E-książki i self-publishing: to już trzy lata
Ten wpis będzie trochę w stylu tekstów “moje życie z modelami samolotów w skali 1:72″, ale o to właśnie mi chodzi. Każdy ma swoją pasję i warto o niej pisać bez względu na to, jak zabawnie by ona nie brzmiała.
Nie wiem, jakby się to wszystko potoczyło, może dalej pracowałbym w reklamie, gdyby nie moja pierwsza e-książka.
W październiku 2008 roku opublikowałem w Feedbooks Hasło niepoprawne, kolekcję 25 opowiadań dla geeków. Przygotowanie materiału do publikacji cyfrowej zajęło mi 40 minut. Do tego zaprojektowałem okładkę, napisałem notkę prasową o pierwszej polskiej książce na iPhona i zrobiłem ładnego jpega (patrz obok).
Liczyłem na to, że wieść się rozniesie, bo w tym czasie iPhone wchodził do Polski, ale nie spodziewałem się aż takiego efektu. W kilka dni książka została pobrana ponad tysiąc razy. Jednak dużo większy wpływa na moje podejście i zaangażowanie miała wydana w tym samym dniu i w ten sam sposób anglojęzyczna wersja książki – Password Incorrect.
Hasło niepoprawne, gdy już informacja o nim zniknęła ze stron Gazety.pl, Wirtualnej Polski i Newsweeka, przestało cieszyć się powodzeniem. Za to wersja angielska zaczęła żyć własnym życiem i to bez żadnej promocji. Książka trafiła na pierwszą stronę Feedbooks, Will Wheaton dodał ją do ulubionych i niespodziewanie szybko dorobiła się zagranicznych recenzji.
Było w tym coś, co idealnie odpowiada mojemu podejściu: jeśli masz naprawdę ciekawą propozycję, to prędzej czy później chwyci, bez żadnego wspomagania w postaci znajomości, dojść lub też zwykłego narzucania się. Pierwsza polska książka na iPhona chwyciła, Hasło niepoprawne nie. Mogę to z perspektywy czasu bez żadnego wstydu powiedzieć. Nie zależy mi na budowaniu atmosfery sukcesu, ale na uczciwym przedstawieniu sytuacji.
Oprócz kilku wyjątków, Hasło niepoprawne, podobnie jak wszystkie książki drukowne oraz nowa seria, E-opowiadania, spotkały się z mocno średnim przyjęciem. Bardzo możliwe, że oprócz swojego charakteru (opowiadania i w dodatku absurdalne) traktowane są przez swoją formę (cyfrowa), autora (nieznany) i cenę (za darmo lub po 2,99zł) za niewarte uwagi. Niejeden powiedziałby “nie poddawaj się”, ale nie o poddawanie tu chodzi, tylko o realną ocenę sytuacji, uczciwość i pokorę.
Zupełnie inaczej jest z Password Incorrect. To dzięki tej książce i wydatkowi na tłumaczenie (który dawno się już zwrócił) robię to, co robię – zajmuję się e-książkami i self-publishingiem. Co najważniejsze – nie wyobrażam sobie, żebym w swoim życiu mógł robić cokolwiek innego.
Angielska wersja, żeby było to jasne, wcale nie jest wielkim bestsellerem. Zarabiam na niej dzięki skali. Niszowa lektura w Polsce to zupełnie innym poziom popularności niż ta sama niszowa lektura dostępna po angielsku na całym świecie. Więcej pobrań i więcej opinii. Opinie są i dobre i złe, ale to dzięki nim dowiedziałem się, że piszę jak Lem lub “Vonnegut z ADHD”. Żeby było ciekawiej, kiedyś wysyłałem książki do polskich wydawnictw (bez skutku), a wydawnictwa z Anglii czy USA znajdują mnie same.
Każdy woli wracać do miejsca gdzie go chcą i potrzebują. A self-publishera z Polski widocznie potrzebują. Dzięki temu publikuję artykuły w TeleRead, Digital Book World, BookBuzzr czy FutureBook i jestem polskim partnerem Read an Ebook Week.
Najważniejsze jest jednak co innego. Internet powoduje, że w jednej chwili możesz uczestniczyć w działaniach, które cię inspirują, fascynują i powodują, że się rozwijasz. Tak jest z fenomemem self-publishingu i literaturą cyfrową. Część swojej wiedzy starałem się przekazać na blogu, czy to w postaci artykułów dla self-publisherów, czy też dzieląc się swoimi projektami literackimi, jak chociażby historie tworzone na komórce.
Z perspektywy trzech lat, wiele rzeczy nie wyszło, wiele straciłem dlatego, że nie jestem przebojowy, ale też wiele zyskałem tylko dlatego, że to co myślę trafiało na serwery Google a nie do szuflady. Świat pędzi, zapętla się w multitaskingu i ryczy wpisami na ścianie na Facebooku. Nie ma co czekać, aż ktoś przyjdze i powie “fajne”.
Jeśli masz pasję, pozwól jej zaistnieć. Ja już mam – takie samoloty w skali 1:72. Z tym że nie z papieru.
-
http://czlowiekwsrodluster.wordpress.com/ Marcin Królik
-
http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk
-
Artur Boratczuk
-
http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk
-
Artur Boratczuk
-
http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk
-
Jurek
-
Artur Boratczuk
-
http://czlowiekwsrodluster.wordpress.com/ Marcin Królik
-
Artur Boratczuk
-
http://czlowiekwsrodluster.wordpress.com/ Marcin Królik
-
Artur Boratczuk
-
http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk
-
aleksander sowa
-
Artur Boratczuk
-
Janusz Szablicki