Syndrom Justina T.
Wyszukując na YouTubie reklamy czytników, natrafiłem na prawdziwy rarytas. W powodzi czytnikowej reklamowej nudy, ubieranej w grubą kufajkę ze specyfikacji technicznej, filmik promujący nową serię e-czytników Sony wyróżnia się, i to zdecydowanie na korzyść.
Dosyć wolno formułuję wnioski (katastrofa 2.0), dlatego zamiast jednego krótkiego komentarza na YT, piszę to dopiero po paru dniach na blogu. Otóż doszedłem do wniosku, że wielu ludzi ta reklama śmieszy – z tym, że z dwóch różnych powodów.
Jedni śmieją się dlatego, że przecież nie jest możliwe, żeby Justin Timberlake przeczytał 100 książek, pewnie nie przeczytał od dawna żadnej. Pewnie nawet scenariusza reklamy nie przeczytał, tylko jego agenci. Przyłapaliśmy na tym sławnego faceta, młody, niedouczony, ha ha ha! To jest powód do śmiechu dla ludzi, którzy książki czytali, czytają i nie trzeba ich specjalnie przekonywać, że powinni jeszcze więcej.
Ale jest też druga grupa odbiorców. Oni się śmieją, podejrzewam, z tego, że Justin jest tak rozbrajająco szczery, bo już nie musi ukrywać, że nie czyta. Mówić “czytam książkę” w ten sposób, by od razu było wiadomo, że to żart. I to jest dopiero cool! Takich ludzi z syndromem Justina T. – którzy łapią się na tym, że (już) nie czytają, ale wcale nie mają z tym problemu, wręcz przeciwnie – będzie coraz więcej. Paradoksalnie to właśnie forma gadżetowa, a nie papierowa ma szansę na zatrzymanie ludzi przy czytaniu książek.
Fajnie, że ktoś próbuje do nich dotrzeć. Sony akurat robi to dla pieniędzy. Ma kontrakt z JT, to go ogrywa na różne sposoby, a że w czytnikach widzą przyszłość, to bardzo dobrze. Z tym, że sam czytnik też nic nie da, jeśli nie będzie dla nowego czytelnika odpowiedniej prozy.
Taką mam potrzebę, żeby coś z tym zrobić, zanim syndrom stanie się normą.
Pingback: Tweets that mention Syndrom Justina T. | Password Incorrect -- Topsy.com