Google Books 2.0 – jest dobrze

google-booksWczoraj Google udostępniło nową wersję jednego ze swoich flagowych produktów: Google Book Search. Przy okazji zbiegło się to ze zmianą nazwy na Google Books, co trafniej oddaje, czym jest ten serwis obecnie.

Wprowadzonych zostało siedem głównych zmian, które znacząco ułatwiają i uprzyjemniają korzystanie z serwisu. Podaję je za oficjalnym anglojęzycznym blogiem (na polskim blogu Google nie ma jeszcze żadnej informacji na ten temat), dodając swoje spostrzeżenia i uwagi.

:. Możliwość wklejania kodu z podglądem książki

Google Books stwarza teraz prawdziwe możliwości dzielenia się informacjami o książkach. Podobnie jak w Google Maps czy YouTube, można teraz skopiować kod strony z podglądem książki i wkleić go np. na swój blog. Poprzednio też to możliwe jedynie teoretycznie, czyli było piekielnie trudne i korzystali z tego jedynie doświadczeni programiści.

Dla mnie jest to absolutna rewelacja. Do Google mam stosunek idealnie ambiwalentny, ale ta jedna funkcja jest strzałem w dziesiątkę. Dla każdego wydawcy, który świadomie promuje swoje książki przez Google Books jest to bardzo duża wygoda. Nie trzeba odsyłać czytelnika ze strony wydawnictwa, żeby miał możliwość zapoznać się z treścią książki. W moim przypadku udostępniam do przejrzenia 30% zawartości. Jak wygląda podgląd książki po wklejeniu na mój blog, można zobaczyć np. tutaj.

Ta funkcja prędzej czy później musiał się pojawić, biorąc pod uwagę inwencję, z jaką dzielą się widgetami inne podmioty upowszechniające książkę w internecie (dobry przykład do Goodreads)

:. Lepsze przeszukiwanie zawartości książki

Do tej pory również można było wyszukiwać treść w książce. Po to w końcu powstał taki produkt. Ale teraz ta funkcja działa dużo lepiej niż poprzednio.  Podoba mi się zwłaszcza sposób wyświetlania wyników. Słowo wyszukiwane, oczywiście zaznaczone (na żółto lub pogrubioną czcionką), wyświetlane jest w niewielkich kilkuwierszowych panelach, co pozwala na szybkie zorientowanie się w kontekście. Kliknięcie w panel przenosi nas do pełnej strony z szukanym tekstem.

:. Podgląd miniatur stron

Funkcja do tej pory niedostępna – można szybko przejrzeć zawartość publikacji, klikając w ikonę thumbnail view. Wyświetla się lista stron, jak w przykładzie. Przydatne zwłaszcza w przypadku publikacji kolorowych, np. czasopism.

:. Szybki dostęp do treści z paska nawigacyjnego

W trybie przeglądania książki można w każdej chwili przejść do listy rozdziałów, które można jeszcze przejrzeć. Jest to o tyle przydatne, że wydawcy z reguły udostępniają fragment książki do przejrzenia, 20-30%. Gdy ktoś przegląda książkę z danego adresu IP, to może otworzyć ograniczoną liczbę stron. Z każdą otwartą stroną liczba wciąż dostępnych maleje. Dlatego szybki dostęp pomaga natychmiast zorientować się, jakie fragmenty książki są jeszcze do “skonsumowania”.

:. Funkcja “tekst w html”

W przypadku książek w domenie publicznej w zakładce przeglądania treści widzimy tak naprawdę skany stron. W przypadku tych książek dostępna jest opcja przeglądania tekstu jako html. Według Google funkcja ta ma służyć osobom niedowidzącym, które korzystają z syntezatorów mowy. Dla mnie ważne jest to, że w przypadku dzieł stanowiących dziedzictwo kulturalne, można swobodnie kopiować ich treść.

Funkcja zamiany tekstu nie jest nowa. Od lutego dostępna jest w mobilnej wersji Google Book Search, o czym pisałem tutaj.

:. Przyciski przewracania stron

Do te pory można było nawigować po książce przewijając zawartość w pionie. Przyciski ułatwiają życie. Aż dziw, że pojawiły się dopiero teraz.

:. Nowy układ stron z informacjami o książce

To ostatnia z wymienionych cech Google Books 2.0. Dla mnie jest ona najważniejsza. Do tej pory zapoznawanie się z książką było zniechęcającym doświadczeniem, które za każdym razem wywoływało irytację lub poczucie bezsilności (lub i to i to). Wynikało to z nieprawdopodobnego chaosu na stronie: tutaj miniatura, a tutaj podgląd główny, tu linki do sklepów, a tu reklamy. Praktycznie trudno było się połapać o co chodzi. I dlaczego tak, a nie inaczej.

Wraz z nową wersją chaos zniknął jak za dotknięciem różdżki. Miniatura z okładką książki zawsze znajduje się w lewym górnym rogu. Koło niej dostępne są cztery opcje: opis, podgląd, recenzje, kup. Kliknięcie w którąkolwiek z nich odsłania nowa zawartość, ale lewy panel pozostaje bez zmian. Dlatego dużo łatwiej zorientować się co, gdzie i jak.

Na koniec dwa spostrzeżenia o tym, czego nie udało się dokonać w nowej wersji.

Po pierwsze, lista słów i wyrażeń kluczowych dalej zadziwia swoją absurdalnością. Przykład poniżej. Zapewniam, że mimo, że specjalizuję się w absurdzie, sam bym na bardziej dziwaczny zestaw słów kluczowych nie wpadł. Nie wiem, jaki skrypt wyławia takie a nie inne słowa jako te najbardziej charakteryzujące daną książkę, ale bardzo chciałbym wykorzystać ten skrypt do automatycznego pisania za mnie opowiadań.

Człowiek zwany Biurkiem – słowa i wyrażenia kluczowe
Sędzimir
, Uryna, Rattan, Obuch, Remik, wam pokażę, klub nocny, Jaśmin, Sparta, Pestka, Słodzik, biustonosz, pieczarka, satelita, motyli, immunitet, Mężczyzna, Koperta, znak interpunkcyjny, kondygnacja

Po drugie, gdy wprowadzałem książki do Google Book Search, a było to równo rok temu, system nie radził sobie z europejskimi numerami ISBN. W efekcie numery moich książek wyświetlane w Google Book Search nie mają nic wspólnego z tymi, które wprowadzałem. Dlatego automatyczne odnośniki do Merlina i Empiku (oprócz pierwszego, ustawionego przeze mnie, czyi wydawcę) kierują do strony “nie ma takiej książki”.

Generalnie jest dobrze, chociaż z pozbywaniem się “beta” z nazwy trochę bym jeszcze poczekał.

      Ads
Tags: ,
  • http://www.discount-nike-dunk-shoes.com nike dunk sb shoes

    Hhe article’s content rich variety which make us move for our mood after reading this article. surprise, here you will find what you want! Recently, I found some wedsites which commodity is colorful of fashion.
    http://www.thegy.net