Klamra krytyka – cz. 2

Nauczony raczej średnio przyjemnym doświadczeniem z pierwszej wysyłki postanowiłem  wysyłać książki w formie maksymalnie oficjalnej i bez żadnej osobistej historii opowiedzianej w liście. Już sam fakt, że zostały wydrukowane cztery książki w serii jest wystarczająco zobowiązującą historią, żeby krytyk choć spojrzał na spis treści pierwszej z nich. Liczę też na to, że coś co mogło być poprzednio odbierane jako przypadkowy wybryk wydawniczy (jedna książka, dziwny autor, nikomu nieznane wydawnictwo), nie będzie w ten sposób odbierane teraz. Tym bardziej, że przecież moje jedyne wydawnictwo pozycjonuje się w bardzo wyrazisty sposób, jako jedyne na świecie, które promuje literaturę absurdu. Podobnie jak przy pierwszej wysyłce, tak i teraz dla krytyka będzie to poczta od obcego, co się z gruszy urwał. I jest to jak najbardziej prawidłowe założenie sobie klamry krytyka. Jeśli zareaguje, to podejrzliwie, jak na niechcianego przybysza, więc jego reakcja będzie prawdziwa i obiektywna.

Biblioteka absurduMyśląc w wydawnictwie nad wysyłką założyliśmy sobie, że dobrze by było pozbyć się niechcianego bagażu skojarzeń pochodzącego z okładek. Sam je projektowałem i jestem z nich niezadowolony, bo nie spełniły swojego zadania. Napiszę o tym za jakiś czas. Jak się patrzy na takie książki, to ma się wrażenie, że to literatura popularna, co akurat w przypadku krytyka rzeczą jest niewskazaną.

Wymyśliłem, żeby wysyłać książki wyglądające na egzemplarze biblioteczne. Obłożone szarym papierem, z opisem na grzbiecie i numerami katalogowymi, a także różnymi dopiskami ołówkiem, gdzie wpisywałem adres tutejszego bloga. Adres zwrotny na kopercie z nagłówkiem “biblioteka absurdu” powinien całkiem dobrze przełamać niechęć do niechcianych książek z różnych małych wydawnictw, które liczą na niewiadomocoś recenzencką. Jak przychodzi poczta z biblioteki, to człowiek staje się czujny, bo może czegoś zapomniał oddać. Na to liczę. Podoba mi się też brak petenckiego podejścia. Pokorę uważałem za dobrą poprzednio – bez żadnego skutku. Wywołałem jedynie urzędniczą odpowiedź jednego z krytyków, która, nie powiem, siedzi mi gwoździem w różnych organach wewnętrznych. Teraz daję książki i koniec. Podobnie jak za pierwszym razem liczę na jeden poboczny wątek gdzieś w tygodniku opinii i podobnie jak poprzednio nie liczę na odpowiedź.

Wysłałem już paczki do Newsweeka i Chilli Zet. Jedną postanowiłem wysłać do Fundacji “Zielona Gęś” im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, gdy przeczytałem na blogu Adriana Markowskiego, że jego książka była nominowana do nagrody “Srebrnego Kałamarza”. Niestety nigdzie nie mogliśmy znaleźć informacji o zasadach konkursu, a zwłaszcza terminie i trybie dostarczania zgłoszeń. Jest to zastanawiające, Fundacja “Zielona Gęś” nie ma pewnie w statucie zapisu o “misji opartej na chronicznie niepoważnym podejściu do celów statutowych”, co jest zasadą działania Fundacji Wspierania Absurdu, którą sam zresztą założyłem z bratem ciotecznym, by obnażyć funkcjonowanie różnych instytucji mających za zadanie wspieranie ciekawych inicjatyw. Nie dostaliśmy też odpowiedzi z Fundacji “ZG” na pytanie w tej sprawie, czego raczej można się było spodziewać, bo przecież pytania tego nie zadaje wydawnictwo Znak, ale wydawnictwo Indigo. Z drugiej strony do Gałczyńskiego bliżej jest mi niż np. Małgorzacie Kalicińskiej, więc na odrobinę zainteresowania związanego z otrzymaniem przesyłki jednak liczę. No chyba, że się ktoś obrazi, jak przeczyta ten wpis, na co liczę (bo będzie jakakolwiek reakcja), ale się nie spodziewam. O wynikach będę pisał, jeśli coś się wydarzy.

Related Posts with Thumbnails

Comments and Reactions: View Comments

Comments enhanced by BackType Connect reactions from Twitter, FriendFeed, Digg, Reddit and Hacker News.

  • Myślę, że ci z części 1 nawet nie przeczytali.

    Tak to już jest, że “koniunkturalność” krytyków polega na tym, że będą czytać i analizować jak już gdzieś coś wcześniej się pojawi. Nie daj Boże wyskoczyć z czymś, z czego koledzy po fachu mogliby się później śmiać.

    W tak delikatnej, osobistej i “intanglible” materii jak literatura wszystko jest względne. Można być uznanym za geniusza lub kompletnego idiotę. W zasadzie dokładnie z tych samych powodów.

  • podpisany says:

    Krytycy też powinni przejść na 2.0:)

  • podpisany says:

    Małe uaktualnienie na temat różnicy między polskimi i zagranicznymi krytykami. Gdy serwis TeleRead ogłosił, że przyjmuje propozycje książek do recenzji (z gatunku speculative fiction) oczywiście wysłałem “Password Incorrect”.

    Po pierwsze, odpowiedź, że książka została przyjęta, przyszła w dwie godziny po wysłaniu propozycji i nie była to rzecz automatyczna. Napisał ją własnoręcznie David Rothman (@davidrothman).

    Po drugie, sam Court Merrigan parę dni później odpowiedział, że książka go zainteresowała, i że jeśli będzie tego warta, to ją zrecenzuje.

    Po trzecie, Court Merrigan napisał dzisiaj, że książka mu się bardzo podobała i że potrzebuje paru dodatkowych informacji, a jak recenzja się ukaże, to da mi znać.

    Wszystko odbyło się w ciągu niecałych dwóch tygodni. Trochę inaczej tam pracują.

blog comments powered by Disqus