Mądry Polak po czytniku
Z rosnącą trwogą obserwuję jak dochodzi w Polsce do niebezpiecznego rozwarstwienia w podejściu mediów do e-książek:
Coraz więcej mówi się o czytnikach e-książek. Prawie wcale nie mówi się o samych e-książkach.
E-czytnik :. Pierwsze zjawisko jest jak najbardziej zrozumiałe. O e-czytnikach pisze branża technologiczna, która zainteresowana jest ich stroną techniczną. Branża ta ciągnie rozwój społeczeństwa. Ludzie się z niej wywodzący są naturalnymi liderami w generowaniu nowych potrzeb konsumenckich. Jeżeli chodzi o e-czytniki, to polskie media technologiczne przekazują wszystkie najważniejsze informacje ze świata, czasem wręcz bez zastanowienia się, czy ma to w Polsce jakiekolwiek przełożenie (choćby premiera Kindle 2, najpopularniejszego nieczytnika książek w Polsce). Każda nowość wywołuje coraz gorętsze dyskusje, jak chociażby zapowiedź nowego czytnika od Asusa, który ma mieć dwa kolorowe ekrany, składać się jak książka i kosztować ok. 165 dolarów. Dyskusje te (zresztą nie ma się co dziwić) kończą się na pytaniu: czy byłbym skłonny kupić taki czytnik za takie pieniądze, biorąc pod uwagę jego specyfikację techniczną.
Można powiedzieć jedno – jeżeli chodzi o popularyzację książki elektronicznej, branża IT robi co trzeba, a nawet więcej. Jestem przekonany, że będzie się bardzo dużo pisało o czytniku eClicto w momencie, gdy urządzenie wejdzie na rynek.
E-książka :. Drugie zjawisko właściwie też rozumiem, ale absolutnie je potępiam. Rozumiem, że polskiemu biznesowi wydawniczemu nie zależy na promowaniu i rozwijaniu e-książki, bo boi się, że ta zabije sprzedaż książki papierowej. Stąd prawie zupełna cisza w mediach, które zajmują się tematyką książkową. O nowoczesnej książce dowiadujemy się głównie z informacji o Google Book Search i to jedynie w tonie “polscy pisarze są oburzeni”. Takie podejście dosyć skutecznie zahamuje rozwój zainteresowania książką elektroniczną. Taki paradoks – środowisko, które odpowiedzialne jest za rozwój społeczeństwa, tak naprawdę ten rozwój hamuje.
Tak więc nie czytamy w mediach poświęconych kulturze o tym, że można czytać książki na komórkach, nie czytamy o darmowych zasobach książkowych, nie czytamy o możliwościach, jakie CZYTELNIKOWI, a nie tylko entuzjaście nowych technologii, dają e-czytniki.
Co więcej, branża wydawnicza popełnia jeszcze jeden, dużo ważniejszy grzech. Każda książka, bez względu na to czy papierowa, czy elektroniczna, składa się z treści i z nośnika. W przypadku e-książki nośnik, czyli e-czytnik ma się dobrze – branża technologiczna podgrzewa atmosferę, żeby było ciekawiej urządzeniami, których w Polsce nie ma. Z kolei branża wydawnicza robi bardzo mało, by zadbać o treść. W tym przypadku chodzi o treść zapisaną w nowoczesnych formatach, stworzonych do czytania na e-czytnikach (jak np. ePub). Mam nadzieję, że sytuację zmieni eClicto, w którego model biznesowy wpisane jest upowszechnienie nowoczesnych formatów.
Wczuwając się w rolę wydawców, mógłbym dojść, podobnie jak oni, do błędnego wniosku, że upowszechnienie książek w formacie elektronicznym doprowadzi do piractwa. Ja uważam inaczej. Do piractwa doprowadzi brak książek w formatach przeznaczonych na e-czytniki. Pamiętajmy, że ludzie związani z technologiami i ludzie związani z książką to póki co dwie wykluczające się grupy. Obawa wydawców, że e-książka zabije książkę papierową jest o tyle nieuzasadniona, że pierwszymi konsumentami e-książki będą entuzjaści technologii, którzy niekoniecznie sięgają już, w ich mniemaniu po “zabytek”, jakim jest książka papierowa. Będą więc NOWYMI czytelnikami. Zanim zainteresowanie e-książką dotrze do OBECNYCH czytelników, a ich przyzwyczajenia zmienić przecież najtrudniej, to wydawcy będą mieli czas przygotować się na e-zmiany. Tak jak robią to wydawcy na Zachodzie.
Wracając do piractwa – gdy pierwsi czytelnicy e-książek będą mieli już urządzenia, a nie będą mieli książek, uruchomią swoją wyobraźnię, by je zdobyć, co w przypadku specjalistów od technologii nie powinno być trudne. Czy nie lepiej temu zapobiec i zadbać o to, by można było wybierać nie spośród kilkudziesięciu polskojęzycznych książek na e-czytniki, a kilkunastu- lub kilkudziesięciu tysięcy?
Drodzy Wydawcy, oby w czasie, gdy już wszyscy w Polsce będziemy mieli czytniki, nie okazało się, że najzwyczajniej w świecie nie ma czego na nich czytać.
PS. Poniżej lista artykułów, w których tę pogłębiającą się lukę próbuję wypełniać treścią.
-
Mussurka