Dola pisarza
Mam już wydawcę w Stanach, niestety
Wydawnictwo nazywa się Sugar Land Texas i są to piraci.
Nigdy się ze mną nie kontaktowali, opublikowali moją książkę bez mojej zgody, życzą sobie za nią 15 dolarów, i żeby było ciekawiej, uważają, że prawa autorskie należą w pełni do nich. Tu jest odnośnik do książki, mam nadzieję, że niedługo przestanie działać.
Nigdy wcześniej nie czytałem o procederze, którego padłem ofiarą. A polega on na tym, że ktoś ściągnął Password Incorrect z jednego z serwisów, w którym książka jest za darmo. Na podstawie treści wprowadzenia zawęziłem liczbę miejsc do dwóch: Manybooks albo Wattpad. Potem ten ktoś opublikował książkę w identyczny sposób, jak ja wcześniej swoje dwie, czyli za pośrednictwem systemu Kindle DTP. Co więcej, książka pojawia się jako inna edycja mojej publikacji o tym samym tytule, a ponieważ okładka znana jest z innych serwisów, to może da się znaleźć jakiegoś naiwnego Amerykanina, który zanim się zastanowi, już klika w Buy now with 1-Click. »»»
10 000 pobrań i co dalej, hmm?
Od jakiegoś czasu sprawdzałem częściej niż zwykle, jak sobie radzi Password Incorrect. Dzisiaj rano nastąpił ten moment – liczba pobrań przekroczyła 10 000! Dobrą stroną każdej książki elektronicznej jest to, że nigdy nie zabraknie jej w księgarni. Co więcej, książka z dnia na dzień staje się lepsza, bo liczba pobrań może tylko rosnąć. Jedyne pytanie – w jakim tempie. A takiego tempa po angielskiej wersji Hasła niepoprawnego się nie spodziewałem. Ta jedna książka wywróciła do góry nogami moje plany i marzenia, związane z pisaniem książek.
Zaczęło się od małego marzenia w podstawówce w Gubinie, żeby nie tylko pochłaniać książki ze szkolnej biblioteki, ale i jedną, swoją, tam umieścić. Potem wiele się wydarzyło, wystarczająco wiele, by nazwać mnie grafomanem.
Po wydaniu drukiem czterech tomów opowiadań, w październiku zeszłego roku wpadłem na pomysł, by opublikować ich promocyjną edycję – w wersji wyłącznie na iPhone’a. Tak powstało Hasło niepoprawne. Liczyłem na to, że fala zainteresowania wchodzącym do Polski iPhonem spowoduje zainteresowanie książką i osobą autora – a w efekcie wzrost sprzedaży wydań papierowych. Liczba pobrań po trzech tygodniach przekroczyła 1000. Po paru dniach gwałtownie spadła, a na dodatek moja główna hurtownia (Platon) parę tygodni później rozwiązała umowę, więc książki drukowane zostały wycofane z dystrybucji. »»»
Pisarz według Serwisu Informacyjnego Urzędów Pracy
Żeby napisać równie zabawny tekst o pisarzu, jak ten poniżej, musiałbym być śmiertelnie poważny – a być nie mogę, bo jestem śmiertelnie ubawiony tekstem takim, jak ten poniżej.
Informację wynalazł i podzielił się na Twitterze @pilas. Oryginał tutaj, zrzut ekranowy tutaj.
![]()
Nazwa: Pisarz
Kod: 245105
Synteza:
Zajmuje się działalnością pisarską w dziedzinie prozy, poezji i dramatu; tworzy powieści, nowele, opowiadania, biografie, monografie, pamiętniki; utwory poetyckie, dramaty – z przeznaczeniem na scenę, do realizacji teatralnej, radiowej bądź telewizyjnej; podejmuje w swoich dziełach problematykę psychologiczną, kryminalno-sensacyjną, romantyczną, religijną, obyczajową itp. »»»
Literacki Blog Roku 2009 – jestem wśród laureatów!
Poniżej wyniki konkursu Literacki Blog Roku 2009, które podaję za portalem Granice.pl. Mój blog zajął trzecie miejsce! Radość jest tym większa, że Hasło niepoprawne jest blogiem literackim w 30%, a pozostałe 2/3 wypełnia mieszanka wolontariatu e-bookowego, uzależnienia od technologii i przebłysków liteksperymentalnych.
W czasach, w których żyjemy, pewne stare powiedzenie należałoby zastąpić bardziej aktualnym: “każdy ma swoje 5 sekund”. A ponieważ to dosyć mało czasu, więc wypełniam go po brzegi wyłącznie szczęściem. »»»
O planach związanych z Barnes&Noble
Jak wcześniej pisałem, bez żadnej łaski można znaleźć się w ofercie amerykańskiego Barnes&Noble. Wystarczy opublikować książkę w serwisie Smashwords. Gdy publikacja spełni kilka wymogów formalnych, znajdzie się w katalogu Premium, a to oznacza zakwalifikowanie do oferty B&N. Niedawno w mailu do autorów, Mark Coker, szef Smashwords podzielił się informacją, że podobna umowa została podpisana również z Sony eBook Store.
W tym wpisie chciałbym podzielić się kilkoma uwagami o tym, jak system działa w praktyce, zdradzić swoje plany, a także poprosić o pomoc. »»»
Jak kupić książki drukowane? Pomogą Motyle




Od jakiegoś czasu dochodzą do mnie sygnały, że cztery tomy opowiadań, które opublikowałem drukiem, a które znajdują się w ofercie księgarń internetowych, wcale nie są w nich dostępne. Oznacza to, że jeśli ktoś zamówi książkę, otrzyma po jakimś czasie informację, że “są trudności w realizacji zamówienia”. Będąc na miejscu Merlina lub Empiku książki wycofałbym po prostu z oferty, co prawdopodobnie sprowadza się do pojedynczego kliknięcia w pole “pozycja niedostępna”. Ale widocznie komuś nie chciało się przejmować nierealizowalną drobnicą zamówieniową, bo przecież Stasiuk w promocji jest.
To, że są problemy z dystrybucją, jest wiadome od dawna. Na początku roku, z woli własnej i niewłasnej zredukowałem liczbę hurtowni, z którymi współpracuję do jednej. Jest nią (i będzie w przyszłości) niewielka i po ludzku prowadzona rodzinna hurtownia Motyle Książkowe. Motyle ułatwiają życie małym wydawcom, a nie utrudniają – i jestem im za to bardzo wdzięczny.
Z panią Beatą ustaliłem, że moje książki można kupić w detalu i z rabatem 20%. »»»
Nadczynność układu limbicznego jako źródło weny twórczej
W ostatnim wydaniu Newsweeka (41/2009) przeczytałem z zainteresowaniem artykuł pt. “Majstrowanie w głowie”. Jeden fragment był szczególnie ciekawy – o układzie limbicznym. Jest to osadzony głęboko w mózgu ośrodek kontrolujący między innymi tworzenie więzi z ludźmi i gromadzący wspomnienia o dużym ładunku emocjonalnym.
Nadczynność tego układu powoduje, że w naszym umyśle jedna przygnębiająca myśl goni drugą. Kiedy patrzymy w przeszłość, czujemy żal, a spoglądając w przyszłość – niepokój.
Sprowadzanie potencjału twórczego ludzi do talentu lub jego braku, od jakiegoś czasu uważam za dramatycznie nudne. Co innego zaburzenie wydzielania wewnętrznego. Tym bardziej, że w moim przypadku wszystko się zgadza. Prawdziwą falę twórczą, w czasie której powstało ponad dwieście opowiadań, miałem w czasie, gdy przeważał żal i niepokój. Oczywiście powinienem wziąć pod uwagę okoliczności zewnętrzne, czyli środek choroby pięknie nakładający się na wyrzucenie z pracy, ale te powody bledną w porównaniu z wizją ograniczonego wydzielania dopaminy w okolicach jądra ogoniastego.
W Newsweeku podano nawet jak sobie radzić z nadczynnością układu limbicznego. Powinno się stosować dietę wysokobiałkową: jajka, mięso, sery.
Podchodząc do tematu z perspektywy twórcy: jeśli chcę zabić wenę, powinienem zjeść jajecznicę. I jest to niezwykle inspirujące.
Czy samodzielne wydawanie książek to obciach?
Gdy trzy lata temu wydawałem swoją pierwszą książkę, Człowieka zwanego Biurkiem, spotykałem się z zaskakująco odmiennymi reakcjami, wynikającymi bynajmniej nie z lektury, bo rozmówcy książkę właśnie dostawali w prezencie. Gdy dowiadywali się, że wydałem ją osobiście, reagowali tak, jak każdy przyzwoity Polak reaguje na Kononowicza. Inni rozmówcy, którzy dowiadywali się jedynie części prawdy, że wydałem książkę w wydawnictwie Indigo reagowali tak, jakby zobaczyli Stasiuka. Gdy po chwili dodawałem, że wydawnictwo jest moje, reagowali już tak, jak na Kononowicza, no, powiedzmy Kononowicza w lepszym sweterku.
Oczywiście przesadzam z Kononowiczem, ale coś w tym jest, że czytelnicy nastawiają się do książki z góry, biorąc pod uwagę osobę autora. Jeśli jest nieznany, a w dodatku sam wydaje, to reakcja jest oczywista: “gdzie się pcha z tymi książkami”. Co ciekawe, za granicą postrzeganie self-publishers jest już inne, choć wcale nie jest odwrotnie.
Ostatnio temat przypomniał na Twitterze @JerzyPakosz, więc wracam z ankietą. Prosiłbym o szczere odpowiedzi, za grafomana się nie obrażę, każdy pisarz jest grafomanem do czasu, gdy jego książka nie znajdzie się na liście nominowanych do Bookera.
![]()
Subskrybuj wpisy w języku polskim
Możesz również wybrać subskrybcję poszczególnych kategorii. Sprawdź listę.
Nie dało się w Merlinie? Zawsze można w Barnes&Noble
Ten wpis powinien zaciekawić małych wydawców i autorów, marzących o tym, by ich książki znalazły się w szerokiej dystrybucji – nawet jeśli nie w każdej księgarni na rogu, to przynajmniej w największej polskiej księgarni internetowej, Merlin.pl. Jak jest naprawdę – wiadomo, niespecjalnie. Ale na szczęście na Merlinie świat się nie kończy. A wszystko za sprawą możliwości, jakie daje web 2.0. »»»
“Taki Tkaczuk od e-booków”
Niedawno spotkałem znajomego, którego nie widziałem i z dwadzieścia aktualizacji Visty. Opowiedziałem mu o wolontariacie, w który brnę od co najmniej roku na zasadzie przedskoczka.
– Taki Tkaczuk od e-booków czyli – podsumował znajomy dosyć obojętnie, bo temat go mało interesował, w każdym razie dużo mniej niż to, ile można stracić na kredycie konsolidacyjnym.
Kto to jest Tkaczuk to pewnie wiadomo, ale na wszelki wypadek odsyłam do Wikipedii. Najbardziej znanym tkaczutekstem jest “Tu byłem. Tkaczuk.” I to mnie olśniło. Gdzie mi tam do Wielkiego Woźnego, ale w tym jednym muszę się z diagnozą stanu chorobowego zgodzić – jeżeli chodzi o e-booki, to jestem tu za wcześnie, czyli przed innymi. To co robię, łatwo może pójść w zapomnienie. Ale na szczęście to co łatwo umyka z pamięci, gorzej umyka z serwerów Google. Pomyślałem sobie, że już teraz wszystko spiszę w jednym miejscu, a jest tego dużo, czy precyzyjniej – za dużo. »»»





Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at 


