10 x naj pana od absurdu
Kochamy wszelkiego rodzaju zestawienia, notowania i top-listy. Skoro więc lubimy je czytać, to też lubimy je pisać, prawda.
Bez zbędnego zapętlania na czubku: stworzyłem dwie listy. Każda z nich jest zestawieniem największych absurdów, których byłem żywym i czynnym udziałowcem (drugim było moje jedyne wydawnictwo), jako że absurd, który wyznaję nie ma nic wspólnego z poczuciem bezsilności wobec bezsensu istnienia (J-P. Sartre i naśladowcy). Wręcz przeciwnie, z absurdem walczę bronią krótką, długą lub chemiczną i póki co się nie poddałem, choć czasem jest bardzo ciężko. Jako twórca reprezentuję dynamiczne podejście do absurdu, sam go współtworzę, czasem nawet świadomie.
Pierwsza lista to 5 największych absurdów. Jest to zestawienie pięciu aktywności, które wcale nie wyglądały na absurd, ale w rzeczywistości nim były.
Druga lista, 5 najmniejszych absurdów, to subiektywne zestawienie działań, które wyglądają na zupełnie bezsensowne, choć w moim mniemaniu wcale nimi nie są.
5 największych absurdów.
Promocja w Empik.com
Niekwestionowanym numerem jeden jest decyzja o przeprowadzeniu kampanii banerowej na stronach Empik.com – za trzy tysiące złotych, co dla małego wydawnictwa było potężnym wydatkiem. Teoretycznie “wszystko się zgadzało”, jak mawiał pewien odżałowany szef. Po pierwsze, ukazała się właśnie trzecia książka, Pijany zagajnik. Po drugie, Empik.com właśnie odświeżył wygląd, więc można się było spodziewać dużo większej liczby odwiedzin na stronie. Hurtownia zamówiła na potrzeby promocji 700 egzemplarzy książek.
W praktyce zmierzało to nieuchronnie w kierunku absurdu. Baner ukazywał się na “dalekich podstronach”, choć jak rozumiem powinna być zasada sprawiedliwości w podziale dostępu reklamodawców do strony głównej. No ale nie było i do strony z naszym banerem dochodziło się w siedmiu klikach. Super. Mimo to liczyłem na 300 sprzedanych egzemplarzy. Po trzech miesiącach przyszło zestawienie: 30 sztuk.
Złote Niepomyśli na YouTube
W związku ze zbliżającą się premierą czwartej książki, Rosołu a priori, którego częścią były Złote Niepomyśli, wpadłem na pomysł promocji. Tak powstał profil na YouTube. Założenie było proste: komentować w postaci filmów bieżące wydarzenia i najbardziej popularne klipy na YT. Tworzenie jednego filmiku zajmowało 10 minut, więc jeżeli chodzi o szybkość reakcji, można się było czym pochwalić.
Pomysł nie chwycił, o czym pisałem tutaj.
Promocja primaaprilisowa w Traffic-Club
I znowu, zamysł był ze wszech miar sensowny – zareklamować Człowieka zwanego Biurkiem jako prezent dla szefa na Prima Aprilis. Książka, z całym swoim ironicznym skrzywieniem doskonale się do tego nadawała, a poza tym na przełomie marca i kwietnia nie było żadnych tradycyjnych promocji w księgarniach, bo o 1 kwietnia, jako okazji do kupienia książki to jeszcze nikt w tym kraju nie pomyślał. Jednego dnia sprzedało się więcej książek niż w jeden miesiąc. No to na czym polega absurd, skoro było tak pięknie? Traffic-Club do tej pory nie zapłacił.
Sponsorowanie Absurdaliów 2007
Sens był i to duży. Festiwal Kultury Absurdalnej i jedyne w Polsce wydawnictwo literatury absurdalnej. Trudno nie zauważyć, że obie instytucje mają podobnego, jeśli nie tego samego odbiorcę . Na sponsoring festiwalu poszło więc parę tysięcy złotych plus książki jako prezenty dla laureatów i VIP-ów. W efekcie książki wyszły dołem, bo było ich za dużo, a jak jest czegoś za dużo, to ląduje na podłodze. Poza tym na festiwalu pojawili się ludzie, którzy sami chcieli podzielić się swoją twórczością z innymi, a nie czytać książki, nawet, jak były na podłodze za darmo.
Wysyłki książek do recenzentów
Więcej pisałem o wysyłkach tutaj i tutaj. Szkoda się dołować, i tak nic z tego nie będzie.
5 najmniejszych absurdów.
Google-translated fiction
Mój bardzo młody pomysł, który powstał z inspirowania się twórczością hipertekstową. Brzmi to jak absurd: żeby tworzyć przestrzeń literacką (modne sformułowanie, ciekawe jak wyjdzie w GT) za pomocą tępego automatycznego tłumacza, jakim jest Google Translate. Nikt do tej pory tego nie zrobił – to raz. Nikt nie ma większego uzasadnienia niż ja (absurd technologiczny) – to dwa. Nikt mi z tego powodu nie powiedział, że jestem idiotą – to trzy.
Absurdalne wpisy na Twitterze
Rzecz podobnie młoda i szalona. Absurdalne twitterowe wpisy, inspirowane Pamiętnikiem starego pierdoły Rolanda Topora. No nie ma prawa się udać. Żeby śledzić fikcję literacką i to w intensywnie groteskowym wydaniu? Kto to wytrzyma? Przed chwilą, a jest na 5 minut przed meczem Polska-Chorwacja w piłce ręcznej, rzuciłem wpis: Nasi szczypiorniści pytają, czy mogą u mnie obejrzeć swój mecz z Chorwacją. No nie wiem. No nie wiem czy się uda, ale skoro ja nie wiem (mimo, że wierzę), to inni też nie wiedzą (i pewnie nie wierzą), a skoro nikt nie daje szans, to w pomyśle jest wielki potencjał.
Promocja łańcuchowa
Promocja opisana jest tutaj. Chodziło generalnie o to, by w miejscach użyteczności publicznej (na przykład szaletach miejskich) wieszać książki na łańcuchach. Absurd, bo kto będzie na sedesie książkę czytał… Absurd, bo prawie za darmo… Czy może być poważną promocja, której koszty to 30 metrów łańcucha z Obi?
Jednosekundowe reklamówki
Reklamować książek na YouTube i to za pomocą jednosekundowej reklamówki to rzucanie się z motyką na różne ciała niebieskie. Podczas, gdy w przypadku Złotych Niepomyśli był to niewypał, to jednosekundówki (tak, jest ich więcej niż jedna) mają się całkiem nieźle. Sprzedaż Małego burego skakadła skoczyła w okresie, gdy reklamówka w ciągu miesiąca miała 20 tysięcy odsłon. Więcej takich pomysłów proszę.
Darmowa książka na iPhone’a
O tym projekcie już tyle pisałem, że więcej nie będę. Absurd, jakim jest darmowe rozdawnictwo książki i to w formacie na urządzenia przenośne, póki co jest średnio udany. Ale jestem praktykującym absurdystą 2.0, nie poddaję się,… nie poddaję się… nie poddaję się…



Recently updated Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at

