Mo-booki mogą uratować literaturę piękną

Kilka dni temu pojawiła się w mediach informacja o tym, że Polacy czytają coraz mniej książek. Jednym z wniosków z badań było stwierdzenie, że Internet nie ratuje czytelnictwa, choć odbiera czytelników. Cytuję:
Spadek zainteresowania książką tradycyjną, drukowaną na papierze, odnotowuje się na całym świecie i częściowo jest on związany z rozszerzającym się dostępem do internetu i pojawieniem się nowych, elektronicznych nośników dla książek. Niestety, nie można powiedzieć, że wzrost czytelnictwa w mediach elektronicznych rekompensuje jego spadek w przypadku tradycyjnej książki. Media elektroniczne dają raczej namiastkę tradycyjnego czytelnictwa, np. w przypadku streszczeń lektur, niż tworzą nową platformę rozpowszechniania słowa pisanego.
Jak mają nie być namiastką, jak nikt poważny nie traktuje poważnie Internetu. Nową platformę rozpowszechniania słowa pisanego powinni tworzyć ci sami ludzie, którzy teraz narzekają na to, że Polacy czytają mniej książek. Dla mnie Internet jest szansą dla literatury, a Internet mobilny – szansą dla literatury pięknej. Wystarczy przyjrzeć się zaletom książek przeznaczonych do czytania na urządzeniach mobilnych, które nazwałem mo-bookami.
Mo-book pozbawiony jest głównej wady e-booka
E-book komputerowy ma mobilność komputera, na którego dysku zajmuje swoje skromne kilkaset kilobajtów. Jak komputer jest stacjonarny, to możemy sobie wyobrazić, co to oznacza. Wzbudza to obrzydzenie u każdego miłośnika książek. Jak tu czytać Dostojewskiego siedząc przy biurku w pozycji na pracownika przeznaczonego do zwolnienia? Jak tu skupić się na lekturze Murakamiego, gdy buczy wiatrak?! Gdzie tu przyjemność czytania Stasiuka, gdy bolą plecy?
Z mo-bookami jest inaczej. Urządzenie przenośne jest równie mobilne, co książka papierowa. Możemy go wziąć ze sobą wszędzie – lub raczej – mamy go ze sobą wszędzie. W Polsce bowiem czytnikami książek są w przeważającej liczbie smartfony i touch-screeny.
Mo-book jest bardziej wygodny niż książka papierowa
W przypadku literatury pięknej wygoda i przyjemność czytania mają dużo większe znaczenie niż w przypadku używanego do pracy e-booka fachowego. Ważny jest moment, gdy zabieramy się do lektury. Ważna jest barwa światła lampki nocnej. Ważny jest zapach papieru, faktura i sztywność okładki… lub jaskrawość ekranu, głośność dźwięku klawiszy i sposób nawigacji po książce…
Dla obrońców książki papierowej (p-booka) mam przykrą wiadomość – jeżeli chodzi o wygodę, to p-book przegrywa na punkty z mo-bookiem:
- w jednym smartfonie można pomieścić kilkaset mo-booków (lub więcej, ale po co); ważne jest to z jednego względu – uwaga czytelnika czasów Internetu dzielona jest na wiele strumieni, tak więc czytanie wielu książek jednocześnie, z możliwością powrotu do lektury którejkolwiek z nich, przestaje być wyjątkiem, a staje się regułą
- mo-book pozwala na szybkie przeszukiwanie zawartości katalogu książkowego; żeby znaleźć ukochaną książkę w kartonach, nierozpakowanych od czasu przeprowadzki, trzeba poświęcić znacznie więcej czasu
- mo-book jest bardziej poręczny niż książka – i nie składa się, gdy trzymamy go jedną reką
- formaty plików na urządzenia przenośne (np. ePub) zostawiają poczciwego pdf-a daleko w tyle; najważniejsze jest to, że możemy dopasować wielkość, rodzaj i kolor czcionki; czy można to zrobić z książką papierową?
- jeśli lubimy czytać przy muzyce – chyba dalej nie trzeba pisać…
- najważniejsze: możliwość uzupełnienia księgozbioru bez wychodzenia z domu (księgarnia na rogu) lub bez wchodzenia do komputera (księgarnia internetowa); każdy z programów służących do czytania mo-booków, jak np. Stanza, posiada internetowy katalog książek; ściągnięcie jednej pozycji zajmuje kilkadziesiąt sekund (zobacz film)
Dostępność literatury pięknej
E-booki, jako postnamiastka książki papierowej kojarzone są z terminami “tani” oraz “darmowy”, bo kto by chciał je w innym wypadku czytać. Jednak w czasach kryzysu coraz więcej osób zaakceptuje e-booki – ze względu na cenę. Pisałem o tym szerzej tutaj. I teraz najważniejsze: duża część literatury pięknej dostępna jest w formie elektronicznej za darmo – i to głównie na urządzenia przenośne. Chodzi o książki dostępne w domenie publicznej oraz o książki rozprowadzane zgodnie z licencją Creative Commons. Można je przeglądać/ściągnąć z Google Book Search, są serwisy takie jak Feedbooks, Project Gutenberg, Manybooks. Setki tysięcy książek za darmo. Głównie literatura piękna. Lista serwisów dostępna jest tutaj.
I teraz o co mi chodzi. Zamiast narzekać, trzeba informować o możliwościach, jakie podałem przed chwilą. A instytucje odpowiedzialne za kulturę mogłyby w sposób bardziej otwarty spojrzeć w przyszłość i powalczyć o to, żeby w zasobach Internetu znalazło się więcej polskich książek niż jest teraz. Nie rozumiem, dlaczego mieliby to za nas robić panowie z Google.
Mo-book to propozycja dla nowego czytelnika
Niedawno czytałem w którym z amerykańskich serwisów książkowych, że jeśli kobiety przestaną czytać, to literatura piękna padnie. Nie wiem, czy w polskich badaniach wyniki są podobne, ale na zdrowy rozsądek mężczyzna ma więcej innych ciekawszych dla niego zajęć niż czytanie powieści. Telewizja, gry komputerowe, nowinki techniczne… No właśnie, mężczyźni lgną do technologii i potrafią spędzać (lub marnować) wiele czasu na rozgryzaniu nowego routera, dysku multimedialnego lub touch-screena. Dlaczego mieliby wracać do czynności, która w sposób dramatyczny wyciąga ich z cudownego świata technologii.
Mo-book, w przeciwieństwie do książki w twardej okładce, pozwala na pozostanie w świecie gadżetów. Co więcej pozwala go wzbogacić. I to niewielkim kosztem. Trzeba ściągnąć jeszcze jeden program, a potem już tylko czytać.
Jaką propozycją dla czytelnika nowego typu jest mo-book? To połączenie gadżetu i książki.
Zdaję sobie sprawę, że to podejście (od technologii do czytania) obciążone jest ryzykiem niepowodzenia. Uważam jednak, że warto je podjąć. Można i trzeba docierać do ludzi, którzy są potencjalnie czytelnikami nowego typu – percepcja informacji jest u nich inna niż u czytelnika książki tradycyjnej. Czas, jaki mogą poświęcić na przyjemności jest krótszy. Przyjemność (np. czytanie) odbywa się w krótszych fragmentach. To czytelnik, którego naturalnym środowiskiem zdobywania i pogłębiania wiedzy jest Internet.
Za mo-bookami przemawia jeden fakt: największy wizjoner współczesnego świata, Steve Jobs, uznał jakiś czas temu, że “ludzie przestali czytać” – i pewnie mocno się teraz dziwi, że iPhone, jego własne dziecko, stał się jednym z najpopularniejszych czytników e-książek na świecie.
Mo-book to szansa dla nowej literatury
Tworzy się nowa literacka społeczność, której staram się być aktywnym uczestnikiem – pisarze 2.0. Korzystają ze wszystkich darmowych możliwości, jakie daje Internet, by publikować swoje książki. Nieważne czy w Polsce, czy w USA. Ważne, żeby znalazły w sieci swojego odbiorcę. Coraz więcej jest serwisów, które promują nowych twórców. Jednym z największych jest Feedbooks. O innych regularnie piszę na blogu.
Nowi twórcy piszą inaczej niż autorzy, którzy wiedzą, że ich wysiłek zakończy się foliowaną okładką kryjącą kilkusetstronicową lekturę. Zdają sobie sprawę, że czytelnik ma mniej czasu i że nie umie skupić uwagi na dłużej. Zaczyna powstawać literatura nowego typu – już nie tylko z przeznaczeniem do Internetu, ale właśnie na urządzenia przenośne – w postaci pełnoprawnej książki.
Wniosek:
Nie można uratować literatury wycofując się do papierowej twierdzy. Trzeba spojrzeć w przyszłość i tutaj zobaczyć możliwości. Ja je widzę. Nazywam je mo-bookami.



Recently updated Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at

