Jak przyspieszyć rozwój rynku e-książki w Polsce?

Na Targach Książki w Krakowie w ramach Salonu Nowych Mediów odbywa się właśnie  spotkanie na temat rozwoju rynku e-książki w Polsce.

Moim zadaniem było przygotowanie krótkiego wprowadzenia do dyskusji. Znajduje się ono w prezentacji na końcu wpisu. Przykłady z zagranicy mają służyć jako punkt wyjścia do zastanowienia się nad specyfiką naszego rynku i własnymi sposobami na przyspieszenie jego rozwoju.

Pozwoliłem sobie w prezentacji na kilka sugestii – nie z punktu widzenia gracza rynkowego, ale niezależnego popularyzatora e-czytelnictwa i (coraz bardziej wymagającego) czytelnika 2.0. Moje podejście sprowadza się do jednego prostego wniosku: nie stać nas na rozproszenie energii. Musimy działać wspólnie.

W porównaniu z USA, Chinami czy choćby Indiami, jesteśmy niewielkim rynkiem. Niewystarczająca liczba tytułów, spora rezerwa czytelników wobec e-książek i duże rozdrobnienie rynku na wczesnym etapie opóźniają osiągnięcie odpowiedniego momentu obrotowego. Nie czas teraz na dzielenie tortu. Tego tortu po prostu jeszcze nie ma. Dlatego warto porozumieć się, póki nie jest za późno.

Postulaty są bardzo proste i w sumie dosyć oczywiste.

Konwersja

Obecnie regułą jest, że jeden tytuł poddany jest konwersji do formatu ePub kilkakrotnie. Wydawnictwo wysyła do dystrybutorów plik pdf, a każdy z nich osobno wykonuje na jego podstawie plik ePub. Najlepszym rozwiązaniem byłoby takie, w którym każdy z wydawców zleca konwersję jednemu dystrybutorowi – nie na zasadach wyłączności – a gotowy plik rozprowadzany jest wśród pozostałych.

Jeśli każdy z dystrybutorów wykonuje konwersję części plików, które ma w ofercie, to po pierwsze wykona ją lepiej (ma na to więcej czasu), a liczba tytułów i tak zwiększa się szybciej ze względu na podział pracy. Po drugie możliwe jest zwiększenie ogólnego tempa konwersji do ePubu – jeśli tylko nie będziemy się dublowali.

Formaty i zabezpieczenia

Jeżeli chodzi o formaty, rynek rozwija się naturalnie w stronę ePubu i trzeba się z tego cieszyć. Trochę gorzej jest z zabezpieczeniami. eClicto posiada własny system, część dystrybutorów używa DRM-u Adobe, inni stawiają na znak wodny.

Potrzebna jest dyskusja: czy dałoby się wprowadzić w Polsce jeden sposób zabezpieczania plików – albo zrezygnować z niego w ogóle? Tak, aby czytelnik nie musiał się już błąkać po stronach internetowych próbując rozgryźć, czy e-czytnik który ma zamiar kupić na gwiazdkę będzie w stanie otworzyć parę książek, które pobrał miesiąc temu na komputer i czytał w Adobe Digital Editions.

W Japonii najwięksi wydawcy porozumieli się z firmą Sharp i producentem oprogramowania Voyager Japan w sprawie wspólnego formatu – i dodatkowo otrzymali dofinansowanie państwa.

Zdecydować się na wspólne podejście do formatów i zabezpieczeń jest u nas możliwe. Wszystkim nam to się po prostu opłaca. Zamiast tworzyć wyizolowane kolonie czytelników przypisanych z powodu ograniczeń technologicznych do określonych e-księgarń, pozbądźmy się jednej z głównych barier rozwoju – obawy czytelnika związanej z decyzją, z którym dystrybutorem związać się na lata. Taka obawa w większości przypadków kończy się decyzją: czekać.

Dostęp

Wreszcie powstają aplikacje na urządzenia mobilne. Ich użytkownicy będą mieli dostęp do polskich e-księgarń. Tylko się cieszyć. W sklepie z aplikacjami na iOS są już Bezkartek i Woblink. Swoje aplikacje zapowiadają Nexto, Virtualo i Legimi.

Z drugiej strony trzeba uważać, żeby w wyścigu o to, kto zyska więcej – nie stracić.

Stworzenie aplikacji tak zaawansowanej jak Kindle czy choćby iBooks miałoby sens w przypadku, gdyby książek w ofercie były dziesiątki tysięcy.

Zamiast tego warto pomyśleć o wspólnym, a przez to oszczędnościowym podejściu. W AppStore jest już dostępna francuska aplikacja ePagine, która nie dość, że obsługuje Adobe DRM, to posiada w wewnętrznym katalogu zasoby kilkunastu wydawnictw i dystrybutorów treści. Porozumienie było możliwe.

Podobnie jest z aplikacją Bluefire Reader – Adobe DRM i docelowo wewnętrzne katalogi e-księgarń. Zobaczymy, jak sytuacja będzie się rozwijać, ale bardzo możliwy jet scenariusz, w którym w Bluefire (lub jakiejkolwiek innej tak skonstruowanej aplikacji) pojawią się katalogi księgarń z Kanady, Wielkiej Brytanii, Włoch i innych krajów – to dlaczego nie z Polski.

Jedną lekcję z własnego podwórka mamy za sobą – eClicto. Rok temu własny czytnik i własne zabezpieczenie miały sens. Był czas na zbudowanie przewagi. Ale konkurencja szybko się odnalazła i eClicto ze swoim zamkniętym modelem biznesowym będzie zmuszony zweryfikować plany.

Podobnie może być z aplikacjami. Powstanie kilka, a dystrybutorzy, których nie będzie stać na stworzenie własnych, wykorzystają gotowe, oszczędnościowe rozwiązania, doprowadzając w swojej masie do zmiany układu sił.

Cała rzecz polega na tym, aby takie działanie w masie było jak najbardziej świadome – i obliczone na wspólny interes: wydawców, dystrybutorów i czytelników.

Prezentacja poniżej, najlepiej czytać w trybie pełnoekranowym, kliknij w More, potem Fullscreen.
Wersja pdf – do pobrania stąd.
Krótki odnośnik do prezentacji: http://bit.ly/rozwoj

Jeśli podobał ci się artykuł, prześlij go swoim znajomym. Otrzymuj nowe wpisy przez RSS albo na skrzynkę mailową. Spotkajmy się na Twitterze i Facebooku. Zapraszam również do pobierania E-opowiadań z Kindle Store.

      Ads
Tags: , , , , ,
  • Wojtek Myszka

    Osobiście uważam, że konwersja z PDF do ePUB to jest jakiś idiotyzm wynikający z całkowitego braku rozeznania w dostępnych narzędziach…

    • Darek-

      Mógłbyś to troszkę rozwinąć? W jakim sensie w braku rozeznania?

      • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

        Pewnie chodzi tu o konwersję na poziomie użytkownika.

  • Pingback: Tweets that mention Jak przyspieszyć rozwój rynku e-książki w Polsce? | Password Incorrect -- Topsy.com

  • Kontakt

    Bardzo dobra prezentacja wprowadzająca. Dzięki! Również za wspomnienie nakanapie.pl.

    • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

      Dziękuję. Jeśli będziecie planować wprowadzenie modułu self-publishingowego (Goodreads dobrym przykładem), to służę pomocą.

  • http://staryzgred.blogspot.com Wojtek Myszka

    Przepraszam, że dopiero teraz w kwestii konwersji do formatów e-readerowych.

    Sugerujesz, ze sprzedawcy dostają z wydawnictwa plik PDF (będący obrazem strony do wydruku, zawierający żywą paginę, numerację arkuszy i co tylko czyli jakieś pasery) i „odzyskują” tekst z tego formatu, a następnie konwertują do postaci ePUB.

    Moje (delikatnie mówiąc) zastrzeżenie bierze się stąd, że wiem jakie zalety (i ograniczenia ma format PDF). Co więcej, ani dla Autora, ani dla wydawnictwa format PDF nie jest formatem źródłowym (czy formatem roboczym), na którym dokonuje się redakcji tekstu.

    Osobiście uważam, że konwertować trzeba z formatu źródłowego, jak najbliższego czystemu tekstowi. A takim jest format zwykłych (Word, OO) czy bardziej wyspecjalizowanych (InDesign) narzędzi używanych przez wydawców.

    Ideałem do konwersji ePUB jest najzwyklejszy tekst z minimalną ilością markupu (tytuły i niewiele więcej)…

    Z drugiej strony (ale tu nie mam pełnego rozeznania) tak zwany „tagowany PDF” bardzo dobrze nadaje się jako format docelowy dla czytników (pod warunkiem, że oprogramowanie pozwoli to wykorzystać). Lata temu całe testowałem na swoje potrzeby takie rozwiązania korzystając z komputerka z WindosCE, używając Adobe Readera na tę platformę i dostarczonych z nim przez Adobe wtyczek dokonujących konwersji plików PDF. Reflow robiony przez Readera dawał na prawdę bardzo dobre efekty.

    Na zakończenie drobna taka uwaga, że format ODT, DOCX i ePUB są (ideologicznie) bardzo do siebie podobne: spakowane archiwum zawierające pliki XML w jednym przypadku oraz (X)HTML i CSS w ostatnim…

    Natomiast cały wpis bardzo dobry i sensowny, choć przyglądając się światkowi wydawniczemu oceniam, że jest on dosyć zacofany – jeżeli chodzi o technologie z tak zwanego zakresu IT… I tu widzę przyczynę znacznej części spowolnień…

    • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

      Najłatwiej jest wysłać do konwersji produkcyjnego pdf-a, tym bardziej, że do pewnego momentu jedynym formatem sprzedawanym u dystrybutorów e-treści był właśnie pdf. Więc skoro już jest…

    • Darek-

      Teraz ja przepraszam za opóźnienie – wszystko przez Targi w Krakowie ;)

      Już rozumiem, poprzednią wypowiedź, ale w takim razie pozwolę sobie się z nią nie zgodzić, a przynajmniej nie całkiem.

      Od autora do wydawnictwa przychodzi “zwykły tekst”, ale to od tego materiału do książki jest jeszcze przynajmniej redakcja i korekta, więc tu jest za wcześnie.

      Ideałem wydaje się – tak jak piszesz – konwersja z InDesign czy innego programu do składu, ale… obawiam się, że realnie tylko dla nowych pozycji, a i to – tak naprawdę dopiero za jakiś czas. W tej chwili np. export z InDesign do ePuba co prawda istnieje, ale dla różnych próbek potrafi wyprodukować bardzo dziwne rezultaty, a nawet nie wyprodukować je wcale – zapewne zależy to od ulubionych technik składu zastosowanych w danej publikacji (choć z drugiej strony widać rozwój oryginalnego filtra Adoba – pewnie za jakiś czas tu będzie lepiej; nie widziałem wyników filtrów firm trzecich).
      Można to zmienić na przyszłość – jeśli wydawca zechce i przy składzie będzie myślał również o wersji elektronicznej, ale obawiam się, że jak ktoś składał książkę 2 lata temu, to nawet mu przez myśl nie przeszło “czy ta technika nie będzie przeszkadzać w konwersji do eksiążki” – istniało tylko “czy to będzie dobrze wyglądać w druku”.
      Alternatywnie – i technicznie najlepiej – można składać zupełnie osobno dla eksiążki, tylko tak będzie znowu dla wydawcy drogo. A póki co wydawcę raczej do eksiążki trzeba namawiać. PDF – tak jak pisze Piotr – “już jest”.

      Dodatkowo co wydawca (a nawet u tego samego wydawcy w zależności od czasu składu) to inne środowisko do składu (swoją drogą to ciekawy przykład na problem starzenia się elektronicznych dokumentów w formatach zamkniętych – widział ktoś jeszcze działającą wersję Ventura for DOS?), więc problemem dla “pośrednika” staje się też różnorodność “wejść” nawet jeśli wydawca by te formaty udostępnił.

      Wiadomo, że wejście w postaci pliku PDF to nie jest ideał. Ale z drugiej strony tutaj najłatwiej o postać w miarę standardową dla ogółu wydawców (bo w takiej postaci książka trafia do drukarni) z jednej strony i z w miarę dobrze dającym się zdefiniować “co z tym robić, jak i czym” dla pośrednika z drugiej.

      Pytanie jak robią to “starzy, duzi i doświadczeni”, jak Amazon? Na razie wygląda, że często starsze pozycje zwyczajnie są wręcz skanowane i OCR-owane, a to znaczy, że oni też mają ten sam problem.

      Więc na dzisiaj mamy kompromis między jakością, łatwością i kosztem.
      Może idiotyczny, ale nie taki znowu całkiem w ciemno.

  • Darek-

    A do Piotra mam pytanie.
    Czy udało Ci się znaleźć jakieś dokładniejsze informacje o tej Japońskiej inicjatywie wspólnego formatu?

    Sama norma płatna więc nie czytałem, a krótka notka z Wikipedii ( http://en.wikipedia.org/wiki/Comparison_of_e-book_formats ) na temat IEC 62448 sugeruje trochę, że to nie tyle będzie “wspólny format”, co “wspólny worek” i nie wiele to wniesie.
    Dodatkowo w polskich źródłach pojawiała się informacja o wspólnym DRMie, czego w anglojęzycznych nie mogłem znaleźć.

  • Pingback: Self-publishing przebojem wchodzi na rynek (oraz co zrobić, żeby był to rynek polski) | Password Incorrect