.: This blog is optimized for mobile viewing. Just type passwordincorrect.com in your cellphone's browser. For more options click here :.

Witaj książko, powodzenia vooku

Kolejny z serii artykułów, które bardzo chciałbym przestać pisać, ale na razie się nie da. Otóż dzisiaj na Onecie opublikowano artykuł Żegnaj książko, witaj vooku. No nie, pomyślałem, kolejny sążnisty tekst redakcyjny mający okopać Polaków w oczekiwaniu na apokalipsę zwaną e-bookiem. Pomyliłem się. Artykuł został przetłumaczony  – z “The Washington Post” (tutaj można przeczytać oryginał) – a jego autorka Monica Hesse z dużą dozą obiektywizmu przygląda się nowym książkowym formatom, w tym ich wpływowi na sposób, w jaki czytamy książki.

Polskie tłumaczenie jest w miarę wierne, a jedyny ślad redakcyjnej ingerencji widać w tytule – z którego niestety wieje przeterminowanym horrorem na miarę “Wilczycy”. Tytuł oryginału As books go beyond printed page to multisensory experience, what about reading?. Z kolei w wynikach wyszukiwania na stronach WP tytuł jest krótki i zwięzły Video/books? Yes, the plot thickens (sprawdź tutaj). Przepraszam, gdzie tu jest bye, bye?

“Czy e-book zabije książkę”, “śmierć książki”, “żegnaj książko” – oto polski wkład w rozwój książki. Tego nie rozumiem. Z tym, że książka musi się zmienić nikt już chyba nie polemizuje. Papier staje się coraz większym obciążeniem, również dosłownie. I dla wydawców i dla czytelników. A to przez papier, jego zapach i szelest, cała ta jazda w zabobony. Czasem mam wrażenie, że słucham obrońców papieru, a nie książki. Gdyby bronili książki, pozwoliliby jej się rozwijać.

W prezentacji, którą miałem okazję przedstawić na pierwszym polskim Bookcampie, stwierdziłem, że nie rozumiem dlaczego książkę, której przecież ludzkość zawdzięcza swój rozwój, tak bardzo chcemy utrzymać w formie sprzed sześciuset lat. Nikt mnie nie obrzucił za to pomidorami. Może dlatego, że byli na spotkaniu ludzie z otwartymi głowami.

Takich otwartych głów brakuje w redakcjach wpływowych mediów, skoro jedyny wkład ogranicza się do sprowadzania nowych form książki do jednego mianownika, w którym e-book wiąże się z trupią czaszką. Niech ci, którzy wróżą apokalipsę, pomyślą już teraz o następnym pokoleniu, które jeśli nie stworzy mu się możliwości korzystania z treści książkowych w nowych sposób, może książkę odrzucić w całości – jako nieatrakcyjną formę świata przeszłości. Wzbogacanie treści o elementy zwiększające jest atrakcyjność, to przecież nic zdrożnego. Jeśli faktycznie by tak było, wszystkie książki dla dzieci powinny być drukowane w jednym kolorze, czcionką Times 12 pkt, bez jakichkolwiek ilustracji. Cała reszta odciąga uwagę od tekstu, nieprawda?

Jeżeli chodzi o drugi człon tytułu, to również mamy do czynienia ze spłyceniem. Wystarczyłoby trochę poszperać w internecie, żeby się dowiedzieć, że Vook może i najbardziej jest wypromowany (dzięki postaci wizjonera Brada Inmama), ale pewnie nie będzie zaczynem nowoczesnej imponującej możliwościami książki elektronicznej. Projektem można się było zachwycić na etapie zapowiedzi. Sam uległem wizji Inmana, o czym pisałem w tym artykule. Vook, jako książka z elementami wideo i funkcjami społecznościowymi, brzmiał bardzo obiecująco – zwłaszcza, że miał wystartować jako platforma otwarta. Każdy autor, podobnie jak w Kindle Store lub Smashwords, miałby możliwość samodzielnego publikowania książki. Niestety stało się inaczej. Inmam postanowił wydawać książki przy współudziale dużych wydawców i przy okazji wręczać zlecenia swojej drugiej firmie, która specjalizuje się w produkcji… trailerów książkowych. Nie ma się co dziwić, że vooków na razie nie jest dużo.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że otwarta platforma pozwalająca na publikację nowoczesnych interaktywnych, odbieranych wieloma zmysłami książek niebawem powstanie – i to ona, lub one spowodują wybuch zainteresowania książką. Feedbooks już daje możliwość publikowania treści tworzonych w Google Wave. Obiekty wideo już teraz można umieszczać w książce za pomocą Adobe InDesign, ale jest to wiedza niedostępna dla normalnych użytkowników. Pojedynczy web-developerzy eksperymentują z umieszczaniem klipów w plikach ePub. Musi nastąpić standaryzacja formatów i wtedy książka z funkcjami audio, wideo, zaznaczania i przesyłania fragmentów, ocenami, komentarzami będzie dostępna dla czytelników… i autorów.

Do opublikowania takiej książki już teraz się przygotowuję – mimo, że nie ma jeszcze odpowiedniej technologii. Na razie tworzę muzykę na iPhonie, piszę teksty bazujące na tagach z Twittera (hashtagstory), eksperymentuję z Google Translate (opcja tłumaczenia prędzej czy później też się pojawi), a ostatnio także tworzę (znowu w iPhonie) jednoobrazkowe mikrohistorie 1picstory. Wszystko po to, by opowiadania, które piszę (głównie flash-fiction) mogły być przecinane krótszymi formami urozmaicającymi treść.

Vookowi trzeba życzyć powodzenia, które będzie bardzo potrzebne, jeśli firma nie otworzy się na self-publisherów. Ja powodzenia życzę również każdemu następnemu podobnemu przedsięwzięciu. Nigdy książce nie powiem “żegnaj”, a witać ją mógłbym bez ustanku.

Subskrybuj wpisy w języku polskim

Możesz również wybrać subskrybcję poszczególnych kategorii. Sprawdź listę.

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (1 votes, average: 5.00 out of 5)
Loading ... Loading ...

Share/Save/Bookmark Subscribe

Comments and Reactions: 10

Comments enhanced by BackType Connect reactions from Twitter, FriendFeed, Digg, Reddit and Hacker News.

Leave a Comment