E-booki mobilne zasługują na własną nazwę
Od paru miesięcy dzielę e-booki na te tradycyjne, przeznaczone do czytania na komputerze oraz nowoczesne, będące dla mnie przyszłością książki – e-booki na urządzenia mobilne (telefony komórkowe, smartfony i czytniki).
Od piątku te ostatnie nazywam mo-bookami. Nazwy tej użyłem po raz pierwszy tutaj. O ile mnie Google nie myli, jestem pierwszą osobą, która w Internecie posłużyła się tym określeniem*.
E-booki mobilne zasługują na swoją odrębną nazwę. Nie mają już nic wspólnego z usilnymi próbami dostosowania dokumentu pdf, txt lub html do wymiarów ekranu komórki, tak, żeby dało się cokolwiek przeczytać, ale nie trzeba było przewijać po każdej linijce – tak jak było z moim SE P1i. Te czasy minęły, przynajmniej dla mnie, parę miesięcy temu (w Polsce – wraz z pojawieniem się iPhone’a). Podobnie jak czasy, w których e-book był synonimem nudnej książki potrzebnej do pracy, więc jego elektroniczną formę można było z wyrazem pogardy na twarzy zaakceptować.
Mo-book jest pozbawiony większości wad, które odstraszały czytelników od e-booków komputerowych. Jego najważniejszą zaletą jest mobilność. Już nikt nie może powiedzieć, że nie da się czytać e-booka (mo-booka) na hamaku, na plaży lub w łóżku. Co więcej, w naszym kraju trudno jest mówić o użytkownikach czytników książkowych, dlatego większość osób, która zetknęła się z mo-bookami to użytkownicy smartfonów i touch-screenów. Co to oznacza? Tyle, że mają je zawsze przy sobie. Jedyne co trzeba zrobić, to nakłonić do spróbowania kolejnej rozkoszy obcowania ze swoim cackiem – a przy okazji obcowania z książką. Taka myśl kierowała mną, gdy przygotowywałem książkę na iPhone’a.
Jako rasowy gadżeciarz, ale też technologiczny dyletant zauważam dwie tendencje sprzyjające czytaniu mo-booków:
:. z jednej strony telefony komórkowe stają się większe i mają większe ekrany (touch-screeny) – co zwiększa komfort czytania
:. z drugiej strony pojawiają się modele coraz mniejszych komputerów (netbooki i tablety) – co zwiększa mobilność
Bardzo możliwe, że e-book komputerowy zachowa się jedynie jako nośnik literatury fachowej. Natomiast mo-book jest szansą dla literatury pięknej. Już za parę dni podam, dlaczego tak uważam.
*Piszę o tym dlatego, żeby później nie było, że siedziałem cicho, zamiast komuś powiedzieć.


Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at 


