Ewolucja sposobu gromadzenia książek

Chciałbym opisać to, z czego większość z nas nie zdaje sobie jeszcze sprawy, a co może mieć duży wpływ na nasze przyszłe decyzje związane z kupowaniem książek. Chodzi o ewolucję – i to bardzo szybką – sposobu w jaki książki gromadzimy, zarówno te w formie drukowanej jak i te elektroniczne.

Coraz częściej kupowane przez nas książki nie będą już tylko papierowe, ale także elektroniczne. Niektórzy czytelnicy, a wśród nich i ja, zastanawiają się nad idealnym i docelowym sposobem powiększania prywatnych zasobów e-książkowych. Sytuacja zmienia się szybko, rynek eksploduje – co ma wpływ na to, jak kupujemy i konsumujemy e-publikacje.

Poniższe zestawienie jest próbą pokazania zjawiska z punktu widzenia praktykującego e-czytelnika. Etapów jest kilka. Każdy z nas dobierze sobie optymalny sposób, będący połączeniem kilku opcji.

1 :. Półka

Stara dobra książka drukowana. Każdy z nas ma w mieszkaniu bibliotekę lub biblioteczkę, bez względu na to, czy pochłania książki sposobem nałogowym, czy jedynie przegląda tę podarowaną raz na rok na imieniny. Te ważniejsze stawiamy na półce łatwiej dostępnej, te mało istotne – wyżej lub głębiej.

Ten sposób gromadzenia książek nie zmienił się od kilkuset lat, i pozostanie niezmieniony tak długo, jak długo będzie na świecie książka papierowa – czyli znacznie dłużej niż nam się wszystkim wydaje.

Natomiast możliwe jest, że bardzo niedługo na takiej półce pojawią się również płyty z e-książkami zebranymi w etapie drugim, z którymi nie mamy co zrobić, bo okazały się niezbyt wygodne, a szkoda nam je tak po prostu wykasować z komputera.

2 :. Dysk

Gdy zaczynamy brać pod uwagę książkę elektroniczną, a coraz więcej osób tak właśnie robi, to trzeba zacząć od tego, że ta forma książki znacząco zmienia postrzeganie własności i fizyczności. Jej jedynym ucieleśnieniem jest ikona pliku na pulpicie lub w folderze. Bo e-book w swojej pierwotnej postaci jest plikiem, który pobieramy z sieci. tak więc półką dla e-książki jest folder w komputerze lub na dysku zewnętrznym.

Ten etap trwa już od kilkunastu lat i wciąż jest najpopularniejszy, chociaż w porównaniu z dwoma następnymi staje się mało wygodny. Żeby książkę ze sobą wziąć, trzeba wziąć komputer, pewnie laptop, co wcale nie jest już takie pewne, bo zwiększa się konkurencja ze strony e-czytników, tabletów i komórek.

Można oczywiście przekopiować plik na dysk wymienny lub urządzenie docelowe. Z mojego punktu widzenia, a jestem już na etapie czwartym, jest to bezpodstawna strata czasu. Mijają czasy “kopiuj-wklej”, żyjemy w czasach “zaloguj-wyloguj”.

3 :. Urządzenie

W poprzednim etapie jedynym dowodem na istnienie własności e-książki była obecność pliku na dysku właściciela. Natomiast jeżeli własność sprowadzić do posiadania kontroli nad książką, to przestaje mieć znaczenie, czy znajduje się ona na moim dysku, czy jakimkolwiek innym.

Osoby, którzy przedkładają wygodę dostępu nad rozbudowanym poczuciem własności, zaczęli doceniać wartość urządzeń, które zapewniają szybki i wygodny dostęp do własnych zasobów książkowych. Chodzi głównie o e-czytniki. Czytnik staje się synonimem półki z książkami.

Etap ten trwa parę lat. Za punkt startowy można uznać pojawienie się na rynku czytnika Kindle 1.

Pamiętam, gdy pół roku temu starałem się wybrać dla siebie czytnik. Nie zdecydowałem się. Po pierwsze czekałem na przystępne urządzenie z przeglądarką (żeby można było korzystać ze spodziewanego w marcu Google Editions), a po drugie czekałem na iPada. Już wtedy miałem potrzebę dostępu do wielu źródeł, w których mógłbym kupować książki.

4 :. Aplikacja

Gdy trzy lata temu został wprowadzony iPhone, nikt nie spodziewał się jakie wywoła zamieszanie. W AppStore pojawiło się kilkanaście rozbudowanych aplikacji do czytania książek. Każda z nich z dostępem do własnych zasobów, wiele z wewnętrznymi katalogami darmowych publikacji. Niektóre z aplikacji zapewniają dostęp on-line. Podobnie jest z czytaniem książek w Google Books – czyli za pomocą przeglądarki Safari. Mnóstwo publikacji to książki-aplikacje.

Dla mnie to właśnie iPhone (a nie iPad) wywołał rewolucję w sposobie konsumowania i gromadzenia książek. Ważniejsze od faktu posiadania książki na dysku iPhone’a (przecież nawet nie widać folderów) jest dostęp do nich z poziomu aplikacji. To jest pierwszy wymiar – pojedyncze urządzenie z listą aplikacji.

Ale jest też wymiar drugi: szereg aplikacji na różne urządzenia zapewniających dostęp do tego samego sklepu. Dobrymi przykładami są Kindle (aplikacje na komputer, komórki i tablety, oprócz oczywiście własnego czytnika), ale również Kobo, Barnes&Noble czy Wattpad. Czytanie tej samej książki na wielu urządzeniach za pomocą odpowiednich aplikacji – coraz bliżej do chmury.

5 :. Chmura

Jeśli ktoś nie ma problemu z tym, że uosobieniem książki jest aplikacja, to nie będzie miał problemu również z tym, że książka prze niego kupiona będzie przebywała na wirtualnym serwerze, czyli w chmurze. Powiem więcej, kto raz przekona się, jakie to wygodne, nigdy nie będzie chciał z tego zrezygnować.

Coraz więcej osób, które regularnie czytają e-książki, korzysta z więcej niż jednego urządzenia. Może to być zestaw komputer-czytnik albo tablet-komórka. Taki zwyczaj znacznie upowszechni się i zostanie utrwalony przez tablety.

W systemach wielodostępowych takich jak Kindle, kontrolę nad książką mamy z poziomu serwerów Amazona. Dzięki temu bez względu na to, czy otwieram ją na czytniku czy iPhonie, po krótkiej synchronizacji książka otwiera się na na stronie, na której przestałem ją czytać.

Wielki krok do przodu zrobimy dzięki Google Editions, gdzie dostęp do półki z książkami będzie taki sam, jak do wszystkich innych usług Google – przez przeglądarkę. Biorąc pod uwagę fakt, że e-czytelnicy poszukują swojego docelowego modelu kupowania i gromadzenia książek, a dystrybutorzy treści starają się przegonić konkurencję w liczbie punktów dostępowych do kont czytelniczych, najważniejsze stanie się to, kto będzie w stanie zapewnić maksymalnie wygodny dostęp do maksymalnej liczby książek.

Etap e-książek w chmurze trwa kilka miesięcy, a te najbliższe pokażą, czy poprzestaniemy na modelach już nam znanych, czy też pojawią się nowe.

Oczywiście można się uprzeć i uznać, że cztery e-książkowe etapy to jedno i to samo. Dla mnie to nie jest jedno i to samo. Każdy z nich wpływa w inny sposób na decyzje o zakupie książki.

W przypadku czytników ich kupno powiązane jest z wyborem e-księgarni. W systemach zamkniętych, jak np. Amazon, eClicto czy iBooks praktycznie nie ma szans na wymienność książek z tymi zakupionymi gdzie indziej. Są też systemy takie jak Adobe Content Server, które zapewniają przynajmniej teoretycznie, wymienność książek między księgarniami obsługiwanymi w ten sam sposób. Każdy z tych modeli daje czytelnikowi inne narzędzia do kupowania książek i zarządzania swoją biblioteką.

Dużo łatwiej jest wtedy, gdy zaczynamy myśleć o gromadzeniu książek w oparciu o urządzenie z odpowiednią liczbą aplikacji. Jeśli mam iPhone’a, to mogę za darmo ściągnąć aplikacje Amazona, B&N, Kobo, Wattpad i wiele innych. Jedno urządzenie zagwarantuje mi dostęp do olbrzymiej liczby książek. Dlaczego mam decydować się na Kindle Store, skoro mogę mieć dostęp również do pozostałych?

Jeszcze łatwiej będzie w sytuacji, gdy na dobre zacznie funkcjonować idea księgozbioru w chmurze. Wtedy nie będzie miało znaczenia urządzenie, mniejszą rolę będą odgrywać aplikacje, najważniejszy stanie się (nieprzerwany) dostęp do Internetu.

Jeśli podobał ci się artykuł, prosiłbym o kliknięcie w przycisk "Lubię to". Zachęcam do subskrypcji wpisów na blogu oraz pobierania darmowej edycji Hasła niepoprawnego. Połączmy się również na Twitterze i Facebooku.

Related Posts with Thumbnails

Comments and Reactions: View Comments

Comments enhanced by BackType Connect reactions from Twitter, FriendFeed, Digg, Reddit and Hacker News.

  • aurelia es says:

    Owszem. Owszem. Chociaż wciąż trudne do wyobrażenia. Jednak posiadanie paru tysięcy zakurzonych książek na półkach, dokładanie nowych półek, pogłębianie starych… A później szukanie właściwego woluminu, kichanie, dmuchanie na wieloletni brud, który się tam zebrał… Trochę będzie mi szkoda zaginania kartek, ale cóż… trzeba się z tym pogodzić. Zwłaszcza, że czytanie e-booków dostarcza takich samych wrażeń jak wersji papierowych. Prawda?
    P.S. Nowy layuot ok. Podoba mi się.

  • Na e-książki decydujemy się z powodów racjonalnych. Z powodów emocjonalnych ich unikamy. Półka z książkami nie zniknie, a jedynie znajdzie się na niej miejsce na nowe formy: książki “hybrydowe”, audiobooki i będący materializacją e-książki czytnik. Czy to źle? Nie sądzę:-)

blog comments powered by Disqus