Nadczynność układu limbicznego jako źródło weny twórczej
W ostatnim wydaniu Newsweeka (41/2009) przeczytałem z zainteresowaniem artykuł pt. “Majstrowanie w głowie”. Jeden fragment był szczególnie ciekawy – o układzie limbicznym. Jest to osadzony głęboko w mózgu ośrodek kontrolujący między innymi tworzenie więzi z ludźmi i gromadzący wspomnienia o dużym ładunku emocjonalnym.
Nadczynność tego układu powoduje, że w naszym umyśle jedna przygnębiająca myśl goni drugą. Kiedy patrzymy w przeszłość, czujemy żal, a spoglądając w przyszłość – niepokój.
Sprowadzanie potencjału twórczego ludzi do talentu lub jego braku, od jakiegoś czasu uważam za dramatycznie nudne. Co innego zaburzenie wydzielania wewnętrznego. Tym bardziej, że w moim przypadku wszystko się zgadza. Prawdziwą falę twórczą, w czasie której powstało ponad dwieście opowiadań, miałem w czasie, gdy przeważał żal i niepokój. Oczywiście powinienem wziąć pod uwagę okoliczności zewnętrzne, czyli środek choroby pięknie nakładający się na wyrzucenie z pracy, ale te powody bledną w porównaniu z wizją ograniczonego wydzielania dopaminy w okolicach jądra ogoniastego.
W Newsweeku podano nawet jak sobie radzić z nadczynnością układu limbicznego. Powinno się stosować dietę wysokobiałkową: jajka, mięso, sery.
Podchodząc do tematu z perspektywy twórcy: jeśli chcę zabić wenę, powinienem zjeść jajecznicę. I jest to niezwykle inspirujące.