Czy samodzielne wydawanie książek to obciach?
Gdy trzy lata temu wydawałem swoją pierwszą książkę, Człowieka zwanego Biurkiem, spotykałem się z zaskakująco odmiennymi reakcjami, wynikającymi bynajmniej nie z lektury, bo rozmówcy książkę właśnie dostawali w prezencie. Gdy dowiadywali się, że wydałem ją osobiście, reagowali tak, jak każdy przyzwoity Polak reaguje na Kononowicza. Inni rozmówcy, którzy dowiadywali się jedynie części prawdy, że wydałem książkę w wydawnictwie Indigo reagowali tak, jakby zobaczyli Stasiuka. Gdy po chwili dodawałem, że wydawnictwo jest moje, reagowali już tak, jak na Kononowicza, no, powiedzmy Kononowicza w lepszym sweterku.
Oczywiście przesadzam z Kononowiczem, ale coś w tym jest, że czytelnicy nastawiają się do książki z góry, biorąc pod uwagę osobę autora. Jeśli jest nieznany, a w dodatku sam wydaje, to reakcja jest oczywista: “gdzie się pcha z tymi książkami”. Co ciekawe, za granicą postrzeganie self-publishers jest już inne, choć wcale nie jest odwrotnie.
Ostatnio temat przypomniał na Twitterze @JerzyPakosz, więc wracam z ankietą. Prosiłbym o szczere odpowiedzi, za grafomana się nie obrażę, każdy pisarz jest grafomanem do czasu, gdy jego książka nie znajdzie się na liście nominowanych do Bookera.
![]()



Recently updated Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at


W internecie wszyscy zaczynamy byc powoli self-publishers, bo umowmy sie ze wszyscy ci posrednicy pomiedzy nami a odbiorca sa w czasach komunikacji elektronicznej wiekszym klopotem niz pomoca.
Z punktu widzenia autora oczywiście się zgadzam. Z punktu widzenia czytelnika ważne jest logo wydawnictwa. Ta sama książka, tego samego autora, tak samo złożona i tyle samo kosztująca – z logiem W.A.B. jest jednak zupełnie inaczej odbierana niż bez logo.
prawda jest taka, wydajac przez wydawnictwo tracimy prawa autorskie, ktore jak chcemy zmienic wydawnictwo musimy odkupic, druga sprawa sam wydalem ksiazke jedna cena jaka musialem zaplacic w wydawnictwie za wydanie 200 egzemplarzy byla od 12 do 8 tys w zalezy od wydawnictwa, w koncu znalazlem drukarnie gdzie drukuja te wydawnictwa i mi policzyli 4.8 tysiecy !!!
ja mam takie pytanie, wydajac samemu, oszczedzamy piniadze, niedajemy zarobic hijenom wydawniczym, dlatego wydawcy chca spychac oraz nazekac na wydawcow idywidualnych,
uzyskanie numerow ISBN jest prymitywnie proste, takze wygenerowanie sobie kodu paskowego zadarmo z tego numeru takze nie nastecza problemow
wiec pomysl o tych 4 tysiacach ktore mozesz zainwestowac w promocje
Samodzielne wydawanie książek – jak najbardziej. Samodzielne wydawanie książek papierowych – już nie. Pieniądze, które zainwestowałem w promocję bynajmniej się nie zwróciły, a myślę, że robiłem bardzo dużo. Ten sam wydatek na promocję poniesiony przez przez duże i przez małe wydawnictwo zupełnie inaczej przekłada się na sprzedaż. Oczywiście mały traci.
Hmm, podejście takie, jak przedstawiłeś w notce jest chyba charakterystyczne dla ludzi wychowanych w kulturze analogowej, gdzie pierwszym sitem oddzielającym teksty dobre od złych (teoretycznie) był wydawca, a dopiero potem czytelnicy (a i tak ich głos nie był aż tak słyszalny jak dziś, gdy można dotrzeć ze swoją recenzją nie tylko do znajomych, ale też zupełnie obcych ludzi). Ludzie zakładają, że ktoś, kto wydaje sam po prostu nie przeszedł selekcji “autorytetu”, czyli jego dzieło jest słabe, trudno im przyjąć do wiadomości, że powody takiej decyzji mogą być zupełnie inne (choćby niechęć do zrzeknięcia się majątkowych praw autorskich do tekstu). Myślę, że to się będzie powoli zmieniać, bo po pierwsze ludzie zauważają, że wydawcy nie zawsze stawiają na dobre teksty, szybciej wybierają te, na których mogą dużo zarobić, po drugie chyba coraz mniej znaczy dla nas zdanie autorytetów różnego rodzaju, ufamy raczej sobie i nam podobnym. Krótko: pewnie dla naszych dzieci rekomendacja w postaci wydania pod szyldem jakiegoś wydawnictwa, nie będzie powodem dla uznania takiej książki za bardziej wartością od tej wydanej nakładem własnym, czy nawet tylko w formie e-booka.
Problem dotyczy wielu dziedzin. Z jednej strony autor. Zglasza sie do wydawnictw i stawiane mu sa rozne warunki, na pewne moze przystac, na inne nie. Zazwyczaj zajmuje to troche czasu, by ksiazke wydac, czasami jest juz ona wtedy mniej aktualna. Z drugiej strony w Europie Zach i w USA powinno sie posiadac tzw. agenta, czyli kolejny szczebelek, ktory trzeba przeskoczyc.
Druga sprawa: autor nawet i wyda ksiazke w wydawnictwie, ktorego nie posiada, ale na promocje itd. czasem nie ma wplywu.
Trzecia sprawa: Jest wiele osob, ktore pisza do szuflady i sa to dobre teksty, ale za malo, by z takiej osoby robic autora, ktorego ksiegozbior obejmowalby iles tomow, wydan, itd. Czasami sa to rzeczy jednorazowe. I co, autor ma blysnac jak meteor?
Do mnie zglosila sie wloska autorka. Amalia juz probowala na wlasna reke zdobyc agenta, przebic sie do roznych wydawnictw i nic nie pomagalo, zostala w Warteschleife, w poczekalni. W dodatku nastawienie wydawnictw bylo powiedzmy to nienajmilsze. Nie jestem wydawca, zajmuje sie raczej integracja europejska, promuje projekt Scholar Online Europa http://www.scholar-online.pl i wlasnie ze wzgledu na ten aspekt europejski i na normalne postawienie sprawy, zainteresowalam sie pomoca Amalii. W miedzyczasie wydalismy jako Scholar Online Europa jej ksiazke po angielsku i polsku, na Walentynki bedzie wydanie niemieckie, a moze i nawet druga czesc ksiazki po angielsku. Nie uwazam tego za obciachowe, ze promujemy ebooka (na wiecej nas na razuie nie stac) jednej autorki, tak samo jak Amalia nie uwaza tego za obciachowe, ze ma wydawce, ktory nie jest typowym wydawca. Cieszy nas za to odzew z Europy i reszty swiata (m.in. Argentyny czy USA), a sama autorka zbiera komplementy za uniwersalnosc przekazu (jej ksiazka to troche wiecej niz dziewczyniarskie dyrdymaly, w dodatku ma klimaty polskie, siega korzeniami do tradycji europejskich i ma swoj unikalny wklad w promocje polskiej i europejskiej kultury).
Za obciachowe uwazam, gdy promuje sie ladnie opakowane “g” pod szyldem wielkich firm, wydawnictw, itd. Stawiam na jakosc i na szczerosc. Oczywiscie marketing powinien dzialac, ale nie powinno sie naciagac w nieskonczonosc faktow.
Dlatego jestem jak najbardziej za publikowaniem wlasnych rzeczy nawet pod wlasnym szyldem.
Dodatkowa uwaga: w USA powstala nawet platforma Smashwords, ktora pomaga wlasnie takim pojedynczym, niezrzeszonym autorom. Widac, ze nie sa to przypadki pojedyncze.
Twitter: http://twitter.com/stoerungsquelle
Scholar Online Europa: http://www.scholar-online.pl (edycja polska)
Amalia Angellinni: http://www.scholar-online.pl/viewpage.php?page_id=108 (oczywiscie wielojezykowo)
Hhe article’s content rich variety which make us move for our mood after reading this article. surprise, here you will find what you want! Recently, I found some wedsites which commodity is colorful of fashion.
http://www.thegy.net