Dlaczego warto dzielić się za darmo swoją wiedzą i twórczością
Wczoraj wieczorem dostałem zaproszenie na konferencję we Włoszech poświęconą e-książkom. Gdy radość minęła (choć nie, wcale nie minęła, dalej cieszę się jak dzieciak), pomyślałem że muszę napisać o tym, dlaczego warto myśleć jak Seth Godin – najpierw daj z siebie wszystko, a dopiero potem oczekuj nagrody.
Od bardzo dawna gnębiła mnie myśl, że jestem dziwakiem, który nie umie zadbać o swoje interesy, nie umie w chwilę po “dzień dobry” dodać “no dobrze, ale co ja z tego będę miał”. Ale po przeczytaniu książki Godina Linchpin. Are You Indispensable?, poczułem się nie dość że rozgrzeszony, to jeszcze nazwany. Teraz zamiast “dziwak” mówię o sobie “linchpin”.
Zaproszenie do wygłoszenia prelekcji o self-publishingu i literaturze cyfrowej otrzymałem od ludzi, którzy zapoznali się z prezentacją, jaką przygotowałem na konferencję EINIRAS. Gdyby była ona dostępna jedynie dla kilkudziesięciu uczestników konferencji, nie zadziałałby mechanizm, na który bardzo liczę: ci, którzy mają cię odnaleźć zrobią to, jeśli tylko będą chcieli – i mogli.
Dlatego prezentacja dostępna jest w Internecie i czeka sobie na upowszechnienie w trybie wirusowym (i znowu Godin się kłania – Unleashing the Ideavirus). Prezentuję w niej poglądy pisarza niezależnego z kraju nieanglojęzycznego. Jest to zupełnie inne spojrzenie, bo skorygowane o barierę językową, kulturową oraz mój osobisty stosunek, wynikający z dużej gotowości do podejmowania działań, które w oczach innych osób (szczególnie cojaztegobędęmiałów) nie mają większego sensu.
Z mojego punktu widzenia jest to bardzo dobry, jeśli nie najlepszy, trop do zbudowania profilu zagranicznego autora bez kompleksów, skwapliwie – i przekornie – korzystającego ze wszelkich dobrodziejstw technologii, która, niech zgadnę, nie jest jedynie zarezerwowana dla Anglików czy Amerykanów.
Podobnie jest z książkami. Z ośmiu opublikowanych w formie cyfrowej (część z nich znajduje się tutaj), jedynie dwie sprzedaję i w dodatku za jedyne 99 centów każda. Publikując darmowe edycje liczę na to, że rozejdzie się po Internecie echo, które wróci wzmocnione o sprzedaż wersji płatnych. Tak też się dzieje, chociaż na razie w niewielkiej skali.
Dając dużo z siebie można spodziewać się również efektów, które trudno jest nazwać zaplanowanymi. Książki darmowe funkcjonują jako egzemplarze recenzenckie. Co więcej, są one dodatkowo “opisane” przez użytkowników (komentarze, lista ulubionych, liczba pobrań). Na moje opowiadania zwróciły uwagę dwa wydawnictwa z Wielkiej Brytanii, zostałem w radosnym uniesieniu sklasyfikowany jako Monty Python czasów Internetu i negocjuję w tej chwili umowy, których wcale nie rozumiem.
I jeszcze jedno. Gdy niedawno Anna Brzezińska opublikowała na licencji Creative Commons jedno ze swoich opowiadań, ogłoszono przełom w polskiej literaturze. W mediach przez parę dni huczało – znana autorka opublikowała za darmo niewielki ułamek swojej twórczości.
Na tradycyjnym rynku wydawniczym jest to być może przełom. Natomiast dla pisarza bez nazwiska, za którym nie stoi żadne znane i bogate wydawnictwo, dzielenie się treścią za darmo jest czymś naturalnym i najzupełniej oczywistym.
Jedynym pozytywnym efektem przełomu, jaki dokonał się za sprawą Anny Brzezińskiej jest możliwość odesłania do jej opowiadania każdego, kto ma głębokie, graniczące z uprzedzeniem i nieprawdziwe przekonanie, że coś co jest przez autora publikowane świadomie za darmo po prostu nie może być dobre.
PS. Odnośniki do książek Godina są afiliowane. Jeśli kupisz książkę, otrzymam prowizję 4%.
Pingback: Tweets that mention Dlaczego warto dzielić się za darmo swoją wiedzą i twórczością | Password Incorrect -- Topsy.com