param name="src" value="http://d.scribd.com/ScribdViewer.swf?document_id=16707772&amp;access_key=key-4azjov8ui6qmnj7mbtt&amp;page=1&amp;version=1&amp;viewMode=book" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed id="doc_911833690799200" type="application/x-shockwave-flash" width="580" height="480" src="http://d.scribd.com/ScribdViewer.swf?document_id=16707772&amp;access_key=key-4azjov8ui6qmnj7mbtt&amp;page=1&amp;version=1&amp;viewMode=book" mode="book" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" menu="true" bgcolor="#ffffff" devicefont="false" wmode="opaque" scale="showall" loop="true" play="true" quality="high" align="middle" name="doc_911833690799200"></embed></object></p>
<p><img title="hspace" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/06/hspace.jpg" alt="hspace" width="599" height="12" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/23/ebooki-welcome-to-czyli-tak-to-sie-zaczelo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rosół a priori &#8211; Google Books 2.0</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/rosol-a-priori-google-books/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/rosol-a-priori-google-books/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Jun 2009 21:29:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Google Books]]></category>
		<category><![CDATA[Niżej Podpisany]]></category>
		<category><![CDATA[Rosół a priori]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=6958</guid>
		<description><![CDATA[Poniżej Rosół a priori &#8211; prosto z Google Books. Zacznij czytać.

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Poniżej <em>Rosół a priori</em> &#8211; prosto z Google Books. Zacznij czytać.<span id="more-6958"></span></p>
<p><iframe frameborder="0" scrolling="no" style="border:0px" src="http://books.google.com/books?id=UFsycHFIKr0C&#038;lpg=PA1&#038;dq=ros%C3%B3%C5%82%20a%20priori&#038;hl=pl&#038;pg=PA1&#038;output=embed" width=570 height=810></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/rosol-a-priori-google-books/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pijany zagajnik &#8211; Google Books 2.0</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/pijany-zagajnik-google-books-2-0/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/pijany-zagajnik-google-books-2-0/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Jun 2009 21:26:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Google Books]]></category>
		<category><![CDATA[Niżej Podpisany]]></category>
		<category><![CDATA[Pijany zagajnik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=6954</guid>
		<description><![CDATA[Poniżej Pijany zagajnik &#8211; prosto z Google Books. Zacznij czytać.

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Poniżej <em>Pijany zagajnik</em> &#8211; prosto z Google Books. Zacznij czytać.<span id="more-6954"></span></p>
<p><iframe frameborder="0" scrolling="no" style="border:0px" src="http://books.google.com/books?id=07qFc582O04C&#038;lpg=PA1&#038;dq=pijany%20zagajnik&#038;hl=pl&#038;pg=PA1&#038;output=embed" width=570 height=810></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/pijany-zagajnik-google-books-2-0/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Małe bure skakadło &#8211; Google Books 2.0</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/male-bure-skakadlo-google-books-2-0/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/male-bure-skakadlo-google-books-2-0/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Jun 2009 21:24:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Google Books]]></category>
		<category><![CDATA[Małe bure skakadło]]></category>
		<category><![CDATA[Niżej Podpisany]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=6949</guid>
		<description><![CDATA[Poniżej Małe bure skakadło &#8211; prosto z Google Books. Zacznij czytać.

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Poniżej <em>Małe bure skakadło</em> &#8211; prosto z Google Books. Zacznij czytać.<span id="more-6949"></span></p>
<p><iframe frameborder="0" scrolling="no" style="border:0px" src="http://books.google.com/books?id=jj3NrP_c2OwC&#038;lpg=PA1&#038;dq=ma%C5%82e%20bure%20skakad%C5%82o&#038;hl=pl&#038;pg=PA1&#038;output=embed" width=570 height=810></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/male-bure-skakadlo-google-books-2-0/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Człowiek zwany Biurkiem &#8211; Google Books 2.0</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/czlowiek-zwany-biurkiem-google-books-2-0/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/czlowiek-zwany-biurkiem-google-books-2-0/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Jun 2009 21:11:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Człowiek zwany Biurkiem]]></category>
		<category><![CDATA[Google Books]]></category>
		<category><![CDATA[Niżej Podpisany]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=6930</guid>
		<description><![CDATA[Poniżej Człowiek zwany Biurkiem &#8211; prosto z Google Books. Zacznij czytać.

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Poniżej <em>Człowiek zwany Biurkiem</em> &#8211; prosto z Google Books. Zacznij czytać.<span id="more-6930"></span></p>
<p><iframe frameborder="0" scrolling="no" style="border:0px" src="http://books.google.com/books?id=CgNzwOx2PAoC&#038;lpg=PA1&#038;hl=pl&#038;pg=PA1&#038;output=embed" width=570 height=810></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/czlowiek-zwany-biurkiem-google-books-2-0/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Uroczy dialog lalkarzy z &#8220;Boholka Toys&#8221;</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/05/22/uroczy-dialog-lalkarzy-z-boholka-toys/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/05/22/uroczy-dialog-lalkarzy-z-boholka-toys/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 May 2009 09:20:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[Dola pisarza]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Boholka Toys]]></category>
		<category><![CDATA[dialog]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Miś]]></category>
		<category><![CDATA[scenariusz]]></category>
		<category><![CDATA[serial]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Bareja]]></category>
		<category><![CDATA[treatment]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=5991</guid>
		<description><![CDATA[Odgrzebywałem wczoraj stare scenariusze przy okazji niezobowiązującego zamówienia (z którego pewnie i tak nic nie wyjdzie) na serial komediowy do telewizji prywatnej. Większość ze skryptów po paru latach zestarzała się emocjonalnie, ale &#8220;Boholka Toys&#8221; trzyma formę. Pomysł prosty na komedię: polskie biuro czeskiej firmy produkującej pluszowe zabawki. Dorośli ludzie zachowują się jak dzieciaki, a przy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Odgrzebywałem wczoraj stare scenariusze przy okazji niezobowiązującego zamówienia (z którego pewnie i tak nic nie wyjdzie) na serial komediowy do telewizji prywatnej. Większość ze skryptów po paru latach zestarzała się emocjonalnie, ale &#8220;Boholka Toys&#8221; trzyma formę. Pomysł prosty na komedię: polskie biuro czeskiej firmy produkującej pluszowe zabawki. Dorośli ludzie zachowują się jak dzieciaki, a przy tym niemiłosiernie się stresują.</p>
<p>I tak sobie przypomniałem kilkuletnią krytyczną uwagę, że scena z lalkarzami zalatuje dialogowo <em>Misiem</em>. No zalatuje, co zrobić, zwłaszcza że misia robią.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5025" title="linia" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2008/12/linia.jpg" alt="linia" width="599" height="12" /></p>
<p><span style="color: #008080;">ZEWNĘTRZE. OBSKURNE PRZEDMIEŚCIE &#8211; DZIEŃ</span></p>
<p><span style="color: #008080;">W okolicy pełnej zaniedbanych starych domów i nieciekawych budynków gospodarczych stoi niewymownie szpetny baraczek z niewielkim szyldem &#8220;Rambo Lalkarstwo Jerzy Malina&#8221;.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">WNĘTRZE. BARAK &#8211; DZIEŃ</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Trzech LALKARZY w niewielkim zagraconym pomieszczeniu taśmowo zaszywa torebki z białym proszkiem w małych pluszowych tygryskach z napisem „Tiger Oooopsie&#8221;.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ MALINA<br />
A pamiętacie, proszę ja ciebie, jak ten z telewizji, ten najważniejszy od szopek i innych kabaretów, przychodził do nas, żebyśmy mu robili te figury na tą szopkę niby noworoczną?<br />
Ten Wałęsa to nam nie wyszedł, za mało śmieszny był w porównywalności z oryginałem, ale za to co ja miałem śmiechu od groma przy Połomskim, proszę ja ciebie, że ten. <span id="more-5991"></span><br />
<em>(zaczyna rechotać)</em><br />
No więc, proszę ja ciebie, więc Połomskiemu rzuciłem tupecik, coby po zgodności z prawdą było. No i proszę ja, ten tupecik dobrze zrobiłem, to znaczy, że nie na butapren, ale na spoiwo, coby można było na noc, he, he, ściągnąć.<br />
No i jest nagranie, no i tupecik spada, co zdarza się nawet najbardziej sumiennym tupecikom, ale nie od przeciągu, tylko te aktorzyny, one za bardzo szarpały tego Połomskiego, bo jak się nie ma koncepcji na szopkę, to się idzie w trzęsienie kukłami, no i tupecik odleciał w siną dal, ale że to na nagraniu takim na fest było, to to poszło w telewizji, tylko nie oglądałem, bo ja szopek nie oglądam, bo to głupie jest, proszę ja ciebie, jak but.<br />
Ale, że ten, że proszę ja ciebie, poszło to w kraj, to się Połomski obraził i była śmiechu niezmierność, bo i też tupecik się gdzieś zagubił i ja myślę, że te aktorzyny wzięły, bo oni to pomyślunku nie mają, ale wesołe chłopy są, po generalności.<br />
<em>(wzdycha)</em><br />
A teraz co? Jakieś plątają się młode kurczaki i każą mi robić pluszowe coś, ni to miś, ni to grzdyś, tylko żeby to coś miało pod warunkiem kręgosłup w środku. Kręgosłup, proszę ja ciebie!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ WDYCHOŃ<br />
Kręgosłupu się zachciało, kurczę jego.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ SOWA<br />
Tfuu!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ MALINA<br />
No i więc i ja tak mówię, proszę ja ciebie, bo po co komu kręgosłup, jak bachory wezmą i rzucą, to po cholerę komu kręgosłup w kawałkach.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ WDYCHOŃ<br />
Komu po co, kurczę jego&#8230;</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ SOWA<br />
Tfuuuu!</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><em>W tym momencie staje w drzwiach rozpromieniony Robert. Lalkarze błyskawicznie i bardzo fachowo zakrywają eksportowe tygryski i udają, że są mocno zajęci oklejaniem małych pudełek bordowym welurem.</em></span></p>
<p><span style="color: #008080;">ROBERT<br />
No i jak idzie? Można juź coś zobaczyć?</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ SOWA<br />
Tfu!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ MALINA<br />
A, panie młodszy, co pan, my z czegoś przecież musimy bytność zapewnić rodzinom naszym&#8230;</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ WDYCHOŃ<br />
Rodzinom, kurczę jego.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ MALINA<br />
Panie, my tu teraz zlecenie rządowe realizujemy nagminnie, to jest do orderów klasy którejś piękne&#8230; i bardzo pracochłonność wciągające, bardzo&#8230; futerałki na to żelastwo. No i jakieś pieniążki będą, no może nie na rządową lanciję, ale na skromną tygry&#8230; zagryzkę bożą wystarczy.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">ROBERT<br />
Ale ja przecież też płacę i to dużo.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ SOWA<br />
Tfu, takie tam.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ MALINA<br />
Panie, przyjdź pan w przyszłym tygodniu pod koniec przyszłego miesiąca, to pan zobaczysz tego grzdysia swojego.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><em>Robert zbiera się w sobie.</em></span></p>
<p><span style="color: #008080;">ROBERT<br />
Panowie szanowni specjaliści. Przyszedłem do was, bo wy i tylko wy możecie wykonać ten projekt. A wiecie dlaczego? Bo macie, panowie, najlepsze złote rączki i największego nosa i największą miłość do lalek pluszowych w tym kraju, a może i w unii&#8230;</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ SOWA<br />
Fiuu!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">ROBERT<br />
Więc nikomu innemu nie dam, nawet jakby mnie chcieli pokroić za to. A są inni kandydaci, i co więcej sami się pchają, i to są duże firmy i oni już zwąchali forsę i już by dawno zrobili, ale ja się zaparłem, bo ja dobrze wiem, że tylko wy takiego misia mi oprzyrządzicie, że ludzie będą dygotać z wraźenia. I ten miś będzie przebojem i ja wam to mówię, a nie jakieś tam welury na ordery dla pryków. A i dzieci będą wam wdzięczne, że takiego misia zrobiliście, bo to będzie ich ukochany miś, bo takiego misia, który sam siedzi i sam się pochyla to jeszcze nie widziały. Tak panowie szanowni specjaliści, ten miś bedzie sławny, a wy razem z nim, więc po co czekać,</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><em>(pragmatycznie)</em></span></p>
<p><span style="color: #008080;">a poza tym go muszę mieć na za trzy dni.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><em>Robert patrzy na lalkarzy triumfalnie, a ci są pod dużym wrażeniem. Długo nie mogą ochłonąć.</em></span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ MALINA<br />
To żeś nas pan, proszę ja ciebie, tutaj uzmotywowałeś. Chłopaki bierzemy się za grzdynia, bo dzieciarnia krajowa niecierpliwić się będzie.<br />
<em>(do Roberta)</em><br />
Masz pan to jak w banku!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">LALKARZ WDYCHOŃ<br />
W banku, kurczę jego.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/05/22/uroczy-dialog-lalkarzy-z-boholka-toys/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jatka na śniadanie [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/04/14/jatka-na-sniadanie-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/04/14/jatka-na-sniadanie-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Apr 2009 19:11:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[gra komputerowa]]></category>
		<category><![CDATA[jatka]]></category>
		<category><![CDATA[krew]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=4634</guid>
		<description><![CDATA[Jedno z ostatnich opowiadań przed &#8220;kałużą zdrowego rozsądku&#8221;, jak nazywam przeskok od pisania opowiadań do pisania listów do hurtowni i informacji do prasy, mających pomóc w sprzedaży opowiadań już napisanych i co więcej – opublikowanych.
Jatkę napisałem w typowym dla siebie tonie: lekkim i ironicznym, co w większości poprzednich opowiadań przekładało się na bagatelizowanie tematyki. Tu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jedno z ostatnich opowiadań przed &#8220;kałużą zdrowego rozsądku&#8221;, jak nazywam przeskok od pisania opowiadań do pisania listów do hurtowni i informacji do prasy, mających pomóc w sprzedaży opowiadań już napisanych i co więcej – opublikowanych.</p>
<p><em>Jatkę</em> napisałem w typowym dla siebie tonie: lekkim i ironicznym, co w większości poprzednich opowiadań przekładało się na bagatelizowanie tematyki. Tu powinno być podobnie. Jesteśmy przecież w świecie gry komputerowej, więc o zabawę głównie powinno chodzić, nieprawda? Prawda, i stosując właśnie taką stylistykę chciałem uzyskać efekt idealnie odwrotny. Robi się makabrycznie przez fakt, że można tak beztrosko i z rękawa pisać o śmierci, krwi, wnętrznościach i urwanych głowach. Jeśli <em>Jatka</em> brzmi jak przestroga, to udało się.</p>
<h4><span style="color: #008080;">Jatka na śniadanie</span></h4>
<p><span style="color: #008080;">Słońce wstawało niespiesznie, promienie macały z boku. Marcino szedł i chłonął wszystko, co działo się wokół.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">A krew bluzgała coraz bardziej. I adrenalina z krwią zmieszana w najlepszych możliwych proporcjach buzowała w żyłach, a tętnice już dawno przeszły na drgania, których nie wytrzymałby najlepszy most budowany na mistrzostwa świata w przetaczaniu wagonów z cementem.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Szedł teraz szeroką drogą szutrową, wokół piękne łąki usłane trupami tych, którzy zlekceważyli znaki na poboczu „wchodzisz na własną odpowiedzialność&#8221;. Marcino wiedział, że pod kępami bujnych kolorowych, rajskich kwiatów kryją się miny przeciwpiechotne. Widział już siedmiu chłopaków wylatujących w powietrze, a najlepszy był ten grubasek, który chwilowo zamienił się w czerwoną fontannę wielokierunkową, składającą się zresztą z czterech części zasilanych niezależnie. <span id="more-4634"></span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Ten młody nierozgarnięty, co potem szukał ręki i stracił dwie nogi też był śmieszny, myślał Marcino, gdy zbliżył się do czerwonej kupy materii organicznej, która okazała się być tym razem kobietą, podziurawioną amunicją małokalibrową z niewielkiej odległości.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Krew buzowała w głowie Marcina, a był już na siedemnastym piętrze wieżowca ociekającego krwią, z którego co jakiś czas spadały szczątki ludzkie. W tej chwili wylatywała okrwawiona ręka trzymająca w kurczowych drgawkach shotguna z jakimś nieruchawym palcem, który utkwił w lufie i sikał krwią jak w dyngusa.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Nic straconego, zobacz teraz! &#8211; krzyknął blondyn w kamuflażu pozwalającym schować mu się za wannę stojącą w łazience wyłożonej różowymi kafelkami. Różowo-biała panterka nie była zresztą do niczego potrzebna, bo facet był cały poplamiony krwią. I ten facet we krwi przetarł sobie okulary spawalnicze i krzyknął:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Patrz teraz! Power Krzysio ja!</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Power Krzysio stanął i zaczął pruć na oślep przed siebie przez zgliszcza byłego apartamentu prezydenckiego i skosił jedną babcię, która akurat kupowała od jednoręko-jednookiego typka w sklepie ogrodniczym zestaw do samobójczego ataku bombowego obliczonego na sławę wieczną. Babcia miała na głowie hełm kevlarowo-tytanowy, ale to jej nic nie dało, bo pociski z broni Power Krzysia składały się z tysiąca sztuk kulek każdy i hełm babci wyglądał jak sitko maszynki do mięsa, a mózg jak samo mięso. Na babci się nie skończyło, bo magazynek był podwójnego ciągu i dostał się jeszcze dwóm osiłkom z ochrony człowieka wyglądającego na biznesmena oraz samemu biznesmenowi (ten skończył w sposób najbardziej spektakularny, mianowicie wylało mu oko, a przez oczodół wyleciał fragment przysadki mózgowej z kartką typu post-it, na której napisane było „kochanie, kup wino do krwistego steku&#8221;.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Biznesmen zresztą nie był dłużny i padając, zanim jego mózg podziękował za współpracę, odpalił jeszcze fajkę pokoju.</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Fajka pokoju to dziadostwo większe niż polityka. Gdy dosięga człowieka, to ten kurczy się w sekundę, odsłaniając cały układ krążenia w całej swojej okazałości, który zanim zaczną działać prawa grawitacji, lewituje w powietrzu, mimo, że reszty ciała już nie ma. I tak właśnie zginął komandos, który zakradał się z tyłu do Power Krzysia, by przeciąć mu wzdłuż kręgosłup i wysłupać miąższ. A zginął dlatego, że biznesmen nie trafił w Power Krzysia.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Tętnica główna komandosa zdążyła krzyknąć &#8211; Skradałam się, by wysłupać ci miąższ z kręgosłupa! &#8211; po czym spadła jako pierwsza z tętnic na niesforną kupę zwojów, które uprzednio tworzyły układ żylny.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Power Krzysio triumfował i dla przypieczętowania swojej dominacji w wieżowcu skosił jeszcze wycieczkę dzieci. Tym razem zastosował większy kaliber pocisków, które wyrywały z ciała kręgi o promieniu kilku centymetrów. Te pulsujące obiekty organiczne latały teraz po całym zoo, bo dzieci akurat oglądały słonia. Jeden krążek pacnął Marcina w pierś i po raz pierwszy od przebudzenia się, poczuł się nieswojo. Krążek drgał i drgał i nie chciał się odlepić, a poza tym drgania układały się w sposób charakterystyczny dla strun głosowych.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Czyżby coś do powiedzenia? Nie przyszedłem tutaj się rozczulać, tylko oglądać, myślał Marcino, z odrazą ściągając krążek z trzustki tej dziewczynki w zielonej bluzce. Dziewczynka w aktualnie zielono-czerwonej bluzce, czy raczej w tym, co z niej zostało, zauważyła Marcina i zaczęła do niego biec odebrać co swoje, ale przez dziurę w jej części brzusznej dało się zauważyć, jak Power Krzysio przeładowuje broń i ponownie strzela w jej kierunku.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Gdy mała padła, a drugi krążek, tym razem z jej głowy, wylądował na czole Marcina, zdenerwował się słoń, który lubił, gdy oglądają go małe dzieci, bo miał ciągoty pedofilskie. Słoń wypalił z trąby w Krzysia i nie była to woda, ale napalm.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Krzysio palił się długo i bez bryzgów, więc Marcin mógł trochę odetchnąć. Krew prawie rozrywała mu żyły na przedramionach, które miał odsłonięte, więc widział, a o pachwinach wolał nie myśleć. Dopiero teraz zauważył, że ma koszulkę całą we krwi. A koszulka była fajna, na koncerty rockowe przeznaczona, z tekstem „Peace&amp;drugs&amp;could you give me some water, please?&#8221;</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Co powie mama? &#8211; przeraził się Marcinek, zanim rozpętała się jatka na dobre. Spowodowali ją przebrani za pluszowe niedźwiadki złoczyńcy z domu spokojnej młodości, uzbrojeni w siedmiokrotnie sprzężone karabiny automatyczne bez celowników, bo zasięg i rozrzut były tak wielkie, że zabijały wszystko, co się rusza w promieniu 203 metrów.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Słoń oberwał najbardziej, ale zanim rozleciał się na czerwone kawałeczki mięsa, niesłusznie nienazwanego słoniną (łącznie sztuk 13 609), to jeszcze pozbył się reszty napalmu ze zbiornika na ślinę. Trzeba przyznać, że plusz palił się widowiskowo, a amunicja strzelająca w magazynkach rozrywała ciała w sposób, którego nie powstydziłby się sam Taran Rodrino. Wybieg dla lwów, który okazał się być zatłoczonym basenem miejskim, zaczął wypełniać się czerwoną cieczą, czy raczej mazią, a ponieważ do walki włączyli się również beznodzy komandosi i pan udający Bruca Leelissa, więc w powietrzu latały pociski (w jedną stronę), kawałki mięsa (w inną stronę) oraz ulotki sklepu ze sprzętem rehabilitacyjnym (w jeszcze inną stronę).</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Gdy zbiornik zaczął wypełniać się szczelnie trupami całymi, trupami na raty i innymi szczątkami, a czerwona maź oblepiła wszystkich (raczej nieżyjących) w zasięgu wzroku, Marcinek nie wytrzymał. Z napisu na koszuli nie pochlapane krwią było tylko słowo „please&#8221; i ten spragniony adrenaliny znudzony życiem właściciel właśnie pękającej tętnicy lewego przedramienia krzyknął w dal znaczoną torami pocisków świetlnych:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Ja chcę do mamy! Ja chcę! Ja chcę! Ja już nie chcę krwi! Ja się boję!</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> &#8211; Już synku, mamusia już idzie do ciebie, dam ci śniadanko &#8211; odpowiedziała kobieta z właśnie mającą wybuchnąć bombą głębinową w miejscu głowy. Wysypała na talerz trochę chrupek i zalała je czułą strużką krwi z pozostałości przedramienia.</span><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;"> </span></span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;">.</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/04/14/jatka-na-sniadanie-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ćwikły uwikłanie [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/04/11/cwikly-uwiklanie-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/04/11/cwikly-uwiklanie-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Apr 2009 07:43:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[cebula]]></category>
		<category><![CDATA[chrzan]]></category>
		<category><![CDATA[ćwikła]]></category>
		<category><![CDATA[czosnek]]></category>
		<category><![CDATA[jajo]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[Rosół a priori]]></category>
		<category><![CDATA[śmietana]]></category>
		<category><![CDATA[szalotka]]></category>
		<category><![CDATA[Wielkanoc]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.nizejpodpisany.com/?p=4343</guid>
		<description><![CDATA[Opowiadanie wielkanocno-polityczne z ostatniego tomu, czyli z Rosołu a priori, po którym to tomie hurtownia książek Platon wypowiedziała umowę mojemu wydawnictwu. Wychodzi na to, że o jeden rosół za dużo.
Ćwikły uwikłanie

W okolicach Wielkiej Nocy ćwikła dała się uwikłać jak jakiś przedszkolak bez papierów pokrzywdzonego. Mogła przecież wyciągnąć wnioski z zeszłego roku, kiedy też chcieli ją [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Opowiadanie wielkanocno-polityczne z ostatniego tomu, czyli z <a href="http://www.passwordincorrect.com/2008/11/19/rosol-a-priori/"><em>Rosołu a priori</em></a>, po którym to tomie hurtownia książek Platon wypowiedziała umowę mojemu wydawnictwu. Wychodzi na to, że o jeden rosół za dużo.</p>
<h4><span style="color: #008080;">Ćwikły uwikłanie<br />
</span></h4>
<p><span style="color: #008080;">W okolicach Wielkiej Nocy ćwikła dała się uwikłać jak jakiś przedszkolak bez papierów pokrzywdzonego. Mogła przecież wyciągnąć wnioski z zeszłego roku, kiedy też chcieli ją wrzucić do różnych podejrzanych historii, ale wtedy wyłgała się grypą, a ponieważ była młoda, to jej uwierzyli. Teraz to już taką ryczącą małolatą nie była, ale dalej głupia jak jakaś pasta z tuńczyka a&#8217;la świeża. <span style="color: #008080;"><span id="more-4343"></span></span></span></p>
<p><span style="color: #008080;">Wiedziała, że przyjdą i wiedziała, że powiedzą (no może z wyjątkiem „stara&#8221;):</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Cześć stara. Sprawa jest. Wiesz. Zbliża się to święto, kiedy wszyscy jaja wysiadują i udają, że są uczciwi, dobrzy i na potwierdzenie leją się wodą. Ale wiesz, stara, nie z nami takie numery. My nie wierzymy w takie świąteczne fasadowanie i wiesz co będzie, jak się nie zbuntujemy. No chyba wiesz stara? &#8211; spytał jeden taki szczypior, młody działacz konspiry.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Stara ćwikła nie wiedziała, ale też nie mogła tego powiedzieć, bo miałaby święta z głowy:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- No wiem, młody.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Tylko nie młody, ja tu prezes jestem i ty masz deklarację złożyć, czy jesteś z nami. Może być ustna, bo nagrywamy dla potomnych. Ale, ale, widzę, że się wahasz? &#8211; mówił szczypior i patrzył wymownie na swoich bliskich zauszników, czyli szalotki oraz jednego dalekiego zausznika, czyli czosnek, ale to ze względu na zapach dalekiego.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Ćwikła nie miała czasu do namysłu, bo się rozpoczęło wielkie piątkowe gotowanie.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- A jak przyjdą? &#8211; spytała jeszcze, ale głównie po to, by dać sobie więcej czasu do namysłu. Zawsze przychodzili.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Nie przyjdą. Już moja w tym głowa &#8211; żachnął się szczypior i zwiędła mu jedna łodyżka, ale podobno nie ze strachu, tylko miał problemy z krążeniem.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Ale tylko nie chrzan, błagam &#8211; próbowała wynegocjować cokolwiek ćwikła, bo mimo, że była głupia, to była jednak stara i coś w życiu widziała.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Nie mam wpływu, nie mam wpływu &#8211; odpowiedział szczypior, a z tyłu dobiegły odgłosy:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Nie ma wpływu, nie ma wpływu! &#8211; nie były to cebulki, tylko czosnek, który chciał się wkupić, bo marzył o tym, by być bliżej.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Nie minęły dwie godziny, a wzięli ją i wrzucili.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Jasne, do chrzanu ją wrzucili i zmieszali i się popłakała nad swoim nosem i nad swoim losem, a ten chrzan to nawet nie spytał, o co chodzi, a przecież o niego. Taki był, czyli dokładnie jak wszyscy o nim mówili. Niepochlebnie. I jeszcze powiedział jak jakiś gbur z bankowości elektronicznej:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Posuń się, bo mię ciasno.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Posunęła się, ponieważ z urodzajnego sezonu pochodziła i wiedziała, co to dobre wychowanie. Jako jedyna. Tak jedyna, bo jeszcze dorzucili tą śmietankę, zapitą, wysokoprocentową i w swej gęstości nadymaną jak za przeproszeniem paw. I ta śmietanka pociągnęła taką konspirą, że nawet chrzan złagodniał:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Słuchajcie matoły. Tylko razem możemy coś zdziałać. Bierzcie się i do roboty. Na poniedziałek musimy być gotowi do ostatecznego rozstrzygnięcia. Kto ma ładunek?</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Ładunek? - spytała ćwikła, bo chrzan zainteresowany był wyłącznie tym, jak będzie wyglądał na stole.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Oj stara matoło, z kim ja pracuję &#8211; powiedziała śmietanka tak niemiłym głosem, że aż trudno ją nazywać „śmietanką&#8221;.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">No i przyszli. Z tym, że nie w poniedziałek, a we wtorek. W białych takich workowatych pokryciach, czy czymś. Jednego pana od razu wzięli na nosze, jednej pani dali jakieś lekarstwa, ale dzieci to generalnie latały i niesmacznie hlustały nad dużym otworem z białego błyszczącego materiału, jakby cebuli obranej. Później przyszli inni, w innych workach i mieli coś jeszcze na twarzy. Wzięli, do probówki wrzucili, a potem do foliowej torebki i zawieźli do białego pomieszczenia, tak jakby dużej kuchni, ale bez klimatu domowego. Na takie małe szkiełko wkładali i pomiędzy i widziała wielkie oko takiego jednego, który w końcu zawołał:</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Jest!</span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #008080;">* * *</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Przeprowadzili dochodzenie. Chrzan był czysty i miał alibi - on się w żadne takie nie pakował. Ćwikła łudziła się, że opowie prawdę o śmietance i też ją wypuszczą. Tylko że podobno śmietanka poszła na współpracę, wsypała wszystkich i otrzymała status świadka koronnego.</span></p>
<p><span style="color: #008080;">Dziwne. Skoro śmietanka wydała całą konspirę, to dlaczego ani szczypiorek, ani cebulki, ani ten czosnek nie siedzą razem z nią w tym zatęchłym kuble?</span></p>
<p><span style="color: #008080;">- Już mówię &#8211; odezwał się majonez spod warstwy podejrzanej kiełbasy, kiedyś białej, teraz zielonej - na kogoś musiało paść, a pani jest już stara, nieprzymierzywszy.</span><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;"> </span></span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;">.</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/04/11/cwikly-uwiklanie-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Doroślak [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/25/doroslak-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/25/doroslak-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Feb 2009 14:18:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[Ciekawy przypadek Benjamina Buttona]]></category>
		<category><![CDATA[Doroślak]]></category>
		<category><![CDATA[Francis Scott Fitzgerald]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=3778</guid>
		<description><![CDATA[Dwa lub trzy lata temu wszedłem wiekowo w fazę dojrzewania lub też kryzysu wieku średniego lub też załamania emerytalnego i powstało z tego opowiadanie Doroślak, z którego do dziś jestem dumny, mimo, że dumę przesłania wielki plakat filmu Ciekawy przypadek Benjamina Buttona. Przesłania dlatego, że pomysł na opowiadanie jest dokładnie taki sam – człowiek zaczyna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dwa lub trzy lata temu wszedłem wiekowo w fazę dojrzewania lub też kryzysu wieku średniego lub też załamania emerytalnego i powstało z tego opowiadanie <em>Doroślak</em>, z którego do dziś jestem dumny, mimo, że dumę przesłania wielki plakat filmu <em>Ciekawy przypadek Benjamina Buttona</em>. Przesłania dlatego, że pomysł na opowiadanie jest dokładnie taki sam – człowiek zaczyna rozwijać się w przeciwnym kierunku.</p>
<p>No cóż, tak to już w Polsce jest, że prozę Francisa Scotta Fitzgeralda poznajemy z filmów. Najpierw był <em>Wielki Gatsby</em>, a teraz jest<em> Ciekawy przypadek Benjamina Buttona</em>. &#8220;Gdybym wiedział wcześniej, to bym nie pisał&#8221;, można by rzec. Nie pozostaje nic innego, tylko już teraz przyjmować przyszłe kąśliwe uwagi zawierające słowo &#8220;plagiat&#8221;, bo przecież człowiekowi aspirującemu do roli pisarza nie wolno nie znać dzieł jednego z najwybitniejszych pisarzy amerykańskich.</p>
<h4><span style="color:#008080;">Doroślak</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">Benedykt Ossolinsky, lat 39, zaczął dziecinnieć.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">W pierwszym dniu kryzysu wieku średniego, oglądając swoją przerzedzającą się czuprynę i zmarszczki na twarzy, Benedykt odnalazł w lustrzanym odbiciu swoje obłąkane spojrzenie sprzed trzydziestu lat, ze zdjęcia z zawodów modeli latających na uwięzi. <span id="more-3778"></span>Zrobił je służący Henryk w chwili, gdy mały podopieczny zapragnął mieć czerwony model dwupłatowca Curtiss Consolidated Skyhawk Cruisader 3A „Bingo Star&#8221;.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Na ten nowy rodzaj spojrzenia zwrócili również uwagę koledzy z pracy, przez których (w przeważającej większości przypadków) uważany był za infantylnego rozkapryszonego maminsynka. Bardzo im to pasowało do wizerunku szefa.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Bo Benedykt był szefem, chociaż sam w to czasem nie mógł uwierzyć. Był szefem fundacji zajmującej się autopromocją rodziny Ossolinskych, znanych potomków arystokratów polsko-amerykańskich prowadzących działalność biznesową tam i działalność charytatywną tu. Stanowisko zaszczytne i prestiżowe.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">W co najmniej równym stopniu jak pracownicy nie lubili Benedykta, Benedykt nie lubił swojej pracy. Uważał ją za ekstremalnie stresującą i zmuszającą do nadludzkich poświęceń. Wszystko zostało ukartowane przez rodzinę, jako pokuta za uchylanie się od pracy. Musiał udawać się do biura przynajmniej trzy razy w tygodniu na całe dwie godziny i przyjmować różnych uśmiechniętych dziennikarzy, pić z nimi kawę i słuchać. Musiał podpisywać listy i otwierać prezenty od różnych pragnących przypodobać się firm. Musiał w końcu chodzić na imprezy i na golfa, na premiery filmowe, pokazy i wernisaże. A Rodzina zaplanowała mu jedynie trzy miesiące urlopu w roku. Skandal. Na znak protestu przychodził do biura w koszulce z napisem „Uwaga, dzieciak&#8221;.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Wszystkie te wyjątkowo niekorzystne czynniki spowodowały, że Benedykt stawał się nałogowym alkoholikiem, narkomanem i erotomanem.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">- Na szczęście nawet uzależniać można się z klasą &#8211; powtarzał sobie Benedykt, ciągnąc kolejną dawkę funfetaminy i popijając drinkiem Hot Benedictus.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Mówiąc słowami jego ojca: Benedykt miał wszystko i nie umiał tego docenić. I rzeczywiście, jego syn wszystko już znał, widział, wszystkiego spróbował i coraz mniej rzeczy go interesowało. Nie to, co w dzieciństwie, gdy poznawał świat, a rodzice pozwalali mu na wszystko, na co miał ochotę. I czerwonego Curtissa też dostał.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">I to właśnie uzmysłowił sobie Benedykt, gdy zobaczył w lustrze swoje dzikie spojrzenie sprzed trzydziestu lat.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Następnego dnia zauważył, że ma gładszą cerę, chociaż nie stosował na noc balsamu dla mężczyzn, bo był za bardzo upojony popadaniem w uzależnienie w wielkim stylu.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">- Słuchaj, gdzie się podziała twoja zmarszczka, no wiesz, ta przez którą nie mogłam zasnąć w nocy przed Galą Dobroczyńców &#8211; spytała Benedykta Ewelina, jego nowa, osiemnasta z kolei narzeczona, która miała bzika na punkcie wyglądu.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Uważała, że zmarszczka jej przyszłego męża może zepsuć zdjęcie do prasy, do którego mieli pozować. W końcu rodzice wybranka załatwili retusz w redakcjach gazet, więc wszystko dobrze się skończyło.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">- Nie ma i nie będzie &#8211; odparł łobuzersko Benedykt, łapiąc się na tym, że jest całkowicie przekonany o tym, że tak właśnie będzie.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">- Mój ty Benedykciu &#8211; rzuciła czule Ewelina Osiemnasta Narzeczona i spojrzała na swojego wybranka tak jakby zakochała się w nim na nowo.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Przez kolejne dni i tygodnie Benedykcio analizował swój wygląd w lustrze i zauważał coraz wyraźniejsze zmiany na lepsze. Jego czupryna zaczęła wracać do czasów świetności studenckiej, kiedy mógł sobie pozwolić na stawianie włosów na cukier na członka zespołu punkowego, tego który zawsze stał z lewej i grał na takiej brązowej gitarze, która leżała teraz w piwnicy rezydencji Ossolinskych.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Dzięki powrotowi w wielkim stylu czupryny Benedykciej, Ewelina została zastąpiona Marzeną Dziewiętnastą Narzeczoną, która miała dwadzieścia lat, ale różnica wieku nie była bardzo widoczna i wciąż malała. Z tym, że Marzena była wysoka, a Benedykcio zaczął maleć, robił się coraz chudszy, a proporcje ciała się zmieniały. Wyglądał jak nastolatek, więc rodzina zabroniła mu kierować firmą.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Po jakimś czasie Marzena odeszła od niego, bo czuła się przy nim stara i wielka. Było mu to na rękę, bo większość czasu spędzał na grach komputerowych dla dzieci do lat dwunastu. Ponadto rodzice musieli wykupić dla niego cały sklep modelarski, tak aby Benedykciuś mógł godzinami sklejać modele przy wykorzystaniu starego Henryka, któremu to nie najlepiej wychodziło, bo ręce mu drżały. Stało się to przedmiotem łobuzerskich figli małego Benka, które doprowadziły starego służącego na skraj załamania nerwowego, aż ten postanowił zrezygnować ze służby u Ossolinskych.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">A Benciulek przerzucał się kolejno na modele statków, modele latające (ale czerwonego Curtisa już nie chciał) oraz coraz częściej klocki Blasters oraz Galactic Wars.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Zaczął się też interesować małymi dziewczynkami. Rodzice, by nie dopuścić do skandalu, zamykali małego Benedyktusieńka w majątku w Kozierobkach Szlacheckich, gdzie podglądał swoją nową nianię Justynę, jak brała prysznic.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Rodzice kupowali mu coraz to nowe mniejsze ubranka i byli szczęśliwi &#8211; ich własny syn spełnił wielką potrzebę posiadania wnuków.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">A Benedyktuś w wieku 41 lat stał się kochanym dorosłym dzieciakiem ze zdjęcia z zawodów modelarskich i rozwijał się znakomicie pod czujnym okiem rodziców. Przestał jeździć na rowerze, przestał chodzić, przestał gaworzyć, a na imieninach cioci Heleny powiedział po raz ostatni:</span></p>
<p><span style="color:#008080;">- Mama.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Po jakimś czasie przestał raczkować i siadać. Zrobił się malutki, a gładkiej cery zazdrościły mu wszystkie panie o udokumentowanym pochodzeniu szlacheckim. Niestety, zaczął również wypluwać kaszkę z buzi i rzucać łyżką z przecierem selerowym, co nie powinno zdarzać się dorosłemu człowiekowi pochodzącemu z dobrej rodziny. Było to powodem smutku rodziny, podobnie jak to, że siusiał w nocy i trzeba mu było zakładać pieluchy jednorazowe.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">- Nie jest tak źle. Dziadek Tadeusz też to miał, i to w czasach pieluch tetrowych &#8211; pocieszał się ojciec Beniulka.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Po pewnym czasie na przyjęciu dla Polonii amerykańskiej, mały Benedyktusieniuniek zaczął dobierać się do piersi swojej matki, co było już po prostu niesmaczne.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Chyba ze wstydu niemowlak zaczął się kulić w kłębek, a jego nóżki regularnie dotykały brody. Po kilku tygodniach wypadł z najmniejszej na rynku pieluchy jednorazowej.</span></p>
<p><span style="color:#008080;"> Dzień później zniknął, a właściwie przestał być widoczny. Stał się embrionem. Małym embrionem dorosłego człowieka w czasie kryzysu wieku średniego.</span><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;"> </span></span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;">.</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/25/doroslak-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nanopowieść &#8220;Jan i Anna&#8221;</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/15/nanopowiesc-jan-i-anna/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/15/nanopowiesc-jan-i-anna/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Feb 2009 12:25:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[Adrian Graham]]></category>
		<category><![CDATA[David Bale]]></category>
		<category><![CDATA[Etgar Keret]]></category>
		<category><![CDATA[flash fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Mathew Ferguson]]></category>
		<category><![CDATA[microfiction]]></category>
		<category><![CDATA[nanofiction]]></category>
		<category><![CDATA[nanopowieść]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>
		<category><![CDATA[twitnovel]]></category>
		<category><![CDATA[Twitter]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=3514</guid>
		<description><![CDATA[No i napisałem pierwszą nanopowieść w Polsce, na lewo od studzienki kanalizacyjnej poległej na ul. Bażantarni w Szawarwawie. Od razu narzuciłem sobie niezwykle duże wymagania – postanowiłem zmieścić się w 140 znakach, żeby premiera odbyła się na Twitterze, a nie na blogu. W rzeczywistości powieść składa się ze 102 znaków, ponieważ chciałem umieścić w tekście [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://twitter.com/nizejpodpisany"><img class="alignleft size-full wp-image-3525" style="border: 1px solid #e5e5e5; padding: 5px;" title="Twitter Niżej Podpisany" src="http://nizejpodpisany.files.wordpress.com/2009/02/twitter_foto.jpg" alt="Twitter Niżej Podpisany" width="86" height="87" /></a>No i napisałem pierwszą nanopowieść w Polsce, na lewo od studzienki kanalizacyjnej poległej na ul. Bażantarni w Szawarwawie. Od razu narzuciłem sobie niezwykle duże wymagania – postanowiłem zmieścić się w 140 znakach, żeby premiera odbyła się na Twitterze, a nie na blogu. W rzeczywistości powieść składa się ze 102 znaków, ponieważ chciałem umieścić w tekście również znak rozpoznawczy – #twitnovel, dzięki któremu łatwo będzie odszukać wszystkie wcześniejsze opublikowane nanopowieści. Wyzwanie jest olbrzymie, ale jako prenatalny naśladowca mikrofikcji literackiej nie mam innego wyjścia. <span id="more-3514"></span></p>
<p><span class="status-body"><span class="entry-content">Ludzi parających się ekstremalnie krótką formą literacką jest na świecie coraz więcej. Prawdopodobnie pierwszym pisarzem, który użył sformułowania &#8220;nanofikcja&#8221; jest <a href="http://twitter.com/adriangraham">Adrian Graham</a>, autor książki <a href="http://www.feedbooks.com/userbook/2705" class="broken_link"><em>The Revelation: And a Hundred Other Stories</em></a>. <a href="http://twitter.com/davidbdale">David Bale</a> jest prekursorem opowiadań, które składają się z nie więcej niż 299 słów (dowiedziałem się o nim z <a href="http://direlasua.wordpress.com/">Poczytalni</a>). Można również sprawdzić na Twitterze, jak sobie radzi <a href="http://twitter.com/mathewferguson">Mathew Ferguson</a>, młody australijski pisarz, który tworzy i propaguje ideę <em>two sentence stories</em>.<br />
</span></span></p>
<p><span class="status-body"><span class="entry-content">Na Zachodzie tworzy się dosyć silny nurt krótkiej formy prozatorskiej, nazywanej <em>flash fiction</em> lub <em>microfiction</em> (<em>µfiction</em>), a jednym z jego czołowych przedstawicieli jest Etgar Keret. Wraz z jego książkami wydanymi przez W.A.B można więc mówić o pojawieniu się <em>flash fiction</em> w Polsce. Jest dla mnie o tyle dobroczynne, że uprawiam dokładnie ten sam rodzaj literatury czasów RSS-u, a nawet nieśmiało idę o krok dalej.</span></span></p>
<p><span class="status-body"><span class="entry-content">Po tym wstępie w duchu powieści klasycznej, czas na sedno: <strong>102 znaki</strong>. Pierwsza nanopowieść może brzmieć dosyć banalnie, ale doszedłem do wniosku, że na starcie muszę odnieść się do postury powieści klasycznej – by wydobyć jeden ważny fakt, którego odzwierciedleniem jest między innymi fenomen Twittera: życie pędzi coraz szybciej, więc i wymiar czasowy ulega na naszych oczach dramatycznej zmianie. Symbolem takiego przewartościowania jest Twitter, czyli robiący zawrotną karierę serwis mikrobloggingowy. Jedn wpis (<em>tweet</em>) nie może mieć więcej niż 14o znaków&#8230;<br />
</span></span></p>
<p><span class="status-body"><span class="entry-content">Poniżej powieść po polsku, a potem po angielsku. W koncepcji nanopowieści oczywiście wcale nie chodzi mi o ekstremalne streszczenie, ale o wprowadzenie nowej treści – przez kontekst, jakim jest ograniczenie technologiczne i wymóg czytelnika – nie więcej niż <em>n</em> znaków). </span></span></p>
<p><span class="status-body"><span class="entry-content">W polskiej wersji jakoś nie pasował mi ten rozwód. Przyznaję się od razu – nie wiem dlaczego. </span></span></p>
<p><span class="status-body"><span class="entry-content">Zaparzamy kawę, wyciągamy ciasteczka i wysyłamy dzieci do kina, by w końcu mieć trochę czasu na książki&#8230;</span></span></p>
<p><a href="http://twitter.com/nizejpodpisany/statuses/1209270732"><img class="alignnone size-full wp-image-3544" style="border: 1px solid #e5e5e5; padding: 5px;" title="nanopowieść" src="http://nizejpodpisany.files.wordpress.com/2009/02/picture-4b.png" alt="nanopowieść" width="475" height="79" /><br />
</a></p>
<p><a href="http://twitter.com/namenick/statuses/1209264819"><span class="status-body"><span class="entry-content"><img class="alignnone size-full wp-image-3545" style="border: 1px solid #e5e5e5; padding: 5px;" title="Nanonovel" src="http://nizejpodpisany.files.wordpress.com/2009/02/picture-2a.png" alt="Nanonovel" width="475" height="95" /><br />
</span></span></a></p>
<p><span class="status-body"><span class="entry-content"><br />
</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/15/nanopowiesc-jan-i-anna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jan i Anna [nanopowieść]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/14/jan-i-anna-nanopowiesc/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/14/jan-i-anna-nanopowiesc/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Feb 2009 13:55:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[Jan i Anna]]></category>
		<category><![CDATA[nanopowieść]]></category>
		<category><![CDATA[Niżej Podpisany]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=3535</guid>
		<description><![CDATA[Jest to pierwsza przeze mnie napisana nanopowieść. Więcej o tej koncepcji literackiej można znaleźć tutaj. 
Jan i Anna
Jan i Anna pobrali się po wielu perypetiach i żyli długo i szczęśliwie aż do końca tweeta.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jest to pierwsza przeze mnie napisana nanopowieść. Więcej o tej koncepcji literackiej można znaleźć <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/02/15/nanopowiesc-jan-i-anna/">tutaj</a>. <span id="more-3535"></span></p>
<h4><span style="color:#008080;">Jan i Anna</span></h4>
<p><span style="color:#008080;"><span class="msgtxt pl">Jan i Anna pobrali się po wielu perypetiach i żyli długo i szczęśliwie aż do końca tweeta.</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/14/jan-i-anna-nanopowiesc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Język umów globalnych [opowiadanie 4GT]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-umow-globalnych-opowiadanie-4gt/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-umow-globalnych-opowiadanie-4gt/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Feb 2009 09:01:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[Tech-absurd]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[Google-translated fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Język porozumienia światowego]]></category>
		<category><![CDATA[Małe bure skakadło]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=3163</guid>
		<description><![CDATA[Kolejne opowiadanie w ramach projektu Google-translated fiction. Poniżej wersja 4Google-translated. Oryginał jest tutaj, a wersja 2Google-translated – tutaj.
Język umów globalnych 
Profesor Jeremi Przyrobacki z Polski i profesor Philippe Rousse Delaroussexemount Mount Lotafrancji Znam sposób na Międzynarodowej Profesorowie Vodafos poświęcona roli profesora w nowoczesnej zinstytucjonalizowanym, zdehumanizowanym, zminiaturyzowanym i zmiękkoresetowanym świata. 
Przyrobacki doświadcza Rousse&#8217;aw w głównym holu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kolejne opowiadanie w ramach projektu <em><a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/01/20/nowy-projekt-google-translated-fiction/">Google-translated fiction</a></em>. Poniżej wersja 4Google-translated. Oryginał jest <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-porozumienia-swiatowego-opowiadanie/">tutaj</a>, a wersja 2Google-translated – <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-umow-globalnych-opowiadanie-2gt/">tutaj</a>.</p>
<h4><span style="color:#008080;">Język umów globalnych </span></h4>
<p><span style="color:#008080;">Profesor Jeremi Przyrobacki z Polski i profesor Philippe Rousse Delaroussexemount Mount Lotafrancji Znam sposób na Międzynarodowej Profesorowie Vodafos poświęcona roli profesora w nowoczesnej zinstytucjonalizowanym, zdehumanizowanym, zminiaturyzowanym i zmiękkoresetowanym świata. <span id="more-3163"></span><br />
Przyrobacki doświadcza Rousse&#8217;aw w głównym holu centrum kongresowego, zbudowane specjalnie dla Reunion. Obaj czuli, że może to być początek długiej i owocnej współpracy międzynarodowej w dziedzinie nauki wiedzy. Był mały problem natury ludzkiej poprawnie &#8211; Przyrobacki nie wiem lotafrancuskiego, Mount w Polsce nie wiem i ani jeden, ani drugi nie znają angielskiego.<br />
Ale z tego, co profesorowie są na świecie.<br />
Postanawia uwspółcześnionym i twórczo uzupełnianym język migowy, utworzyć nowy język, że mogą swobodnie używać go jak przeczuwali, mocny i długoterminowych naukowej wymiany poglądów.<br />
Decyzja została już wyjść na ziemi i wynikające słów kluczowych.<br />
- Gyna bodokalunia! &#8211; Krzyknął profesor-profesora do Polakowi Lotafrancuza pożegnanie.<br />
- Gyna bodokalunia, karnuk kilmadorni esdar! &#8211; Odpowiedziała stanowczo Lotafrancuz do telewidz i profesorów z Chin domyślili się, jest to gra Nicki Reverse Future Combat Online i zaczął bić brawo.<br />
Profesorowie rozjechali się do domów w tym sensie, że stworzenie opowieści.<br />
Dwa miesiące później spotkał się spotkanie robocze Clezmeronu w górach, gdzie podstawą adres słowo i gramatyki. Podczas pierwszych dwóch dni poświęcone wolne rozruszaniu szarawych komórki były więcej niż dobre. Podczas procesu twórczego, moderowanego przez Rousse&#8217;a przez 4-192,5-3 opatentowanej metody, tworzone najczęściej używane słowa w każdym języku, wulgarność, że jest &#8211; jest brzmiące &#8220;regrod&#8221;, &#8220;hurcia&#8221;, &#8220;larnogha&#8221; i &#8220;dygil&#8221;. W trzecim jednak przyszedł głosu ambicje każdego z profesorów &#8211; własne patriotycznych i naukowych &#8211; jak walczyć ze względu na ich dyspozycji polskojęzyczno-lotafrancuskojęzycznej, wymownie jasnowłosej asystenta na Uniwersytecie Laronnie.<br />
W efekcie, w miesiąc po pobycie, został ustanowiony i tylko nazwa w języku gramatyki. W języku angielskim to nazywano, na cześć twórców &#8220;przyrolaruskim.&#8221; Słowo, które toczyły między dwoma najwybitniejszych talentów bojami musiały być rozpatrywane bezpiecznie dodatkowo do trzech miesięcy sesji Morza Tralmara sponsorowana przez wiodących operatorów sieci komórkowych w obu krajach. Przyrobacki la Rousse i zgodzili się, że tym razem jest asystentem wymownie ciemnowłosa.<br />
Kolejne spotkanie robocze była porażką. Działa bardzo powoli, a asystent ciemnowłosa Ponadto rozpraszała uwagę nieistniejącym stanikiem wymownie. Obie szybko doszedł do wniosku, że rozwój języka nie jest łatwy krok, a gdy operatorzy komórkowi nie będą mieli nic przeciwko, że ustawienie sceny przyrolaruskiego będzie kilka, a może kilkanaście lat.<br />
Wtedy, cztery sesje robocze i częste telekonferencje, podczas których, po długich negocjacjach, ustalono, że nowe słowo w języku, na 37 procent będzie korzystać z zasad języka, a 63 &#8211; lotafrancuskiego.<br />
Po dziewięciu lat, uroczystości konferencji prasowej, profesorowie ogłosili swoje postępy w tworzeniu nowego języka &#8211; języka globalnego porozumienia &#8211; oraz oświadczenie o ich pasji jest ponad.<br />
Przyrobacki powrocie z konferencji późno, wchłania w całej teorii frakcyjnej cząstki antyrdzenia struktury komórkowej, która jest teoretycznie złowionych przypadkowo spotkał go profesorem z tego samego uniwersytetu. Teorysia wnuczka wybiegła witamy twojego dziadka:<br />
- PYŁA jagudja, dziadziusieńku!<br />
- PYŁA jagudja! Mam nie spać?<br />
- Zapomniałeś przyrolarusku jako &#8220;słabe światło&#8221;.<br />
- Och, serdeńko, dziadziuś jeszcze nie wynaleziono.<br />
Teoria zmarszczyła czoło na chwilę:<br />
- Dziadku? &#8211; Ona powiedziała powoli.<br />
- Oho, to będzie jeden z tych inteligentnych pytań mojej wnusi. Feel it right away. Zapytaj Teorysiu, ale dziadek nie wiedział, czy będzie on w stanie udzielić odpowiedzi!<br />
- Dziadku, powiedz mi &#8230; postanowiliście i dlaczego uważasz, że język? Jak to się stało?<br />
- Ha, ha, ha! Moja krew, moja dociekliwość!<br />
- Nie, w jaki sposób?<br />
- I don&#8217;t know anything dziadziuś, jak dostać się do toalety. Idź spać, Teorysiu! Moja krew, moje &#8230;</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-umow-globalnych-opowiadanie-4gt/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Język umów globalnych [opowiadanie 2GT]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-umow-globalnych-opowiadanie-2gt/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-umow-globalnych-opowiadanie-2gt/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Feb 2009 09:00:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[Tech-absurd]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[Google-translated fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Język porozumienia światowego]]></category>
		<category><![CDATA[Małe bure skakadło]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=3036</guid>
		<description><![CDATA[Kolejne opowiadanie w ramach projektu Google-translated fiction. Poniżej wersja 2Google-translated. Oryginał jest tutaj, a wersja 4Google-translated – tutaj.
Język umów globalnych
Profesor Jeremi Przyrobacki z Polski i profesor Philippe Rousse Delaroussexemount Górze z Lotafrancji Wiem, aby wyjść z Międzynarodowego Profesorowie w Vodafos poświęcona roli profesora w nowoczesnej zinstytucjonalizowanym, zdehumanizowanym, zminiaturyzowanym i zmiękkoresetowanym świata. 
Przyrobacki doświadcza Rousse&#8217;aw w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kolejne opowiadanie w ramach projektu <em><a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/01/20/nowy-projekt-google-translated-fiction/">Google-translated fiction</a></em>. Poniżej wersja 2Google-translated. Oryginał jest <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-porozumienia-swiatowego-opowiadanie/">tutaj</a>, a wersja 4Google-translated – <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-umow-globalnych-opowiadanie-4gt/">tutaj</a>.</p>
<h4><span style="color:#008080;">Język umów globalnych</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">Profesor Jeremi Przyrobacki z Polski i profesor Philippe Rousse Delaroussexemount Górze z Lotafrancji Wiem, aby wyjść z Międzynarodowego Profesorowie w Vodafos poświęcona roli profesora w nowoczesnej zinstytucjonalizowanym, zdehumanizowanym, zminiaturyzowanym i zmiękkoresetowanym świata. <span id="more-3036"></span><br />
Przyrobacki doświadcza Rousse&#8217;aw w głównym holu centrum kongresowego, zbudowane specjalnie dla Reunion. Obaj czuli, że może to być początek długiej i owocnej międzynarodowej współpracy naukowej wiedzy. Był niewielki problem natury ludzkiej prawidłowo &#8211; Przyrobacki Nie wiem lotafrancuskiego, Mount z Polski nie wiem i ani jeden, ani drugi nie znają angielskiego.<br />
Ale z tego, co profesorowie są na świecie.<br />
Decyduje o uwspółcześnionym i twórczo uzupełnianym języku migowym, utworzyć nowy język, że mogą swobodnie używać go jako przeczuwali, mocny i długoterminowych naukowej wymiany poglądów.<br />
Decyzja została już wyjść na ziemi i wynikające słów kluczowych.<br />
- Gyna bodokalunia! &#8211; Krzyknął profesor-profesora do Polaka do Lotafrancuza pożegnanie.<br />
- Gyna bodokalunia, karnuk kilmadorni esdar! &#8211; Odpowiedziała stanowczo Lotafrancuz i przyglądający się z profesorów z Chin domyślili się, jest to gra Nicki Reverse Future Combat Online i zaczął bić brawo.<br />
Profesorowie rozjechali się do domów w tym sensie, że stworzenie opowieści.<br />
Dwa miesiące później spotkał się na roboczym posiedzeniu Clezmeronu w górach, gdzie adres podstawy gramatyki i słowotwórstwa. Podczas pierwszych dwóch dni poświęcone wolne rozruszaniu szarawych komórki były więcej niż dobre. Podczas procesu twórczego, moderowanego przez Rousse&#8217;a przez 4-192,5-3 opatentowanej metody, tworzone najczęściej używane słowa w każdym języku, czyli wulgaryzmy &#8211; jest brzmiące &#8220;regrod&#8221;, &#8220;hurcia&#8221;, &#8220;larnogha&#8221; i &#8220;dygil&#8221;. Na trzecim, jednak przyszedł głosu ambicje każdego z profesorów &#8211; własne patriotycznych i naukowych &#8211; jak walczyć ze względu na ich dyspozycji polskojęzyczno-lotafrancuskojęzycznej, wymownie jasnowłosej asystenta na Uniwersytecie Laronnie.<br />
W efekcie, w miesiąc po pobycie, zostały ustalone i tylko nazwa w języku gramatyki. W języku angielskim to nazywano, na cześć twórców &#8220;przyrolaruskim&#8221;. Słowo, które toczyły między dwoma najwybitniejszych talentów bojami musiały zostać omówione spokojnie obok trzech miesięcy sesji Morza Tralmara sponsorowana przez wiodących operatorów sieci komórkowych w obu krajach. Przyrobacki la Rousse i zgodzili się, że tym razem asystenta należy wymownie ciemnowłosa.<br />
Kolejne spotkanie robocze była porażką. Prace się bardzo powoli, a asystent ciemnowłosa Ponadto rozpraszała uwagę nieistniejącym stanikiem wymownie. Obie szybko doszedł do wniosku, że rozwój języka nie jest łatwy krok, a gdy operatorzy komórkowi nie będą mieli nic przeciwko temu, tworząc podwaliny przyrolaruskiego będzie ich kilka, a może kilkanaście lat.<br />
Następnie czterech sesjach roboczych i częste telekonferencje, podczas których, po długich negocjacjach, ustalono, że nowe słowo w języku, na 37 procent będzie korzystać z zasad języka, a 63 &#8211; lotafrancuskiego.<br />
Po dziewięciu lat, uroczystości konferencji prasowej, profesorowie ogłosili swoje postępy w tworzeniu nowego języka &#8211; języka globalnego porozumienia &#8211; oraz oświadczenie o ich pasji jest ponad.<br />
Przyrobacki powrocie z konferencji późno, wchłania w całej teorii frakcyjnej cząstki antyrdzenia komórkowej budowy, który jest teoretycznie złowionych przypadkowo spotkał go profesorem z tego samego uniwersytetu. Teorysia wnuczka wybiegła witamy twojego dziadka:<br />
- PYŁA jagudja, dziadziusieńku!<br />
- PYŁA jagudja! I jeszcze nie śpisz?<br />
- Nie pamiętam jak jest przyrolarusku &#8220;słabe światło&#8221;.<br />
- Och, serdeńko, dziadziuś jeszcze nie wynaleziono.<br />
Teoria zmarszczyła czoło na chwilę:<br />
- Dziadku? &#8211; Ona powiedziała powoli.<br />
- Oho, to będzie jeden z tych inteligentnych pytań mojej wnusi. Feel it right away. Zapytaj Teorysiu, ale dziadek nie wie czy będzie w stanie odpowiedzieć!<br />
- Dziadku, powiedz mi &#8230; i dlaczego uważasz postanowiliście tym języku? Jak to się stało?<br />
- Ha, ha, ha! Moja krew, moja dociekliwość!<br />
- Nie, w jaki sposób?<br />
- I nic dziadziuś nie wiem jak dostać się do toalety. Idź spać, Teorysiu! Moja krew, moje &#8230;</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-umow-globalnych-opowiadanie-2gt/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Język porozumienia światowego [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-porozumienia-swiatowego-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-porozumienia-swiatowego-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Feb 2009 08:59:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[Tech-absurd]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[Google-translated fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Język porozumienia światowego]]></category>
		<category><![CDATA[Małe bure skakadło]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=3029</guid>
		<description><![CDATA[Kolejne opowiadanie w ramach projektu Google-translated fiction. Poniżej oryginał, wersja 2Google-translated jest tutaj,  a wersja 4Google-translated – tutaj.
Język porozumienia światowego
Profesor Jeremi Przyrobacki z Polski i profesor Philippe Delaroussexemount la Rousse von Mount z Lotafrancji poznali się na I Międzynarodowym Zjeździe Profesorów w Vodafos, poświęconym roli profesora we współczesnym zinstytucjonalizowanym, zdehumanizowanym, zminiaturyzowanym i zmiękkoresetowanym świecie. 
Przyrobacki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kolejne opowiadanie w ramach projektu <em><a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/01/20/nowy-projekt-google-translated-fiction/">Google-translated fiction</a></em>. Poniżej oryginał, wersja 2Google-translated jest <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-umow-globalnych-opowiadanie/">tutaj</a>,  a wersja 4Google-translated – <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-umow-globalnych-opowiadanie-4gt/">tutaj</a>.</p>
<h4><span style="color:#008080;">Język porozumienia światowego</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">Profesor Jeremi Przyrobacki z Polski i profesor Philippe Delaroussexemount la Rousse von Mount z Lotafrancji poznali się na I Międzynarodowym Zjeździe Profesorów w Vodafos, poświęconym roli profesora we współczesnym zinstytucjonalizowanym, zdehumanizowanym, zminiaturyzowanym i zmiękkoresetowanym świecie. <span id="more-3029"></span><br />
Przyrobacki natknął się na la Rousse’a w hallu głównym centrum kongresowego, wybudowanego specjalnie na potrzeby zjazdu. Obaj poczuli, że może to być początek długiej i owocnej międzynarodowej znajomości naukowej. Był tylko jeden niewielki problem natury właściwie ludzkiej – Przyrobacki nie znał lotafrancuskiego, von Mount nie znał polskiego i ani jeden, ani drugi nie znał angielskiego.<br />
Ale od czego są na świecie profesorowie.<br />
Postanowili, posługując się uwspółcześnionym i twórczo uzupełnianym językiem migowym, stworzyć nowy język, by mogli nim się swobodnie posługiwać w, jak przeczuwali, intensywnej i długotrwałej wymianie poglądów naukowych.<br />
Decyzja zapadła i już na zjeździe powstały słowa kluczowe.<br />
– Gyna bodokalunia! – krzyknął profesor-Polak do profesora-Lotafrancuza na pożegnanie.<br />
– Gyna bodokalunia, karnuk kilmadorni esdar! – odpowiedział Lotafrancuz energicznie, a przyglądający się tej scenie profesorowie z Chin domyślili się, że chodzi o nicki do gry Future Reverse Combat Online i zaczęli klaskać.<br />
Profesorowie rozjechali się do domów w poczuciu, że tworzą historię.<br />
Już dwa miesiące później spotkali się na sesję roboczą w górach Clezmeronu, gdzie mieli zająć się podstawami gramatyki i słowotwórstwa. Przez pierwsze dwa dni poświęcone swobodnemu rozruszaniu szarawych komórek było więcej niż dobrze. W trakcie procesu twórczego, moderowanego przez la Rousse’a według opatentowanej metody 4-192,5-3, powstały najczęściej używane w każdym języku słowa, czyli wulgaryzmy – tu brzmiące „regrod”, „hurcia”, „larnogha” oraz „dygil”. Dnia trzeciego doszły jednak do głosu ambicje każdego z profesorów – własne, patriotyczne i naukowe – a także walka o względy będącej do ich dyspozycji polskojęzyczno-lotafrancuskojęzycznej, wymownie jasnowłosej asystentki z uniwersytetu w Laronnie.<br />
W efekcie, po miesięcznym pobycie, ustalone zostały jedynie podstawy gramatyki i nazwa języka. Po polsku miał się on nazywać, ku czci twórców, „przyrolaruskim”. Słowotwórstwo, o które toczyły się między dwoma wybitnymi talentami największe boje, miało być na spokojnie dyskutowane na kolejnej trzymiesięcznej sesji nad Morzem Tralmara sponsorowanej przez wiodących operatorów sieci komórkowych obu krajów. Przyrobacki i la Rousse zgodzili się, że tym razem asystentka powinna być wymownie ciemnowłosa.<br />
Kolejne spotkanie robocze było porażką. Prace posuwały się bardzo wolno, a ciemnowłosa asystentka dodatkowo rozpraszała ich uwagę wymownie nieistniejącym stanikiem. Obaj doszli wkrótce do przekonania, że tworzenie języka nie jest czynnością łatwą, i jeśli operatorzy komórkowi nie będą mieli nic przeciwko temu, tworzenie fundamentów przyrolaruskiego zajmie im kilka, a może i kilkanaście lat.<br />
Potem były jeszcze cztery sesje robocze i częste telekonferencje, w czasie których, po długich negocjacjach ustalono, że słowotwórstwo nowego języka będzie w 37 procentach wykorzystywać reguły języka polskiego, a w 63 – lotafrancuskiego.<br />
Po dziewięciu latach, na uroczystej konferencji prasowej, profesorowie ogłosili swoje postępy w tworzeniu nowego języka – języka porozumienia światowego – i na tej deklaracji ich zapał się skończył.<br />
Przyrobacki wrócił z konferencji późno, pochłonięty już w całości teorią frakcyjnej budowy cząstek antyrdzenia komórkowego, którą to teorią zaraził go spotkany przypadkowo profesor z tej samej uczelni. Wnuczka Teorysia wybiegła przywitać się z dziadkiem:<br />
– Pyla jagudja, dziadziusieńku!<br />
– Pyla jagudja! A co ty jeszcze nie śpisz?<br />
– Nie mogę sobie przypomnieć, jak jest po przyrolarusku „zgasić światło”.<br />
– Och, serdeńko, dziadziuś jeszcze tego nie wymyślił.<br />
Teoria na chwilę zmarszczyła czoło:<br />
– Dziadku? – powiedziała wolno.<br />
– Oho, to będzie jedno z tych inteligentnych pytań mojej wnusi. Wyczuwam to od razu. Pytaj Teorysiu, ale dziadzio nie wie, czy będzie w stanie odpowiedzieć!<br />
– Dziadku, powiedz… a dlaczego wy postanowiliście wymyślić ten język? Jak to się stało?<br />
– Ha, ha, ha! Moja krew, moja dociekliwość!<br />
– No, jak?<br />
– A nic, dziadziuś nie wiedział jak trafić do toalety. No idź spać, Teorysiu! Moja krew, moja…</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/02/06/jezyk-porozumienia-swiatowego-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nienormales [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/30/nienormales-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/30/nienormales-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Jan 2009 16:03:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[Nienormales]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[Pijany zagajnik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=2901</guid>
		<description><![CDATA[Spośród tych dwóch setek opowiadań, które napisałem przed pierwszym większym blokiem twórczym, właśnie Nienormales najbardziej oddaje moje zdziwaczenie, jeśli chodzi o postrzeganie normalności. Uważam, że normalności nie należy się wstydzić, chociaż w naszych czasach będzie to coraz trudniejsze. Pewnie już niedługo bohater opowieści Kudupiego, z którym mocno się utożsamiam (z bohaterem, nie z Kudupim), wcale [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Spośród tych dwóch setek opowiadań, które napisałem przed pierwszym większym blokiem twórczym, właśnie <em>Nienormales</em> najbardziej oddaje moje zdziwaczenie, jeśli chodzi o postrzeganie normalności. Uważam, że normalności nie należy się wstydzić, chociaż w naszych czasach będzie to coraz trudniejsze. Pewnie już niedługo bohater opowieści Kudupiego, z którym mocno się utożsamiam (z bohaterem, nie z Kudupim), wcale nie będzie uważany za dziwaka, ale za zwykłego dewianta. Uważam też, że w związku z wymową opowiadanie poniższe raczej będzie niepopulares.</p>
<h4><span style="color:#008080;">Nienormales</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">– On jest normalnie nienormalny! – powiedział Clarisse (imię w dowodzie: Paweł), przegryzając niezidentyfikowany przekąskowy jednoelementowy owoc morza.<br />
– Kto taki? – spytał Jonofi (imię w dowodzie: Jan).<br />
– Ten Robert. Dacie wiarę, że on w życiu nie ciągnął amnesy? <span id="more-2901"></span><br />
– No nie. Gościu nieźle trącony. Skąd ty go znasz? – zainteresował się Onardo (imię w dowodzie: Leon).<br />
– Pracujemy na nieszczęście razem, on na akcjach, a ja na funduszach. Gościu się przyznał, że w szkółce próbował kryśkę. I tyle.<br />
– Z kim ty się zadajesz, Clarissette? – żachnął się Onardo.<br />
– Wyrazy współczucia – odezwał się Jonofi i pociągnął dla wprawy trochę amnesy z deski serowo-narkotykowej.<br />
A Kudupi (imię w dowodzie: Kudupi) siedział, palił plimonę i nic nie mówił. On już taki był – kulminację chciał zachować dla siebie.<br />
Zamówili po drinku Just Another Reason to Get Hard Drugs (whisky z lodem). Wieczór w restauracji Stop Deviation zapowiadał się gorąco.<br />
– Ale wiecie, ten to jeszcze nic. Ostatnio poznałem faceta na imprezce u Santiagolasa – powiedział Jonofi.<br />
– Santiagolasa? Co u niego? – spytali Clarisse i Onardo.<br />
– Normalnie, spalił brykę i daje chłysta z Lorą na Drojedach. Ale nie o nim, tylko o takim jednym katastrańcu Jacku. Pozuje na normalesa, prztycior jeden.<br />
– Jak? – spytał Kudupi i wszyscy zwrócili na to uwagę.<br />
– Kudu, co się stało, że się odezwałeś? – zagadnął Clarissesetto.<br />
– Chwilowy brak zaczepienia myśli – syknął cicho Kudupi, pociągnął chryninę i popił drinkiem. – No jak?<br />
– Jak? No więc ten Jacek, on chodzi i mówi, że ma tylko jedną kobietę.<br />
– No nie!<br />
– Daruj.<br />
– Ale tak, mówię wam, i jeszcze rozpowiada, kto jest tą kobietą…<br />
– No tego to słuchał nie będę. Nie kończ… – żachnął się Onardo, bo lubił od czasu do czasu się żachnąć.<br />
– Ale wiecie!<br />
– Wiemy, wiemy. Nie psuj nam wieczoru, Jonofi. Dzieci już mają? – spytał podchwytliwie Kudupi.<br />
– O nie, nie bawię się! Miałem nie kończyć, a ty tak naprawdę zakończyłeś, Kudu, nie bawię się, nie tak miało być, twoje zawsze musi być na fallusie!<br />
– Tak czy inaczej ohydne. Jak tacy ludzie mają odwagę chodzić po ulicach? Nie wiem.<br />
– Tacy to kukuś – zaczął Kudupi i już wszyscy wiedzieli, że teraz będzie bomba.<br />
– Tylko uważaj z kalibrem odchyłu, bo przed chwilą zjadłem tęponosa w gargulasach – zaśmiał się Clarissesettessimo. Wszyscy lubili opowieści Kudupiego. Zawsze były najbardziej soczyste i łamały tabu.<br />
– No i co, no i co, Kudu?! Mów, jak zacząłeś! – niecierpliwił się Jonofi.<br />
– Dziomas nazywa się Michał i jest takim świrem, jakiego nigdy w życiu nie spotkałem – Kudu cedził słowa powoli i namaszczeniem, jak „szcz” w słowie „namaszczeniem”. Punkt kulminacyjny zbliżał się nieuchronnie i grupa siedząca przy stoliku obok też zamieniła się w słuch w oczekiwaniu na gorszącą opowieść patologiczną.<br />
– ? – patrzył Jonofi.<br />
– ?? – patrzył Clarissesesettisimoprimo.<br />
– ?! – próbował wymusić szybką odpowiedź Onardo, wspierany wzrokiem koszącym z sąsiedniego stolika.<br />
– Wiecie, o której ten patolo jada śniadania? – zaczął budować napięcie Kudupi, ciągnąc ostatnią dawkę tatymaminy. – O ósmej rano!<br />
Dwa stoliki nie mogły się pozbierać z wrażenia przez równoczas trzech średnich desek serowo-narkotykowych. Dopiero orkiestra tresowanych pracowników ogrodu zoologicznego rozładowała atmosferę pełną niesmaku, wynikającego z patologii życia w dużym mieście.</span><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;"> </span></span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;">.</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/30/nienormales-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najlepsze życzenia łopata [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/20/najlepsze-zyczenia-lopata-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/20/najlepsze-zyczenia-lopata-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Jan 2009 19:07:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[Tech-absurd]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[Google-translated fiction]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=2614</guid>
		<description><![CDATA[Jest to część projektu Google-translated fiction. Zapoznaj się z nim, zanim zaczniesz czytać opowiadanie.

Najlepsze życzenia łopata
Sławek Przekośniak trafił do wiligię SMS życzenia: &#8220;Ja życzę dobrej ping fajno nowego. Nie wiem, który Go posłał ten zaskakująco tajemniczych wiadomości. Nie wiem na ten dzień, a szkoda &#8211; że osoba zawdzięcza swój obecny status i pierwsza na listę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jest to część projektu <em><a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/01/20/nowy-projekt-google-translated-fiction/">Google-translated fiction</a>.</em> Zapoznaj się z nim, zanim zaczniesz czytać opowiadanie.<em><br />
</em></p>
<h4><span style="color:#008080;">Najlepsze życzenia łopata</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">Sławek Przekośniak trafił do wiligię SMS życzenia: &#8220;Ja życzę dobrej ping fajno nowego. Nie wiem, który Go posłał ten zaskakująco tajemniczych wiadomości. Nie wiem na ten dzień, a szkoda &#8211; że osoba zawdzięcza swój obecny status i pierwsza na listę 67 najbogatszych Polaków. Następnie, w pięknej białej i reneta wigilijny wieczór, Przekośniak, kilka dni wcześniej wyrzucony z terenu dla fanatyków utopijnych skrajne fobie (www.ilovefobia.pl), wszedł na koncepcji.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">To był dobry pomysł, a następne wiadomości tekstowej ( &#8220;Happy dwukółka przypadkowo tylko szczere baranka&#8221;) utwierdził go w przekonaniu, że był to pomysł na życie. <span id="more-2614"></span><br />
</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Sławek Przekośniak postanowił zarejestrować się u swojego kolegi z Czech Ilovefobia.pl korytarzy, usługą online, która może wysłać prośby o telefony komórkowe. Najważniejszą zaletą tej usługi jest, że pragnie w treści nie było ustalane z wyprzedzeniem, nie wybierało je z listy, ale zostały stworzone z losowych słów internauty według wytycznych przez specjalnie opracowanych dla tego programu. Pozwoliłoby to na wysyłanie życzeń pierwotnego, a nikt nie powiedział, że muszą one być zrozumiałe.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Rozwój programu, który wezwał do pracy z John Dysku, zajął się Czesiek. Miał to doświadczenie &#8211; portal dla [wstaw_słowo] fobów opracował program świeckich radości podczas demonstracji. Program, choć sformułowania oferowanych kompletnie pozbawione logiki, cieszył się dużą popularnością, a najbardziej dotkniętych ulicy haseł można zobaczyć w telewizji ( &#8220;Down znajduje się szkody&#8221;, &#8220;Do dzisiaj wora wygrał dziś&#8221;).</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Przyszły sukces dwóch mężczyzn miało do ciężkiej pracy i chce portal SMS www.najnajnaj.pl zaraz przez święta wielkanocne.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Jednym z pierwszych użytkowników i entuzjastów strony było Ramon Kęstowicz z popularnego girls-band Puszysteron. Nie chce napisać swoje życzenia, dlatego wszedł do najnajnaj.pl i zakończył krótki formularz. Pod nagłówkiem &#8220;Słowa pojawiają się w treści&#8221; związane &#8220;jajka&#8221; i &#8220;Wesoly&#8221; w polu &#8220;Liczba dodatkowych słów&#8221; &#8211; 3 Dwa dni później otrzymała telefon od znajomych, chwalących go jako niezwykle twórcze teksty życzeń. Było to, co oferuje:</span></p>
<p><span style="color:#008080;">&#8220;Wesoła kóz czacha jaj smród&#8221;</span></p>
<p><span style="color:#008080;">&#8220;Egg bydła wesolego klina piękny&#8221;</span></p>
<p><span style="color:#008080;">&#8220;Amperomierze chlapnij wesolego oligocenska jajem&#8221;</span></p>
<p><span style="color:#008080;">&#8220;Wesoly nie zachowało w zarodku postmodernizmu&#8221;</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Wkrótce został &#8220;najbardziej innowacyjne sprzed Internetu lat&#8221;, zgodnie z magazynu w sieci Web, rozpoczynając od N. Średnia zrównoważony równolegle przekierowany trójklikalność wyłączne strony szybko osiągnęła poziom 34,98 i rośnie w imponującym tempie. Czesiek opracował specjalny mod do życzenia na Dzień Matki i to był strzał w domu &#8211; tygodniowa Przepuść umieścić życzenia &#8220;Mamo lewej choroby Bingo&#8221; w polu cytatem tygodnia. Od tego dnia rozpoczął się z niekontrolowanym popularnych usług. Operatorzy telefonii komórkowej zaczęły odczuwać spadek dochodów z opłat za wysyłanie wiadomości tekstowych, ale obawia Sławek oferowanych im udziału w zyskach &#8211; w zamian za doinwestowanie i transferu nowoczesnych technologii.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Czesiek jeszcze dwa mody: imieninowy i urodzin, a następnie skupiła się na poczucie dobrze spełnionego obowiązku do oglądania stron z pnący rzeczą golizna, co powoduje, że Sławek jest tylko na 67 miejscu najbogatszych Polaków. Tylko fakt, że czeski wyrzucił następnie (istnieje wystarczająco makiaweliczny sposób &#8211; poprzez wysłanie wiadomości tekstowej: &#8220;Ty tu spoko kapencjusz finito&#8221;) spowodowały, że pojawiły się w miejsce 67 Ale to był tylko jego jedynym i wyłącznym wyłącznie na podstawie kryterium . I nawet podziękował jego żona nie jak dostać nagrodę &#8220;Inzapbizu&#8221; strona lat, dla których nadal miał i do tego cały czas lobbował.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Aby dać szansę na zdobycie szczęścia i jeszcze większą sławę, wysłał Przekośniak, twierdzące, że są &#8220;Wielbicielkę, SMS i szef redaktorów gazet i opinii znanych polityków, ludzi kultury, show-biznesu, nauki, zdrowia, wyżywienia, opieki roślin doniczkowych; nauczyciele tańca i tanga qualadora obrony parawirtualnego, filozofa i znajomym ze sklepu z cennym paluszkami serowymi.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Jak można się spodziewać, reakcja była spontaniczna, euforyczna i wyraźnie na korzyść. Z jednym wyjątkiem &#8211; polityki związane z głowy jego służbę domową, koła parlamentarnego, numer telefonu komórkowego 0-609-3459812, znany z powodu braku poczucia humoru, złych intencji autora otrzymał wiadomość tekstową, brzmiące &#8221; najlepsze życzenia łopata &#8220;. Sprawa poszła do kalendarza oraz Komitetu w sprawie bezpieczeństwa.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Minęło dziesięć miesięcy. W swojej nowej rezydencji, na górze, (służy tutaj do dziewiątego piętro) Przekośniak przymierzał nowe przetykany tytanu-kevlarową wątku-jak czarny garnitur samoukładający górę. Miał wieczorem do otrzymania nagrody na &#8220;Przekobizu&#8221; strona na jeden rok (dla &#8220;Inzapbiz&#8221; nie może czekać).</span></p>
<p><span style="color:#008080;">67. listy najbogatszych Polaków lubił siebie w lustrze. Przećwiczył uśmiech i krok, sprawdź, czy karta jest w kieszeni z tekstem przemówienia i wygładził niezrozumiałe wybrzuszenie na brzuchu. Zapraszamy wlał do szkła pozostaje otwarte dwa tygodnie temu francuskiego wina i zobaczyć chwałę jego imponującą twarz, powiedział:</span></p>
<p><span style="color:#008080;">- Zdrowie przez obcy gardła dzwon.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">W tym czasie podjechały pod czarną limuzyną Przekośniakówkę Agencja Bezpieczeństwa.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/20/najlepsze-zyczenia-lopata-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Saga rodu Dziewiców [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/16/saga-rodu-dziewicow-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/16/saga-rodu-dziewicow-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Jan 2009 08:41:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[flash fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Małe bure skakadło]]></category>
		<category><![CDATA[nanofiction]]></category>
		<category><![CDATA[nanopowieść]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[saga]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=2439</guid>
		<description><![CDATA[Od paru dni mobilizuję swoje szczątki z różnych rejonów łóżkobiurka, żeby wydać na blog bardzo długi wpis o krótkiej formie literackiej, takiej jak flash fiction, nanofiction, czy w moim przypadku – nanopowieść. Już w czasach ŚNPS zachwycaliśmy się w stylu introwertycznym koncepcją &#8220;powieści w odcinku&#8221; i nawet jedna taka powieść powstała. Nie spełniała jednak naszych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od paru dni mobilizuję swoje szczątki z różnych rejonów łóżkobiurka, żeby wydać na blog bardzo długi wpis o krótkiej formie literackiej, takiej jak <em>flash fiction</em>, <em>nanofiction</em>, czy w moim przypadku – nanopowieść. Już w czasach ŚNPS zachwycaliśmy się w stylu introwertycznym koncepcją &#8220;powieści w odcinku&#8221; i nawet jedna taka powieść powstała. Nie spełniała jednak naszych oczekiwań, jeżeli chodzi o oblicze czasowe. Taka powieść powinna w kilku zdaniach opisywać, i to w sposób niezwykle wciągający, całe życie bohatera.</p>
<p>Innym podejściem do tematu było opowiadanie poniższe, z tomu <a href="http://www.passwordincorrect.com/2008/11/19/male-bure-skakadlo/"><em>Małe bure skakadło</em></a>. Odpowiedziałem sobie na pytanie: jak opisać losy kilku pokoleń bohaterów, żeby było autentycznie, z zaskoczeniem i żeby jeszcze na koniec pozostawić uczucie niedosytu? Oto odpowiedź:</p>
<h4><span style="color:#008080;">Saga rodu Dziewiców</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">Historię rodu Dziewiców zapoczątkował Jan Dziewic, który urodził się na podzagdańskim folwarku Zakonno w 1843 roku, <span id="more-2439"></span>ale zmarł bezpotomnie pięćdziesiąt osiem lat później.</span><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;"> </span></span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;">.</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/16/saga-rodu-dziewicow-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mr Copypaste [short story]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/08/mr-copypaste-short-story/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/08/mr-copypaste-short-story/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Jan 2009 18:23:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Etmańska]]></category>
		<category><![CDATA[Mr Copypaste]]></category>
		<category><![CDATA[Nick Name]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[Password Incorrect]]></category>
		<category><![CDATA[short story]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=2107</guid>
		<description><![CDATA[Angielskie tłumaczenie to zasługa pani Anny Etmańskiej. Uważam, że jest rewelacyjne. Polski oryginał dla porównania można przeczytać tutaj.
Mr Copypaste
Roman Fretard, known to himself as Gonzo, and to others as Tard wanted to make a career for himself quickly, nimbly and with all the effort comparable to a yawn. 
He thought about ways to achieve this [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Angielskie tłumaczenie to zasługa pani Anny Etmańskiej. Uważam, że jest rewelacyjne. Polski oryginał dla porównania można przeczytać <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/01/08/mr-kopipejst-opowiadanie/">tutaj</a>.</p>
<h4><span style="color:#008080;">Mr Copypaste</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">Roman Fretard, known to himself as Gonzo, and to others as Tard wanted to make a career for himself quickly, nimbly and with all the effort comparable to a yawn. <span id="more-2107"></span><br />
He thought about ways to achieve this life goal for a long time, which means until he learned the basics of text editing, which happened at his first job at a firm trading in plastic bags landfill disposal permits.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">One thing Gonzo would definitely disagree with was that Roman Fretard was a bit of a retard when it came to computers. His first official letter (a two sentence payment due notice) he had been writing with the help of a spontaneously gathered by him “Special Team” consisting of ucja and Maurycy for a whole week and a half. On the last day of this intellectual team effort, which was a Friday, twelve seconds after Łucja copied the content of the notice from a letter she had written herself earlier, a simple message crept into Gonzo’s. A message, which could be deciphered by a forward (yes, forward, not backward) zero-one code: copy-paste.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">“Look here Tar… Gonzo, here you mark it and with this shortcut you ‘copy’, and here you go and ‘paste’ like this with this one,” Łucja said and was very proud of herself and her laptop.<br />
“Yeah, except that your laptop got stuck again.” From behind his desk Maurycy was wagging his finger, he was even lazier than Gonzo, but smarter than Łucja.<br />
“Not because of this copypaste, but because of this new system. It came installed with ‘Multivista’, a version for employees in firms trading in consumer waste storage permits called Ultimate during office hours. And now seems to me that everything gets screwy as soon as you turn it on, and sometimes even before.”<br />
“I believe you Łucja. And when your notebook reboots, show me that copypaste one more time. I’m not into this Multivista stuff, because what is some dumpy system when compared to a beautiful hyperextension of the sun somewhere over Kuchara, when compared to the golden hue of onion fried with the kse-fi waves, when compared to the number of dividers for credit membranes in a wallet of a rich man, when compared to the magnificent smell of a briessante roll dunked in wholesome milk synthetically enriched with substances boosting the secretion of happiness hormones, that one from two years ago, not three,” Gonzo said in a tone characteristic for a man who just discovered a solution to his life problem. He scratched himself behind the ear, which he liked to do in moments when his career receptors located under his left lung wanted him to know that everything was going fine. He winked knowingly to his own self in four years time. And then he yawned.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">He yawned only in two circumstances: as a fad (rarely) and to erase the traces of his success-fueled self-contentment (more often – after he began to use in his professional life a certain two-step key combination.)<br />
His first, crucial in his career copypaste he performed to fill out a document labeled Gonzobio.docxx. He copied the contents from a portal for career-minded people, from the profile of one Richard Ciemiecki, winner of the “manager of the minute” contest (second one in a row at 23:28, in the field of telecommunications.)<br />
One thing that Gonzo would totally agree with was that Roman Fretard was definitely not a retard when it came to the impression he made on others (with maybe one “but” caused by too much attention to his hairstyle for the representative team of historical reconstructions groups).</span></p>
<p><span style="color:#008080;">“I see, Richard,” the CEO of Sport Resort began during a job interview.<br />
“Roman,” Gonzo interrupted, “the computer made a mistake, you know, with Multivista, everything goes wrong.”<br />
“…Roman, that you have an enormous amount of experience in the field of telecommunications. Why would you want to work in our sports-hospitality oriented firm?”</span></p>
<p><span style="color:#008080;">“I see this question differently,” Gonzo began, and because he didn’t have anything in which to admire his hairstyle (CEO’s laptop was non-shiny), he concentrated solely on making an impression and as the result, got the job.<br />
He became a department chief with rather vague responsibilities, which was fine by him. However, he quickly realized that from time to time he needed to prepare a presentation, and unfortunately, as was the case with some of the most important issues, had to do it by himself. He limited himself to a skillful copypaste from the presentation of his predecessor, Maciek Janik, whom just in case, he criticized at every opportunity, which was easy, because the man’s responsibilities had been clearly defined.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">When Sport Resort won the contract for the construction of a new hotel center for 1200 people around the Olympic Sports Arena (built as a reserve for the future, to have it ready in time for the next championships), Gonzo began to push his weight around, because he felt more secure. And when he did five to seven copypastes, which resulted in two smaller contracts, he felt even more than secure.<br />
The CEO was not too happy about it, and during a pay raise review, Gonzo admired his own reflection in his new metallic laptop instead of looking the boss straight in the eye (the other one was permanently connected to the security camera in production hall number 6).</span></p>
<p><span style="color:#008080;">In effect, Mr. Copypaste, as his department members began to call him, got a pink slip, but a day earlier he did a copypaste for the position of a vice-president of a company producing nanocomponents for electronic gadgets for left-handed people.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Vice-president Kenzo (Gonzo was good, but definitely too harsh, and this was not the image he was aiming for) quickly established himself at the new company by hiring Maurycy, who wrote for him all of the more important documents, and those less important, too, including shopping lists for subvacuum-modified jewelry. Kenzo also did copypastes, attended meetings, and gathered praise, and so it went through three more companies, until he became the head of the PanAsian region in an advanced ecoillogical technologies company.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">When he winked to his own self from four years ago, he had reasons to be pleased, which he quickly masked with one slight yawn. This could have been a dream end of a success story of a modest guy calling himself Boss, if not for one, accidental copypaste, which was a side effect of a routine practice that had the right to become visible after four years of very intensive and marked with great accomplishments work from the bottom up.<br />
Roman Fretard, instead of a list of new contractors in the last billing cycle, pasted into the report for the board of directors, a list of building and finishing materials for his house, purchased on the company’s credit card.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/08/mr-copypaste-short-story/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mr Kopipejst [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/08/mr-kopipejst-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/08/mr-kopipejst-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Jan 2009 18:06:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[Hasło niepoprawne]]></category>
		<category><![CDATA[iPhone]]></category>
		<category><![CDATA[Mr Kopipejst]]></category>
		<category><![CDATA[Nick Name]]></category>
		<category><![CDATA[Niżej Podpisany]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[Password Incorrect]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=2094</guid>
		<description><![CDATA[Skoro we wpisie o polskojęzycznych książkach na Stanzę bezwstydnie pokazałem na lśniącym ekranie iPhone&#8217;a początek mojego własnego opowiadania Mr Kopipejst, to winien jestem tym nielicznym czytelnikom bloga całą resztę. A ponieważ opowiadanie ukazało się jednocześnie w książkach Hasło niepoprawne i Password Incorrect, więc opowiadanie dam w dwóch wersjach, żeby można było sprawdzić, jak się moje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Skoro we wpisie o <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/01/06/polskojezyczne-ksiazki-w-stanzie/">polskojęzycznych książkach na Stanzę</a> bezwstydnie pokazałem na lśniącym ekranie iPhone&#8217;a początek mojego własnego opowiadania <em>Mr Kopipejst,</em> to winien jestem tym nielicznym czytelnikom bloga całą resztę. A ponieważ opowiadanie ukazało się jednocześnie w książkach <a href="http://www.feedbooks.com/book/3126"><em>Hasło niepoprawne</em></a> i <a href="http://www.feedbooks.com/book/3127"><em>Password Incorrect</em></a>, więc opowiadanie dam w dwóch wersjach, żeby można było sprawdzić, jak się moje utwory mają, niełatwe do przełożenia, po angielsku.</p>
<p>I jeszcze dygresja. Takich Kopipejstów wielu chodzi po świecie. Zaliczam ich do grupy ludzi, którzy ślizgają się po powierzchni i z nieprawdopodobną łatwością łapią szczęście w żagle – najmniejszym możliwym wysiłkiem. Czyli zawiść. Tak pisałem to opowiadanie w tonie zawistno-złośliwym, który jest jednym z moich częstych silników twórczych. Co zrobić, taki jestem: zawsze mi pod górę, a już na pewno nie skrótem klawiaturowym.</p>
<p>Teraz oryginał, a tłumaczenie angielskie jest <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/01/08/mr-copypaste-short-story/">tutaj</a>.</p>
<h4><span style="color:#008080;">Mr Kopipejst</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">Romek Kociołek, zwany przez siebie Gonzem, a przez innych Ciołkiem, chciał zrobić karierę szybko, zwinnie i z wysiłkiem porównywalnym do ziewnięcia. <span id="more-2094"></span><br />
Nad metodą osiągnięcia życiowego celu myślał długo, czyli do czasu, gdy poznał podstawy pracy z programem do edycji tekstów, a było to w jego pierwszej firmie, handlującej prawami do składowania torebek plastikowych.<br />
Jednej rzeczy Gonzo zaprzeczyłby zdecydowanie – że Romek Kociołek był do tyłu z komputerem. Swoje pierwsze pismo (dwuzdaniowe wezwanie do zapłaty), pisał z pomocą spontanicznie przez niego zwołanego „zespołu specjalnego” w składzie Łucja i Maurycy, przez całe półtora tygodnia. Ostatniego dnia tego zbiorowego wysiłku intelektualnego, w piątek, dwanaście sekund po tym, jak Łucja przekopiowała treść wezwania z pisma, które wcześniej napisała sama, do świadomości Gonza dotarła prosta wiadomość rozszyfrowywalna zwykłym (tak, zwykłym, a nie odwróconym) kodem zeropierwiastkowym: <em>copy paste</em>.<br />
– O widzisz Cio&#8230; Gonzo, tu zaznaczasz i tym skrótem klawiszy robisz „copy”, a tu zaznaczasz i robisz „paste”, o, tym skrótem – powiedziała Łucja i była bardzo dumna z siebie oraz ze swojego laptopa.<br />
– Tylko że znowu lapek ci się zawiesił – kiwnął palcem zza swojego biurka Maurycy, który był bardziej leniwy niż Gonzo, ale bardziej bystry niż Łucja.<br />
– To nie przez kopipejsta, tylko przez ten nowy system. Wgrali mi Multivistę, wariant dla pracowników firm handlujących prawami do składowania odpadów konsumpcyjnych, wersja Ultimate w godzinach pracy. No i szwankuje mi wszystko zaraz po starcie, a nawet bym powiedziała, że przed, tak mi się wydaje.<br />
– Ja ci wierzę bardzo Łucja, a jak lapek ci wstanie, to pokażesz mi jeszcze raz tego kopipejsta, bo Multivista to mnie nie interesuje. Czymże jest jakiś pękaty system w porównaniu z pięknym przeprostem słońca gdzieś nad Kucharą, w porównaniu ze złocistością cebulki smażonej falami kse-fi, w porównaniu z liczbą przegródek na błony kredytowe w portfelu człowieka majętnego, w porównaniu z cudownym zapachem bułki typu briessante maczanej w zdrowym mleku syntetycznie wzbogacanym substancją wspomagającą wydzielanie hormonu szczęścia, tego sprzed dwóch lat, nie sprzed trzech – mówił Gonzo tonem charakterystycznym dla człowieka, który znalazł rozwiązanie życiowego problemu. Podrapał się za uchem, co bardzo lubił robić w chwilach, gdy jego receptory kariery umiejscowione pod lewym płucem dawały znać, że jest dobrze. Mrugnął porozumiewawczo do swojego „ja” za cztery lata. Ziewnął.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Ziewał jedynie w dwóch przypadkach: dla fasonu (rzadko) oraz dla zatarcia śladów swojego sukcesem napędzanego samozadowolenia (coraz częściej – po tym, jak zaczął stosować w swoim życiu zawodowym dwufazową kombinację klawiszy).<br />
Pierwszego, przełomowego w jego karierze kopipejsta zrobił dla wypełnienia treścią dokumentu o nazwie Gonzazyciorys.docxx. Przekopiował tekst z portalu ludzi kariery – z życiorysu Ryszarda Ciemięckiego, laureata konkursu „Menedżer minuty” (drugiego w kolejności z godziny 23:28, z branży telekomunikacyjnej).</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Jedną rzecz Gonzo potwierdziłby bezdyskusyjnie – że Romek Kociołek był do przodu z wrażeniem, jakie robił na innych (no może z wyjątkiem jednego „ale” w postaci zbytniego zainteresowania swoją fryzurą na kompanię reprezentacyjną grup rekonstrukcji historycznych).<br />
– Widzę, panie Ryszardzie&#8230; – zaczął prezes firmy Sport Resort na spotkaniu w sprawie pracy.<br />
– „Romanie” – przerwał Gonzo. – Komputer się pomylił, wie pan, Multivista, wszystko szwankuje.<br />
– &#8230;Romanie, że ma pan olbrzymie doświadczenie w branży telekomunikacyjnej. Dlaczego chciałby pan rozpocząć pracę akurat w naszym koncernie sportowo-hotelowym?<br />
– A ja widziałbym to pytanie inaczej – rozpoczął Gonzo, a ponieważ nie miał w czym oglądać swojej fryzury (laptop prezesa był matowy), to dostał tę pracę, bo skupił się na robieniu wrażenia. Został kierownikiem działu z dosyć mglistymi kompetencjami, co było mu tylko na rękę. Szybko zorientował się jednak, że od czasu do czasu trzeba napisać jakąś prezentację i niestety, w przypadku tych najważniejszych zleceń, osobiście. Ograniczył się do umiejętnego kopipejsta z prezentacji swojego poprzednika, Maćka Janika, którego na wszelki wypadek krytykował na każdym kroku, co akurat było łatwe, bo poprzednik kompetencje miał jasno sprecyzowane.<br />
Gdy firma Sport Resort wygrała kontrakt na budowę centrum hotelowego na 1200 osób wokół Olimpijskiej Areny Sportowej (budowanej na zapas, żeby na następne mistrzostwa jednak zdążyć), Gonzo zaczął się w firmie trochę rozpychać, bo poczuł się pewniej. A jak zrobił jeszcze pięć do siedmiu kopipejstów, z czego wynikły dwa mniejsze zlecenia, to się poczuł zanadto. Prezesowi było to nie na rękę, a w czasie rozmowy na temat podwyżki Gonzo przeglądał się w jego nowym metalicznym laptopie, zamiast patrzeć mu prosto w oko (drugie miał na stałe podłączone do kamery przemysłowej na hali numer 6).<br />
W efekcie Mister Kopipejst, jak zaczęli go nazywać podwładni, dostał wypowiedzenie, ale dzień wcześniej zrobił kopipejsta na wiceprezesa w koncernie produkującym nanokomponenty do gadżetów elektronicznych dla leworęcznych.<br />
Wiceprezes Kenzo („Gonzo” było dobre, ale zbyt zdecydowane, zbyt surowe, a nie o taki wizerunek chodziło) szybko ustawił się w nowej firmie, zatrudniając Maurycego, który pisał za niego wszystkie ważniejsze dokumenty i te mniej ważne też, do listy zakupów w sklepie z biżuterią modyfikowaną podpróżniowo włącznie. Kenzo robił kopipejsty, chodził na zebrania i zbierał pochwały i tak przez trzy kolejne firmy, aż został prezesem na region panazjatycki firmy zaawansowanych technologii ekonielogicznych.<br />
Gdy mrugnął do swojego „ja” sprzed czterech lat, miał powody do zadowolenia, które szybko zamaskował jednym nieznacznym ziewnięciem. Mógłby to być wymarzony koniec historii sukcesu skromnego chłopaka, nazywającego siebie Bossem, gdyby nie jeden niewielki pomyłkowy kopipejst, który był ubocznym efektem rutyny, mającej prawo uwidocznić się po czterech latach intensywnej i znaczonej wielkimi osiągnięciami pracy u podstaw. Romek Kociołek zamiast listy nowych kontrahentów za ostatni okres rozliczeniowy wkleił do raportu dla rady nadzorczej listę materiałów budowlanych i wykończeniowych do swojego domu, kupionych na firmową kartę kredytową.</span><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;"> </span></span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;">.</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/08/mr-kopipejst-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Opłakanek wigilijny [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/05/oplakanek-wigilijny-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/05/oplakanek-wigilijny-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jan 2009 08:26:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[opłatek]]></category>
		<category><![CDATA[SMS]]></category>
		<category><![CDATA[święta]]></category>
		<category><![CDATA[tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[wigilia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=1743</guid>
		<description><![CDATA[Opłakanek napisałem równo rok temu, w noc przedsylwestrową w Rabce-Zdroju, gdy zaczęły nadchodzić SMS-y z życzeniami noworocznymi, co było nową tradycją, bo rok wcześniej agresja SMS-owa zaczynała się dopiero w Sylwestra pod wieczór. Myśl jest prosta: SMS staje się naczelną metodą unikania kontaktów i uciekania od ważnych życiowych sytuacji. Trochę jest też dla mnie symbolem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Opłakanek</em> napisałem równo rok temu, w noc przedsylwestrową w Rabce-Zdroju, gdy zaczęły nadchodzić SMS-y z życzeniami noworocznymi, co było nową tradycją, bo rok wcześniej agresja SMS-owa zaczynała się dopiero w Sylwestra pod wieczór. Myśl jest prosta: SMS staje się naczelną metodą unikania kontaktów i uciekania od ważnych życiowych sytuacji. Trochę jest też dla mnie symbolem zabójcy tradycji świątecznej i to zabójcy szybkiego, co chciałem w opowiadaniu mocno wybić. Gdy rozlegają się SMS-y, opowiadanie się kończy, bo tak naprawdę w tym momencie kończy się również wigilia.</p>
<h4><span style="color:#008080;">Opłakanek wigilijny</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">W rodzinie Nowickich wszyscy czekali na wieczerzę wigilijną przynajmniej równie mocno, jak na przyjazd ojca radcy handlowego z placówki dwa tygodnie temu, a wrócił nie sam, tylko z mieniem przesiedleńczym siedmioosobowym, z napędem na cztery koła oraz dwa koła samochodu sąsiedniego (taki amerykański wynalazek dobroczynny). <span id="more-1743"></span><br />
Pani Nowicka bardzo się postarała na tę akurat wigilię, bo mąż nie jadł grzybowej od czasu, gdy została wpisana na listę rzeczy o podwyższonym wskaźniku terrorystycznym i nie mogła wysłać w słoiku do miejscowości rządowej Washing Tone. Oprócz zupy przygotowane były jeszcze trzy dania – karp smażony, karp smażony w głębokim oleju oraz karp smażony na węgiel. Resztę do pełnej dwunastki wypełniały sałatki domowe wigilijne ze sklepu z sałatkami gotowymi domowymi oraz chipsy postne, a także cola świąteczna o smaku kompotu z suszu.<br />
Opłatek znalazł się w domu za sprawą dziewczyny, która chodziła po osiedlu pałacyków jednorodzinnych i oddawała opłatki wraz z ozdobnymi talerzykami jadalnymi w zamian za symbolicznego SMS-a w wysokości średniej pensji krajowej na pomoc dzieciom nudzącym się w krajach zanadto rozwiniętych. Leżał teraz cały połamany na nadgryzionym przez Fąflika talerzyku na komodzie w przedpokoju, bo Nowicka o nim na śmierć zapomniała. Znalazł go przypadkiem przed chwilą radca Nowicki, gdy wrócił z warsztatu samochodowego, gdzie mu światła zmienili w przesiedleńcu na polskie.<br />
– Gdzie postawić opłatę? – zawołał Nowicki.<br />
– Na stole, tylko za stroikiem! – odpowiedziała Nowicka i spojrzała na zegarek na komórce. Zbliżała się godzina, ustawiona jako budzik pod nazwą „pobudka, pierwsze danie, grzybowa”.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Zebranie przy stole wigilijnym całej rodziny graniczyło z cudem. Sześcioro dzieci porozrzucanych było od dawna w swoich pokojach po całym pałacyku, a ponieważ większość była w wieku młodzieńczej kontestacji gier dla młodzieży, więc z zapamiętaniem grała w sieciówkę dla dorosłych w wieku postreprodukcyjnym Erotic Life of Harris Pilton.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">– No dobrze. Zebraliśmy się tutaj, żeby&#8230;<br />
– &#8230;zjeść obiad, więc na co czekamy – uzupełnił Mateo, najstarszy syn i chluba rodziny, przyszły bloger multikanałowy, obecnie sto pięćdziesiąty szósty w kolejce do sypialni Harris.<br />
Wszyscy stanęli przy stole w jadalni, bo Nowicka pamiętała z dzieciństwa, że coś takiego się robiło, ale co później, tego nie mogła sobie przypomnieć.<br />
Uratowały rodzinę SMS-y z życzeniami automatycznymi od przyjaciół i rodziny, które rozpikały się w liczbach dwucyfrowych do każdej funkcjonującej komórki (czyli ośmiu), a przecież grzybowa nie mogła czekać.</span><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;"> </span></span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;">.</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2009/01/05/oplakanek-wigilijny-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Perły z pachwiny [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2008/12/29/perly-z-pachwiny-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2008/12/29/perly-z-pachwiny-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Dec 2008 13:55:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[pachwina]]></category>
		<category><![CDATA[perła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=982</guid>
		<description><![CDATA[Czas na kolejne nigdzie dotąd nieopublikowane opowiadanie. O tym, jak to się ludziom zmienia opinia na jakiś temat, gdy w temacie tym widzą korzyść własną. Najpierw odraza, a potem zachwyt.
Perły z pachwiny
Maciek Pędny miał obfity łojotok i był nieco przygrubawym, wesołym i pełnym dziecięcej spontaniczności nauczycielem w szkole podstawowej, gdzie uczył historii, a uczył jej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czas na kolejne nigdzie dotąd nieopublikowane opowiadanie. O tym, jak to się ludziom zmienia opinia na jakiś temat, gdy w temacie tym widzą korzyść własną. Najpierw odraza, a potem zachwyt.</p>
<h4><span style="color:#008080;">Perły z pachwiny</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">Maciek Pędny miał obfity łojotok i był nieco przygrubawym, wesołym i pełnym dziecięcej spontaniczności nauczycielem w szkole podstawowej, gdzie uczył historii, a uczył jej z pasją, gdyż był do tego stworzony, a zwłaszcza do omawiania rozwoju artylerii lekkiej na przełomie XIX i XX wieku. <span id="more-982"></span>Ale wracając do słowa „łojotok&#8221; &#8211; na jego dźwięk wielu zadbanych obywateli łapało się z odrazą za różne czyste części ciała lub dostawało innego toku, słownego, w postaci wykładu na temat kultury osobistej, rozdział III „Higiena osobista a relacje międzyludzkie&#8221;.<br />
Tak było do wczoraj.<br />
Wczoraj nasza najpiękniejsza modelka, Cyntia Mruganna, powiedziała na gali wręczenia nagród dla najpiękniejszych modelek świata, że łojotok jest wspaniały, nie należy się go wstydzić, bo jest jakże naturalnym sposobem wyrażania uczuć, daje ludziom wiele radości i przede wszystkim miłości.<br />
- Yes, love! &#8211; krzyknęła Cyntia i pomachała widowni swoim pięknym naszyjnikiem z pereł, który był jej własnością od czasu, gdy poznała Lecha F. Efiego, specjalisty od wizerunku prywatnego osób publicznych.<br />
Efi był bezwzględnym karierowiczem, który kreował się w wydaniu prywatnym na uwodzicielskiego gapę, i w dodatku z gestem.<br />
Od pewnego czasu Lech F. Efi podrywał kobiety na „naszyjnik z pereł&#8221;. Dwie rzeczy należy wyjaśnić od razu: po pierwsze &#8211; nie był to za każdym razem jeden i ten sam naszyjnik; po drugie &#8211; perły były prawdziwe.<br />
Od razu pojawia się dosyć retoryczne pytanie (biorąc pod uwagę tytuł niniejszego opowiadania): skąd Efi brał perły? Z pachwiny, oczywiście i oczywiście z pachwiny Macieja Pędnego. Mniej oczywiste jest to, że nie brał ich osobiście, ale za pośrednictwem niejakiej Agnieszki Fastrygi, obecnej kobiety byłego nauczyciela historii.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Pierwszą perłą Pędny rzucił na sofie, kilka lat temu i przeszła ona bez echa, bo taki bałagan w małym mieszkaniu Pędnych był, że nikt nie zauważył. Nauczyciel sprawdzał wtedy klasówkę na temat rodzajów amunicji do lekkiej estońskiej haubicy polowej, gdy do pokoju (pokoiku) dziennego przyszła żona Monika nauczycielka wyszukiwarkologii i kategorycznym tonem kazała mu wymyć stopy, gdyż w całym mieszkanku unosił się zaduch historyczny o silnej nucie podmokłej podeszwy.<br />
Gdy Pędny się denerwował, to wydzielał więcej łoju, a gdy denerwował się z powodu swojego łoju, to wydzielał więcej łoju oraz jedną perłę, która w sposób organicznie nieapetyczny (jakże podobny do narodzin dziecka) wypadała to tu to tam, ale z reguły na podłogę, bo Pędny rzadko wychodził na świeże powietrze.<br />
Żona odeszła od Pędnego przez kwietniem, a szkoda. Nie zdążyła zrobić wiosennych porządków w mieszkanku, w którym, w zaciszu lewej tylnej nogi sofy spoczywały cztery perły pełnowymiarowe w otoczce z kruchego łoju. Po wichurze wiosennej, gdy aleja drzew liściastych wyłożyła się na fasadzie bloku Pędnych, jedna z pereł na skutek wstrząsu wytoczyła się spod sofy &#8211; we właściwym czasie: nauczyciel właśnie zaczynał głodować na skutek braków lodówkowych. Poszedł do lichwiarza i tak się zaczęło.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Ale żeby było jasne: Agnieszka Fastryga wcale nie wpadła na niego przypadkiem na klatce schodowej, przy wejściu do windy. O nie. Najpierw to zainteresowała się perłami koleżanka Pędnego ze szkoły, która informację przekazaną przez lekko stukniętego grubaska od historii potraktowała jako ciekawostkę biologiczną i jako taką opowiedziała o niej na spotkaniu anarchizującej grupy feministycznej „Mieszko I była kobietą&#8221;. Potem ktoś rzucił temat na blogu dla zubożonych emocjonalnie byłych anarchistów miejskich, potem było jeszcze sześć kontaków procentującyh i dopiero wtedy Agnieszka Fastryga wpadła na Pędnego przypadkiem na klatce schodowej, przy wejściu do windy. Była zgrabna i miała w oczach wspomnienie pierwszego seksu na koloniach, więc podobała się mężczyznom, a zwłaszcza takim, którzy na koloniach nigdy nie byli.<br />
Przespali się w sposób na tyle nieistotny, że naczelna modowego brukowca „Bądź Trendy&#8221; nic nie dowiedziała się o metodzie powstawania pereł. Musiała więc podjąć decyzję o pozostaniu obecną kobietą nauczyciela historii. Było to trudne o tyle, że była już obecną kobietą kilku innych żenujących facetów, no ale żaden nie rzucał perłami o odcieniu perlistego różu.<br />
Nie rzucał perłami również Efi, który w tamtym czasie podrywał kobiety na brelok od czerwonej chińskiej terenówki, więc Fastryga też się złapała. A jak się złapała, to się facetów trochę za dużo zrobiło, więc wyładowywała się na największym kapciu, czyli Pędnym. Ten się denerwował, więc ona mu wypominała nieświeżość skórną i zabroniła siebie dotykać, co spowodowało produkcję materiału jubilerskiego, a że chodziło tu również o podniecenie seksualne, więc perły powstawały dwie.<br />
Na nieszczęście dla nauczyciela Agnieszka szybko zorientowała się o co chodzi. Postanowiła przełamać swoje obrzydzenie do łojotoku:<br />
- Przecież nie chodzi tu o jakieś odrażające wydzieliny, ale o najprawdziwsze perły i to tak cudownie różowe i tak cudownie bezpłatne, więc można się jakoś przemóc. A poza tym wszystkie perły, czy te odmięczakowe, czy też odpachwinowe, mają coś wspólnego z brudem, więc to chyba nie jest żaden wstyd. Wystarczy tylko raz dziennie zdenerwować Maćka, ja go nawet bardzo lubię tego Maćka, jest taki&#8230; taki niewinny i przy tym taki moralnie czysty, dziewiczy, a ten zapach to jakoś wytrzymam.<br />
I Fastryga dała sobie radę, czyli zainstalowała w mieszkanku Pędnego klimatyzator, wentylator i wannę z bąbelkami i już się dało denerwować obecnego mężczyznę, który przeszedł na wcześniejszą emeryturę, bo za bardzo woniał na wywiadówkach i się rodzice zbuntowali. Pędny woniał niestety w sposób ustawiczny, bo zgrabna naczelna „Bądź Trendy&#8221; postanowiła zająć się hurtową dystrybucją pereł, których zebrała już kilkadziesiąt, ale pojawił się pewien mały problem &#8211; mianowicie jeden znawca powiedział, że perły o odcieniu perlistego różu nie mogą być prawdziwe, choć są dużo piękniejsze niż perły morskie.<br />
Wtedy inny obecny mężczyzna dowiedział się o perłach, a był to Efi, który w zamian za połowę zysku obiecał rozwiązać problem autentyczności, co stało się szybko, gdyż znawca pereł też był człowiekiem i chciał mieć trochę pereł do kolekcji, a poza tym nie chciał, by ktoś tak dobry jak Efi wydobył tę część jego prywatnego wizerunku, która niebezpiecznie zbliżała go do tematu pedofilii korespondencyjnej.<br />
Reszta potoczyła się szybko, czyli różowe perły stały się modne, a jak stały się modne, to jakiś inny nienajedzony perłami zrobił aferę, że to z pachwiny i zanim się uciszył, czyli przyjął kupkę pereł „na komunię synka, wiecie&#8221;, to się zrobiła afera na cały kraj i trzeba było przeprowadzić kampanię na rzecz tolerancji dla osób otyłych ze skłonnościami do łojotoku i wtedy już Pędny stał się akceptowalny i w pewien sposób modny.<br />
Po „yes, love&#8221; Cyntii Mrugannej łojotok stał się pożądaną reakcją fizjologiczną organizmu, otyli faceci zaczęli okupować listy najbardziej przystojnych mężczyzn świata, a perły zaczął sprzedawać sam Hagerfield, który w wywiadzie dla pisma „Smell&#8221; powiedział, że łojotok napędza go twórczo, a na dowód pokazał na targach mody kolekcję nim inspirowaną (najczęściej pokazywany fragment kolekcji to &#8220;pędny gorset z pereł&#8221;).</span></p>
<p><span style="color:#008080;">- Ty wstrętny ohydny grubasie. Nie śpię dzisiaj z tobą, nie dotykaj mnie, nie chcę cię widzieć i podstaw sobie miskę, bo nie będę znowu wskakiwać pod łóżko &#8211; powiedziała Fastryga do Pędnego, leżącego na łóżku. Siedziała przy toaletce i oglądała swoją twarz. Opuściła przy tym niby przypadkiem ramiączko od koszuli nocnej.<br />
Nic nie stuknęło.<br />
Obejrzała się. Były nauczyciel historii oglądał właśnie okładkę magazynu „Life&amp;Style&amp;Pearls&#8221;, na której było stylizowane zdjęcie jego czerwonej twarzy, a wielki tytuł pod spodem krzyczał swą różowością: „Swą pachwiną złamał wiele serc!&#8221;.</span><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;"> </span></span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;">.</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2008/12/29/perly-z-pachwiny-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Orgazm karalny [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2008/12/02/orgazm-karalny-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2008/12/02/orgazm-karalny-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Dec 2008 06:28:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nizejpodpisany</dc:creator>
				<category><![CDATA[Absurdly various]]></category>
		<category><![CDATA[To read]]></category>
		<category><![CDATA[absurd]]></category>
		<category><![CDATA[IV RP]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania absurdalne]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[orgazm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nizejpodpisany.wordpress.com/?p=566</guid>
		<description><![CDATA[Napisane za czasów, kiedy dzieci straszyło się wizytą ABW i prokuratorem. Opublikowane z dużym opóźnieniem w tegorocznym tomie Rosół a priori.
Orgazm karalny

– Tylko nie krzycz – powiedziała Janina do Jasia, próbując ukryć między samogłoskami ewidentne objawy zadyszki. 
Jaś miał sto kilogramów wagi i w czasie orgazmu stawał się małym łobuzem, robiącym różne zgodne jedynie z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Napisane za czasów, kiedy dzieci straszyło się wizytą ABW i prokuratorem. Opublikowane z dużym opóźnieniem w tegorocznym tomie <a href="http://www.passwordincorrect.com/2008/11/19/rosol-a-priori/"><em>Rosół a priori</em></a>.</p>
<h4><span style="color:#008080;">Orgazm karalny<br />
</span></h4>
<p><span style="color:#008080;">– Tylko nie krzycz – powiedziała Janina do Jasia, próbując ukryć między samogłoskami ewidentne objawy zadyszki. <span id="more-566"></span><br />
Jaś miał sto kilogramów wagi i w czasie orgazmu stawał się małym łobuzem, robiącym różne zgodne jedynie z logiką dziecięcą rzeczy (czytaj: nieprzewidywalnie irracjonalne), co w okolicznościach społecznych do trzynastego listopada byłoby nawet mile widziane przez partnerkę, partnerki, partnera, partnerów lub grupę partnerów obu płci – ale nie teraz.<br />
Janina była szczupłą trzydziestolatką z pięknymi pasemkami, które w całości były teraz niewidoczne pod krzepkim torsem męskim, zdradzającym nadwyżkę ciastosteronu (odmiana testosteronu, pozwalająca wyżyć się męskiemu pierwiastkowi w przestrzeni życiowej zwanej kuchnią). Miała też piękne, zgrabne dłonie oraz się bała.<br />
Po dwóch minutach wiedziała dlaczego. Po dwóch minutach oboje byli skuci kajdankami i siedzieli na krawędzi łóżka całkowicie owinięci brezentem moralnym szarym. Trzydzieści sekund wcześniej Jaś zaczął krzyczeć, zgodnie z dziecięcą spontaniczną reakcją na nadchodzącą przyjemność, oficjalnie nazwaną krótkoterminowym kontraktem cielesnym męsko-damskim, punkt 4.<br />
– Nie! Nie! Nie! – krzyczał Jaś trzydzieści sekund wcześniej, aż do czasu, gdy Janina powiedziała głosem próbującym ukryć przerażenie „nie krzycz, nie krzycz”, a do pokoju wpadł siedmioosobowy oddział interwencyjny policji moralnej.<br />
– Podpisać tu i tu – powiedział z pogardą, jak należy wnosić, szef oddziału, bo stał najbliżej, to znaczy na palcach lewej nogi Jasia, czy może już w tej chwili Jana Mimochoda, właśnie aresztowanego za przekroczenie normy decybelowej w werbalizowaniu krótkoterminowego kontraktu.<br />
– O ile przekroczył? – spytała bojaźliwie, nawet nie próbując tego ukryć, Janina.<br />
– Co ci do tego? A ty byłaś jego wspólniczką. Podpisać tu i tu, i tu.<br />
– A dlaczego tu dodatkowo? – spytała po raz kolejny bojaźliwie Janina.<br />
– A to dlatego, że nie musisz wiedzieć, ty kryminalistko.<br />
Jan przekroczył normę o pół decybela, a to tylko dlatego, że poprzedniego dnia została ona obniżona przez odnośne władze o kolejne 2 decybele. Poprzednie obniżki były wprowadzane co niedzielę, począwszy od pierwszej niedzieli następującej po trzynastym listopada.<br />
– Ale ja wołałem pomocy, krzyczałem, że nie chcę, chciałem przestać, nie chciałem tego, ona mnie w ogóle nie podniecała, w ogóle, a nic! I teraz też mnie nie podnieca, uwierzcie mi! To już pan mnie bardziej! – krzyczał Jan Mimochód, łapiąc się w tragicznym uścisku za włosy swe koloru blond i robiąc coś, co mogłoby dostać nagrodę na festiwalu fryzjerstwa alternatywnego. Słysząc to, Janina rozpłakała się w całej swojej podbrezentowości, a łzy jej były duże, krągłe i szczere, dzięki czemu jeden z policjantów zauważył:<br />
– Kapitanie moralności, wodoodporny jest ten brezent, nie wiedziałem.<br />
– Zapisać, zaraportować, zreferować, odpokutować – odezwał się Kapitan Moralności do Szeregowego Policjanta Moralności (poziom pogardy mierzony krzywizną szczęki w części bocznej wyjściowej do grymasu – niezmieniony w porównaniu z ostatnią wypowiedzią w kierunku brezentem okutanych)<span style="color:#008080;">.</span></span></p>
<p><span style="color:#008080;">Jan i Janina zostali skazani wyrokiem sądu dwudziestominutowego na 1–13 lat więzienia z decyzją o ostatecznym wymiarze przekazaną w ręce dyrektora zakładu o zaostrzonym rygorze moralno-politycznym. Jan odwoływał się od decyzji sądu, ale nie miał żadnych szans, bo spłodził dwójkę dzieci, więc zachodziło domniemanie czynu karalnego w przeszłości. Janina była ateistką, więc nawet się nie starała.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Była to jedna z pierwszych, jeszcze pilotażowa, interwencja moralna, zapisana w kartotekach Instytutu Czystości Moralnej pod nazwą opisowo-roboczą numer 13398/Kar/XXX. Interwencje takie stały się po trzynastym listopada sytuacją równie powszechną jak przejęzyczenia rzeczników prasowych organów władzy wykonawczej.<br />
Zapis o krótkoterminowym kontrakcie cielesnym męsko-damskim wprowadzono do nowego kodeksu karnego dzięki staraniom ultraradykałów moralnych, reprezentowanych w sejmie przez Partię Polskiego Ducha (nieformalnie: pipidowcy). Karalność czynu omawiano długo i w końcu przegłosowano ją w parlamencie dzięki poparciu stanowiska pipidowców przez Partię Rządzącą. Jej szef zgodził się na to z dwóch powodów: po pierwsze chciał uzyskać poparcie pipidowców w głosowaniu na stanowisko burmistrza gminy Baraneczków, gdzie mieszkała jego siostra i narzekała na obecną władzę. Po drugie miał dosyć odgłosów od sąsiadów balkon niżej, którzy mieli już siedmioro dzieci i dalej krzyczeli co środę i sobotę i to akurat wtedy, gdy było losowanie Totalnego Lizatora. Szef mieszkał ze swoim kuzynem (ale profesorem) i chomikiem na ostatnim piętrze i musiał mieć ciszę, żeby skupić się na analizowaniu, kto był jego wrogiem, a kto nieprzyjacielem.<br />
Nowy kodeks zaczął obowiązywać w piątek trzynastego listopada i od tego czasu spadła drastycznie sprzedaż prezerwatyw, bo obywatele nie mieli zamiaru testować cierpliwości władzy po tym, jak brak cierpliwości został jasno zakomunikowany pierwszą, spektakularną interwencją policji moralnej w budynku, który przypadkowo okazał się budynkiem szefa Partii Rządzącej. Rodzice siódemki dzieci (ósme w drodze – zdążyli przed wybiciem szyb) zostali skazani wyrokiem sądu, wtedy jeszcze dwugodzinnego.<br />
Policja moralna wykazała swoją przydatność. Stworzona przez pipidowców dwa lata wcześniej, jako Ruch Odnowy „Wyjdźmy na ulice”, nie miała specjalnie co robić, oprócz aktów zemsty na członkach partii, którzy oddali legitymacje. Teraz rosła w siłę, i to zupełnie legalnie, czyli tak samo jak rosła Tamta Organizacja w czasach, gdy dochodziła do władzy.<br />
Przewodniczący pipidowców, zwany nieformalnie Pipidonem Krzywym zacierał ręce z zadowolenia. O tą sprzedaż prezerwatyw mu chodziło. Dobrze, że przeforsował, by wśród czynów karalnych, oprócz przekroczenia normy decybelowej, szkód cielesnych meblom wyrządzonych i zakłócania naturalnej cyrkulacji powietrza, umieścić posiadanie prezerwatyw w liczbie większej niż 0,99. Dzięki temu największy producent prezerwatyw w kraju splajtował i była to przez przypadek firma prowadzona przez siostrę Pipidona Krzywego, której do końca życia będzie pamiętał, jak go wyrolowała z lodami truskawkowymi na imieninach u wujka Heńka.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">– Wicherek, wicherek, wicherek! – krzyczała Elwira i miała szczęście w oczach, a cała była naga. Nagi był też Edmund, no może z wyjątkiem krawata, ale chciał do końca zachować fason, a koniec się zbliżał i Edmund widział już zieloną łąkę i wielkie motyle i inne owady latająco-pylące.<br />
Poznali się dwa miesiące temu. Elwira przyszła do jego oficyny i powiedziała, że nie wyjdzie. Co miał zrobić. Została asystentką w jego katedrze stosunków międzynarodowych. Sprawdził jej akta. Okazała się czysta politycznie, zresztą jak mogło być inaczej, skoro miała dopiero dwadzieścia lat, co powinno wydawać się o tyle dziwne, że dopiero zdawała na studia – na wydział stosunków właśnie.<br />
Elwira krzyczała coraz głośniej, a Edmund pomyślał w przerwie między jednym czerwonym motylem i jedną cytrynową ważką, że lepiej, żeby nie wpadali.<br />
Wpadli. Kapitan Moralności (inny niż przy sprawie 13398/Kar/XXX, ale z tą samą pogardą) powiedział:<br />
– No co my tu mamy. Wicherek mamy i o dwa decybele za głośno ten wicherek.<br />
– Ja sobie wypraszam! – krzyknął z pogardą Edmund, próbując wyplątać się z brezentowego płaszczyka z napisem „Sprawca czynu karalnego”. Kapitan Moralności dopiero wtedy przyjrzał się twarzy Edmunda i natychmiast powiedział z dziwną pokorą:<br />
– A przepraszam pana profesora, najmocniej przepraszam.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Pan profesor był przez przypadek kuzynem i współlokatorem szefa Partii Rządzącej i zanim doszło do rozprawy sądu dwudziestosekundowego, zmieniono w trybie przyspieszonym zapis o kontrakcie cielesnym, wyłączając niektóre słowa, jako pozbawione nacechowania emocjonalnego i w związku z tym nie podpadające pod naruszenie prawa w postaci przekroczenia normy decybelowej.</span></p>
<p><span style="color:#008080;">Od dnia wprowadzenia w życie tej poprawki (dwudziesty ósmy marca) wszyscy w kraju zaczęli krzyczeć „wicherek”.</span><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;"> </span></span></p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"><span style="color: #ffffff;">.</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2008/12/02/orgazm-karalny-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
