“Wpadło mi w ręce kilka eksiążek”

Tydzień temu na blogu Antyweb ukazał się wpis Godzina – tyle wytrzymałem czytające książkę na iPadzie (tytuł oryginalny). Znamienny jest początek:

Wpadło mi w ręce kilka eksiążek dzięki którym mogłem wreszcie wypróbować jak czyta się ebooki na iPadzie.

Nie można było się jednak dowiedzieć, co to były za książki, choć starałem się o to dopytać Autora. Widocznie nie one były tutaj najważniejsze. Wystąpiły jedynie w roli narzędzia do testowania narzędzia do ich czytania.

Pod artykułem rozgorzała gorąca dyskusja o ekranach. Czy świecą, czy nie świecą i czy warto, żeby tak świeciły. Przy czytaniu komentarzy jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że nie wyrośliśmy z etapu technologicznego w rozwoju polskiej e-książki. Etap ten skupia się na mówieniu o formie, a nie treści. A formą jest oczywiście urządzenie.

Urządzenie i jego ekran służą do materializowania treści e-książki, podobnie jak papier i farba drukarska w przypadku książki drukowanej. Nie wyobrażam sobie jednak dyskusji na temat wpływu rodzaju papieru na odbiór kilku książek papierowych, które wpadły mi w ręce.

Chociaż nie, wyobrażam sobie i absurd widzę:

Przy czytaniu książki na papierze objętościowym, gatunek II, gramatura 90, spulchnienie 2.0, 90% bieli, wytrzymałem jedynie 34 minuty.

Środowisko, które wciąż o e-książkach mówi najgłośniej (a więc ma największy wpływ na ich rozwój), to ludzie nowych technologii, a nie ludzie literatury i sztuki. Ci drudzy jakoś się nie kwapią. A szkoda. Mogłoby wydarzyć się wiele dobrego. Zaczęlibyśmy mówić o tym, jak e-książka pomaga utrzymać młodych przy czytaniu, w jakim stopniu jej elektroniczna forma odpowiada zmianom w sposobach przyswajania wiedzy, i co zrobić, żeby treść która się w niej znajduje, najlepiej spełniała swoje zadanie.

Najważniejsze jest jednak to, że nie kończylibyśmy każdej dyskusji o e-książkach w miejscu, w którym powinna się rozpocząć.

linia

Poniżej zrzut ekranowy jednej z książek, którą czytam na iPadzie: Etgar Keret – Kneller’s Happy Campers.

Jeśli podobał ci się artykuł, prześlij go swoim znajomym. Otrzymuj nowe wpisy przez RSS albo na skrzynkę mailową. Spotkajmy się na Twitterze i Facebooku. Zapraszam również do pobierania E-opowiadań z Kindle Store.

      Ads
Tags: , , , ,
  • Aga Żak

    Czepiasz się, tak moim skromnym zdaniem. Wytykasz blogowi o technologii, że nie pisze o literaturze… Jasne, że nie można rozmawiać tylko o formie, ale nie oszukujmy się, że ekran to to samo co papier, a świecący ekran iPada to to samo co e-ink. Forma dla książki musi być czymś transparentnym, nie może przeszkadzać w skupieniu się na treści. A forma iPada przeszkadza, więc nie udawajmy na siłę, że czytanie na nim e-booków jest fajne. (Co nie zmienia faktu, że np. jest taka specjalna encyklopedia minerałów, przepraszam że nie pomnę dokładnie, która doskonale się w tej formie prezentuje i o tym też można napisać, ale nie można napisać o wszystkim na raz).

    • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

      Czepiam się tego, że za dużo wszędzie pisania o samych urządzeniach, a za
      mało o e-książkach. Jeśli książka wciąga, to ani nie będzie przeszkadzało
      wolne odświeżanie stron na e-czytniku, ani świecący ekran LCD. Jeśli Hazan
      czytał dla samego testowania czytania, to znaczy, że nie liczyła się treść -
      według mnie bez sensu.

      2010/9/29 Disqus

      • Aga Żak

        Nie wiem, nawet kiedy książka mnie wciągnęła, ale oczy bolą, przestaję czytać, także gdy chodzi o zwykły papier. I jak mówiłam – Antyweb to nie jest blog o literaturze.

        Do polecania e-booków to ty na przykład jesteś :P

        • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

          Po prostu staram się przywrócić równowagę w dyskusji o e-książkach, bo na
          razie same książki są w niej najmniej istotne.

          Nie chcę kwękać, ale żeby tylko nie okazało się, że największym tematem przy
          okazji wprowadzenia e-księgarni Empiku będzie np. to, że czytnik nie ma
          rysika:P

          2010/9/29 Disqus

  • http://www.bookhunters.pl Arieen

    Hmmm, no dobra, ale w chwili obecnej nie ma jakiejś specjalnej różnicy treściowej między książką, a e-książka. E-booki jak na razie nie prezentują jakiejś nowej jakości językowej, czy treściowej – równie dobrze ich treść mogłaby się znaleźć na wydrukowanym papierze i nie widać byłoby specjalnej różnicy. Siłą rzeczy w e-bookach najgłośniejszym aspektem są urządzenia do ich odczytu. O samych e-książkach zrobi się głośno, jak upowszechnią nowe rozwiązania techniczno-fabularne, które odróżnią je od tradycyjnych książek.

    • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

      W Polsce jest więcej iPadów niż e-czytników. Wolałbym, żeby każdy jego właściciel sam spróbował przeczytać książkę (wystarczy ściągnąć odpowiednią aplikację) niż przeczytał na wpływowym blogu, że się nie da.
      Jeśli już na coś narzekać, to bardziej na małą liczbę książek niż na wady urządzeń. Bo jak już ktoś sobie w końcu kupi e-czytnik za kilkaset złotych, to może się okazać, że nie ma e-książek, które chciałoby się na nim przeczytać.

      • http://www.bookhunters.pl Arieen

        No to już zupełnie inna para kaloszy. Chociaż i tu moim zdaniem nie masz racji. Wyobraź sobie bowiem, iż ktoś przeczyta na wpływowym blogu, że da się czytać na iPadzie książki i w ogóle to super rozwiązanie etc., wyda na to urządzenie kasę, a potem się okaże, że świecący ekran się, no cóż, średnio do tego nadaje. Ludzie, którzy iPada nie mają i biorą go pod uwagę przy wyborze urządzenia do czytania mają prawo wiedzieć o jego wadach, bo jak się przejadą, to następnym razem po e-booka nie sięgną. Nie oszukujmy się, funkcjonalność e-książki w dużej mierze zależy od urządzenia, które używamy do jej odczytu.

        • Aga Żak

          Popieram :)
          I powtarzam, że ja sama na iPadzie też czytałam i nie opieram się na tym, co napisali na Antywebie (który dla mnie jest akurat średnio pływowy, jakoś mnie denerwuje). Po iPadzie szybko rozbolały mnie oczy i tyle, nawet gdy sama treść mnie interesowała.

          A że jest mało książek, to też problem… ale to można o tym problemie napisać, zamiast na innych marudzić :P Zresztą, przyjdzie Empik z tym swoim czytnikiem to zobaczymy, co się ciekawego będzie dziać… Rynek dopiero się rozwija.

          • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

            Każde urządzenie ma jakieś wady, a najlepszym sposobem, by przez nie przebrnąć jest treść na niego przeznaczona. Liczba polskich e-książek rośnie bardzo wolno – bo chyba zbyt wielu ludzi chce najpierw zarobić na czytnikach, póki są jeszcze drogie, a dopiero potem na e-książkach – jak już na czytnikach nie będzie żadnej sensownej marży.
            A i wydawcy pewnie mocniej zajmą się e-książkami, jak dowiedzą się, że w Polsce mamy 5 milionów właścicieli czytników, którzy w każdej chwili gotowi będą rzucić się na cokolwiek w formacie ePub.

        • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

          Zgadzam się, funkcjonalność e-książki w dużej mierze zależy od urządzenia, ale nie tylko od jego cech fizycznych, ale również – albo przede wszystkim – oprogramowania.
          W przypadku iPada/iPhone’a dopiero kilka dni temu pojawiła się możliwość bezpośredniego dostępu do polskiej e-księgarni (w postaci aplikacji Bezkartek.pl).
          To jest dla mnie podstawowy problem – dostęp do polskich książek. Po pierwsze jest ich mało, po drugie jest utrudniony – nawet z urządzeń służących do e-książek czytania.
          Niewielu ludzi decyduje się na zakup iPada głównie po to, by czytać na nim książki. Jest to jeden z powodów, ale nawet nie z pierwszej trójki. Ale jaki już ktoś ma tego iPada, to szybko sobie wgrywa iBooks i równie szybko się dowiaduje, że nic tu z polskich książek nie ma. I wtedy zaczynają go boleć oczy;-)