Musiałem usunąć cztery książki z Feedbooks

czcionkaGdy wprowadzałem Hasło niepoprawne do Feedbooks jedną z najważniejszych cech, które mnie przekonały do tego serwisu był brak jakichkolwiek problemów z wyświetlaniem polskich czcionek. Czasy się zmieniają, już nigdy więcej krzaków polskich*, pomyślałem szczęśliwy. Do przedwczoraj. Po obfitej wymianie komentarzy pod artykułem, w którym zachęcam do publikowania książek w Feedbooks w końcu dotarło do mnie, że krzaki polskie are back. Oczywiście odmienione, w formie pytajników, ale dalej pełne siły do odbierania ludziom ochoty do życia.

Po dwóch dniach walki i wymiany maili z Hadrienem Gardeurem z Feedbooks w końcu poddałem się technologii z rejonów systemów kodowania znaków. Powodowany poczuciem obowiązkowości (nie będę czytelnikom serwował pytajników na wagę) z dużym bólem podmostkowym poprosiłem o usunięcie z Feedbooks czterech książek. Są to, czy raczej były to promocyjne, mobilne, oczywiście darmowe edycje czterech wydrukowanych zbiorów opowiadań: Człowiek zwany Biurkiem, Małe bure skakadło, Pijany zagajnik, Rosół a priori. Wszystko wskazuje na to, że winna jest Stanza, która przestała w którymś momencie obsługiwać polskie czcionki, choć sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. I dużo bardziej zabawna (o odcieniu gorzkim).

W piątek po ściągnięciu bezpośrednio przez Stanzę na iPhone’a, wyświetlały się pytajniki w trzech książkach, oprócz Rosołu. Dariusz, internauta z którym wymienialiśmy się wiedzą i poglądami o problemie zasugerował, żeby sprawdzić jeszcze wyświetlanie książek w Stanzie Desktop. Jest to aplikacja na komputer, która pozwala czytać e-booki w formacie ePub, między innymi te ściągane z Feedbooks. Żeby było ciekawiej, w listopadzie, wszystkie książki przed kliknięciem w przycisk “publish” testowałem właśnie w Stanzie Desktop. I wszystko wyświetlało się poprawnie.

Zauważyłem też, że Stanza na iPhonie gubi paragrafy. Na przykład po ściągnięciu Człowieka okazywało się, że książka ma jedną stronę i jest to strona ostatnia. Gdy jednak kliknąłem w spis treści pojawiły się tytuły opowiadań i wszystko wracało do normy. Z tym, że pytajniki były. Postanowiłem nie wpadać w panikę i poczekać. Może panowie ze Stanzy sobie eksperymentują z formatami, bo nie mają co robić. Zresztą wersja 1.8 programu wygląda na taką, jakby powstawała z powodu nadmiaru wolnego czasu i wody sodowej – czyli dużo głupawych funkcji, ze sztandarowym absurdem, czyli czcionką Zapfino, wyglądającą jak podpis Andrzeja Leppera, w której to czcionce miałoby się czytać tekst książek. Żeby obraz dopełnić, testowałem również książki w aplikacji Adobe Digital Editions (nienawidzę jej, ale wierzyłem, że może  w niej da się odnaleźć zagubione “ś” albo “ń”).

Faktycznie, coś było na rzeczy. Gdy w sobotę ściągnąłem jeszcze raz cztery książki okazało się, że:

– w Stanzie na iPhonie wyświetlają się prawidłowo wszystkie cztery
– w Stanzie Desktop wyświetla się prawidłowo Człowiek zwany Biurkiem
– Digital Editions: żadna

W niedzielę:

– w Stanzie na iPhonie: prawidłowo Człowiek zwany Biurkiem i Rosół a priori
– w Stanzie Desktop: żadna
– Digital Editions: żadna

Napisałem do Hadriena i szybko odpowiedział, że po stronie Feedbooks jest pdf (i tu wszystkie czcionki wyświetlają się prawidłowo). Natomiast pliki ePub zostają do dyspozycji programów, w których mają być wyświetlane, i widocznie Stanza w którejś z kolejnych aktualizacji przestała obsługiwać polskie czcionki. Przynajmniej tak ja to rozumiem.

Tak więc na własnych plecach wyczuwam niemiły oddech technologii będącej następstwem tego, że ludzie nie potrafią porozumieć się co do tego, jak chcą się porozumiewać – jaki system (ISO, UTF), jakie czcionki, jakie formaty. W efekcie tego języki bogatsze od angielskiego o znaki diaktrytyczne sprowadzane zostają do roli hodowli pytajników.

Jako pisarz eksperymentujący z mo-bookami mam też nauczkę za to, że tak bardzo wierzę w nowe media. Książka papierowa, jak już zostanie wydrukowana, to nic się w niej nie zmieni, najwyżej papier zżółknie. Książka elektroniczna natomiast nie jest formą ostateczną. Jej wygląd jest pochodną cech urządzenia i cech formatu plików, w którym została zapisana. W tym przypadku iPhone + Stanza raz serwują a raz nie serwują polskich znaków, więc można się wściec. I zacząłem tęsknić do tych czasów, gdy jako użytkownik Mackintosha nie mogłem otworzyć pliku z pecetowego Worda. Eksperymentowałem z różnymi konwerterami, opcjami i dokumentami pośrednimi. W 99% nic to nie dawało. Ale wtedy wiadomo było od razu, że będzie problem. Teraz problemu na początku nie było. Pojawił się później. I to jest najbardziej nieprzyjemne. Dlaczego? Dlatego, że do tej pory ściągnięto ponad 1700 razy te cztery książki, które musiałem wczoraj usunąć. To dużo. Jest to miernik popularności. Gdybym mógł sprzedać ich tyle w formie papierowej, to pewnie byłyby na listach bestsellerów. Książka papierowa jak już jest, to jest, a e-book nawet jak już jest, to wcale nie znaczy, że jutro też będzie.

W podsumowaniu: będę musiał uczulić autorów na to, żeby uważali przy przygotowywaniu książek w Feedbooks. To raz. I będę musiał wstrzymać się z zachęcaniem do publikowania książek w Feedbooks do czasu, gdy problem pytajników polskich serwowanych przez Stanzę zostanie rozwiązany. Lub zastąpiony przez inny, równie techabsurdalny.

I jeszcze jedno. Szczęście w nieszczęściu, choć mechaniki nie rozumiem – Hasło niepoprawne wyświetlane jest prawidłowo, więc zostaje w Feedbooks. Z serca spadła mi taczka kamieni.

* krzak polski nieprawidłowo wyświetlany polski znak diaktrytyczny
Related Posts with Thumbnails

Comments are closed.

blog comments powered by Disqus