<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Password Incorrect Blog &#187; To Read</title>
	<atom:link href="http://www.passwordincorrect.com/category/to-read/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.passwordincorrect.com</link>
	<description>Mobile Ebooks, Self-publishing, Digital Storytelling</description>
	<lastBuildDate>Fri, 20 Jan 2012 16:22:30 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<atom:link rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com"/><atom:link rel="hub" href="http://superfeedr.com/hubbub"/><cloud domain='www.passwordincorrect.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>My, Mrozikoza [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Sep 2011 06:45:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Kowalczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To Read]]></category>
		<category><![CDATA[E-opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[Niżej Podpisany]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[<p>Właśnie ukazała się nowa książka Palikota, która trąci klimatem, jaki lubię wyśmiewać w swoich opowiadaniach. Większość z nich napisałem 5 lat temu, ale niektóre z wiekiem nabierają wdzięku i koloru &#8211; jak to poniżej. &#8220;My, Mrozikoza&#8221; jest częścią pierwszego tomu opowiadań dostępnych na iPada, iPhona, Kindle i inne urządzenia do czytania książek elektronicznych. Poprzednie opowiadania [...]</p><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/">My, Mrozikoza [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em></em><em>Właśnie ukazała się nowa książka Palikota, która trąci klimatem, jaki lubię wyśmiewać w swoich opowiadaniach. Większość z nich napisałem 5 lat temu, ale niektóre z wiekiem nabierają wdzięku i koloru &#8211; jak to poniżej.<br />
</em></p>
<p><em>&#8220;My, Mrozikoza&#8221; jest częścią pierwszego tomu <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/05/opowiadania-do-poczytania-w-wolnej-chwili/">opowiadań dostępnych na iPada, iPhona, Kindle</a> i inne urządzenia do czytania książek elektronicznych.</em></p>
<p><em>Poprzednie opowiadania na licencji Creative Commons, które publikuję na blogu od końca 2008 roku, znajdziesz <a href="http://www.passwordincorrect.com/category/to-read/">tutaj</a>.</em></p>
<p><div class='line'></div></p>
<p>Milioner Mrozikoza napisał zapomnianym pisarzem Dedejką książkę <em>My, Mrozikoza</em>. W tej siedemsetstronicowej, bogato ilustrowanej publikacji, słowo „my” pojawiło się 19 503 razy, słowo „wielcy” 7454 razy, a słowo „porażka” raz, i to tylko w kontekście niepowodzenia swojego bezpośredniego konkurenta z szaroburej strefy. Imponujący był zestaw fotografii autora, z czego przeważającą większość stanowiły portrety wykonane przez śmietankę 90-procentową najlepszych fotografów w Polsce. Warto pamiętać, że niektórzy z nich, na przykład Rubi Dzianina, stali się sławni i bogaci dzięki sesjom dla Mrozikozy (lewy profil, ciemne tło, ciemny puder).</p>
<p>Milioner Mrozikoza nadał książce rozgłos, zanim jeszcze zdążył napisać stylem wczesnodedejkowskim pierwsze krótkie zdanie brzmiące: „Ja to my”. W czasie tournée po Polsce prezentował na konferencjach prasowych okładkę swojego autorstwa niejako przy okazji informacji, że kupił sobie dwudziestego Guguara i swoich planach zrewolucjonizowania systemu kart płatniczych przez wprowadzenie mrozikarty z jego autorską podobizną. Tryb „niejako przy okazji” sprawdził się fantastycznie. Od tego czasu dziennikarzy dużo bardziej interesowały zamierzenia Autora co do książki, niż zamierzenia Polityka co do reformy systemu ubezpieczeń społecznych, czy też zamierzenia Biznesmena co do swoich inwestycji w Ałmaatastanie.</p>
<h5><strong>Informacja dla biografów:</strong></h5>
<h5>Jan Milioner Mrozikoza nadał książce tytuł roboczy Ja, Mrozikoza, ale stopniowo zaczął ulegać swoim doradcom od marketingu i zwykłym ludziom, którzy chcieli, by tytuł trafniej odzwierciedlał treść książki i osobowość autora.</h5>
<p>Należy również zwrócić uwagę na kilka bardzo ważnych szczegółów. Korektę notki o Autorze wykonał w języku mandaryńskich sam Leo Tchi Shu, nominowany do azjatyckiego Nobla dwa lata temu, a przedmowy do książki napisało stu trzydziestu czterech intelektualistów z całego świata. Pierwszą recenzję, jakże inaczej, entuzjastyczną, napisał krytyk Leon Piława, po czym wyjechał na Doros, żeby pisać recenzję drugiej książki Mrozikozy, która ukaże się za trzy lata. Śródtytuły redagował redaktor naczelny miesięcznika „Playtoy”, dzięki czemu publikacja miała prawie od razu stać się poszukiwanym fetyszem literackim.</p>
<h5><strong>Informacja dla biografów:</strong></h5>
<h5>Jan Milioner Mrozikoza nie napisał książki dla pieniędzy, bo ma ich bardzo dużo. Napisał ją z potrzeby serca i rozumu. Chciał w ten sposób wyrazić jasno swoje zdanie na wiele nurtujących społeczeństwo spraw, takich jak: rola mordercy seryjnego w kształtowaniu osobowości kreatywnej, stereotyp teściowej w serialach polskich, czy też pukanie łyżeczką w filiżankę kawy jako sposób na zwrócenie uwagi, że w toalecie nie ma papieru wystarczająco dobrej jakości, najlepiej perfumowanego perfumami gatunkowymi o przedłużonym czasie działania.</h5>
<p>Naprawdę krótko o tłumaczeniach – 72 języki w 23 krajach z opcją na kolejne 39 krajów na książkę w wersji wielotomowej o rozmiarze Encyklopedia Earthusius w przypadku sprzedaży wersji podstawowej w liczbie przekraczającej 100 sztuk na każdym rynku krajowym.</p>
<p>Książka weszła na rynek z wielkim rozmachem. Można ją było kupić wszędzie, a rozgłos przyćmił wszystkie inne wydarzenia literackie razem wzięte z dziesięciu poprzednich lat.</p>
<p>W pierwszym tygodniu sprzedano 24 sztuki.</p>
<h5><strong>Wiadomość dla biografów:</strong></h5>
<h5>Jan Milioner Mrozikoza uważa książkę przede wszystkim za sukces biznesowy. By ją wydać, kupił podupadającą drukarnię w pobliżu swojej siódmej rezydencji wiejskiej. Cały nakład, w ilości miliona sztuk, oraz trzy tysiące zaproszeń na bal <em>My, Mrozikoza Party</em> zwiększyły dochody drukarni o 980 % i były kolejnym potwierdzeniem niebywałej intuicji menedżerskiej Jana Milionera.</h5>
<p>A na koniec dosyć trywialne pytanie: o czym jest <em>My, Mrozikoza</em>? Hm, trudno powiedzieć.</p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></h6>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<h4  class="related_post_title">Related posts</h4><ul class="related_post"><li>20.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/20/promocja-e-opowiadania-za-darmo-do-konca-maja/" title="Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja">Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja</a></li><li>05.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/05/opowiadania-do-poczytania-w-wolnej-chwili/" title="Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko">Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko</a></li><li>08.06.2010 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/06/08/haslo-niepoprawne-centrum-pobran/" title="&#8220;Hasło niepoprawne&#8221; &#8211; centrum pobrań">&#8220;Hasło niepoprawne&#8221; &#8211; centrum pobrań</a></li><li>07.02.2009 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/02/07/swoja-tworczosc-opisze-tagami/" title="Tech-absurd: swoją twórczość opisuję tagami">Tech-absurd: swoją twórczość opisuję tagami</a></li><li>07.02.2009 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/02/07/opowiadania-z-tagami/" title="Opowiadania opowiedziane tagami">Opowiadania opowiedziane tagami</a></li></ul><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/">My, Mrozikoza [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak to z Kinią było [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Dec 2010 09:00:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Kowalczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To Read]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[<p>Opowiadanie o realizowaniu planów, nawet tych najbardziej szalonych. Wszystko jest kwestią wiary i samozaparcia, a tzw. względy obiektywne (tzn. te pochodzące z najbliższego otoczenia) przestają się liczyć. Gdy zaczniesz robisz swoje, właściwa interpretacja tego fantastycznego, zainicjowanego przez ciebie działania, pojawi się sama. Każdy z nas ma taką własną jaskinię. Nie od razu trzeba ją tresować, [...]</p><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/">Jak to z Kinią było [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Opowiadanie o realizowaniu planów, nawet tych najbardziej szalonych</em><em>. Wszystko jest kwestią wiary i samozaparcia, a tzw. względy obiektywne (tzn. te pochodzące z najbliższego otoczenia) przestają się liczyć. Gdy zaczniesz robisz swoje, właściwa interpretacja tego fantastycznego, zainicjowanego przez ciebie działania, pojawi się sama.</em></p>
<p><em> Każdy z nas ma taką własną jaskinię. Nie od razu trzeba ją tresować, ale pokazać innym &#8211; nie szkodzi.<br />
</em></p>
<p>To było na Woliniakowych wczasach. Pojechali w siódemkę, a wrócili w ósemkę. Z Kinią. A Kinia mała nie jest. Ale po kolei. <span id="more-20060"></span></p>
<p>Woliniakowie pojechali na ten sam zatłoczony kemping, na który jeździli co roku, do tej samej zatłoczonej miejscowości i tak dalej, z tym, że miejscowość ta wcale nie leżała nad jeziorem, ani nad morzem. Właściwie nie było w tej miejscowości nic nadzwyczajnego i sam burmistrz dziwił się, dlaczego tylu ludzi zjeżdża tu z całej Polski, a zwłaszcza na zatłoczony kemping, i to w czasie, w którym pada deszcz.</p>
<p>Miejscowość, o której mówimy, nazywa się Słoneczna i ma najwyższy średnioroczny poziom opadów w całym kraju. Kemping nazywa się Przystanek Słoneczny Patrol (ktoś zmienił na Partol) i ma najwyższy wskaźnik włamań do domków i namiotów w całej Europie Dośrodkowej.</p>
<p>Pięcioletnia wypłowiała chińska trójka z przedsionkiem, ale bez (ponieważ w panice uciekł poprzedniego lata) nie była zbytnio przyjazna dla siedmiu osób. Przeciekała i miała wszystkiego dosyć, a najbardziej tego, że nie chcą dać jej spokoju, tylko targają i targają na te wczasy reumatyczne. Rzeczy rozpięte nad głowami schły od spodu, ale mokły od góry, bo namiot przeciekał na szyciu. Woliniakowe ubrania robiły się coraz cięższe i wisiały coraz niżej. Na tyle nisko, że Woliniak nie widział swojej żony, choć była potężną kobietą o skromnym charakterze i wychowaniu, które nakazywało jej nie rzucać się w oczy, co przy jej rozmiarach wcale nie było łatwe.</p>
<p>To, że nie widział żony mu nie przeszkadzało. Zresztą, gdyby nie wiszące rzeczy, to jego brzuch skutecznie przeszkodziłby w rozpoznaniu terenu poza przesileniem pępkowym, które było duże jak sześć kufli piwa. Przeszkadzał mu za to zapach wiszących spodni, ale nic nie mówił, bo były jego, ale gdyby były Sławka albo Szymka, to zrobiłby awanturę. Dzieciaki poleciałyby z płaczem do baru pod daszkiem siedzieć i przyglądać się tępo, jak co bogatsi grają w piłkarzyki, i byłoby więcej miejsca w namiocie. Na tyle dużo, że można by się oprzeć na jednym ramieniu i zdrzemnąć chwilę, bo pogoda jak zwykle nie nastrajała do wyjścia w jakimkolwiek kierunku z wyjątkiem sklepu spożywczego z zimnym piwem.</p>
<p>– No, leć po piwko, Elka – powiedział Woliniak i przetarł swoje ponadprzeciętnie przeszklone oczy, a czoło nabiegło krwią w trybie plackowatym.</p>
<p>– Tato, znów mi powiedzą w sklepie, że jestem niepełnoletnia – odparła z nadzieją w głosie Elka, która miała dwanaście lat.</p>
<p>– Jak ci znowu powiedzą, to ja już im tak odpowiem, że&#8230; że co? Że pożałują. No leć i nie tagaj dyle. Tylko jedną colę sobie kup, a nie dwie jak poprzednio.</p>
<p>– Ale dzisiaj więcej ludzi, bo piątek i będzie kolejka!</p>
<p>– No idź i pamiętaj, że cztery piwa, a nie dwa jak poprzednio.</p>
<p>– Czesiek, rozpijasz siebie i rodzinę. No, Czesiu, no błagam – powiedziała żona cicho.</p>
<p>– Cicho, żona!</p>
<p>Elce odpowiadała czasowa emigracja z namiotu, bo wakacje ze starymi to słaby materiał na szkolny popis. Chwalić można by się było znajomością z tym przystojnym facetem, który sprzedawał do południa w sklepie. Tym Jarkiem. Wyglądał jak Troy-Z z Big Foot Boyz, a poza tym chodził w obcisłych spodniach, pozwalających na różne antykościelne fantazje. Za każdym razem był pretekst do rozmowy, bo Jarek nie lubił sprzedawać alkoholu nieletnim, a Elka liczyła na to, że z takiej krótkiej wymiany zdań zrobi się jakiś wieczór na tyłach budynku gospodarczego.</p>
<p>Dziewczyna przeszła przez placyk, jedyne miejsce o boku trzy na trzy metry, gdzie nie stał żaden namiot, i już miała wejść do sklepu, gdy zorientowała się, że coś jest nie tak.</p>
<p>Na zewnątrz dało się słyszeć wrzask Szamoniowej z sąsiedniego namiotu i ogólny zgiełk. Woliniakowi nie chciało się wyglądać, ale był ciekaw, ale mu się nie chciało, ale był ciekaw, ale ręka mu ścierpła, więc kazał żonie. Żona ledwie się wychyliła, a została staranowana przez rozpędzoną i rozgorączkowaną Elkę:</p>
<p>– Mama, tata! Przejaśnia się!</p>
<p>Tego, co działo się na Przystanku Słoneczny Partol, nie da się opisać. Można podać jedynie garść suchych faktów: dwie osoby z rozbitymi głowami, trzy staranowane poprzecznie, czternaście staranowanych podłużnie, siedem interwencji karetek pogotowia i migrena u kierowniczki przedpołudniowej zmiany.</p>
<p>Chińska trójka cała się trzęsła, bo Woliniak się zorientował, że jedyne nadające się do noszenia spodnie właśnie wisiały i suszyłowioniały. Wziął więc plecak i znalazł szybko swoje szerokie kąpielówki, bo były suche, bo do tej pory nikt się ze względu na pogodę nie kąpał w jeziorze, którego przecież i tak nie było. Woliniakowa lamentowała cicho pod nosem, ale na tyle głośno, że usłyszał to Woliniak, który z jednej strony cieszył się, bo będzie można wyjechać w teren, a z drugiej nie, bo nie będzie można wypić piwa:</p>
<p>– Cicho, żona! Jedziemy oglądać tą atrakcję!</p>
<p>– Czesiu, tę, co rok temu?</p>
<p>– Tę, co rok temu, no chyba że w okolicy co nowego rzucili?</p>
<p>– No nie, no błagam, to na deptak pojedźmy.</p>
<p>– Na deptak nie jedziemy, bo wszystkie stąd jadą, to my nie. My tam, gdzie inni nie.</p>
<p>– No tak, mama, a i deptak już nie ten, bo teraz kostkę kładą i przejść się nie da – powiedział Szymon i też był już gotów. Tylko Elka nie wiedziała, co włożyć, bo chciała zostać na kempingu, ale ojciec szybko ją przywołał do porządku:</p>
<p>– Tylko mi nie mów, że zapomniałaś się w sklepie i musisz wrócić, bo ci nie uwierzę i jedziemy zanim się pogodzi ta popsuda.</p>
<p>– Przynajmniej będzie się gdzie schować. Nie to, co w namiocie – rzuciła cynicznie Ela, a namiot na to:</p>
<p>– Za grosz zrozumienia. Za grosz&#8230;</p>
<p>I pojechali zobaczyć atrakcję. Były tłumy.</p>
<p>– No przecieć na deptaku kostkę kładą i nie da się przejść, to my tutaj przyjechali rozprostować kości! – krzyknęła Szamoniowa ni to do Woliniaków, ni to do całości audytorium zebranego przed atrakcją.</p>
<p>Poza tym chmury nie za bardzo chciały się rozejść, co oznaczało w dziewięćdziesięciu procentach, że może znowu zacząć padać.</p>
<p>– W dziewięćdziesięciu dwóch procentach – poprawił Szymon, bo chciał zdawać na matematykę i miał ku temu duże predyspozycje.</p>
<p>Atrakcji nie było na żadnej mapie turystycznej, bo nie przechodził tędy żaden szlak. Jej podstawową zaletą było to, że znajdowała się w odległości pięciu minut piechotą od północnego krańca pola namiotowego. Stała wedle lasu na niewielkim pagórku wśród iglastych samosiejek i wyglądała niepozornie, choć zmieściłaby i dwa takie kampingi masy turystycznej jak Słoneczny Partol.</p>
<p>Wszędzie wokół ziemia była rozorana kołami samochodów, bo nikomu nie chciało się iść.</p>
<p>Teraz przed wejściem stała kilkudziesięcioosobowa kolejka a nad wejściem wisiał napis w estetyce grafiki bezdomnej: Jaskinia Pogodna, udostępniona do zwiedzania, opłata u pana w cytrynowem kubraczku.</p>
<p>Pan w Cytrynowem był samozwańczym opiekunem jaskini i razem ze swoim kumplem spod sklepu przy deptaku pobierali skromną opłatę 5 złotych za wejście.</p>
<p>– Przepraszam, ale rok temu nic to nie kosztowało – krzyknął jakiś pan z przodu kolejki.</p>
<p>– Rok temu to było rok temu, a teraz jest teraz i albo pan wchodzisz, albo pan mokniesz – powiedział Pan w Cytrynowem i kolejka się uspokoiła. Zresztą większość wczasowiczów uważała, że jak atrakcja jest, to trzeba za nią zapłacić, bo inaczej przyszłoby to zupełnie bez wysiłku i nie byłoby atrakcji. Co więcej, znów zaczęło padać, więc w kolejce rozpoczęło się parcie do przodu.</p>
<p>– Szkoda tylko, że nie ma kiełbasek z rożna – westchnął Sławek.</p>
<p>– Cicho, syn, do jaskini wchodzimy i wychodzimy i bez marudowania, czy kiełbasek innych, bo nie ma – rzucił Woliniak, bo był zły, że trzeba stać w kolejce.</p>
<p>– 5 złotych się należy. – Do Woliniaków podszedł pan w kubraczku, a Woliniak na to: – No już przed chwilą płaciłem za całą rodzinę, siedem głów, trzydzieści pięć złotych. A świstka pan nie dał, bo bym panu pokazał.</p>
<p>– A to przepraszam pana szanownego, przepraszam jeszcze raz szanownego, już sobie przypominam. Rzeczywiście pan płacił i przepraszam pana szanownego, a pan z urzędu to nie jest czasem? – odrzekł Pan w Cytrynowem, bo świstków nie dawał, bo był samozwańczym opiekunem, a nie oficjalnym.</p>
<p>– Poniekąd – odpowiedział Woliniak lewą częścią narządu mowy, co dało pożądamy efekt tajemniczości.</p>
<p>– Tata, a ty zapłaciłeś? – spytała Ela.</p>
<p>– Nie pamiętam, rok remu na pewno – powiedział Woliniak i zaczął się denerwować, bo z przodu kolejki jakiś dryblas z czerwoną parasolką zatarasował przejście dla swojej wycieczki, która nawet nie była z kempingu, za to była wyposażona w czerwone parasolki z napisem Commercial Bank.</p>
<p>Pan w Cytrynowem zrobił skłon do pasa i odgrodził własnym ciałem gawiedź z kempingu od dystyngowanych ludzi z parasolami. Gawiedź zaczęła ponuro szumieć. Woliniak się zdenerwował i zamiast przyłączyć się do groźnego pomruku, powiedział „no idziemy”, po czym wyszedł z kolejki. Przeszedł kilkanaście kroków, zanim zorientował się, że nikt z jego rodziny za nim nie idzie, a tylko patrzą błagalnie i pokazują na zbliżające się chmury.</p>
<p>Woliniak krzyknął:</p>
<p>– No idziemy, bo jaskinia ci, ci nie wyjdzie dziś, ci!</p>
<p>I wtedy jaskinia pochyliła się i zaczęła się łasić. I Woliniak się obrócił zdziwiony i zesztywniał lewobrzeżnie (to efekt pozytywnego wpływu bodźców zewnętrznych). I wszyscy patrzyli na niego, a on powtórzył:</p>
<p>– Jaskinia ci ci nie ten!</p>
<p>I jaskinia zaczęła machać małą sosną rosnącą w miejscu ogona.</p>
<p>Ela była pod wrażeniem, ale też umiała zachować zimną krew. Powiedziała do ojca:</p>
<p>– Tata, ona tak robi na ci, ci.</p>
<p>– Jaskinia ci, ci! – krzyknął Woliniak i jaskinia podbiegła radosnym krokiem do Woliniaka, który po raz pierwszy od początku pobytu w Słonecznej się uśmiechnął. A wszyscy w kolejce stali jak zamurowani, tylko Szamoniowa zaczęła biec i z daleka krzyczała do Woliniaka:</p>
<p>– Ile za wejście u pana?</p>
<p>I inni ruszyli za Szamoniową, a dryblas pod czerwonym parasolem z pogardą spojrzał na to ludzkie zwałowisko i krzyknął w stronę jaskini:</p>
<p>– Jaskinia, ci ci i jedzonko również, ci ci!</p>
<p>Cisza. Wszyscy zamarli, a potem każdy zaczął wołać:</p>
<p>– Ci, ci, cip!</p>
<p>– No dobry, dobry, ci, dobry, ci ci!</p>
<p>– Jaskinia siad, jaskinia siad!</p>
<p>– Do nogi ci, do ci ci!</p>
<p>Jaskinia była głucha na te okrzyki i wtedy Pan w Cytrynowem krzyknął: „Kinia ci ci!”. Obejrzała w jego kierunku, spojrzała pogardliwie swoim otworem, pełniącym w tym momencie rolę oczodołu, wydała z tego otworu (pełniącego już w tym momencie rolę innego otworu) niemiły odgłos fizjologiczno-głębinowy i odwróciła z powrotem w kierunku swojego nowego pana, wydając z otworu (pełniącego rolę środkowego otworu twarzoczaski) radosne „hła, hła, hła!”.</p>
<p>Woliniak był wniebowzięty i uśmiechnął się po raz drugi od czasu, gdy po raz pierwszy się uśmiechnął.</p>
<p>I wtedy wszyscy zaczęli biec w stronę Woliniaka, jakby był płatem boczku w trudnych czasach, żona krzyknęła „Cześka mi potrurbują”, Pan w Cytrynowem też krzyknął: „Panie! Pomocnika z doświadczeniem pan nie potrzebujesz?”, a Woliniak krzyknął: „Dzisiaj zamknięte do odwołania”.</p>
<p>Na szczęście zaczęło się przejaśniać i zwierzęca potrzeba ukrycia się przed deszczem ustąpiła miejsca potrzebie wystawienia się na słońce, które średnio raz na siedem minut wychylało się na trzydzieści cztery sekundy. Ludzie się rozeszli i tylko człowiek spod czerwonego parasola poprosił Woliniaka o numer telefonu:</p>
<p>– Szanowny panie. Proszę mi uprzejmie tylko powiedzieć, gdzie pan będzie jutro z pana jaskinką, to przybędę z moimi podopiecznymi. Płacimy podwójną stawkę cennikową.</p>
<p>– Kinia, siad – powiedział Woliniak, a jaskinia usiadła z rozmachem godnym pomnika przyrody, doprowadzając do zagłady sosenkę pełniącą rolę ogona. Na szczęście było kilkanaście innych.</p>
<p>– Trochę się zastanowię – powiedział Woliniak i dodał: – Mresować tuszę.</p>
<p>– Czesiu, rodzinę mi rozbijesz, zmarnujesz i rozpijesz też. Zostaw to, dzieci ci nie wystarczą? – powiedziała cicho Woliniakowa, licząc z cielęcym spojrzeniem w oczach na wyrozumiałość męża. Niestety najmłodsze dzieci (Rozalka i chyba Zdzisio, albo Zbysio) nie były po jej stronie, bo zaczęły krzyczeć:</p>
<p>– Tata! My chcemy zwierzątko, my chcemy. Będziemy się nią opiekować. No tata! Tata, weźmy ją. Ona jest taka śliczna! Zwierzątko takie!</p>
<p>– Śliczna to ona rzeczywiście jest. I ślicznie też jedzenie je. Kinia, a co ty jesz?! – spytał Woliniak, a jaskinia odpowiedziała radośnie:</p>
<p>– Hła, hłahła i hałha!</p>
<p>– Tu dyba chużo – rzekł Woliniak strapiony.</p>
<p>Wracali na kemping bez jaskini, która tymczasowo odpoczywała przywiązana przez męską cześć rodziny do dużego dębu.</p>
<p>– Tata znowu ma głupie pomysły. Jak przed trzema laty z tą cukiernią, jak nikt w rodzinie nie umie ciasta robić.</p>
<p>– Z cukiernią to było pomylenie reguł i się nie powtórzy, a zwłaszcza to, że matka powiedziała, że w mieście nie ma gdzie kupić ciasta – oddał Eli Woliniak i zaczął powoli sztywnieć od strony prawobrzeżnej (efekt działania bodźców negatywnych).</p>
<p>– O znowu na mnie, Czesiu, no jak ty możesz tak przy dzieciach, Czesiu, oj Czesiu&#8230; – zaczęła śpiew pokutny Woliniakowa.</p>
<p>– Cicho, żona! – krzyknął czerwony na twarzy w trybie pełnym Woliniak. – Podjąłem decyzję, że biorę, to biorę!</p>
<p>– Ale tata, to się nie trzyma żadnej reguły matematycznej, ani tym bardziej logicznej – powiedział Szymek i przytaknęli mu Woliniakowa i Ela.</p>
<p>Wszyscy w Słonecznym Partolu zastanawiali się, jak Woliniak ma zamiar zabrać do samochodu może i niewielką, ale jednak jaskinię. Przepustowość chińskiej trójki bez przedsionka zwiększyła się kilkakrotnie ze względu na dużą atrakcyjność tematu. Woliniakowi było to nawet na rękę, bo goście przychodzili z własnym alkoholem, a ponieważ wiedzieli, że lubi piwo, więc było to piwo.</p>
<p>– No powiedz sąsiad, wspólne linki mamy od namiotów, to mi możesz powiedzieć. No jak to możliwe – pytał sąsiad z polskiej czwórki bez sypialni (uciekła dwa lata temu).</p>
<p>– Sąsiad, powiem ci tak. Wiesz, ile lisiaj dudzi weszło to tego namiotu? Wiesz? Czterdzieści dwie sztuki się wepchnęły. No to już wiesz, że wszystko jest możliwe.</p>
<p>Tylko żona była niechętna i narzekała wciśnięta między plecak Szymka, plastikówkę z brudnymi rzeczami i kuchenkę gazową:</p>
<p>– Ludzie kochane, nie pchajcie się, męża mi rozpijecie. Już ja wiem, dlaczego on chce wziąć to do domu. Żeby inni przychodzili ciekawscy i go rozpili do cna, rozpili i całą rodzinę rozbili, biada, biada. I żeby chociaż jakiś ładny nieduży, niekosztowny piesek miły, nie od razu, żeby rasowy, ale jakiś mały&#8230; a nie taka rozpasana z sosenkami bezwstydnymi – Woliniakowa biadoliła i przemyśliwała, jakby tu odwieść męża od tego dziwacznego pomysłu. Szymek był po jej stronie i Ela też, do momentu, gdy nie poszła do sklepu.</p>
<p>– Mama, bierzemy jaskinię, dobra?! – krzyknęła dziewczyna, gdy wróciła z lodami. Spędziła na zapleczu sklepu upojne cztery minuty z Jarkiem Big Foot Boys, któremu bardzo zaimponowało, że jej stary uwziął się na taką stajla rzecz jak jaskinia.</p>
<p>Woliniakowa nie miała wyjścia, a Woliniak załatwił przyczepkę. Było trochę problemu z załadowaniem, ale koniec końców na „eeeeej-jeep” mieszkańcy przybytku turystycznego wepchnęli Kinię i mocno przywiązali do burt.</p>
<p>– Nie przekracza gabarytów? – spytała Woliniakowa głośno, a obserwujący załadunek ze swoich namiotów sąsiedzi krzyknęli gromko „eee, nieeee!”, bo byli ciekawi tej katastrofy samochodowej, która nieuchronnie powinna była nastąpić.</p>
<p>Katastrofa nie nastąpiła, bo w przyczepce dwa tygodnie temu wymieniono resory. Jechało się całkiem znośnie i już po dwudziestu minutach drogi zaczęło się przejaśniać. Słońce muskało wierzchołki sosenek i brykało po obrośniętym urocznym mchem wapieniu.</p>
<p>Woliniak spojrzał w lusterko wsteczne i powiedział z lekką romantyczną zadyszką:</p>
<p>– Ona jest piękna&#8230;</p>
<p>Tak samo myślały dzieci na osiedlu, gdy dojechali na miejsce. Od razu Kinia stała się ulubienicą dziatwy z całej dzielnicy i o to właśnie Woliniakowi chodziło. Gdy sobie pomyślał, co to będzie, gdy jego plan się uda&#8230; No ale wtedy przyszła Dereniowa z góry i powiedziała, że sobie nie życzy tego dziwactwa na podwórku, bo jej wnuczek się od tych przeciagów w środku przeziębił:</p>
<p>– I kto mi zapłaci za leki?! Kto?! – krzyczała Dereniowa, bo lubiła krzyczeć i nie lubiła, jak ktoś mógł się pochwalić czymś większym niż jej 39-calowy telewizor. Ale za to z tą funkcją, że siedem stacji na jednym obrazie można oglądąć i jeszcze podgląd na ósmą!</p>
<p>I zaczęło się. Dereniowa podburzyła wszystkich z klatki i jeszcze z bloku na samym końcu ulicy, więc niby co im było do tego, bo byli za daleko, a to do tego, że tam mieszkał Dereniowej konkubent.</p>
<p>– Czesiu, wpędzasz nas znowu, Czesieńku, no – biadoliła Woliniakowa i miała tym razem rację. Mąż musiał ustąpić pod naciskiem komitetu blokowego i rady protestacyjnej i usunąć jaskinię z najbliższej okolicy osiedla. Umiejscowił ją w, jak mu się zdawało, idealnym miejscu – na kawałku ni to nieużytku, ni to łąki, ni to pola dwieście metrów za osiedlem. Jak to zrobił, to się dzieciaki przestały interesować, bo za daleko.</p>
<p>I wszystko było na jego głowie. I doglądanie i wyprowadzanie i pojenie wodą. Tylko od czasu do czasu pomagała mu Ela, bo prowadziła obfitą korespondencję z Jarkiem ze Sklepu Foot Boyz i tamten chciał zdjęcia dostawać stajlowe.</p>
<p>– Tu ci będzie dobrze, kochana, zobaczysz, przyzwyczaisz się. Trochę tu daleko, ale będę cię miał na oku, kochanieńka, a jak zrobię to i tamto, to już nikt w mieście nie powie, że pomuś krzeszkadzasz – mówił Woliniak, czule głaskając Kinię po fałdzie porostowej nad wejściem. Położył się na mchu, zamknął oczy i poczuł sie wspaniale. Coś chodziło mu po lewej nodzie i był całkowicie pewien, że nie jest to pchła. To dodawało mu otuchy i pozwalało snuć plany na przyszłość. Był właśnie przy załatwaniu zaświadczeń, gdy usłyszał:</p>
<p>– Te. Stary grzybu. Spieprzaj stąd z tym swoim p&#8230; czarnuchem. My tu w piłę bedziem rżnąć! – powiedział osiłek w wieku okołoosiemnastkowym, jeden z kilkunastu osiłków w wieku okołoosiemnastkowym, ubranych w pomarańczowe stroje do gry w piłkę i patrzących z  dojmującą pogardą na gramolącego się z mchu Woliniaka.</p>
<p>– Ależ panowie, tu chcecie grać, na tym ugorze, to nie lepiej iść&#8230;</p>
<p>– Ty mie tu nie gadaj, albo chyba że w mordę chcesz, chcecie – powiedział Kapitan Osiłków.</p>
<p>– W mordę mu? – podsunął Lewy Pomocnik.</p>
<p>Woliniak wracał cały zakrwawniony i w siniakach. Obijali go sosenkami, wyrwanymi z Kini, więc i ta ledwo się ruszała. A potem ją jeszcze oblali swoim moczem.</p>
<p>– Wiem, co czujesz. Musisz się przyzwyczajać. Tu jest miasto. Przenocujesz tutaj, a jutro się zobaczy – powiedział Woliniak rozglądając się wkoło. Kinia przykucnęła na placyku między blokami, tym samym, z którego wcześniej musieli się ewakuować.</p>
<p>To i ówdzie zafalowały firanki, gdzieś zaskrzypiało okno, a następnego dnia przyszedł do Woliniaków dzielnicowy i powiedział:</p>
<p>– Oj, panie Woliniak, znowu coś pan kombinujesz na okrętkę. Nie dość, że twój zwierzak nie opuścił placu osiedlowego w przykazanym terminie, to jeszcze nie ma szczepień wymaganch, na ten przykład przeciwko wściekliźnie. A co będzie, jak kogoś pogryzie? Kto pójdzie do więzienia, bo ja nie? A gdzie kaganiec? A podatki pan odprowadzasz za czworonoga? Woliniak, powiem tak – jest problem.</p>
<p>I Woliniak zaczął robić się czerwony w trybie pełnym. I poszedł do sklepu na piwo i mu Dereniowej konkubent powiedział, że całą akcję z protestem to przecież jego własna żona zainicjowała, żeby pozbyć się Kini, bo to tylko pośmiewisko przed kościołem.</p>
<p>– Bo wiesz, ja generalnie nic do niej nie mam. Czysta, zarazków nie przenosi, a jak postawisz coś mocniejszego, to i nawet ją polubię – mówił konkubent, a w Woliniaku zawrzało.</p>
<p>I była rozróba domowa. I była policja. I Woliniak już wiedział, że nikt w rodzinie mu nie pomoże. I się wkurzył. I poszedł do urzędów walczyć o zaświadczenia, ale mu mówili:</p>
<p>– Ale to jakie zwierzę, domowe czy hodowlane?</p>
<p>– Niestety nie mogę, nie mam w rejestrze.</p>
<p>– Musisz się pan zdecydować, czy tresura, ale jak to tresura, jak to nieżywe jest, nieożywione, przecież wiem, sama jestem.</p>
<p>– Nie figuruje, zmień pan przepisy, jak pan takiś mądry.</p>
<p>I wtedy Woliniak się zawziął i wziął Kinię, i poszedł z nią do parku miejskiego i postanowił zrobić okupacyjny, aż mu dadzą te zezwolenia, co trzeba. Najpierw się chciał przywiązać do drzewa, ale potem szybko się zreflektował i przywiązał się do Kini przecież.</p>
<p>Napisali o nim w gazecie lokalnej. Wtedy przybiegła Ela i zrobiła zdjęcie komórką i krzyknęła:</p>
<p>– Tata, jesteś stajler, wiesz!</p>
<p>I postawił na swoim. Podobno tylko dlatego, że pomysł, by w środku miasta stała jaskinia spodobał się radnemu Jareckiemu, który z rozrzewnieniem powtarzał wszystkim, że jaskinie są pożyteczne, bo przecież swoją pierwszą dziewczynę pocałował w jaskini Boguraj.</p>
<p>Nieważne. Ważne, co Woliniak napisał na tabliczce:</p>
<p>„Tresowana Jaskinia. Pokazy codziennie, od 10.00 co pół godziny. Bilety w cenie promocyjnej”.</p>
<p>– Oj, Czesiu, no co ty nawymyślałeś, co ty myślisz, że ktoś coś takiego to w ogóle, że zwróci uwagę na takie dziwadłowanie. Rodzinę nam rozbijesz, na pośmiewsko wystawiasz, oj Czesiu – biadoliła Woliniakowa w drodze do kościoła.</p>
<p>W drodze z kościoła już nie biadoliła – w parku przed Kinią zebrał się spory tłum ciekawskich. Woliniak spojrzał na zegarek. Była punkt dziewiąta.</p>
<p>– No, Kiniusiu. Zaczynamy, kochana. Dędzie bobrze.</p>
<p>– Hłahła hałh! – radośnie odpowiedziała jaskinia, a z jej wnętrza wyleciała gromadka zaspanych i zdziwionych nietoperzy, wzbudzając tym powszechny zachwyt.</p>
<h6>Opowiadanie pochodzi z tomu<em> <a title="Rosół a priori" href="http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/rosol-a-priori-google-books/">Rosół a priori</a><a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/male-bure-skakadlo-google-books-2-0/"></a></em>.</h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></h6>
<h4  class="related_post_title">Related posts</h4><ul class="related_post"><li>09.09.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/" title="My, Mrozikoza [opowiadanie]">My, Mrozikoza [opowiadanie]</a></li><li>20.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/20/promocja-e-opowiadania-za-darmo-do-konca-maja/" title="Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja">Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja</a></li><li>06.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/06/super-maja-opowiadanie/" title="Super Maja [opowiadanie]">Super Maja [opowiadanie]</a></li><li>05.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/05/opowiadania-do-poczytania-w-wolnej-chwili/" title="Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko">Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko</a></li><li>08.11.2010 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/11/08/bezglowy-prezenter-opowiadanie/" title="Bezgłowy prezenter [opowiadanie]">Bezgłowy prezenter [opowiadanie]</a></li></ul><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/">Jak to z Kinią było [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>An Impulse Purchase [short story]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/11/26/an-impulse-purchase-short-story-2/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/11/26/an-impulse-purchase-short-story-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Nov 2010 07:44:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Kowalczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[English]]></category>
		<category><![CDATA[To Read]]></category>
		<category><![CDATA[Flash Fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Friday Flash]]></category>
		<category><![CDATA[Short Stories]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/11/26/an-impulse-purchase-short-story-2/</guid>
		<description><![CDATA[<p>Will your Christmas shopping look like this? Maybe not this year, but it will. Balbina Wachowiakowa was doing shopping with her husband and son at the veryhypermarket. Their cart was already half-filled, and they only just reached the food section. “Mom! Mom! Look! Cubicar! Cubicar!” Rafik shouted while looking at a meter-long model of a [...]</p><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/11/26/an-impulse-purchase-short-story-2/">An Impulse Purchase [short story]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Will your Christmas shopping look like this? Maybe not this year, but it will.</em></p>
<p>Balbina Wachowiakowa was doing shopping with her husband and son at the veryhypermarket. Their cart was already half-filled, and they only just reached the food section.</p>
<p>“Mom! Mom! Look! Cubicar! Cubicar!” Rafik shouted while looking at a meter-long model of a Formula Zero car with all kinds of bells and whistles, whose three-volume user’s manual fitted nicely into a small 20-liter trunk in the rear of the bolide.</p>
<p>“No Rafcio, we can’t afford it, we still need to buy enough laundry detergent to last us three months, because at our local hypermarket it costs 25 groszy more per package.” <span id="more-20012"></span></p>
<p>“Mother is right,” father said matter-of-factly.</p>
<p>“OK,” Rafik changed tone from childish to adult, “I take the white-green one and we’re out of here.”</p>
<p>“Rafik. No! We have other things to buy!”</p>
<p>“Mother is right,” father said and suddenly turned with the cart into an isle with home improvement equipment.</p>
<p>“Balbi, look. Ecological multi-drillo-screwdriver!” Felicjan, the father, said suddenly when he saw a promotional kit with a set of “three lifetimes guarantee” drill bits.</p>
<p>“No, Felik.”</p>
<p>“But I must tighten that screw in the cupboard. You know, that in the upper right corner, in our second storage room.”</p>
<p>“Felik. End of discussion. We have expenses. Don’t you remember? Today we’re going to auntie Basia’s birthday party.”</p>
<p>“I remember, but…”</p>
<p>“Mother is right,” Rafik interrupted matter-of-factly.</p>
<p>When they got to register number 221 with their fork-lift cart with a trailer, three hours and 59 minutes had passed since they first entered through the gate of hall number 3.</p>
<p>“Not bad. Only three hours today,” father said matter-of-factly.</p>
<p>“Yeah, because mom spent the whole hour picking out a gift for aunt Basia.”</p>
<p>“Not aunt, but auntie,” mother said.</p>
<p>She picked out, in the end, a totally useless 300-piece dinner set. The aunt had already two of them, and she lived alone, after her third husband and seventh live-in boyfriend had left her.</p>
<p>“Is that all?” The cashier asked after scanning all the items, and before Balbina could answer, began to recite from memory:</p>
<p>“And maybe I could interest you in a five-passenger car in an ecological matt color, with seven cushions, four-climate zone AC, engine ready for the installation of an organic propulsion drive, and with twenty additional options in a standard version.”</p>
<p>“Only twenty,” disappointed Rafik asked.</p>
<p>“Thank you, we can’t afford it,” father said matter-of-factly.</p>
<p>“And the trunk? Is it big?” Balbina asked.</p>
<p>“Err, maybe…” the cashier answered and continued with her memorized speech:</p>
<p>“We’re offering a convenient purchase option in installments of 20 złoty a month, or every other month. The available colors are: Bahama spruce, Roman birch doublemat, grassy glamour with the upholstery in either mountain moss, or exotic beach.”</p>
<p>“And the trunk? Big?” Mother asked again to keep up appearances.</p>
<p>“Err… I don’t know.”</p>
<p>“OK, we’ll take. You see, we’ve bought quite a lot today. Grassy glamour, exotic beach, monthly payments.”</p>
<p>“Great, here are the keys and the registration. Insurance in the dashboard compartment. The car is parked in the back on the left. The license plates will activate five minutes after the engine is turned on. Happy driving.”</p>
<p>“Thank you,” Balbina answered and a moment later added:</p>
<p>“Oh yes, I’d like a lighter, please.”</p>
<p>The cashier wrinkled her nose and began to query her computerized register system.</p>
<p>“Lighter, lighter… Unfortunately, we do not carry this product.”</p>
<p></p>
<h4  class="related_post_title">Related posts</h4><ul class="related_post"><li>18.09.2009 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/09/18/an-orbital-flight-with-a-small-surprise-short-story/" title="An Orbital Flight With a Small Surprise [short story]">An Orbital Flight With a Small Surprise [short story]</a></li><li>03.01.2010 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/01/03/mobile-fiction-what-is-it-and-why-is-it-at-all/" title="Mobile fiction &#8211; what is it and why is it at all?">Mobile fiction &#8211; what is it and why is it at all?</a></li><li>13.11.2009 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/11/13/short-stories-made-cellphone-friendly/" title="Short Stories Made Cellphone Friendly">Short Stories Made Cellphone Friendly</a></li><li>09.10.2009 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/10/09/dobre-opowiadania-na-piatek-czyli-fridayflash/" title="Dobre opowiadania na piątek, czyli #fridayflash">Dobre opowiadania na piątek, czyli #fridayflash</a></li><li>15.09.2009 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/09/15/zany-collection-of-tech-absurd-short-stories/" title="Zany Collection of Tech-absurd Short Stories">Zany Collection of Tech-absurd Short Stories</a></li></ul><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/11/26/an-impulse-purchase-short-story-2/">An Impulse Purchase [short story]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/11/26/an-impulse-purchase-short-story-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bezgłowy prezenter [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/11/08/bezglowy-prezenter-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/11/08/bezglowy-prezenter-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Nov 2010 16:51:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Kowalczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To Read]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/11/08/bezglowy-prezenter-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[<p>Zachęcony bezprecedensowym przykładem Anny Brzezińskiej publikuję opowiadanie na licencji Creative Commons. Okazja jest dobra &#8211; słynne z PiS-u wyrzucenie. Opowiadanie napisałem w czasach PiS-u właśnie, więc można w nim odnaleźć sporo z tamtych absurdalnych smaczków. A dotyczy ono zarówno radykalnie nagłośnionego przez media wyrzucenia z partii, jak i bezgranicznie nieistotnego dla innych wyrzucenia z pracy. [...]</p><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/11/08/bezglowy-prezenter-opowiadanie/">Bezgłowy prezenter [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Zachęcony bezprecedensowym <a href="http://technologie.gazeta.pl/internet/1,104530,8603953,Polska_literatura_wchodzi_w_ere_Creative_Commons.html">przykładem Anny Brzezińskiej</a> publikuję opowiadanie na licencji Creative Commons. Okazja jest dobra &#8211; słynne z PiS-u wyrzucenie. Opowiadanie napisałem w czasach PiS-u właśnie, więc można w nim odnaleźć sporo z tamtych absurdalnych smaczków. A dotyczy ono zarówno radykalnie nagłośnionego przez media wyrzucenia z partii, jak i bezgranicznie nieistotnego dla innych wyrzucenia z pracy. Zawsze coś się znajdzie&#8230;</em><em><br />
Poprzednie opowiadania na licencji Creative Commons, które publikuję na blogu od końca 2008 roku, znajdziesz <a href="http://www.passwordincorrect.com/category/to-read/">tutaj</a>.<br />
</em></p>
<p>Poprzedni prezes telewizji publicznej w trosce o wizerunek oraz wyniki finansowe zatrudnił do prowadzenia głównego programu informacyjnego bezgłowego prezentera Piotra Gębskiego. Prezes słusznie zakładał, że jak pojawi się ktoś nowy na miejscu prezesa, to polecą głowy, a jak się jej nie ma, to nie ma co polecieć. Dzięki temu można było budować wiarygodność telewizji publicznej w długim okresie, wykorzystując popularnych prezenterów.</p>
<p>– I podkreślam jeszcze raz: w długim okresie – mówił Poprzedni Prezes. <span id="more-19926"></span></p>
<p>Jego decyzja wywołała początkowo sporo kontrowersji, zwłaszcza w środowiskach bardziej konserwatywnych. Rodzice domagali się umieszczenia w rogu ekranu czerwonego kółka, jako że osoba bez głowy mogła wywoływać przerażenie wśród dzieci. Szybko jednak okazało się, że z korpusu musiałaby tryskać krew, a obecne na wizji pozostałe części ciała musiałyby być rozrywane granatami magneto-kulkowymi, żeby zrobić jakiekolwiek wrażenie na nieletnich.</p>
<p>Coraz częściej za to przebijały się do świadomości zbiorowej pozytywne opinie o Gębskim. Najbardziej podobała się widzom wolność wyboru – bezgłowy prezenter mógł każdemu widzowi kojarzyć się z osobą lubianą. Tak więc jedni mogli oglądać wiadomości dla Gębskiego-Drąga, inni dla Gębskiego-Dziwiłła a jeszcze inni dla Gębskiego-Vanessy Paradyż. Wyniki oglądalności biły wszelkie rekordy, a Poprzedni Prezes zacierał ręce.</p>
<p>Gębski wznosił się na fali popularności. Został Najlepszym Prezenterem Dziesięciolecia, otrzymał amerykańską nagrodę Bulldozera, a małżeństwo z bezgłową aktorką Heleną Buzi wyniosło go na salony stołeczne krajowe i prowincjonalne europejskie. Wszyscy czekali na potomka Gębskich, a w kasynach internetowych zakładano się, czy dziecko będzie podobne do tatusia czy do mamusi.</p>
<p>Gdy pojawił się Obecny Prezes, rzeczywiście poleciały głowy. Po kilkanaście na każdym piętrze, żeby w księgowości się zgadzało. Zgodnie z przewidywaniami głowa Gębskiego nie poleciała. Obecny Prezes nawet nie patrząc mu w oczy, wyrzucił go za mało gustowną koszulę w prążki.</p>
<h6>Opowiadanie pochodzi z tomu<em> <a href="http://www.passwordincorrect.com/2009/06/18/male-bure-skakadlo-google-books-2-0/">Małe bure skakadło</a></em>.</h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></h6>
<h4  class="related_post_title">Related posts</h4><ul class="related_post"><li>09.09.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/" title="My, Mrozikoza [opowiadanie]">My, Mrozikoza [opowiadanie]</a></li><li>20.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/20/promocja-e-opowiadania-za-darmo-do-konca-maja/" title="Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja">Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja</a></li><li>06.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/06/super-maja-opowiadanie/" title="Super Maja [opowiadanie]">Super Maja [opowiadanie]</a></li><li>05.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/05/opowiadania-do-poczytania-w-wolnej-chwili/" title="Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko">Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko</a></li><li>03.12.2010 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/" title="Jak to z Kinią było [opowiadanie]">Jak to z Kinią było [opowiadanie]</a></li></ul><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/11/08/bezglowy-prezenter-opowiadanie/">Bezgłowy prezenter [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/11/08/bezglowy-prezenter-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Be&#8230; jest pod psem [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/08/06/be-jest-pod-psem-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/08/06/be-jest-pod-psem-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Aug 2010 15:36:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Kowalczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To Read]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/08/06/be-jest-pod-psem-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[<p>Z dedykacją dla znudzonych reklamiarzy, którzy lubią się pośmiać z innych (ostatnio również ze zmarłych), więc z tego tekstu też powinni, bo jest o nich  &#8211; jeżeli oczywiście mają poczucie humoru. Uwaga: opowiadanie mimo, że całkiem na miejscu, zostało napisane cztery lata temu i nie używałem do tego żadnych używek, a zwłaszcza piwa Zimnylech. Do [...]</p><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/08/06/be-jest-pod-psem-opowiadanie/">Be&#8230; jest pod psem [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Z dedykacją dla znudzonych reklamiarzy, którzy lubią się pośmiać z innych (ostatnio również ze zmarłych), więc z tego tekstu też powinni</em><em>, bo jest o nich  &#8211; jeżeli oczywiście mają poczucie humoru. Uwaga: opowiadanie mimo, że całkiem na miejscu, zostało napisane cztery lata temu i nie używałem do tego żadnych używek, a zwłaszcza piwa Zimnylech.</em></p>
<p>Do budynku agencji reklamowej MGWA/DRCC/AB Corporate Worldwide Advertising wpadł Jajco, szef działu obsługi klientów kluczowych. Zwołał spotkanie z działem kreacyjno-rekreacyjnym:<br />
– Słuchajcie! Prezesowi Spółki zmarł pies! Trzeba napisać nekrolog do gazety na przedwczoraj, bo pies zdechł trzy dni temu!<br />
Firma Spółka i Synowie była największym klientem agencji M…/…/… C.W.A.<br />
– A jak wabi się pies? – rzekł spokojnie jak zwykle Dżeronimo (w skrócie Dżero), senior deputy associate creative director.<br />
– Buras. Dacie radę na jutro? <span id="more-17681"></span><br />
– A nie, to trzeba zmienić mu nazwę. Ta nie przejdzie. Za mało marketingowa – rzucił Leo (w skrócie Leo), junior od tekstów.<br />
– No, ale pies już zdechł, po sprawie, nie ma tematu, a poza tym musimy mieć to ogłoszenie ASAP-em – odciął się Jajco.<br />
– Jak zwykle kolega wykazuje się brakiem dobrej woli. A wystarczyłoby zadzwonić do klienta i spytać, czy nie widziałby możliwości zmiany nazwy psa, na przykład, taki przykład rzucam, nie, że od razu zamaszyste, ale na przykład, no… Minestrone! – powiedziała Bejbiko, copy group head creative consultant.<br />
– Albo Denver – pociągnął dalej Dżero, zadowolony ze swojego pomysłu.<br />
– Albo ten… Justus! – krzyknął nagle zachłyśnięty myślą Franco, grafik komputerowy.<br />
– Denver lepsze – rzucił Leo, który pracował razem z Dżerem.<br />
– Cisza! Cisza, mówię! Pies nazywa… nazywał się Buras i tak ma zostać. Jasne? – zdecydowanym tonem obwieścił Jajco i już chciał wyjść, gdy usłyszał:<br />
– No, to może chociaż B., Be. Taki skrót, wiesz, jak w twoich briefach – powiedział Leo.<br />
– No właśnie… brief. Kiedy można się spodziewać? – rzekł jak zwykle spokojnie i flegmatycznie Dżero.<br />
Spojrzenia wszystkich osób w okazałej sali konferencyjnej skierowane były na spoconego faceta, jakim w tej chwili był Jajco. Potu było tak dużo, że zalał mu baterię komórki.<br />
– Znowu przez was jestem odcięty od świata. Nie czekajcie na brief. Macie wymyślać ogłoszenie. Przyjdę za godzinę i tekst ma być gotowy! – krzyczał roztrzęsiony Jajco.<br />
– A szkoda. Mogła z tego być niezła kampania. Wiesz, zamaszysta reklamówka telewizyjna, jak najpierw widać psa, który biegnie drogą, zbliżenie na oczy, na pysk, cudo, cudo – zapędziła się Bejbiko.<br />
– A potem pada i jest… – podchwycił Franco.<br />
– I jest pod psem, że niby pod ziemią! – krzyknął promiennie Leo.<br />
– No właśnie. Ile mamy na kampanię? Czy możemy wziąć w końcu Iwka Trzymaka – ciągnął spokojnie Dżero. Iwek był najlepszym fotografem reklamowym w kraju.<br />
– Ale byłaby superkampania społeczna. Mówię wam! – podekscytował się Leo.<br />
– Mi to wychodzi, że temat jest na trzy reklamy trzydziestosekundowe plus trzy razy rozkładówka w pismach kolorowych plus megaboardy plus intensywne ambienty w głównych miastach.<br />
– Ale bez BTL-u? – rzucił z nadzieją w głosie Franco.<br />
– No dobrze. Pracujmy nad sloganem – skarcił go Dżero.<br />
Parę dni później ukazał się w gazecie lokalnej nekrolog:</p>
<p>– – –<br />
Prezesowi spółki<br />
z powodu, że be… jest pod psem!<br />
Agencja<br />
– – –</p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></h6>
<h4  class="related_post_title">Related posts</h4><ul class="related_post"><li>09.09.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/" title="My, Mrozikoza [opowiadanie]">My, Mrozikoza [opowiadanie]</a></li><li>20.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/20/promocja-e-opowiadania-za-darmo-do-konca-maja/" title="Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja">Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja</a></li><li>06.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/06/super-maja-opowiadanie/" title="Super Maja [opowiadanie]">Super Maja [opowiadanie]</a></li><li>05.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/05/opowiadania-do-poczytania-w-wolnej-chwili/" title="Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko">Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko</a></li><li>03.12.2010 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/" title="Jak to z Kinią było [opowiadanie]">Jak to z Kinią było [opowiadanie]</a></li></ul><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/08/06/be-jest-pod-psem-opowiadanie/">Be&#8230; jest pod psem [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/08/06/be-jest-pod-psem-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Debata [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/30/debata-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/30/debata-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Jun 2010 21:51:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Kowalczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To Read]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/06/30/debata-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[<p>Napisane w 2006 roku, ale do dzisiejszej debaty pasuje idealnie. Pani Jadwiga i jej sąsiadka pani Szymona, która przyszła po półtora ziarenka pieprzu, oglądały 13 789. odcinek serialu B jak Boleść. – Jadziuchna, przełącz na chwilkę, bo reklamy zaczęły się, a ja zaraz się zategowywacam na to. Pani Jadzia wzięła pilot i nawet nie skakała [...]</p><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/06/30/debata-opowiadanie/">Debata [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Napisane w 2006 roku, ale do dzisiejszej debaty pasuje idealnie</em><em>.</em></p>
<p>Pani Jadwiga i jej sąsiadka pani Szymona, która przyszła po półtora ziarenka pieprzu, oglądały 13 789. odcinek serialu <em>B jak Boleść</em>.</p>
<p>– Jadziuchna, przełącz na chwilkę, bo reklamy zaczęły się, a ja zaraz się zategowywacam na to.</p>
<p>Pani Jadzia wzięła pilot i nawet nie skakała po kanałach, bo były tylko dwa.</p>
<p>– Ależ oczywiście, że nie, szanowny panie – rozległ się z telewizora głos kandydata Lewego na prezydenta. – Wejście do Unii dało nam więcej niż mniej, a mnie całkowicie uspokoiło, co do warunków rozwoju infrastruktury pedagogiczno-wodnej w rejonach przygranicznie czystych.</p>
<p>Kandydat Prawy ripostował: <span id="more-17246"></span></p>
<p>– Tu się nie mogę z panem zgodzić, ponieważ szkolnictwo polskie wymaga dofinansowania na poziomie szkół wyższych, średnich, podstawowych, ale i zasadniczych. Podkreślam: zasadniczych. Może nawet bardziej zasadniczych niż wyższych. Dlaczego zapominamy o soli tej ziemi: robotnikach wykwalifikowanych, ślusarzach, murarzach?</p>
<p>– Przepraszam, że wejdę w słowo, ale nie mogę tego słuchać. I czy uważa pan, czy naprawdę pan uważa, a jeśli tak, to niech cała Polska to usłyszy, że redukcja urzędów centralnych przyniesie realne wpływy do budżetu?</p>
<p>– Już odpowiadam i powiem to z całą stanowczością – jestem za całkowitym zniesieniem obowiązku służby wojskowej.</p>
<p>– Jest to kuriozalne uważać, że podatki można podnieść…</p>
<p>– Ale ja nie mówię o rozwoju budownictwa w trzy lata i nie mówię o zbudowaniu siedmiu milionów mieszkań…</p>
<p>– Już ja dobrze zrozumiałem i widzowie, jak mniemam, też zrozumieli tak samo jak ja. A zrozumieli to, że uważa pan, panie Prawy, że jesteśmy nieprzygotowani do przyjęcia imigrantów ze Stanów Zjednoczonych.</p>
<p>– Ależ proszę nie przeinaczać mojej wypowiedzi. Powiedziałem, że nie mówię o rozwoju gospodarki uspołecznionej i budowie…</p>
<p>– Tak czy inaczej nie interesuje pana los emerytów?</p>
<p>– Skąd taka konkluzja? Proszę zapanować nad sobą, miły panie. Oczywiście, że zrobię wszystko, żeby Polska nie stała się ekologicznym śmietnikiem Europy.</p>
<p>– I że krowy będą w paski.</p>
<p>– Tak, i że konie będą nasze.</p>
<p>Pani Szymona uciekła wzrokiem w nieznanym kierunku:</p>
<p>– Jadziuchna, kochanieńko, ty rozumiesz, co oni mówią, bo ja jestem w dniu dzisiejszym zacofana jakoś?</p>
<p>– Wiem, wiem kochana, wiem, tak.</p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></h6>
<h4  class="related_post_title">Related posts</h4><ul class="related_post"><li>09.09.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/" title="My, Mrozikoza [opowiadanie]">My, Mrozikoza [opowiadanie]</a></li><li>20.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/20/promocja-e-opowiadania-za-darmo-do-konca-maja/" title="Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja">Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja</a></li><li>06.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/06/super-maja-opowiadanie/" title="Super Maja [opowiadanie]">Super Maja [opowiadanie]</a></li><li>05.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/05/opowiadania-do-poczytania-w-wolnej-chwili/" title="Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko">Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko</a></li><li>03.12.2010 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/" title="Jak to z Kinią było [opowiadanie]">Jak to z Kinią było [opowiadanie]</a></li></ul><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/06/30/debata-opowiadanie/">Debata [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/30/debata-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Orgazm karalny [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/18/orgazm-karalny-opowiadanie-2/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/18/orgazm-karalny-opowiadanie-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Jun 2010 18:36:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Kowalczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To Read]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/06/18/orgazm-karalny-opowiadanie-2/</guid>
		<description><![CDATA[<p>Przed chwilą zabił mnie tekst J. Kaczyńskiego o tym, że tragedia pod Smoleńskiem była efektem napastowania politycznych konkurentów. Jest w niej całe pokrętne, napędzane insynuacjami myślenie czasów PiS-u, dzięki któremu mieliśmy naloty ABW i nagonki prokuratorskie. Kandydat na prezydenta obudził demony sprzed paru lat, które wywoływały u mnie potrzebę odreagowania złych emocji przy pisaniu takich [...]</p><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/06/18/orgazm-karalny-opowiadanie-2/">Orgazm karalny [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Przed chwilą zabił mnie tekst J. Kaczyńskiego o tym, że tragedia pod Smoleńskiem była efektem napastowania politycznych konkurentów. Jest w niej całe pokrętne, napędzane insynuacjami myślenie czasów PiS-u, dzięki któremu mieliśmy naloty ABW i nagonki prokuratorskie. </em></p>
<p><em>Kandydat na prezydenta obudził demony sprzed paru lat, które wywoływały u mnie potrzebę odreagowania złych emocji przy pisaniu takich jak to poniżej opowiadań.</em></p>
<p>– Tylko nie krzycz – powiedziała Janina do Jasia, próbując ukryć między samogłoskami ewidentne objawy zadyszki.</p>
<p>Jaś miał sto kilogramów wagi i w czasie orgazmu stawał się małym łobuzem, robiącym różne zgodne jedynie z logiką dziecięcą rzeczy (czytaj: nieprzewidywalnie irracjonalne), co w okolicznościach społecznych do trzynastego listopada byłoby nawet mile widziane przez partnerkę, partnerki, partnera, partnerów lub grupę partnerów obu płci – ale nie teraz. <span id="more-17002"></span></p>
<p>Janina była szczupłą trzydziestolatką z pięknymi pasemkami, które w całości były teraz niewidoczne pod krzepkim torsem męskim, zdradzającym nadwyżkę ciastosteronu (odmiana testosteronu, pozwalająca wyżyć się męskiemu pierwiastkowi w przestrzeni życiowej zwanej kuchnią). Miała też piękne, zgrabne dłonie oraz się bała.</p>
<p>Po dwóch minutach wiedziała dlaczego. Po dwóch minutach oboje byli skuci kajdankami i siedzieli na krawędzi łóżka całkowicie owinięci brezentem moralnym szarym. Trzydzieści sekund wcześniej Jaś zaczął krzyczeć, zgodnie z dziecięcą spontaniczną reakcją na nadchodzącą przyjemność, oficjalnie nazwaną krótkoterminowym kontraktem cielesnym męsko-damskim, punkt 4.</p>
<p>– Nie! Nie! Nie! – krzyczał Jaś trzydzieści sekund wcześniej, aż do czasu, gdy Janina powiedziała głosem próbującym ukryć przerażenie „nie krzycz, nie krzycz”, a do pokoju wpadł siedmioosobowy oddział interwencyjny policji moralnej.</p>
<p>– Podpisać tu i tu – powiedział z pogardą, jak należy wnosić, szef oddziału, bo stał najbliżej, to znaczy na palcach lewej nogi Jasia, czy może już w tej chwili Jana Mimochoda, właśnie aresztowanego za przekroczenie normy decybelowej w werbalizowaniu krótkoterminowego kontraktu.</p>
<p>– O ile przekroczył? – spytała bojaźliwie, nawet nie próbując tego ukryć, Janina.</p>
<p>– Co ci do tego? A ty byłaś jego wspólniczką. Podpisać tu i tu, i tu.</p>
<p>– A dlaczego tu dodatkowo? – spytała po raz kolejny bojaźliwie Janina.</p>
<p>– A to dlatego, że nie musisz wiedzieć, ty kryminalistko.</p>
<p>Jan przekroczył normę o pół decybela, a to tylko dlatego, że poprzedniego dnia została ona obniżona przez odnośne władze o kolejne 2 decybele. Poprzednie obniżki były wprowadzane co niedzielę, począwszy od pierwszej niedzieli następującej po trzynastym listopada.</p>
<p>– Ale ja wołałem pomocy, krzyczałem, że nie chcę, chciałem przestać, nie chciałem tego, ona mnie w ogóle nie podniecała, w ogóle, a nic! I teraz też mnie nie podnieca, uwierzcie mi! To już pan mnie bardziej! – krzyczał Jan Mimochód, łapiąc się w tragicznym uścisku za włosy swe koloru blond i robiąc coś, co mogłoby dostać nagrodę na festiwalu fryzjerstwa alternatywnego. Słysząc to, Janina rozpłakała się w całej swojej podbrezentowości, a łzy jej były duże, krągłe i szczere, dzięki czemu jeden z policjantów zauważył:</p>
<p>– Kapitanie moralności, wodoodporny jest ten brezent, nie wiedziałem.</p>
<p>– Zapisać, zaraportować, zreferować, odpokutować – odezwał się Kapitan Moralności do Szeregowego Policjanta Moralności (poziom pogardy mierzony krzywizną szczęki w części bocznej wyjściowej do grymasu – niezmieniony w porównaniu z ostatnią wypowiedzią w kierunku brezentem okutanych).</p>
<p>Jan i Janina zostali skazani wyrokiem sądu dwudziestominutowego na 1–13 lat więzienia z decyzją o ostatecznym wymiarze przekazaną w ręce dyrektora zakładu o zaostrzonym rygorze moralno-politycznym. Jan odwoływał się od decyzji sądu, ale nie miał żadnych szans, bo spłodził dwójkę dzieci, więc zachodziło domniemanie czynu karalnego w przeszłości. Janina była ateistką, więc nawet się nie starała.</p>
<p>Była to jedna z pierwszych, jeszcze pilotażowa, interwencja moralna, zapisana w kartotekach Instytutu Czystości Moralnej pod nazwą opisowo-roboczą numer 13398/Kar/XXX. Interwencje takie stały się po trzynastym listopada sytuacją równie powszechną jak przejęzyczenia rzeczników prasowych organów władzy wykonawczej.</p>
<p>Zapis o krótkoterminowym kontrakcie cielesnym męsko-damskim wprowadzono do nowego kodeksu karnego dzięki staraniom ultraradykałów moralnych, reprezentowanych w sejmie przez Partię Polskiego Ducha (nieformalnie: pipidowcy). Karalność czynu omawiano długo i w końcu przegłosowano ją w parlamencie dzięki poparciu stanowiska pipidowców przez Partię Rządzącą. Jej szef zgodził się na to z dwóch powodów: po pierwsze chciał uzyskać poparcie pipidowców w głosowaniu na stanowisko burmistrza gminy Baraneczków, gdzie mieszkała jego siostra i narzekała na obecną władzę. Po drugie miał dosyć odgłosów od sąsiadów balkon niżej, którzy mieli już siedmioro dzieci i dalej krzyczeli co środę i sobotę i to akurat wtedy, gdy było losowanie Totalnego Lizatora. Szef mieszkał ze swoim kuzynem (ale profesorem) i chomikiem na ostatnim piętrze i musiał mieć ciszę, żeby skupić się na analizowaniu, kto był jego wrogiem, a kto nieprzyjacielem.</p>
<p>Nowy kodeks zaczął obowiązywać w piątek trzynastego listopada i od tego czasu spadła drastycznie sprzedaż prezerwatyw, bo obywatele nie mieli zamiaru testować cierpliwości władzy po tym, jak brak cierpliwości został jasno zakomunikowany pierwszą, spektakularną interwencją policji moralnej w budynku, który przypadkowo okazał się budynkiem szefa Partii Rządzącej. Rodzice siódemki dzieci (ósme w drodze – zdążyli przed wybiciem szyb) zostali skazani wyrokiem sądu, wtedy jeszcze dwugodzinnego.</p>
<p>Policja moralna wykazała swoją przydatność. Stworzona przez pipidowców dwa lata wcześniej, jako Ruch Odnowy „Wyjdźmy na ulice”, nie miała specjalnie co robić, oprócz aktów zemsty na członkach partii, którzy oddali legitymacje. Teraz rosła w siłę, i to zupełnie legalnie, czyli tak samo jak rosła Tamta Organizacja w czasach, gdy dochodziła do władzy.</p>
<p>Przewodniczący pipidowców, zwany nieformalnie Pipidonem Krzywym zacierał ręce z zadowolenia. O tą sprzedaż prezerwatyw mu chodziło. Dobrze, że przeforsował, by wśród czynów karalnych, oprócz przekroczenia normy decybelowej, szkód cielesnych meblom wyrządzonych i zakłócania naturalnej cyrkulacji powietrza, umieścić posiadanie prezerwatyw w liczbie większej niż 0,99. Dzięki temu największy producent prezerwatyw w kraju splajtował i była to przez przypadek firma prowadzona przez siostrę Pipidona Krzywego, której do końca życia będzie pamiętał, jak go wyrolowała z lodami truskawkowymi na imieninach u wujka Heńka.</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p>– Wicherek, wicherek, wicherek! – krzyczała Elwira i miała szczęście w oczach, a cała była naga. Nagi był też Edmund, no może z wyjątkiem krawata, ale chciał do końca zachować fason, a koniec się zbliżał i Edmund widział już zieloną łąkę i wielkie motyle i inne owady latająco-pylące.</p>
<p>Poznali się dwa miesiące temu. Elwira przyszła do jego oficyny i powiedziała, że nie wyjdzie. Co miał zrobić. Została asystentką w jego katedrze stosunków międzynarodowych. Sprawdził jej akta. Okazała się czysta politycznie, zresztą jak mogło być inaczej, skoro miała dopiero dwadzieścia lat, co powinno wydawać się o tyle dziwne, że dopiero zdawała na studia – na wydział stosunków właśnie.</p>
<p>Elwira krzyczała coraz głośniej, a Edmund pomyślał w przerwie między jednym czerwonym motylem i jedną cytrynową ważką, że lepiej, żeby nie wpadali.</p>
<p>Wpadli. Kapitan Moralności (inny niż przy sprawie 13398/Kar/XXX, ale z tą samą pogardą) powiedział:</p>
<p>– No co my tu mamy. Wicherek mamy i o dwa decybele za głośno ten wicherek.</p>
<p>– Ja sobie wypraszam! – krzyknął z pogardą Edmund, próbując wyplątać się z brezentowego płaszczyka z napisem „Sprawca czynu karalnego”. Kapitan Moralności dopiero wtedy przyjrzał się twarzy Edmunda i natychmiast powiedział z dziwną pokorą:</p>
<p>– A przepraszam pana profesora, najmocniej przepraszam.</p>
<p>Pan profesor był przez przypadek kuzynem i współlokatorem szefa Partii Rządzącej i zanim doszło do rozprawy sądu dwudziestosekundowego, zmieniono w trybie przyspieszonym zapis o kontrakcie cielesnym, wyłączając niektóre słowa, jako pozbawione nacechowania emocjonalnego i w związku z tym nie podpadające pod naruszenie prawa w postaci przekroczenia normy decybelowej.</p>
<p>Od dnia wprowadzenia w życie tej poprawki (dwudziesty ósmy marca) wszyscy w kraju zaczęli krzyczeć „wicherek”.</p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></h6>
<h4  class="related_post_title">Related posts</h4><ul class="related_post"><li>09.09.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/" title="My, Mrozikoza [opowiadanie]">My, Mrozikoza [opowiadanie]</a></li><li>20.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/20/promocja-e-opowiadania-za-darmo-do-konca-maja/" title="Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja">Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja</a></li><li>06.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/06/super-maja-opowiadanie/" title="Super Maja [opowiadanie]">Super Maja [opowiadanie]</a></li><li>05.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/05/opowiadania-do-poczytania-w-wolnej-chwili/" title="Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko">Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko</a></li><li>03.12.2010 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/" title="Jak to z Kinią było [opowiadanie]">Jak to z Kinią było [opowiadanie]</a></li></ul><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/06/18/orgazm-karalny-opowiadanie-2/">Orgazm karalny [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/18/orgazm-karalny-opowiadanie-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Syndrom 61. wersji [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/04/syndrom-61-wersji-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/04/syndrom-61-wersji-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Jun 2010 07:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Kowalczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To Read]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/06/04/syndrom-61-wersji-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[<p>Gdy cztery lata temu wróciłem do pisania opowiadań, moją uwagę zajmowały trzy główne źródła absurdu: technologia (to już wiecie), polityka, korporacja. Dzisiaj w ramach #fridayflash opowiadanie antykorporacyjne. Każdy z nas zmagał się (albo będzie, i to na pewno) z sytuacją opisaną poniżej Był piękny wrześdziernikowy dzień. Słońce szumiało nad horyzontem, a wiatr świecił pustkami, jak [...]</p><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/06/04/syndrom-61-wersji-opowiadanie/">Syndrom 61. wersji [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Gdy cztery lata temu wróciłem do pisania opowiadań, moją uwagę zajmowały trzy główne źródła absurdu: technologia (to już wiecie), polityka, korporacja. Dzisiaj w ramach <a title="#fridayflash" href="http://www.passwordincorrect.com/2009/10/09/dobre-opowiadania-na-piatek-czyli-fridayflash/">#fridayflash</a> opowiadanie antykorporacyjne. Każdy z nas zmagał się (albo będzie, i to na pewno) z sytuacją opisaną poniżej<br />
</em></p>
<p>Był piękny wrześdziernikowy dzień. Słońce szumiało nad horyzontem, a wiatr świecił pustkami, jak w te upojne, pełne dwutlenkowch fantazji dni pierwszego przesilenia wiosennego.</p>
<p>Zbysz był w dobrym nastroju, zmęczony, ale szczęśliwy, jak ktoś, kto pracował całą noc, ale pewien jest, że efekt jego pracy będzie doceniony, skonsumowany i nagrodzony. Już cieszył się na wieczór, który wspólnie z kolegami ze strzeżonego osiedla mieszkaniowego na Spółkach spędzi miło przy dwulitrowej butelce coli i czymśtamczymśtam w dyżurce czerwononosych ochroniarzy. <span id="more-16743"></span></p>
<p>Wszyscy w firmie mówili do niego Zbysz, bo odbył dwutygodniowy staż w firmie wzornictwa przemysłowego w Stratford pod Londynem, gdzie tak go właśnie po raz pierwszy ktoś nazwał, i był to sam szef firmy, niejaki Dogson, który lubił skracać nazwy i zarobki.</p>
<p>Nazywali go Wielki Zbysz, bo miał 190 centymetrów wzrostu, a jego chude nogi podpierały zbyt dużo żywej masy i dobrze się z tym czuły.</p>
<p>Zaraz po stażu wrócił do biura z etykietą specjalisty pierwszego sortu i od razu objął ważną funkcję głównego projektanta, po Waldku Cnocie, który po pijaku naraził się Włamścicielowi.</p>
<p>Włamściciel, czyli właściciel firmy obuwniczej Foot Loose nie lubił podejmować decyzji i był mściwy, zwłaszcza, gdy ktoś zarzucił mu, że nie lubi podejmować decyzji.</p>
<p>Ponieważ dzień był piękny, Zbysz miał wielką nadzieję, że z podjęciem decyzji Mściszef nie powinien mieć kłopotu. Każda z wersji nowego półbuta sportowego z serii roboczo nazwanej Foot Fair była perfekcyjnie przemyślana i zaprojektowana. Wersje od 16. do 20. były skrojone na modłę nowych Nibooków, a wersje od 21. do 24. – nowych Baabroków.</p>
<p>– Tak, no zgadzam się generalnie z twoją rekomendacją jedną i drugą. I dodałbym jeszcze te wersje dwie, o te i zrobił po dwie wersje kolorystyczne i dwie z tą nową podeszwą, co przyszła z Chin i wtedy mi pokaż i wtedy już na dobre wybierzemy, bo produkcja musi ruszyć – powiedział Włamściciel.</p>
<p>Zbyszek tylko trochę był niepocieszony, głównie z faktu, że nie wypije dziś wieczorem coli z czymśtamczymśtam, bo będzie musiał pracować do rana, bo miał do zrobienia razem szesnaście wersji, a jego asystentka nie mogła siedzieć po godzinach, bo była nieoficjalną dziewczyną Włamściciela.</p>
<p>O trzeciej nad ranem Zbysz przetarł oczy i pomyślał tylko:</p>
<p>– Byleby tylko nie doszło do sześdziesięciu wersji, bo zaczną się kłopoty, jak wtedy, przy bucie wieczorowym Carrington.</p>
<p>Z wersji 25.–41. Mściszef wybrał dwie.</p>
<p>– Te robiła Jolka? – upewnił się.</p>
<p>– Tak. Te robiła Jolka – powiedział Zbysz, chociaż Jolka od dawna nie zrobiła żadnej wersji, bo tylko się malowała i naklejała sztuczne rzęsy, wargi i modne w tym sezonie kości policzkowe.</p>
<p>– No to pociągnijcie te dwie wersje Jolki razy dwa i na jutro, bo mam zły dzień. I w czterech wersjach koloru, bo w tym sezonie też bordobeżyk modny będzie.</p>
<p>– Czyli czerwień kaszubska, stalowa rdza, barbieróżyk i bordobeżyk?</p>
<p>– Tak, bordobeżyk musowo też. Albo też dodaj tę wersję Jolki trzecią.</p>
<p>– Ale nie ma żadnej trzeciej wersji Jolki.</p>
<p>– No to ją zrób, zróbcie.</p>
<p>W Zbyszku się zagotowało.</p>
<p>– Co ty taki buraczany? – spytała Jolka, gdy wrócił do pokoju projektantów.</p>
<p>– A nic.</p>
<p>– To pomóż mi nakleić sztuczny dekolt, bo sama sobie połamię paznokcie. Tylko się nie podnieć mną, ty hultaju!</p>
<p>– Zupełnie mnie nie rajcujesz – odpowiedział zimno Zbysz, a Jolka się obruszyła.</p>
<p>– No wiesz, chyba się obrażę, ty impotetencie.</p>
<p>– Tetencie mówisz…</p>
<p>Czas mijał bokiem, a Zbyszek wstrzymał wszystkie czynności swojego układu autonomicznego, byle tylko zdążyć. Z jednej strony miał dosyć, a z drugiej miał taką wredną cechę, która kazała mu wszystko dopieszczać i poprawiać. Potem jeszcze poprawiać po poprawianiu, gdyż nie było to wystarczająco poprawione, a nawet jak było to nie za bardzo i zawsze można było znaleźć coś, co można byłoby jeszcze poprawić. I potem jeszcze.</p>
<p>Jedyne czego tego dnia nie poprawił, to sztuczny dekolt Jolki, mimo że go wyraźnie o to między słowami prosiła w stylu komendy harcerskiej.</p>
<p>– Wychodzę. Rób, rób, poczuj za co pieniążki zarabiasz, tylko nie spieprz mojego projektu – powiedziała Jolka wyniośle, tonem „masz za swoje ty impotetencie”.</p>
<p>– Znowu – dodała po chwili, akurat w momencie, w którym Zbyszek dodał:</p>
<p>– Znowu.</p>
<p>Zdążył się do takich odzywek na odchodne przyzwyczaić i w zupełnie oczywisty sposób umiał odczytać dosyć jasne intencje swojej pracownicy.</p>
<p>– Idę do restauracji w hotelu na kolację z ludźmi, co mają maniery, cywilizowanymi ludźmi, wiesz. A zresztą, co ja ci tu będę i tak nie zrozumiesz znad tego swojego buta, tylko uważaj na kolor, słyszysz, bo ma być bordobeżyk, a nie bordobeżyk z saturacją obniżoną o 10 procent. No idę, i nie siedź tak, bo kołtuniejesz tylko. Boże, co ja mam za szefa skołtunionego. I niby w Anglii był – powiedziała Jolka i wyszła z pokoju.</p>
<p>Buty, buty, buty, buty, yty, but. Butami but butowić, butowany z buta, but, ut, buto-ta-ta-trat, but, buty, buty, buty, yty, but. Butemsko w bucie butorabut, ut – w rozległych okolicach czwartej na ranem Zbysz widział już wszędzie buty. Gdy wyciągnął jeden z więzadła przypachwinowego, drugi spod paznokcia, a trzeci z gałki ocznej, postanowił przerwać malignę.</p>
<p>Wyszedł przez okno na parapet, wziął głęboki oddech, zamknął oczy i uniósł się w powietrzu na jakieś dwadzieścia metrów.</p>
<p>To go uspokajało i pozwalało skupić myśli. Obrócił się na wznak. Nad nim bezkres wszechświata w postaci czerwonego światła odrzutowca pasażerskiego, który latał w kolejce do wylądowania. Pod nim bezkres życia w bucie. Rześka przyporanna bryza owiewała jego plecy i napawała dobroczynnym chłodem naczynia włoskowate i cośtamcośtamprzypiersiowe, bo na colę z ochroniarzami nie miał co liczyć. Było to jednak zbyt mało, by kora mózgowa sprokurowała informację „już jest luksowo”. Obrócił się na brzuch. W odpowiednim momencie, bo zaczął padać grad, a Zbyszek nie lubił gradu i spadł na budę Burka, psa pilnującego zakład, który się przestraszył, gdy ten zaklął:</p>
<p>– Cholera, już trzeci raz w tym miesiącu, psia mać.</p>
<p>– No i co to jest, Zbysz? I co ty taki powyginany na boki? Mieliście z Jolką pociągnąć te wersje od Jolki, a te, co zrobiłeś, nieprzymierzając, są gówniane. Zbysz, Zbyszu ty, kim ty jesteś, że sobie myślisz, że się będziesz wymądrzał?! Dawaj mi tu wszystkie wersje do tej pory zrobione!</p>
<p>– Ale to co pan prezes widzi, to są wersje od Jolki!</p>
<p>– Dawaj mi tu wszystkie wersje do tej pory zrobione, ale już! A zwłaszcza od Jolki, ty impotencie!</p>
<p>Szef raczej udawał, że był w złym nastroju, bo powinien być w dobrym, skoro poprzedniego dnia jego GKS Rypin wygrał w lidze aż 2 : 1. Dwie godziny wybierał wersje do dalszej pracy (albo udawał, że wybiera) i zaangażował w proces decyzyjny Jolkę, główną księgową i sprzątaczkę z łapanki w WC dla pracowników.</p>
<p>– Różowiutkie najlepsze, tylko za mało różowiutkie, panie prezesie nasz kochany! – zachłysnęła się swoim głosem główna księgowa i poprawiła konstrukcję z supermocnego lakieru do włosów utrzymującego śladowe ilości tego, do czego był.</p>
<p>– Ale to są buty dla facetów. I to głównie męskich! – próbował walczyć Zbysz, ale został uciszony piorunującym spojrzeniem sztucznego dekoltu Jolki, a poza tym zabolał go bark po budzie.</p>
<p>Wersje z piątej i szóstej dziesiątki miały być prezentowane dnia następnego. Zbyszek, który w nocy spadł tym razem na murek przy wejściu głównym zaczął od fundamentalnego dla projektu stwierdzenia:</p>
<p>– Wybierzmy coś w końcu, błagam.</p>
<p>Reakcji Włamściciela nie trzeba chyba opisywać, może należałoby jedynie podkreślić, że nie padły żadne mocne słowa, bo szef poprzedniego dnia wygrał trójkę w totoplotka i był w dobrym humorze, który kumulował się z wygraną GKS-u Rypin sprzed dwóch dni i nowymi twórczymi pozycjami łóżkowymi nazwanymi Jolka-136 oraz Jolka-137. Ale mściwość włamała się do umysłu szefa i Zbysz miał tego świadomość.</p>
<p>– Ty mi tu, Zbysz, nie podskakuj. Lepiej popatrz, jak wiele daje z siebie twoja skromna pracownica – zakończył mściwie Mściszef i spojrzał w taki sposób, w jaki spogląda ławnik, gdy mówi „winny”.</p>
<p>Następnego dnia stało się to, czego Zbysz najbardziej się obawiał – był zły. Gdy był zły, to był nieprzyjemny. Gdy był nieprzyjemny to mógłby zgnieść psychicznie każdego i każdego zmieść z powierzchni gładkich, jeżeli znajdował się w zasięgu jego wzroku. A był zły, bo wybiła 61. wersja. To oznaczało, że będzie walczył do upadłego. Bez względu na koszty. Czy to się komuś podoba czy nie. Będzie mówił prawdę i obnażał fałsz. Tak, dojrzał do tego. To był ten dzień, kiedy mógł przegrać wszystko. Albo wygrać wszystko. Tym bardziej że w nocy nawet nie spadł, bo przeklękał większość czasu z głową w sedesie na pierwszym piętrze (tam panował większy brud gówniany, ale większa czystość emocjonalna – gabinet prezesa był na parterze). Klękalność nocna pochodziła od piersiówki, która od kilku dni robiła się coraz większa i o dziwo zawsze była pełna.</p>
<p>Z takim demaskatorskim zamiarem szedł Zbysz do gabinetu prezesa. Wpłynął przez drzwi w stylu niemrawiastym nieuświadomionym, nie wiadomo dlaczego. Miał mieć mowę od razu po wejściu do gabinetu zaczynającą się od słów „dosyć tego!”.</p>
<p>– No, właź wielka lalo, no już – powiedział Włamściciel, a Zbysz stanął po ścianą, w sumie też nie wiadomo dlaczego, bo przecież miał zacząć od „dosyć tego” (może być bez wykrzyknika).</p>
<p>Mściszef zebrał gremium oceniające, w skład którego, oprócz Jolki, głównej księgowej i sprzątaczki, weszli jeszcze szef komórki marketingu i szef komórki sprzedaży. Najważniejszy po proboszczu w tej dzielnicy Lęknicy i najważniejszy po swojej kochance w swoim zakładzie czekał i miał srogą minę, chociaż dalej całkiem niezły humor, bo parę godzin wcześniej doszły pozycje od Jolka-138 do Jolka-142.</p>
<p>– Panie prezesie, to są wersje 58., 59… – Zbyszek zaczął pokazywać projekty i zastanawiał się, czy rozpoczęcie następnego zdania od „dosyć tego” będzie udane. Do jego świadomości zaczęła przebijać się łąka pełna niewinnych polnych maków czerwonością-upojenia-obietnicą swą kuszących jedynie ciukających wolontariuszy pracy butem tłamszonej.</p>
<p>W tym momencie zadzwoniła komórka szefa i ten ją odebrał sprawnym ruchem ćwiczonym w szatni na siłowni. Dał przy tym znak ręką (ćwiczony na minipolu golfowym w parkingu podziemnym centrum handlowego Snobland), by kontynuować prezentację.</p>
<p>–… sześćdziesiąta, sześćdziesiąta pierwsza… – ciągnął główny projektant, w którym wzbierało coś, czego nie mógł już nazwać gniewem, a tęsknotą raczej.</p>
<p>– Tak! – powiedział Włamściciel, a nikt na sali nie wiedział, czy to było do komórki komórki czy do buta.</p>
<p>–… sześćdziesiąta druga…</p>
<p>– Tak!</p>
<p>–… sześćdziesiąta trzecia…</p>
<p>– Tak jest i super! – powiedział prezes i spojrzał za okno, gdzie zobaczył rosłego robotnika młotem pneumatycznym rozbijającego świeżo co położoną płytę chodnikową.</p>
<p>Dało to asocjację przyszłościową z pozycją Jolka-143 i prezes szybko dodał:</p>
<p>– No, wiecie co robić. Chcę to widzieć na półce w moim minimarkecie sportowym najpóźniej za dwa tygodnie. Aha, pani Jolu, proszę ze mną, mam do przekazania parę uwag co do koloru yzm… hgru.</p>
<p>Gdy Jolka wybiegła z gabinetu, Zbysz wyfyrtnął całą swoją energię i stał się cieniutkim balonikiem z powłoki skórnej.</p>
<p>– Wiecie, to chyba była 61., to „tak” było takie zdecydowane, jak przy Carringtonie – powiedziała rzutkim głosem księgowa, a jej instalacja z lakierowłosia opadła o 2 centymetry.</p>
<p>– No nie wiem. Wtedy wyszło, że tak, ale prezes miał pretensje, jak nie chcieli wziąć do hipermarketów – wątpiącym głosem powiedział szef komórki sprzedaży.</p>
<p>– Ale jak wzięli, to już nie miał – odparła atak księgowa i spojrzała na sprzątaczkę w taki sposób, że ta wiedziała już co ma powiedzieć:</p>
<p>– No.</p>
<p>– A ja myślę, że ostatnia, 63. On wtedy miał taki najbardziej radosny głos i jeszcze powiedział „super”.</p>
<p>– Super, ale szkoda, że nie ma naszej miss, miii, miii – wydał z siebie ledwie słyszalne piski Zbysz. – Ona zna pana prezesa najlepiej, piii, piii.</p>
<p>– Co ty mówisz Zbysieńku? – zainteresowała się główna księgowa.</p>
<p>– No to głosujemy, żeby odpowiedzialność się rozeszła demokratycznie i humanitarnie – powiedział szef komórki marketingu i wszyscy się zgodzili.</p>
<p>– Ale ja mam łazienkę na drugim do posprzątania, aaaaaj, lecę! – krzyknęła sprzątaczka i zostały cztery osoby.</p>
<p>Po dwóch godzinach egzystencjalnej interpretacji zamysłu prezesa stanęło na tym, że została wybrana wersja nieważne jaka, ale prawie na pewno nie 61.</p>
<p>Zbyszek wylądował w miejscu, o którym marzył od rana, a które łąkę pełną maków mu przypominało – w łazience na pierwszym. Unosił się w sedesie, lewitując cztery centymetry nad wodą i było mu źle, ale coraz lepiej, czyli coraz mniej źle. Ta pozycja mu odpowiadała. Nikt go tu nie widział, a obecność wody dawała pozory oczyszczenia umysłu. Do ceramicznej ścianki sedesu miał jakieś dwa kilometry, więc cieszył się nieposkromioną przestrzenią i wolnością. Obrócił się na wznak i zobaczył gdzieś hen tam w górze coś na kształt sufitu białego, niewinnego i niesplamionego koszmarem złego wyboru. I na suficie tym, gdzieś bardziej na lewo, był napis z namaszczeniem naniesiony tą samą białą farbą co sufit, więc tylko Zbyszek go widział. A były napisane dwa słowa: „tak” oraz „nie”.</p>
<p>I wtedy, z dołu, z głębi rur kanalizacyjnych zaczęły dochodzić jakieś ponure dźwięki.</p>
<p>Po chwili pełnej niemiłego napięcia usłyszał z czeluści sedesu głos prezesa materializowany pięcioma bąblami śmierdzącego powietrza:</p>
<p>– Nowe-wersje-zrób-mi-Zbysz!</p>
<p>Pobąblowa, zabulgocona cisza nastała następnie. A główny projektant zobaczył, jak z sufitu, mijając się z „wersje” i błyskotliwie unikając zderzenia ze „zrób”, frunęło w jego kierunku z lekkością liścia najpiękniejsze słowo na świecie.</p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
<h4  class="related_post_title">Related posts</h4><ul class="related_post"><li>09.09.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/" title="My, Mrozikoza [opowiadanie]">My, Mrozikoza [opowiadanie]</a></li><li>20.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/20/promocja-e-opowiadania-za-darmo-do-konca-maja/" title="Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja">Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja</a></li><li>06.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/06/super-maja-opowiadanie/" title="Super Maja [opowiadanie]">Super Maja [opowiadanie]</a></li><li>05.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/05/opowiadania-do-poczytania-w-wolnej-chwili/" title="Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko">Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko</a></li><li>03.12.2010 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/" title="Jak to z Kinią było [opowiadanie]">Jak to z Kinią było [opowiadanie]</a></li></ul><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/06/04/syndrom-61-wersji-opowiadanie/">Syndrom 61. wersji [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/06/04/syndrom-61-wersji-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Inwigilacja prawej ręki [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/05/28/inwigilacja-prawej-reki-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/05/28/inwigilacja-prawej-reki-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 12:39:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Kowalczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To Read]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/05/28/inwigilacja-prawej-reki-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[<p>Ku pamięci i przestrodze, żeby nam się nie ubzdurało, że PiS jest piękny. Pamiętacie lustrację, inwigilację, wykształciuchy i czerwone małpy? Dzięki nim zacząłem pisać opowiadania ćwierćabsurdalne. Powinienem dziękować Czwartej RP za nieprzerwane źrodło fruspiracji (tak, tak, inspiracja czerpana z frustracji), ale zdecydowanie bardziej od pis-absurdu wolę tech-absurd. Gdy wojewoda Mrugalski obudził się po długiej nocy [...]</p><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/05/28/inwigilacja-prawej-reki-opowiadanie/">Inwigilacja prawej ręki [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Ku pamięci i przestrodze, żeby nam się nie ubzdurało, że PiS jest piękny. Pamiętacie lustrację, inwigilację, wykształciuchy i czerwone małpy? Dzięki nim zacząłem pisać opowiadania ćwierćabsurdalne. Powinienem dziękować Czwartej RP za nieprzerwane źrodło fruspiracji (tak, tak, inspiracja czerpana z frustracji), ale zdecydowanie bardziej od pis-absurdu wolę tech-absurd.<br />
</em></p>
<p>Gdy wojewoda Mrugalski obudził się po długiej nocy spędzonej w stanie wskazującym na spożycie usługi cielesnej regulaminowej, spostrzegł w momencie podnoszenia prawej ręki w celu wykonania gestu „hello mein Wódz” do swojego portretu umieszczonego nad łóżkiem w ilości sztuk trzech, że ręka ta jest lekko zdrętwiała, a spał na boku lewym. <span id="more-16531"></span></p>
<p>Podejrzane, pomyślał wojewoda i wykonał ruch skrobiący regulaminowy poranny. Wstał, zrobił sobie kawę czarną koncesjonowaną przez kancelarię Wodza, wypalił papierosa w trybie od peta wstecz, zjadł jajecznicę przygotowaną przez żonę, która odeszła od niego dwa lata temu, i już w tydzień później na specjalnej konferencji prasowej ogłosił, że był inwigilowany przez swoją lewą rękę.</p>
<p>– Mam dowody na to, że już od urodzenia byłem inwigilowany przez służby, których tajnym agentem była lewica, i aż wstydzę się powiedzieć, że moja. W szczególności ten bezprzykładny proceder służb skupiał się na mojej prawej ręce, która wielokrotnie odnosiła urazy fizyczne i psychiczne, a jej stan zdrowia pozostawia wiele do życzenia. Jeżeli nie przerwę tej fali zbrodni pod moim adresem na prawo od lewej kończyny górnej, to będzie to ogromna krzywda dla mnie, dla województwa, dla kraju! – mówił rozentuzjazmowany Mrugalski i zapowietrzając mikrofon główny, zapowiedział złożenie doniesienia do prokuratury.</p>
<p>Dziennikarze zwietrzyli dobry temat:</p>
<p>– Kiedy po raz pierwszy zorientował się pan, że jest śledzony, podsłuchiwany, machany?</p>
<p>– Dlaczego dopiero teraz zawiadamia pan prokuraturę, skoro był pan łapany za rękę od samego urodzenia, czy wręcz może nawet wcześniej, jak można sobie wyobrazić?</p>
<p>– Kiedy ujawni pan wszystkie dokumenty związane z inwigilacją pańskiej prawej ręki. No właśnie: ręki czy dłoni?</p>
<p>– Czy nie uważa pan, że sprawę należy traktować mimo wszystko bardziej całościowo, to znaczy, jeżeli pan nie jest agentem, to pana lewa ręka też nie?</p>
<p>– Albo jeżeli pana lewa ręka jest, to pan też?</p>
<p>– Czy nie posługuje się pan tak znienawidzonym agentem, gdy otwiera pan drzwi lewostronne?</p>
<p>– Jak się pan czuje z agentem służb w jednym domu?</p>
<p>– W jednym łóżku?</p>
<p>– Czy rozmawiacie ze sobą?</p>
<p>Mrugalski miał swoje powody, by zrobić mediowe larum wokół tego, co sterczało mu z lewej strony tułowia. Po pierwsze: było ono agentem, bez cienia wątpliwości, a dowody same się znajdą; po drugie: miał już dosyć urzędu wojewódzkiego, bo zieleń w korytarzach działała mu na nerwy, a lokalne dziennikarzyny szukające dziury w całym nie wpływały pozytywnie na równowagę bioenergetyczną; po trzecie: miał już dosyć zapełniania 1489 pikseli ekranu za prawym ramieniem Wodza w czasie relacji ze spotkań w terenie, choć miał w tym już wprawę i zazdrościli mu tego wszyscy nieoficjalni doradcy Wodza.</p>
<p>– Czas na więcej pikseli, panie mein Mrugalski – nucił sobie wojewoda do melodii, którą sam wymyślił, przez co był podwójnie zadowolony, otwierając lodówkę z piwem nieprawą ręką, bo się zamyślił nad mądrością słów piosenki.</p>
<p>Zapełniający minimum 12 397 pikseli ekranu Wódz nie miał nic przeciwko tej oddolnej inicjatywie uważanego za przygłuszca wojewody z odległej placówki przy granicy z tymi, których nasz kraj nie lubił. Doradcy (bez Lipickiego, który miał wylecieć następnego dnia za gejowską grzywkę) dopatrzyli się w tym precyzyjnego działania, które doskonale wpisywało się w trend inwigilacyjny, kreowany przez kancelarię Wodza.</p>
<p>– A to pierwszy przypadek inwigilacji wewnątrzosobniczej! – zachwalał doradca Broczek i postanowiono przeznaczyć na Mrugalskiego dwie minuty tygodniowo w telewizji publicznej regulaminowej.</p>
<p>Wojewoda tryskał energią, z tym że kazał się filmować wyłącznie z prawej strony, a gdy ktoś podszedł z lewej, był brutalnie wyprowadzany przez coraz tłumniejszą ochronę. Umiał podkręcać atmosferę, zresztą robił to zgodnie z fantastycznie opracowanym Regulaminem kontaktów z nieprzychylnymi mediami (Regulaminu kontaktów z przychylnymi mediami nie napisano).</p>
<p>Prokuratura wzięła się do sprawy profesjonalnie. Stworzono zespół Mru, który zajmował się zbieraniem danych i przesłuchiwaniem świadków ze szczególnym uwzględnieniem rodziny poszkodowanego. Pierwsze informacje o metodach pracy służb Mrugalski ujawnił na swojej dziewiątej, długo wyczekiwanej konferencji prasowej. Powinien już wtedy zauważyć, że jego zawartość ekranowa zwiększyła się do 13 tysięcy pikseli, a oglądalność przy 75 procent uwagi widza (wg badań CBBOP) była większa niż nadawana trzy minuty wcześniej wypowiedź Wodza na temat prób nakłonienia go do współpracy ze służbami, dokonywanych rano przez bułkę z masłem i przeterminowanym paprykarzem drobiowym.</p>
<p>– Wierzyłem jej, niczego się nie spodziewałem, choć, gdy teraz patrzę na to, co robiła, muszę stwierdzić z niekłamanym żalem, że osaczyła mnie, otumaniła, a ja, biedny, byłem jak naiwne dziecko, które chce wierzyć, że wszystko jest dobrze – mówił na konferencji do bojaźliwie wyglądającego mikrofonu Mrugalski, bo w regulaminie było napisane, że trzeba wywołać współczucie u widza. – Gdy miałem siedem lat, wsparłem się na dwóch rękach na drabince w ogródku jordanowskim i upadłem, bo lewa ręka wywinęła się zdradziecko na zewnątrz. To tylko jeden z tysiąca dowodów w tej sprawie.</p>
<p>Konferencja na tym się skończyła. Mrugalski chciał dozować przypływ sensacji, z tym że nie przewidział, że liczba minut zostanie zredukowana przez kancelarię Wodza do 0,45 tygodniowo. Postanowił działać inaczej.</p>
<p>Do konferencji numer siedemnaście przygotował się wyjątkowo starannie, tym bardziej że miał niespodziankę, i to nie tylko dla dziennikarzy. Już dwie godziny przez wystąpieniem ćwiczył czaj-ti-huo, by stłumić narastające w nim emocje. Wypił dwie kawy witaminizowane, poprawił grzywkę i przeprosił się z toaletą.</p>
<p>Po trzech minutach, przeznaczonych na kurtuazyjne przywitanie z dziennikarzami i dowcip o inwigilacji ameby przez pantofelka, Mrugalski wziął głębszy oddech i powiedział:</p>
<p>– Szanowni Państwo tu zebrani. Chciałbym powiedzieć coś niezmiernie ważnego, i jest to zupełnie nowa okoliczność w tej sprawie. Otóż, proszę notować. Byłem inwigilowany wszędzie: w domu, w szkole, w pracy, w toalecie! I tu muszę powiedzieć jasno, że to, co mnie inwigilowało, znajduje się na stole z mojej lewej strony. Wszystko. Nie tylko lewa ręka! Wszystko!</p>
<p>Na sali zawrzało. Mrugalski patrzył z tłumionym grymasem triumfu na nic nie spodziewającego się prokuratora okręgowego.</p>
<p>Na stole z lewej strony znajdowały się: lewa ręka Mrugalskiego, prawa ręka prokuratora oraz lewa ręka prokuratora, znanego z tego, że był prawą ręką prawej ręki Wodza.</p>
<p>– Tak! – grzmiał wojewoda, wypełniając rekordową liczbę pikseli (17 302). – Składam doniesienie do prokuratury na prawą i lewą rękę prokuratora okręgowego! A jeszcze dzisiaj podawałem mu swą prawicę!</p>
<p>Takiej wrzawy mediowej nie spodziewał się nikt, nawet Mrugalski, który w przypływie olbrzymiej popularności mediowej (telewizja prywatna nieregulaminowa, ogólnopolskie czasopisma leworęczne), porównywalnej jedynie do gwiazd programu Kabaret z gwiazdami, nawet nie zauważył, że został zwolniony ze stanowiska – za nieprawidłowości w działaniu spłuczki sedesowej w toalecie głównej Urzędu Wojewódzkiego.</p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
<h4  class="related_post_title">Related posts</h4><ul class="related_post"><li>09.09.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/" title="My, Mrozikoza [opowiadanie]">My, Mrozikoza [opowiadanie]</a></li><li>20.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/20/promocja-e-opowiadania-za-darmo-do-konca-maja/" title="Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja">Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja</a></li><li>06.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/06/super-maja-opowiadanie/" title="Super Maja [opowiadanie]">Super Maja [opowiadanie]</a></li><li>05.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/05/opowiadania-do-poczytania-w-wolnej-chwili/" title="Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko">Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko</a></li><li>03.12.2010 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/" title="Jak to z Kinią było [opowiadanie]">Jak to z Kinią było [opowiadanie]</a></li></ul><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/05/28/inwigilacja-prawej-reki-opowiadanie/">Inwigilacja prawej ręki [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/05/28/inwigilacja-prawej-reki-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Satelita SX4 a sprawa Baroniowej [opowiadanie]</title>
		<link>http://www.passwordincorrect.com/2010/04/16/satelita-sx4-a-sprawa-baroniowej-opowiadanie/</link>
		<comments>http://www.passwordincorrect.com/2010/04/16/satelita-sx4-a-sprawa-baroniowej-opowiadanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Apr 2010 09:48:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Kowalczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish]]></category>
		<category><![CDATA[To Read]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.passwordincorrect.com/2010/04/16/satelita-sx4-a-sprawa-baroniowej-opowiadanie/</guid>
		<description><![CDATA[<p>Poszukiwanie winnych, czyli przedsmak tego, co będzie się działo od poniedziałku &#8211; w wymiarze nie narodowym, ale ludzkim i nie w tonie martyrologicznym, ale z przymrużeniem oka. Opowiadanie napisane w czasach PiS-u, w ramach odreagowania absurdów twórczością własną. W środę po południu, zaraz przed końcem pierwszej zmiany w Zakładach Komponentów do Zup w Proszku „Prosz-smak”, [...]</p><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/04/16/satelita-sx4-a-sprawa-baroniowej-opowiadanie/">Satelita SX4 a sprawa Baroniowej [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Poszukiwanie winnych, czyli przedsmak tego, co będzie się działo od poniedziałku &#8211; w wymiarze nie narodowym, ale ludzkim i nie w tonie martyrologicznym, ale z przymrużeniem oka. Opowiadanie napisane w czasach PiS-u, w ramach odreagowania absurdów twórczością własną.</em></p>
<p>W środę po południu, zaraz przed końcem pierwszej zmiany w Zakładach Komponentów do Zup w Proszku „Prosz-smak”, na samochód prezesa spadł satelita szpiegowski RX4.<br />
Miał stożkowato-walcowato-wklęsło-wypukły kształt, cztery nibyczułki, jedno lustro weneckie do podglądania, a także jeden ekran do przechwytywania czegoś, co zapewne znajduje się w przestrzeni kosmicznej.<br />
Pracownicy budynku biurowego, którzy widzieli moment zderzenia, byli przerażeni. Satelita wbił się głęboko w limuzynę prezesa – srebrzystego Snobwagena Elegant Prestige Limited Edition, którego ten odebrał z salonu w Feuerguhl dwa dni wcześniej. Za chwilę prezes powinien pojawić się na dziedzińcu zakładów. Zawsze o 15:58 pojawiał się na dziedzińcu zakładów. <span id="more-15638"></span><br />
– Chyba szybko nie wyjdziemy. A stara zrobiła dzisiaj kopytka – powiedział cicho Stachanek. – Ale ja mam zwichniętą rękę – dodał szybko.<br />
– Ty, Stachanek, nie kombinuj. Wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji, więc się nie wywiniesz – ucięła pani Teresa.<br />
Należało wyjść i zainteresować się obcym ciałem. Wyszli prawie wszyscy. Ten, kto nie wyszedł, był automatycznie zaliczany do grupy bardziej podejrzanych, więc nawet pracownicy drugiej zmiany woleli postać na dziedzińcu i pokazać się w tłumie, żeby później nie było.<br />
Ktoś z tłumu rzucił:<br />
– Te, Goniek, przyznaj się, że to ty i będzie po sprawie.<br />
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, nawet Goniek, operatorowy mieszarki konserwantów, który za dwa dni miał odejść na emeryturę. Stanął przy samochodzie, złapał jedną antenkę i udawał, że pozuje do zdjęcia, co natychmiast wykorzystał Mały Juruś, który pstryknął zdjęcie swoją komórką o matrycy 41,2 megapiksela. Ten niewiele wyższy od swoich spodni człowiek o chytrych oczkach oficjalnie donosił prowiant na stanowiska pracy, a nieoficjalnie donosił do prezesa.<br />
Napięcie rosło, a satelita cichutko pykał swoją zaawansowaną elektroniką i dał się nawet lubić.<br />
W końcu na dziedziniec wyszedł prezes w towarzystwie gościa z Warszawy, eleganckiej pani reporter z tygodnika.<br />
– O widzi pani, jaką furorę robi moja limuzynia. Mówię pani, pani dyrektor…<br />
– Reporter – przerwała, zrezygnowana ciągłym przypominaniem, dziennikarka.<br />
– … no mówię, że to przez to obicie drewniane z podwędzanego klonu senegalskiego.<br />
W tłumie nagle zapanowała cisza. Wszyscy patrzyli na prezesa i czekali na jego reakcję.<br />
Prezes, jak zwykle w takich sytuacjach (ostatnio, pół roku temu, gdy spadła mu komórka), zawył jak niedźwiedź, co należy skonfrontować z jego nazwiskiem Zając Marian:<br />
– Aaaaaaugharrrrraaaaagh!<br />
Pracownicy Zakładów Komponentów do Zup w Proszku „Prosz-smak” wstrzymali oddech przed drugą częścią:<br />
– Ghuurrrrrrbanhaaarghaaa!<br />
By potem nastąpiło krótkie i wyraziste:<br />
– Dyrgh!<br />
– Panie prezesie, może to wcale nie tak źle. Wóz teraz bardziej naszpikowany elektroniką, jakby… – próbował ratować humor pryncypała Mały Juruś, który zawsze w takich momentach pomagał szefowi zamienić się ze zwierzęcia w człowieka.<br />
Prezesowi, jak zwykle popękały wszystkie naczynia włosowate w gałkach ocznych, zwłaszcza lewej, co zauważyła pani reporter, i, by oszczędzić sobie niemiłego widoku, przeszła na druga stronę.<br />
– Ja wam pokażę, już ja znajdę tego… już ja znajdę tego, co to zrobił. Boże, Boże, co ja powiem Hal… Jance (Janka była żoną Zająca, a Halina nie była).<br />
Po chwili zastanowienia prezes powiedział:<br />
– Kto to zrobił? No, przyznać się. Ja wam pokażę, wy. Kto to zrobił. I tak znajdę winnego!<br />
– Panie prezesie, czy nie uważa pan, że coś, co wygląda na satelitę nie mogło powstać tu, w zakładzie? – postanowiła zbadać sprawę reporterka, wystawiając lewy profil w stronę publiczności.<br />
– Jak to nie na zakładzie? Jak to nie na zakładzie? A gdzie? Wszyscy tu tylko czatują, żeby mi się coś… żebym się potknął, upadł, coś spadło, uderzyło, żebym zawału albo ataku, albo innego… A pani mi tu wyjeżdża…<br />
– Ale to przecież…<br />
– Pani się umilknie się z łaski swojej. Już byśmy byli w niebie, jakbym wyszedł normalnie, ale pani malowała te rzęsy długo, więc ciesz się pani, że panią uratowałem.<br />
– Ale to ja pana raczej… – reporterka zbaraniała i schowała twarz w dłoniach.<br />
– A to zabawne: jedno z nieba, a drugie do nieba – powiedział cicho Hirek, ale na tyle głośno, że parę osób mimowolnie się zaśmiało.<br />
Prezes nadstawił uszy:<br />
– No, przyznać się, bo sam wybiorę. Ty Nosal, to na pewno ty. Nie dałem ci podwyżki od dziewięćdziesiątego szóstego. Ty masz coś do mnie. No, gadaj, skąd to miałeś.<br />
Nosal cały przerażony odpowiedział:<br />
– Ale jak ja mogłem, panie prezesie! Ja do kościoła chodzę co tydzień i spowiadam się, no jak ja mogłem. I nie znam się na elektryce, więc skąd ja miałem wiedzieć, co to jest.<br />
– Nosal, już ty nie bądź takie niewiniątko. A radyjko, to kto ma w szafce? Ja? – fuknął Leonsjo.<br />
– Leonsjo, ty mi nie podskakuj. Ty mi już raz wywinąłeś numer z kablem od laptopego, więc się ucisz… a może to ty zrobiłeś, tylko winę chcesz zrzucić na innych! – ryknął prezes, podejmując nowy trop.<br />
– Proszę państwa, to widowisko nie ma sensu. Ten obiekt jest produkcji amerykańskiej. O proszę, flagę widać – próbowała zakończyć to niemiłe widowisko dziennikarka.<br />
Ktoś rzucił:<br />
– Szymek ma siostrę w Chicago!<br />
– Gdzie on jest, ta gnida, już ja mu pokażę!<br />
Szymon wystąpił przed szereg, klęknął i zaczął szlochać:<br />
– Panie prezesie, to nie ja. Ja mam rodzinę, ja nie mogę stracić pracy, ja muszę pracować. Z czego ja wyżywię dwójkę dzieci, i trzecie w drodze…<br />
– Trzecie? – zainteresował się Zając. – Przecież mówiłeś, że twoja żona jest bezpłodna.<br />
– Panie prezesie! – w przypływie złych emocji krzyknął Szymek. – To naprawdę nie ja! To Stachanek. Widziałem go, jak niósł coś metalowego!<br />
– Tylko nie Stachanek, tylko nie Stachanek. Ja nie mogę dźwigać, ja mam rękę zwichniętą! Już mówiłem – rzucił pewnie Stachanek, tak pewnie, jak ktoś, kto ma żelazne alibi. – A ty Bronuś, co tak cicho siedzisz. Coś przeskrobałeś?</p>
<p>Poszukiwanie winnego trwało dobre dwie godziny, na tyle długo, że satelita przestał miło pykać, a puder zdążył zdematerializować się z lewego profilu pani reporterki. Po kilku minutach stagnacji nowy trop podjął Mały Juruś, który od dawna uważał, że za swoje zasługi powinien był mieć stanowisko dyrektorskie. Zaczął szukać wzrokiem Bohdana Pawickiego, dyrektora sprzedaży. Nie znalazł go.<br />
– No właśnie, a dlaczego nie pomaga nam znaleźć winnego pan dyrektor Pawicki. Gdzie jest pan dyrektor Pawicki, może ktoś wie? Może w byłym pegeerze oni tam mają dużo żelastwa. – Mały Juruś się rozkręcał, ale nie musiał kontynuować, bo prezes podchwycił temat.<br />
Przeszkadzały mu układy Pawickiego w gminie, w cechu i w związku. Po chwili już było prawie wiadomo, że to Pawicki, gdy w drzwiach budynku pojawił się właśnie omawiany.<br />
Pawicki na swoich krótkich nóżkach szybko przydreptał na miejsce zdarzeń i w mgnieniu oka rozeznał się w sytuacji. Mały Juruś przycichł, a prezes jakby ochłonął z emocji.<br />
– Ja myślę, wiecie, że tego nie zrobił ktoś, kogo można najbardziej o to posądzać. O nie. To był ktoś dużo bardziej sprytny. Taki, co to w życiu byś. Tacy są najgorsi.<br />
– Ale kto?<br />
– Niech pomyślę. Dajcie mi pomyśleć. Czy ktoś może przynieść mi trochę wody do pomyślenia?<br />
– No kto, no kto, już ja mu pokażę!<br />
– Baroniowa, wiecie, ta z pakowalni, jest cicha i pracuje właśnie na pakowalni, więc kto tam wie, co robi w gruncie – rzekł teatralnie Pawicki, a brzmiało to jak wyrok.<br />
– No tak, to chyba Baroniowa, taka cicha, a kiedyś powiedziała, że zmęczona jest. I to rano!<br />
– Baroniowa. Ja też tak uważam, że to ona. Od samego początku uważałam, że ona, bo jej nie lubię, bo poprawia po mnie paczki… – dorzuciła Martysia z pakowalni.<br />
– A ty też z pakowalni?<br />
– A nie, nie, ja tylko przelotem.<br />
Prezes podejmował w myślach decyzję, patrząc skrzywiony bólem na Snobwagena RX4. Była to jego pierwsza decyzja w tym dniu.<br />
– Ja wam pokażę… wszystkim cofam premię, a Baroniowa wylatuje z pracy! Ja wam pokażę, ja wam…<br />
– Ale pan prezes cofnął premię pół roku temu – rzucił ktoś nieśmiało.</p>
<p>Jadwiga Baroniowa, zwana przez niektórych cynicznie baroniową Jadwigą (pochodziła z rodziny podupadłych właścicieli okolicznego dworku), była w tym czasie na urlopie i pchała zesputego poloneza ze swoim mężem w środku w drodze do teściów, gdzie zamierzali spędzić kilka dni w ciszy i spokoju.</p>
<h6><span style="color: #ffffff;"><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"><img class="size-full wp-image-2211 alignleft" title="Pewne prawa zastrzeżone" src="http://www.passwordincorrect.com/wp-content/uploads/2009/01/cc_logo1.jpg" alt="Pewne prawa zastrzeżone" width="70" height="16" /></a></span></h6>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #008080;"> </span></p>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"></a></h6>
<h6><a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.5/pl/"> </a></h6>
<h4  class="related_post_title">Related posts</h4><ul class="related_post"><li>09.09.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/09/09/my-mrozikoza-opowiadanie/" title="My, Mrozikoza [opowiadanie]">My, Mrozikoza [opowiadanie]</a></li><li>20.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/20/promocja-e-opowiadania-za-darmo-do-konca-maja/" title="Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja">Promocja! E-opowiadania za darmo do końca maja</a></li><li>06.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/06/super-maja-opowiadanie/" title="Super Maja [opowiadanie]">Super Maja [opowiadanie]</a></li><li>05.05.2011 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2011/05/05/opowiadania-do-poczytania-w-wolnej-chwili/" title="Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko">Opowiadania na iPada, iPhona, Kindle i nie tylko</a></li><li>03.12.2010 -- <a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/12/03/jak-to-z-kinia-bylo-opowiadanie/" title="Jak to z Kinią było [opowiadanie]">Jak to z Kinią było [opowiadanie]</a></li></ul><p>"<a href="http://www.passwordincorrect.com/2010/04/16/satelita-sx4-a-sprawa-baroniowej-opowiadanie/">Satelita SX4 a sprawa Baroniowej [opowiadanie]</a>" is a post from <a href="http://www.passwordincorrect.com">Password Incorrect Blog</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.passwordincorrect.com/2010/04/16/satelita-sx4-a-sprawa-baroniowej-opowiadanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

