O planach związanych z Barnes&Noble
Jak wcześniej pisałem, bez żadnej łaski można znaleźć się w ofercie amerykańskiego Barnes&Noble. Wystarczy opublikować książkę w serwisie Smashwords. Gdy publikacja spełni kilka wymogów formalnych, znajdzie się w katalogu Premium, a to oznacza zakwalifikowanie do oferty B&N. Niedawno w mailu do autorów, Mark Coker, szef Smashwords podzielił się informacją, że podobna umowa została podpisana również z Sony eBook Store.
W tym wpisie chciałbym podzielić się kilkoma uwagami o tym, jak system działa w praktyce, zdradzić swoje plany, a także poprosić o pomoc.
Zarządzanie książką
Publikacjami zarządza się z panelu w Smashwords. Po ukazaniu się książki w katalogu B&N zmieniłem jej cenę z 4,95 USD na “free”. Zmiana została odnotowana jedynie w Smashwords. Tak więc pierwsza konkluzja jest taka, że książka jest wprowadzana do B&N na piechotę i trzeba liczyć się z tym, że wszelkie zmiany będą odbywały się w ramach kolejnych tur kwalifikacyjnych.
Druga sprawa to konwersja. B&N zamienia format ePub ze Smashwords na swój format (ereader), co jest o tyle dziwaczne, że przy okazji Nooka sam zapowiada przejście na ePub. Konwersja powoduje, że książka, którą sformatowałem zgodnie z przewodnikiem Smashwords wygląda po ściągnięciu na komórkę zupełnie inaczej niż w oryginale. Następnym razem nie będę wrzucał dokumentu .doc, ale albo .txt albo .rtf z pogrubionymi jedynie tytułami opowiadań.
Ciekawie została rozwiązana sprawa numeru ISBN. Książki w Smashwords oczywiście go nie mają. W B&N numer zostaje nadany automatycznie. Jak na razie nie widzę przeciwskazań, a jedynie ułatwienie dla autora. Inna sprawa, że wszystkie książki z oferty księgarni, również e-booki, dostępne są jedynie na terytorium USA. Ma to związek z prawami autorskimi. Ale w przypadku książek ze Smashwords, dostępnych przecież za zgodą autorów na całym świecie, trochę to bez sensu.
Plany
Do oferty B&N chcę wprowadzić dwie książki zamiast jednej. Po pierwsze dlatego, że Password Incorrect ze Smashwords niewiele różni się od darmowej wersji książki z Feedbooks. Byłoby nieuczciwie w jednym miejscu książkę rozdawać, a w drugim sprzedawać. Po drugie – opowiadań przetłumaczonych na angielski mam 50, jest więc materiał na dwie książki o podobnej objętości i strukturze. W każdym z tomów będzie dodatek w postaci kilkunastu hashtagstories.
Pierwszy tom będzie się nazywał jak publikacja darmowa – Password Incorrect. Drugi to Failure Confirmed. I tu docieram do trzeciego powodu: jedna książka to przypadek, dwie – już nie. Wierzę w to, że seria pozwoli zmienić odbiór mojej twórczości.
Zmieniłem również okładki. W porównaniu z oryginałem, który miał ładnie wyglądać na ekranie komórki (i nic poza tym), te okładki mają sprzedawać myśl, że technologia wygląda pięknie, ale co chwila czai się jakiś (przepraszam że po angielsku) – fail. Zależało mi też na tym, by konsekwentnie być kojarzonym z telefonami i innymi urządzeniami mobilnymi. Jak już chcę być pisarzem mobilnym, to muszę drążyć temat. Oto efekt pracy, nie było łatwo, ale rozbawił mnie OoopStore (prawy dolny róg) i potem było już z górki:
Niedawno poprosiłem przyjaciół z Twittera o wybór wersji Password Incorrect i na podstawie okładki wybranej w twittokratycznych wyborach przygotowałem Failure Confirmed.
Prośba
Mam jeszcze gorącą prośbę. Staram się określać siebie, jako autora tworzącego tech-absurd, bo to najlepiej opisuje ton i tematykę opowiadań. Ale z drugiej trony absurd dla wielu ludzi kojarzy się z czymś “be” i zanim dotrze do nich informacja, że to to lektura łatwa, przyjemna i wcale nie chodzi o absurd z wiadomości TV, to jest po sprawie. W związku z tym zastanawiam się, czy nie lepiej podać “tech-fiction stories”.
Jeśli mielibyście się zdecydować na kupno książki, to który opis bardziej by was przekonał? Z góry dziękuję za odpowiedzi, a także za sugestie w komentarzach.
![]()




Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at 



Kupiłem "Człowieka zwanego biurkiem" i czytam jedno/dwa opowiadania dziennie na rozpoczęcie pracy. Więcej nie mogę, bo się uduszę ze śmiechu, a wtedy wszyscy się zorientują co robię w pracy.
Fajnie, że się podobają. Po to je pisałem – na odetchnięcie przed albo po pracy:) A "Człowiek" w wersji elektro czy papiero?
Elektro
Głosuję za ‘tech-absurd’. ‘Tech-fiction’ przywodzi na myśl fantastykę.