Google-translated Day

"I, Google-translated" - profil na Twitterze

Stało się. Zrobiłem to, co mi chodziło po głowie od czasu, gdy rzuciłem się na Google-translated fiction.Wczoraj urządziłem Google-translated Day – wykorzystując specjalnie stworzony do tego profil na Twitterze opisałem dzień ze swojego życia, wspomagając się przy tym automatycznym tłumaczem, jakim jest Google Translate Beta.

Bardzo chciałem, żeby potyczka z maszyną, czy raczej skryptem lub ciągiem komend – żeby nabrała intensywności na tyle dużej, bym wyszedł z niej odmieniony doświadczeniem. I tak się właśnie stało. Ale po kolei.

O tym, dlaczego włączyłem Google do swojej twórczości, pisałem tutaj, tutaj i tutaj. Mam tylko nadzieję, że nikt tego wcześniej nie zrobił. Znając swoją rękę do szczęścia wyjdzie na to, że jakiś amerykański poeta awangardowy wymyślił już w 1943 roku patent na dzieło literackie, które powstaje z wykorzystaniem “automatycznych skryptów translacyjnych”, które zapewne były wtedy testowane w niemieckiej wersji językowej. Albo też, co dużo gorsze, za trzy lata znany amerykański pisarz użyje Google Translate (już wtedy nie w fazie beta, mam nadzieję), by przełożyć za darmo dwie i pół strony swojej nowej książki na któryś z języków afrykańskich, by walczyć z analfabetyzmem w tym rejonie świata.

Tak już mam, że to co tworzę, powstaje albo dużo za późno, albo dużo za wcześnie. Ten wpis jest więc próbą zapisania, zachowania i zarchiwizowania działania, które odbyło się dnia 12 lutego 2009 roku, w moim google-łóżku.

Po co to zrobiłem?

Jako bardzo nieawanturująco-starający się pisarz 2.0 w fazie beta próbuję zapraszać do swojej przestrzeni literackiej (modne sformułowanie) nowe wynalazki czasów Internetu. Jestem uzależniony od technologii na tyle, że dostrzegam w niej absurd. Samo pisanie o tech-absurdach, z dystansu i z przymrużeniem oka, przestało mi jednak wystarczać w chwili, gdy uzmysłowiłem sobie, że jako absurdysta nowej generacji muszę praktykować absurd na własnej bladej skórze. Dlatego wziąłem się w zawody z Google i z Twitterem. W moim przypadku nie było to łatwe, biorąc pod uwagę wiek (od 8 do 89,99 lat) oraz postępujący introwertyzm. Mój obecny stosunek do tech-absurdu mogę określić jako “praktykowana rezerwa”. Z połączenia międzypółkulowego zdarzenia literackiego na Twitterze i absurdu związanego z wykorzystaniem Google Translate w literaturze pięknej powstała kolejna wartość – profil na Twitterze pod nazwą “I, Google-translated”. Na profilu tym poddaję się eksperymentowi, polegającemu na wprowadzaniu wpisów za pośrednictwem Google Translate Beta. Opisuję swoje życie, to co robię, o czym myślę, w dwóch fazach (więcej o zasadach tutaj):

  1. piszę po polsku, w oknie tłumacza Google na mojej spersonalizowanej stronie iGoogle
  2. przetłumaczony przez GT tekst kopiuję do okna Twitteroxa i wysyłam w świat

Jest to przedziwne doświadczenie tak się życiem dzielić w mocno strywializowanej i zniekształconej przez maszynę formie. Mam nadzieję, że za jakieś siedem do dwudziestu paru lat ktoś to doceni w pracy magisterskiej na Uniwersytecie w Toruniu, chociaż dla mnie to mała pociecha. Żyjemy w takich czasach, że albo twórca doceniony jest natychmiast, albo w ogóle. A już zwłaszcza taki, który zajmuje się obecnymi trendami.

Jak to zrobiłem?

Ten dzień nie był przypadkowy. Już poprzedniego wieczoru miałem dojmujące poczucie, że znajduję się w fazie beta czegoś, co nazywa się moim życiem. Ciągle poszukuję, naprawiam się, poprawiam się i próbuję znaleźć dla siebie zastosowanie – podobnie jak te 99% programów Google, które również są w fazie beta.

Gdy wstałem, stan beta utrzymywał się, mimo próby gaszenia kawą 3w1. Pomyślałem sobie: “to jest ten dzień”.

Ten dzień zapowiadał się bardzo normalnie i przeciętnie: dzieci do szkoły, praca w domu, odbiór dziewczynek z basenu, obiad, lekcje, praca, kolacja, Twitter, Google… Żadnych wielkich wydarzeń, żadnej wyjątkowej okazji, żadnych niezapomnianych wrażeń. Idealny dzień, by go puścić przez maszynkę zaprojektowaną przez ludzi z Google.

Powstało 66 wpisów. Tekst w oknie tłumacza Google, kliknij “przetłumacz”, kopiuj do okna Twitterfoxa, wklej, wyślij. Pojedynczy wpis zajmował o parę sekund więcej,  niż wpis bez tłumacza. Żeby złapać trochę więcej sensu, niektóre wpisy przekazywałem w świat za pomocą mojego angielskiego profilu (@namenick). O Google-translated Day oczywiście informowałem również ze swojego polskiego profilu (@nizejpodpisany)… tak, jestem introwertykiem i mam trzy profile na Twitterze.

W efekcie aktywności wpisowej, profil @googletranslate znalazł się, według Retweetradar, w pierwszej trójce najczęściej przekazywanych dalej i utrzymał w niej przez następne 0,00034 sekundy (czyli pół dnia).

Google-translated Day

Co ja zrobiłem?!

Pierwsze przemyślenia są nieprzemyślane, a przez to bardziej prawdziwe.

To, co zrobiłem, było kameralnym szaleństwem, o którym nie wie nawet moja żona. Nie było mi łatwo. Nie dość, że opisywałem swój dzień w bardzo osobisty sposób, to jeszcze za każdym z tych 66 razy miałem wrażenie, że dokonuję zabójstwa na powadze swojej osoby. Z drugiej strony całe moje podejście do twórczości polega na tym, żeby starając się być niepoważnym, mówić o rzeczach poważnych – w przeciwieństwie do większości ludzi funkcjonujących w sferze publicznej, którzy starają się zachowywać poważnie, robiąc rzeczy zupełnie niepoważne.

W trakcie kolejnych wpisów zacząłem uczyć się radzić z Google Translate Beta. Jest to ważny wniosek z tego eksperymentu – w zespole człowiek-skrypt tym, który może się dostosować, jest człowiek. Za jakiś czas to się zmieni. Moje dostosowanie wynikało z rozpoznawania trybu, w jaki GT tłumaczy tekst. Jest parę reguł, i to dosyć prostych, o których napiszę w swoim czasie.

Kolejny wniosek – Google Translate jest, w przeciwieństwie do człowieka, najzupełniej przewidywalny. W nieskończoność będzie powtarzał ten sam błąd, jeśli człowiek będzie wprowadzał identyczną frazę.

I chyba najważniejszy z wniosków: Google Translate przekazuje mnie więcej tyle procent informacji, ile człowiek, który nie słucha. Tym dosyć prowokującym stwierdzeniem zakończę podsumowanie na dziś.

Co jeszcze zrobię?

Za jakiś czas powtórzę Google-translated Day. Będzie bogatszy o moje przemyślenia i wiedzę, jak sobie dać radę z takim współpracownikiem, jak skrypt z Ameryki. Być może spróbuję tym zainteresować kogoś, kto chce, bym go tym zainteresował (nie znam). Na pewno powstanie z tego książka na Feedbooks.com. Po angielsku. Nick Name (2300 pobrań) radzi sobie tam lepiej niż Niżej Podpisany (1580 pobrań).

Poniżej zapis dnia.

GoogleTranslate

Google-translated Day [12 lutego 2009]

Get up, I am in beta, but there is no time to think, you need to make her daughter to school.

Preparing the family breakfast: sandwich with cheese or nutella.

Włazi cat on the table and go breakfast Majce.

Time to go to school, and daughters are not yet ready.

7.30. He is alone with cats and turned on the washing.

I start to write a blog entry for that day will be Google-translated Day.

Making the coffee and the other inserts a link to the entry here: http://tr.im/fw61

The entry “Włazi cat on the table and go breakfast Majce” has a wonderful charm.

Snow begins to fall. How it all goes well in 2014 I could go for a cross-country skiing.

Takes to work on a project advertisement. I have to live with something, because Google does not translate-da.

Making a third of the coffee 3w1, I give to eat cats and remove items from the washing machine.

You are about to come, my colleague and we will work on the ads to 13.00.

He reminded himself, that will need to provide rules for working with the Google-translated: http://tr.im/fw8v

Shows just remember that after about 20 entries dopade me a sense of the absurd in what I do.

When the Google-translated started after the two entries I felt strange.

I realize that for the first time in history someone has helped themselves to the passing of his life by the machine translation.

I feel if I was a scientist at the same time and experimental rabbit.

While a break from work. I read about politicians absurdzie tr.im/fwer

I’m looking for background to advertising in print. Fortunately, the images can not pass by Google Translate.

I am on retweetradar.com, but probably only because I do retweety my profile @namenick

Processes the image in Photoshopie, listening to The Onion News Network.

I read an article about the guy who stole from poligonu 4 tanks. This is just absurd! http://tr.im/fwij

http://tr.im/fwij – this article is about the tanks in Polish, but you can always use Google Translate Beta.

Boli me head of the translation. Close the computer, I go for a walk.

I came back from the walk. I drink coffee, taste is an automatic translation.

Working with the intent that you will soon have to translate is tiring.

Watch in the mirror and I think the “that old guy with you and play the cat and mouse with Google.”

Break for lunch. I make the sausages. I know that they are unhealthy, but I do not want anything else.

Already 3 people have left on my profile today @ namenick where I do retweety Z @ googletranslate.

In the previous entry you can see how Google Translate separates the “@” from the name.

I just read that new book appeared Etgara keret “colony Knellera”

Keret I am writing about the book on my blog.

Amends layoutów, checking e-mails, a lot of it.

Now it’s time to check, how to have my books in Feedbooks.com. Not bad, the English version is already 2270 downloads.

I think that to have a Google-translated literary form, all entries must be in one place. I am a traditionalist.

Maybe a good idea to do with all my texts to Google-translate a book on Feedbooks.com?

About the mail again. I have to see an amendment to a newspaper layout.

Jadę You are about to send the mail to book reviewers, and then answer the daughter of the swimming pool.

This last entry was tragically reserved.

Unfortunately, that does not function iPhonie copy-paste. I can not paste the translated text to Tweetie.

Back to the house with his daughters. Preparing lunch: potatoes, cucumbers and kotleciki poultry.

Zjadły lunch and the girls are still hungry. I do not know what to do, do not confer on the father.

Żeby poprawić sobie humor oglądam jednosekundową reklamówkę http://tr.im/fybj

Already I know that I will not be able to do day by day entries in the “I, Google-translated”

This is too depressing to see how my life is simplified.

Instead, I will urządzał what is today: the Google-translated Days.

In GT Days like this, it is a kind of happening live, with the participation of the machine, which does not know about it.

Unfortunately, not invented a means of preserving the entries in the Polish language. Soon I will not know what I meant.

Ok, before you go to the dentist with daughters have yet to amend the layout.

The girls do not want to do household tasks.

I start to record the first thoughts of the GT Day. Tomorrow describe it on my blog: http://tr.im/fyez

I started to wonder if someone already has not done the Google-translated Day.

The truth is that either I do it a lot too early, or to do much too late.

It is already evening. I am looking for a good film, but it is only after the evening and put the daughters of household duties.

I want to watch the film “agents in the crowd” on BBC Entertainment. To be just without vocals.

“Agents in the crowd,” This is really funny!

I can pooglądam The Onion News Network, before the wife returned from work.

One thought: it is not easy to capture thoughts, knowing that you will soon go to Google Translate Beta.

View news from Google Reader, nothing I do not want to doubt me naszło at Google-translated fiction.

Copy all the entries from today’s GoogleTranslate to my blog.

The rest of the entries I copy tomorrow morning.

I listen to Yoav ‘Charmed and Strange “.

In a moment they will be “agents in the crowd”, where I sleep.

What was the first Google-translated Day?

To tomorrow. I was really overwrought.

Dobranoc goog night.

      Ads
Tags: , , , , ,
  • łukasz

    u not go to school today

  • łukasz

    u not go to school today

  • http://nizejpodpisany.wordpress.com/ podpisany

    łukasz, widzę, że trafiłeś tutaj z frazy “przetłumacz po polsku u not go to school today”. No i jak to będzie po polsku?

  • Pingback: Google-translated fiction – wersja 2.0 | Password Incorrect

  • http://nizejpodpisany.wordpress.com podpisany

    łukasz, widzę, że trafiłeś tutaj z frazy “przetłumacz po polsku u not go to school today”. No i jak to będzie po polsku?