Jak pisać i mówić o e-książkach
Ostatnio sporo można w polskiej prasie i Internecie przeczytać o e-książkach. Ma to związek z planowanym przez Empik rozpoczęciem sprzedaży e-publikacji oraz polską premierą iPada.
Spowodowało to duże ożywienie wśród graczy na rynku e-publikacji – i bardzo dobrze. Im więcej się mówi, tym lepiej. Informacja musi dotrzeć do czytelników, muszą się z nią oswoić i przełamać obawy, w końcu to oni będą e-książki kupować.
Zastanawiające jest jednak, zresztą nie po raz pierwszy, że treść artykułów brzmi tak, jakby adresowana była nie do czytelników, ale wydawców, akcjonariuszy, analityków, jakbyśmy mieli do czynienia ze streszczeniem biznesplanu, a nie informacją dla potencjalnych odbiorców.
Przykład z Rzeczpospolitej: “Atak e-książek, papier w odwrocie”. Jakby chodziło o przekonanie wydawców, że nie ma co bronić książki papierowej, tylko już teraz inwestować w e-książki, bo za chwilę będzie za późno. W artykule jest wszystko to, czego chciałby dystrybutor, niekoniecznie czytelnik, bo ilu spośród miłośników Sapkowskiego interesuje się rynkiem książki w USA?
Ten który czyta książkę papierową, boi się że ją straci. Boi się utraty przyjemności, jaką daje zapachu i szelest papieru, oraz wszystkich ważnych dla niego wartości, które przenosi książka papierowa – z nią się wychowywał i dzięki niej się rozwijał. Nie chce ani rewolucji, ani tym bardziej śmierci książki.
Młody czytelnik, ten który wychował się w czasach Internetu musi z kolei wiedzieć, że książka, dzięki formie elektronicznej, jest bliżej niego, na wyciągnięcie ręki, jest częścią jego świata.
I jednych i drugich przekona umiejętne mówienie o zaletach książki elektronicznej – ważnych z ich punktu widzenia. Co jest niezwykle istotnie, zalety e-książki trzeba pokazywać w sposób nienachalny, by nie wywołać odruchu obronnego. Jeśli mówimy “rewolucja”, to zróbmy wszystko, żeby czytelnik po sprawdzeniu oferty e-księgarni nie opuścił jej z myślą “e, nic tu nie ma.”
Czytelnika nie przekona informacja, że The Lost Symbol Dana Browna sprzedawał się w pierwszych dniach lepiej w formie elektronicznej niż papierowej. To argument dla wahającego się wydawcy. Czytelnik przekonałby się, gdyby ta książka była dostępna w formie elektronicznej po polsku.
Stosunkowo łatwo jest mi wczuć się w sytuację e-czytelnika. Nie dość że książki, które czytam w przeważającej części mają formę elektroniczną, to jeszcze samodzielnie je wydaję – a w związku z tym sam chcę dotrzeć do potencjalnych czytelników. Staram się więc zrozumieć ich obawy i potrzeby.
A na razie dominującą cechą jest zagubienie. Czy warto się zainteresować e-książkami? Dlaczego warto? Jaki format wybrać? Gdzie kupować? W jaki sposób pobierać e-książki? W jaki używać? Na co zwracać uwagę przy zakupie? Co się stanie z e-książkami za 5, 10 lat? Skąd legalnie ściągać darmowe e-publikacje?
Pytań jest wiele i trzeba starać się je rozwiewać pracą u podstaw. Powinno być mniej analiz, a więcej takich artykułów jak w Gazecie Wyborczej – “Gdzie można kupić e-książki w Polsce – 10 propozycji” – z tym, że znacznie rzetelniej przygotowanych.
E-książki są moją pasją. Staram się nią dzielić i pomagać innym. Poniższe artykuły przygotowałem z myślą o tych, którzy chcą czytać e-książki a nie o e-książkach.
Aktualizowana lista stron z darmowymi e-bookami
Lista polskojęzycznych książek na urządzenia mobilne
5 pytań, które warto sobie zadać przy wyborze urządzenia do czytania e-książek
4 sposoby, jak zamienić telefon w czytnik książek
Aplikacje książkowe na iOS: Kindle, iBooks, Stanza – porównanie funkcji
Aplikacje do czytania książek na iPadzie
Ewolucja sposobu gromadzenia książek
Pingback: Self-publishing przebojem wchodzi na rynek (oraz co zrobić, żeby był to rynek polski) | Password Incorrect