Czy jesteś grafomanem, tak jak Seth Godin?

Niedawno ukazał się w Rzeczpospolitej artykuł, dosyć dobrze oddający stosunek polskich wydawców do autorów, a kończący się wnioskiem:

Korzyść z tego, że grafoman przeniesie się do Internetu, jest oczywista – oszczędza się papier.

Bardzo nieciekawe podejście, wynikającego ze słusznego jedynie częściowo założenia, że jeśli ktoś jest wystarczająco dobry, to publikuje na papierze, a jeśli nie – w Internecie.

Podejście jest nieciekawe z tego względu, że polscy wydawcy nie zainteresują się już Sethem Godinem, który właśnie zapowiedział, że Linchpin jest jego ostatnią książką wydaną na papierze. Czy jest grafomanem już w tej chwili, czy dopiero wtedy, gdy swoją nową książkę wyda, zgodnie z zapowiedzią, wyłącznie w formie elektronicznej?

Sam wydaję książki w Internecie, więc śmiało można nazywać mnie grafomanem, nie obrażam się za to. Uważam, że każdy pisarz jest grafomanem dopóki nie  udowodni, że nie jest. Takie podejście jest bardziej budujące niż wyrzucanie do Internetu autorów, którzy nie przedostali się przez system selekcji wydawnictw – ale sprawy nie ułatwia.

Bo czy Jane Rowling była grafomanką, gdy wysyłała Harry’ego Pottera do siedmiu wydawnictw, i czy przestała nią być, gdy zadzwonił telefon z ósmego? I czy cały czas grafomanem jest J.A. Konrath, który jako autor ze środka listy w Kindle Store sprzedaje tyle książek ile autor bestsellerów w Polsce?

A czy grafoman publikujący w Internecie opowiadania, staje się jakby mniejszym grafomanem wraz ze wzrostem liczby ich pobrań? I czy jednego dnia wszystkie jego książki przestaną wonieć bezczelną grafomanią, jeśli okaże się, że znalazł wydawcę w Londynie? Albo zaczną wonieć od nowa, jeśli okaże się, że nie jest to Penguin UK? Albo będą woniały mniej jakby, jeśli znajdzie się na liście bestsellerów Amazon.com? Przecież dalej są to te same opowiadania, których redakcji i korekty dokonywał sam.

A przepraszam, a Paulo Coelho, naczelny grafoman świata? Jest grafomanem w tej części swojej siwizny, która objawia się darmowymi książkami publikowanymi w Internecie bez wiedzy wydawców, a nie jest w tej, którą reprezentuje 70-gramowym papierem objętościowym wydawnictwo HarperCollins?

Każdy kto ma potrzebę pisania zakłada, że grafomani to ci, których nie musi oglądać w lustrze. Dlatego woli unikać skojarzeń z przyprawiającym o kompleksy tematem. I tu uwaga: musisz uważać. Jeśli napiszesz komentarz pod tym wpisem, możesz wyjść na grafomana – temat cię interesuje, ale pewnie nie spędza ci snu z powiek grafomania tych, których nie musisz oglądać w lustrze.

A czy jeśli klikniesz w przycisk “Lubię to”, to wyjdzie na to, że jesteś, czy nie jesteś grafomanem? I czy jeśli jednak klikniesz, a publikowałeś na papierze, to się liczy, czy już nie?

linia

Wiele jest osób, które by podjąć decyzję jaką książkę przeczytać, biorą pod uwagę głosy zewnętrzne, pomocnicze, dodatkowe: recenzentów, wydawców, marketerów. Na szczęście coraz więcej jest czytelników, którzy wyrabiają sobie opinię o autorze w dużo prostszy, ale i wymagający więcej odwagi sposób – zaczynając czytać jego książkę.

Dlatego zamiast zastanawiać się, przeczytaj Setha Godina. Swoją książkę Unleashing The IdeaVirus udostępnia za darmo w Internecie.

      Ads
Tags: , ,
  • Pingback: Czym jest self-publishing i dlaczego warto zadbać o jego rozwój? | Password Incorrect

  • Pingback: Czytelniku, czy masz zespół Downa?

  • http://www.bookhunters.pl Arieen

    Hmmm, w jednym autorzy artykułów mają rację: pisanie powieści stało się niemalże sportem narodowym ;). Faktycznie więcej jest grafomaństwa w internecie, ale to raczej oczywiste zważywszy na brak selekcji. Na chwile obecną sieć raczej nie jest miejscem, w którym co i rusz trafiasz na arcydzieła, ale ma inną zaletę: to w zasadzie wielkie, globalne warsztaty literackie. Dzisiejsza szkoła nie uczy pisać nawet poprawnych wypracowań, a co dopiero tekstów literackich, a nawet osoba, która ma smykałkę, ma talent, musi się nauczyć jak konstruować fabułę, jak znaleźć równowagę między ilością opisów i dialogów, jak przedstawić postacie etc. Myślę, że po jakimś czasie ten literacki boom w internecie może zaowocować kilkoma naprawdę dobrymi autorami.

    Ostatecznie kto jest grafomanem, a kto nie jest zdecydują czytelnicy, a co jest arcydziełem, a co nie jest historia ;). .

    • http://passwordincorrect.com Piotr Kowalczyk

      Ale to też nie jest tak, że dzięki Internetowi wszyscy zaczęli pisać książki. Raczej chodzi o to, że powoli spora część książek odrzuconych przez wydawnictwa (a więc do tej pory nieistniejących) zaczyna być dostępna w Internecie.

      Książek będzie znacznie więcej, a wśród nich i te dobre, które “nie istniały” wcześniej.

      2011/11/7 Disqus

      • http://www.bookhunters.pl Arieen

        Chodziło mi raczej o to, że internet pozwala skonfrontować swoją twórczość z potencjalnie większą grupką, niż mama, tata, rodzeństwo i koleżanka Asia, która mieszka w bloku obok. Są miejsca, w których internauci bawią się w krytyków i redaktorów literackich, wypunktowując błędy, dając wskazówki etc. i w tym znaczeniu sieć to takie warsztaty literackie. W dzisiejszych czasach możemy w większym stopniu liczyć na szczerą, choć niekoniecznie merytoryczną, opinie dot. tego co piszemy. 

        Wpływ internetu na literackie aspiracje Polaków trudno oceniać,bo nie wiemy ile ludzi pisywało sobie do przysłowiowej szuflady w “dawnych czasach” (znaczy się te kilkanaście lat temu, gdy większość ludzi obywała się bez sieci). Ja osobiście myślę, że większą motywację stanowią spektakularne sukcesy na rynku książki, autorzy sprzedający swoje teksty na tony etc.