Uroczy dialog lalkarzy z “Boholka Toys”

Odgrzebywałem wczoraj stare scenariusze przy okazji niezobowiązującego zamówienia (z którego pewnie i tak nic nie wyjdzie) na serial komediowy do telewizji prywatnej. Większość ze skryptów po paru latach zestarzała się emocjonalnie, ale “Boholka Toys” trzyma formę. Pomysł prosty na komedię: polskie biuro czeskiej firmy produkującej pluszowe zabawki. Dorośli ludzie zachowują się jak dzieciaki, a przy tym niemiłosiernie się stresują.

I tak sobie przypomniałem kilkuletnią krytyczną uwagę, że scena z lalkarzami zalatuje dialogowo Misiem. No zalatuje, co zrobić, zwłaszcza że misia robią.

ZEWNĘTRZE. OBSKURNE PRZEDMIEŚCIE – DZIEŃ

W okolicy pełnej zaniedbanych starych domów i nieciekawych budynków gospodarczych stoi niewymownie szpetny baraczek z niewielkim szyldem “Rambo Lalkarstwo Jerzy Malina”.

WNĘTRZE. BARAK – DZIEŃ

Trzech LALKARZY w niewielkim zagraconym pomieszczeniu taśmowo zaszywa torebki z białym proszkiem w małych pluszowych tygryskach z napisem „Tiger Oooopsie”.

LALKARZ MALINA
A pamiętacie, proszę ja ciebie, jak ten z telewizji, ten najważniejszy od szopek i innych kabaretów, przychodził do nas, żebyśmy mu robili te figury na tą szopkę niby noworoczną?
Ten Wałęsa to nam nie wyszedł, za mało śmieszny był w porównywalności z oryginałem, ale za to co ja miałem śmiechu od groma przy Połomskim, proszę ja ciebie, że ten.
(zaczyna rechotać)
No więc, proszę ja ciebie, więc Połomskiemu rzuciłem tupecik, coby po zgodności z prawdą było. No i proszę ja, ten tupecik dobrze zrobiłem, to znaczy, że nie na butapren, ale na spoiwo, coby można było na noc, he, he, ściągnąć.
No i jest nagranie, no i tupecik spada, co zdarza się nawet najbardziej sumiennym tupecikom, ale nie od przeciągu, tylko te aktorzyny, one za bardzo szarpały tego Połomskiego, bo jak się nie ma koncepcji na szopkę, to się idzie w trzęsienie kukłami, no i tupecik odleciał w siną dal, ale że to na nagraniu takim na fest było, to to poszło w telewizji, tylko nie oglądałem, bo ja szopek nie oglądam, bo to głupie jest, proszę ja ciebie, jak but.
Ale, że ten, że proszę ja ciebie, poszło to w kraj, to się Połomski obraził i była śmiechu niezmierność, bo i też tupecik się gdzieś zagubił i ja myślę, że te aktorzyny wzięły, bo oni to pomyślunku nie mają, ale wesołe chłopy są, po generalności.
(wzdycha)
A teraz co? Jakieś plątają się młode kurczaki i każą mi robić pluszowe coś, ni to miś, ni to grzdyś, tylko żeby to coś miało pod warunkiem kręgosłup w środku. Kręgosłup, proszę ja ciebie!

LALKARZ WDYCHOŃ
Kręgosłupu się zachciało, kurczę jego.

LALKARZ SOWA
Tfuu!

LALKARZ MALINA
No i więc i ja tak mówię, proszę ja ciebie, bo po co komu kręgosłup, jak bachory wezmą i rzucą, to po cholerę komu kręgosłup w kawałkach.

LALKARZ WDYCHOŃ
Komu po co, kurczę jego…

LALKARZ SOWA
Tfuuuu!

W tym momencie staje w drzwiach rozpromieniony Robert. Lalkarze błyskawicznie i bardzo fachowo zakrywają eksportowe tygryski i udają, że są mocno zajęci oklejaniem małych pudełek bordowym welurem.

ROBERT
No i jak idzie? Można juź coś zobaczyć?

LALKARZ SOWA
Tfu!

LALKARZ MALINA
A, panie młodszy, co pan, my z czegoś przecież musimy bytność zapewnić rodzinom naszym…

LALKARZ WDYCHOŃ
Rodzinom, kurczę jego.

LALKARZ MALINA
Panie, my tu teraz zlecenie rządowe realizujemy nagminnie, to jest do orderów klasy którejś piękne… i bardzo pracochłonność wciągające, bardzo… futerałki na to żelastwo. No i jakieś pieniążki będą, no może nie na rządową lanciję, ale na skromną tygry… zagryzkę bożą wystarczy.

ROBERT
Ale ja przecież też płacę i to dużo.

LALKARZ SOWA
Tfu, takie tam.

LALKARZ MALINA
Panie, przyjdź pan w przyszłym tygodniu pod koniec przyszłego miesiąca, to pan zobaczysz tego grzdysia swojego.

Robert zbiera się w sobie.

ROBERT
Panowie szanowni specjaliści. Przyszedłem do was, bo wy i tylko wy możecie wykonać ten projekt. A wiecie dlaczego? Bo macie, panowie, najlepsze złote rączki i największego nosa i największą miłość do lalek pluszowych w tym kraju, a może i w unii…

LALKARZ SOWA
Fiuu!

ROBERT
Więc nikomu innemu nie dam, nawet jakby mnie chcieli pokroić za to. A są inni kandydaci, i co więcej sami się pchają, i to są duże firmy i oni już zwąchali forsę i już by dawno zrobili, ale ja się zaparłem, bo ja dobrze wiem, że tylko wy takiego misia mi oprzyrządzicie, że ludzie będą dygotać z wraźenia. I ten miś będzie przebojem i ja wam to mówię, a nie jakieś tam welury na ordery dla pryków. A i dzieci będą wam wdzięczne, że takiego misia zrobiliście, bo to będzie ich ukochany miś, bo takiego misia, który sam siedzi i sam się pochyla to jeszcze nie widziały. Tak panowie szanowni specjaliści, ten miś bedzie sławny, a wy razem z nim, więc po co czekać,

(pragmatycznie)

a poza tym go muszę mieć na za trzy dni.

Robert patrzy na lalkarzy triumfalnie, a ci są pod dużym wrażeniem. Długo nie mogą ochłonąć.

LALKARZ MALINA
To żeś nas pan, proszę ja ciebie, tutaj uzmotywowałeś. Chłopaki bierzemy się za grzdynia, bo dzieciarnia krajowa niecierpliwić się będzie.
(do Roberta)
Masz pan to jak w banku!

LALKARZ WDYCHOŃ
W banku, kurczę jego.

      Ads
Tags: