Ideas
Pomysł na opowiadanie
Od paru dni ugrzązłem w przenoszeniu bloga z WordPress.com na inny serwer. Dałem się ponieść manii wprowadzania poprawek w stylach strony, co sprowadziło się do pracy z kodem html. Stąd siedem pomysłów na życie, dwa pomysły na zupę i jeden na opowiadanie. Wynika on z prostej obserwacji – gdy wprowadzę jakąś poprawkę w kodzie, muszę od razu sprawdzić efekt. Tak sobie radzą amatorzy. A teraz pomysł:
Człowiek, gdy nie jest czegoś pewien – sprawdza. Sprawdza ustawicznie, obsesyjnie i bez przerwy. Tak było z pierwszą pracą Józka, gdy uczył się programowania. Tak było też z pierwszą miłością Józka. Miłość to kod html, a każda wprowadzona do niego zmiana powoduje konsekwencje. Ktoś, kto nigdy wcześniej nie kochał – tak jak Józek, musi ustawicznie sprawdzać stan uczuć Hani wobec siebie i stan uczuć swoich wobec Hani.
Będzie bardzo trudno napisać to opowiadanie. Nie powinno być w ironiczno-złośliwym stylu, jaki tak bardzo faworyzuję. I jak poprowadzić akcję, żeby nie była zbyt banalna? Chyba muszę dać się przepuścić przez stany dolnodepresyjne, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie.
Pomysł na opowiadanie
Dawno nie wpisałem żadnego nowego pomysłu na opowiadanie. Przestawiłem się na odbiór informacji. Tyle teraz dzieje się na rynku książki elektronicznej, że nie nadążam. Ale dzisiaj zobaczyłem dziurę. W skarpetce. To dobry pomysł. Być może źle będzie o mnie świadczyć inspirowanie się dziurą we własnej czarnej skarpetce kupionej na najdroższym bazarku w Szawarwawie. Powinienem sięgać po inspirację do Okruchów filozoficznych Sørena Kierkegaarda. Lub właśnie do jego skarpetek.
Julian ubierał się szybko. Założył skarpetkę z dziurą. Spieszył się na spotkanie, więc znalazł sobie wytłumaczenie:
– Dziura jest brakiem skarpetki. Trudno jest pozbyć się czegoś, co nie istnieje. »»»
Google Apps – o jeden krok za daleko
Zauważyłem, że Twitter pozytywnie działa na moje szare komórki. Świadomość, że z jednej strony chcę być na bieżąco z technologią, a z drugiej strony widzę cały jej absurdalny wpływ na życie skutkuje pomysłami poniższymi.
Jest to lista wpisów na Twitterze, w których podaję propozycje absurdalnych produktów dla Google – zgodnie z moim twórczym credo, że trzeba najzwyczajniej w świecie pójść o krok dalej, żeby wykazać absurd. Skoro już teraz Google chce mierzyć puls i ciśnienie, to te parę pomysłów ode mnie wcale nie wygląda na jakieś farmazony – choć nimi, mam nadzieję, jest. Co ciekawe, parę takich wpisów spowodowało spory przypływ nowych znajomych do angielskiego profilu, który zaniedbuję, gdyż czasu nie mam, a jeszcze jest przecież I, Google-translated.
Więcej Google Apps znajdziecie tutaj. »»»
Pomysł na opowiadanie
Stajemy się uzależnieni od liczb, będących odzwierciedleniem naszego statusu społecznego w sieci: liczba przyjaciół na Facebooku, liczba followerów na Twitterze, liczba odsłon profilu, wykopów, punktów za aktywność, itd. Stąd pomysł na opowiadanie:
Navi-go-2-me w środę po południu pobił w końcu rekord. Był najaktywniejszym Internautą na wschód od Bugu. Miał 7398 przyjaciół na MyBooku, 3067 heavy followerów na Twitterze II, jego profil uwspólniony był oglądany dogłębnie 11398 razy, a pobieżnie 100 001 razy. I właśnie wtedy, gdy ta ostania liczba przekroczyła sto tysięcy, wstał zza biurka i poszedł zrobić sobie kawę w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wobec swojego zewnętrznego “ja”. »»»
Pomysł na opowiadanie
Święta się skończyły i media znowu raczą nas przygnębiającymi wiadomościami. Tym razem są to wyniki sondażu, które pokazują, że Polacy coraz bardziej boją się kryzysu. Po strawieniu pierogów z kapustą i grzybami, zaczynamy na serio zastanawiać się, co zrobić, żeby utrzymać się na swoim stanowisku – i stąd pomysł na opowiadanie.
Asia jest niezwykle pracowita, nie zadaje zbędnych pytań, potrafi zająć się tematami, które przerastają innych, a co najważniejsze – w ogóle nie zwraca na siebie uwagi. Wkrótce zostaje nazwana w swojej firmie “nanopracownikiem” i to tylko dlatego, że wpadł na nią w korytarzu szef działu przetwórstwa owoców. Nowy termin szybko upowszechnia się, bo szef działu jest nanopracownika całkowitym przeciwieństwem.
Kandydaci wykazujący się podobnymi cechami jak Asia stają się gorącym towarem na rynku pracy. I podobnie jak w przypadku wszystkich raczkujących nanotechnologii stają się też niesamowicie drodzy, co z kolei prowadzi do zwolnień, zwłaszcza, że “antynano”, jako mało efektywni godzili się na obniżki wynagrodzeń.
Pomysł na opowiadanie
Od czasu Nosa nr 32 odczuwam cykliczną potrzebę napisania opowiadania na podobny temat, czyli o poprawianiu siebie. Parę dni temu wpadłem na spontaniczne zakończenie. Już wtedy rzuciłbym się do pisania, ale wyleciało mi to zakończenie z głowy. Może i dobrze, bo nie wpadłbym przed pięcioma minutami na rzecz dla mnie (teraz) oczywistą – żeby nie pisać o kobiecie, co jest już przeżytkiem, ale o facecie. »»»
Pomysł na opowiadanie
Wczoraj w TVN24, Kasia Klich, będąca w stanie wojny ze stacjami radiowymi (chodzi w absurdalnym skrócie o to, że nie chcą puszczać jej piosenek), powiedziała jedną bardzo ciekawą rzecz: otóż że zdarza się, że jakiś dyrektor muzyczny zgadza się promować utwór jakiegoś wykonawcy w zamian za to, że “wejdzie na jego ZAiKS”. Rozumiem, że chodzi o to, że dyrektor muzyczny stacji powiedzmy X, Y lub Z, od każdej emisji rzeczonej piosenki będzie dostawał honorarium jako współautor. Czego to ludzie nie wymyślą, żeby się dorobić na lewaku. Stąd i pomysł, a swoją drogą – “wejść na ZAiKS” to piękny tekst.
Olo Wieśmacki, zwany przez podwładnych “Wejściówką” był ustawionym dyrektorem w potężnej korporacji mediowej. Na tyle ustawionym, że wszystko od niego zależało i to on decydował, kto ma “chodzić” w mediach, a kto nie. Miał też nieprawdopodobnie wysokie uposażenie, żeby czasem nie pomyślał, by przejść do konkurencji, której zresztą w kraju nie było, bo została wycięta w pień trzy lata wstecz. Wejściówce nie przeszkadzało to “wchodzić na prawa” od każdego, kto chciał w takiej czy innej formie zaistnieć w mediach. Stało się to jego obsesją – w zamian za wejście na antenę, zostawał współautorem tekstu piosenki, współkompozytorem, współautorem scenariusza filmowego, współautorem nowej książki o gotowaniu barszczu bez użycia buraków, itd.
Ale raz się zapędził i to ostro. Przyszedł do niego młody muzyk i chciał wypromować płytę. Powiedział, że ma kasę od ojca na promocję, więc się szybko dogadali, bo muzyk, choć dziwnie patrzył, to nie protestował. Okazało się, że to syn Wejściówki.
Jasne, trzeba dobrze rozegrać scenę rozmowy, ale jak Wejściówka skupiony na robieniu pieniędzy, to może nie wiedzieć, że syn już dorosły.
Pomysł na opowiadanie
Tym razem spodobała mi się wizja sedesu na brzozie z krótkiej wiadomości blogowej. Malarska, działająca na wyobraźnię i w stylu, który lubię, bo ciągnie przenośnią na odległość. Dawno nie miałem takiego pomysłu, a już na pewno od czasu, gdy zacząłem prowadzić ten blog/tego bloga/to blożę. W blogu staram się racjonalizować myślenie, to znaczy szukać pomysłów w ewidentnym odniesieniu do rzeczywistości i aktualnych wydarzeń. Trochę to wyjaławia wyobraźnię, ale sedes się nawinął i się cieszę.
Wielki płaskowyż z pięknymi, okazałymi drzewami. W koronie każdego z nich siedzi mędrzec i przemawia. Nie wiadomo do kogo, bo drzewa są dosyć daleko od siebie i nawet, gdy się głośno mówi, to sąsiad nie słyszy. Zresztą który mędrzec chciałby słuchać drugiego. Na płaskowyż wjeżdżają buldożery, a ekipy budowlane zaczynają wyrąbywać drzewo do drzewie. »»»
Pomysł na opowiadanie
Kryzys się czai, co chwila w wiadomościach podają, że kolejna firma zwalnia ludzi, nawet jak poprzedniego dnia zarząd twierdził, że utrzyma zatrudnienie. Jak sprawy zaczynają się komplikować, to co sprytniejsi szukają kozła ofiarnego, a funkcjonowanie pracowników skupia się na ubezpieczaniu się od wejścia w taką rolę. Zakładam, że instytucja kozła nabiera szczególnego znaczenia w czasach kryzysu. Piszę “zakładam”, bo ja swój prywatny kryzys mam już za sobą, a było to dwa lata temu, gdy gospodarka kwitła, podobnie jak firma, która mnie wyrzuciła w środku intensywnej rehabilitacji. Przymierzam się do tematu od dawna, bo miałbym dużo do powiedzenia na temat ostracyzmu, pogardy, dziwnych zachowań i wskazywania palcem z dużym obrzydzeniem. W roli pani, o której napiszę poniżej pewnie bym się odnalazł – mam doświadczenie, którego długo się nie zapomina, a kryzys wzmaga emocje.
Pani Ewa Ronaldson zatrudnia się w firmach jako kozioł ofiarny. Oczywiście jest to funkcja równie nieformalna, jak np. słupa, ale mają ze sobą wiele wspólnego. »»»
Pomysł na opowiadanie
Wziął się stąd.
Do firmy zajmującej się uśmiercaniem ludzi na życzenie, zgłasza się Bronio. Podpisuje wniosek o dobrowolne podanie swojej żonie środka silnie trującego. W rubryce “powód odebrania życia” nie wie, co wpisać, pracownik podpowiada: “może być cokolwiek”. Jednocześnie zamawia usługę “oglądanie śmierci na żywo” zachęcony tym, że jest promocja oraz tym, że nienawidzi żony, gdyż uważa, że ta czyha na jego życie i pieniądze.
Mniej więcej w tym samym czasie do firmy trafia jego żona i zamawia podobną usługę dla męża. »»»

Recently updated Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at

