Znak! Ukradliście nam książkę?

Niedawno w “Wyborczej” ukazał się histeryczny artykuł Magdaleny Kursy i Rafała Romanowskiego pod chorobotwórczym tytułem Google! Ukradliście nam książkę? Zaczyna się od trzęsienia powiek, a potem napięcie wzrasta:

Harowaliśmy długo, żeby napisać książkę. A kiedy się ukazała, ukradli ją nam. Nie wiemy, kto jest złodziejem. Wiemy, gdzie jest łup. Wisi w internecie. W Google Books

Cały artykuł jest o tym, że Google jest be, bo bez zgody pisarzy skanuje książki i umieszcza je w swoim katalogu książkowym. Śledztwo, akcja jak z filmu sensacyjnego (polskiego, bez pościgu), afera na pół Europy, bo Google wziął sobie książkę o Krakowie, wydaną przez Znak. Po czym okazuje się, że publikację przesłał do giganta z Ameryki pracownik wydawnictwa.

Złodziej został znaleziony (Znak), ale z artykułu wynika, że winny jest Google. Już mi się nie chce reagować na to pajacowanie polskich pisarzy i polskich mediów. Wcześniej pisała w podobnym tonie Rzeczpospolita. Wychodzi na to, że krajowi opiniotwórcy nie zaprzestają wysiłków przekonania przeciętnego Polaka, żeby nie zaglądał do tego siedliska czarownic jakim jest Google Books. Wiadomo o co chodzi, ale żeby aż tak przeginać? Żenada i obciach.

Zamiast uczestniczenia w inkwizycji wydawniczej, zapraszam do czytania moich książek w Google Books (odnośniki poniżej). Sam je tam umieściłem, zanim jeszcze Google wymyśliło sposób na lepsze obchodzenie się z  polskimi numerami ISBN. Można przeglądać do 30% zawartości książek. Wiem, bo sam ustawiałem w zakładce “ustaw jaki fragment książki chcesz udostępnić do czytania”.

Tak więc zgodnie z logiką pisarzy z Krakowa, sam sobie ukradłem książki. W przeciwieństwie do nich jest mi z tym bardzo dobrze.

PS. Na koniec deser. Wybucham śmiechem za każdym razem, gdy to czytam. Ważna osoba ze Znaku nie wie, jak zawierana jest umowa w trakcie tworzenia konta:

Wieczorem dzwoni ważna osoba ze Znaku. – Dopiero teraz skończyłem dwudniowe przeczesywanie wszystkich papierów. Idę uspokojony do domu. Żadnej umowy z Google’em nie było i nie ma – triumfuje.

      Ads
Tags: ,