Zakazany seks, cz. 187
Po dzisiejszej wymianie twitów ze @skenfrith i @matoos piszę krótkiecoś o wątku erotycznym w mojej twórczości. Wątek jest wątły – ot jedno opowiadanie Orgazm karalny, które nawet jakoś specjalnie nie pobudza. Pisałem je w czasach PiS-u i wyobraziłem sobie, co by się stało, gdyby służby ingerowały w najbardziej intymną sferę życia. Ale tak się złożyło, że sporą część wejść na bloga notuję z frazy “orgazm”. Oczywiście daleko przed peletonem są “darmowe e-booki”, potem jest wielka luka pojęciowo-wyszukiwarkowa, a następnie pojawiają się w wielkiej obfitości “orgazm”, “orgazm z bratem”, “opowiadanie orgazm” i co najciekawsze: “pomysł opowiadanie orgazm”. Przeważająca większość zachłannych pożeraczy tekstowego erotyzmu ląduje w Karalnym i raczej jest zawiedziona.
Zawiedzionych musi też być 3,5 tysiąca YouTuberów, którzy obejrzeli ten film:
Film postał z ciekazłośliwości – chciałem się przekonać, ile osób zainteresuje się książkami przez związek z zainteresowaniem seksem seryjnym. Patent okazuje się działać, choć mam do niego stosunek typu viva ambiwa, bo też nie ma się czym chwalić. Drugi najpopularniejszy film z serii – Kiedy ostatnio czytałeś książkę? – był oglądany 500 razy. Ciekazłośliwość została zaspokojona: ludzie nie chcą książek, tylko seksu. Powinienem kwaśno teraz stwierdzić, że przerzucam się z tech-absurdu na porno-absurd i do końca wpisu nasycić go słowami ogólnie uznanymi za erotyczne wulgaryzmy i zastanawiam się… zastanawiam się… zastanawiam się, no nie, wiadomo było, że się nie wpakuję w czerwone kółko, choć skoczyłyby statystyki, a nie tam jakieś mo-booki molestować, o jednak coś wskoczyło, więc wrzucam na taga i kończę.
PS.
Zadziwiająco często pojawia się też fraza: “przedziałek po lewej stronie”. Czy ktoś wie o co chodzi?