Życzenia od Kereta czy życzenia od Kereta?

Wracam do życzeń świątecznych Kereta, bo temat nie daje mi spokoju (a powinno być przecież na odwrót). Wszystko za sprawą “Tygodnika Powszechnego”. Otóż pismo to opublikowało życzenia w świątecznym wydaniu. Tak pisało o nich w Internecie:

W bożonarodzeniowym numerze “Tygodnika Powszechnego” niepublikowana nigdy wcześniej i napisana specjalnie dla Czytelników “Tygodnika” przypowieść wigilijna Etgara Kereta.

Oznacza to, że Etgar Keret napisał przypowieść świąteczną specjalnie z myślą o czytelnikach wydawanego na papierze pisma katolickiego w Polsce – i dla nikogo innego. Gdy tłumaczyłem z angielskiego kartkę świąteczną Kereta, którą jako subskrybent otrzymałem mailem od “Electric Literature”, przyjąłem więc założenie, że chodzi o inny tekst, mimo, że pierwszy paragraf brzmiał łudząco podobnie. Uznałem w swojej łatwowierności, że katolickie pismo nie stosuje zabiegów marketingowych z pogranicza czegoś, co potocznie nazywane jest kłamstwem.

Na to, że może być inaczej zwrócił uwagę Maciej Gierszewski, autor bloga Hajfa. Po przeczytaniu mojego tłumaczenia kartki zamieścił komentarz, w którym stwierdził, że kartka od EL i kartka od TP to ten sam tekst. Wiedział co pisze – tekst z “Tygodnika” umieścił na blogu, ale na prośbę działu marketingu tego pisma musiał go usunąć.

Bardzo możliwe, że Keret (lub jego agent) wysyłał życzenia mailem do swoich najbliższych (lub co też możliwe – wszystkich kontaktów mailowych): przyjaciół, wydawców, tłumaczy, dziennikarzy. O tym, że kartka nie została napisana specjalnie dla “Tygodnika Powszechnego” świadczy kilka faktów:

:. Ważną częścią tekstu są odnośniki do Wikipedii. Taki sam tekst na papierze, pozbawiony kontekstu,  jest niepełny, ułomny. Trudno uwierzyć, żeby autor pisał taki tekst wiedząc, że odnośników w nim być nie może.

:. Na oficjalnej stronie Etgara Kereta jest informacja o dostępnych tłumaczeniach kartki świątecznej: angielskim oraz szwedzkim. Nie ma nic o polskim tłumaczeniu. Nie ma też żadnej informacji o tym, że kartka została napisana specjalnie dla pisma z Polski o nazwie “Tygodnik Powszechny”.

:. Gdyby życzenia były pisane dla czytelników konkretnego tytułu z Polski, stosowne byłoby nawiązać do tego tytułu, lub przynajmniej umieścić jakiś polski akcent (może się czepiam, prosty człowiek jestem, mogę się nie znać).

Dlaczego poświęcam cały tekst w sumie dosyć nieistotnej rzeczy? Tu kłamstewko, tam kłamstewko, z czegoś wydawcy przecież muszą żyć, a święta to idealny czas zbiorów. Dlatego, że historia “dwóch” kartek od Kereta doskonale pokazuje różnicę w podejściu wydawców do czytelników.

Pierwszy wydawca przywłaszcza sobie tekst (w takim znaczeniu, że przypisuje sobie prawo do pozostawania jedynym adresatem) – po to, by nakłonić tym tekstem do kupowania wydania, w którym znajduje się jego pełna treść – przy okazji tępiąc wszelkie próby uwolnienia tekstu. W sumie wszystko niby jest w porządku, TP ma prawo i obowiązek chronić autorów przed nieuprawnionym rozpowszechnianiem ich utworów. Niesmaczne jest to, że dotyczy to życzeń świątecznych, czyli tych wyjątkowych tekstów, którymi ludzie powinni dzielić się w sposób nielimitowany. Niesmaczne jest też to, że dotyczy to pisma nie kobiecego, nie motoryzacyjnego, nie komputerowego – ale katolickiego.

Wydawca drugi rozsyłał życzenia do wszystkich, z którymi pozostawał w kontakcie – z sugestią, by przesyłali je dalej i/lub publikowali. Nie ma lepszego sposobu, by okazać czytelnikowi szacunek. Mam prawo sądzić, że niczym nieograniczone rozpowszechnianie kartki było intencją nie tylko “Electric Literature”, ale i samego Kereta.

Wniosek pierwszy
Pierwszy reprezentuje stary model: kup, a przeczytasz. Drugi ma nowoczesne podejście do czytelnika: przeczytaj, a kupisz.

Wniosek drugi
Pierwszy jest bardziej katolicki. Bardziej po katolicku postępuje drugi.

Wniosek trzeci
W niepomyślach.

A które życzenia od Kereta ty wolisz?

Related Posts with Thumbnails

Comments are closed.

blog comments powered by Disqus