Złote Niepomyśli #43

Piszę prezentację o self-publishingu na konferencję Ebook Lab Italia 2011 i jednym z jej elementów jest lista środków, jakie ma do dyspozycji autor niezależny w porównaniu z wydawcą. Jeśli zawęzić aktywność do świata cyfrowego, to na każdym etapie tworzenia i promocji e-książki twórca wydający ją samodzielnie może korzystać z dostępnych za darmo w Internecie narzędzi. W niczym więc nie ustępuje dużemu wydawcy. No ale różnice oczywiście są:

Self-publisher ma pasję a nie ma pieniędzy, a tradycyjny wydawca – na odwrót.

[self-publisher]

Jeśli podobał ci się artykuł, prześlij go swoim znajomym. Otrzymuj nowe wpisy przez RSS albo na skrzynkę mailową. Spotkajmy się na Twitterze i Facebooku. Zapraszam również do pobierania E-opowiadań z Kindle Store.


      Ads
Tags: , , ,
  • Padman

    No, ja wiem… Chyba są też wydawcy z pasją. Trochę krzywdzące

    • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

      …jak każde uproszczenie

  • Aleksander Sowa

    Pewnie, że krzywdzące. Jestem wydawcą i nie uważam, aby brakowało mi pasji. Nawet jeśli to uproszczenie.

    • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

      Na jednej z konferencji przedstawiciel dużego wydawnictwa powiedział, że autorzy wydający samodzielnie zalewają internet szajsem.

      Czy jako autor z pasją zalewasz internet szajsem, a jako małe wydawnictwo z pasją – już nie?

      PS. Swoją drogą nazywanie siebie wydawnictwem przestało mieć dla mnie już jakiś czas temu znamiona jakiejkolwiek nobilitacji.

  • Aleksander Sowa

    Przedstawiciel dużego wydawnictwa miał rację: autorzy wydający sami w przytłaczającej większości zalewają Internet szajsem. Taka jest (niestety) prawda, dlatego jest taka a nie inna opinia o self-publishingu.

    Tyle, że duże wydawnictwa też zalewają rynek szitem. W innej proporcji, owszem ale jednak. Zasadnicza różnica polega na tym, że o tym, co jest szitem decydować powinien Czytelnik. Nie zaś księgowy, bo redaktorzy jeszcze takie prawo mają..

    Bycie wydawnictwem nie jest żadną nobilitacją, a ułatwia życie. Poza tym wydawnictwo to przedsiębiorstwo i ma zarabiać a nie użalać się nad czyjąś twórczością. Ja wolę, aby to Czytelnik zdecydował, że piszę szit, niż ktoś w jego imieniu (przedstawiciel wydawnictwa). A pasja nie jest przypisana do rozmiaru ale do potencjału. Tak samo jak nie ma związku z wydawaniem samego siebie.

    Trzeba było facetowi podać nazwiska: Twain, Carroll, Shaw, Allan Poe, Kipling, von Däniken, Austen, Vauculík, Horak a u nas Shuty, Masternak, Budzińska, Stasiuk, że o Słowackim nie wspomnę.

    • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

      Z drugiej strony gdzieś kiedyś słyszałem, że jak przedsiębiorca mówi o pasji i poświęceniu to znaczy, że jest na stracie.

      Tak czy inaczej, im więcej pieniędzy wchodzi w grę, tym mniej w tym wszystkim pasji.