Absurd, jasne, ale w którą stronę – cz. 3

Od ostatniego wpisu minęło już trochę czasu, w którym zdążyłem lekko odtajać z depresji pędzonej przekonaniem, że absurdu w jakiejkolwiek postaci nikt nie kupuje, a już zwłaszcza w postaci krótkich, czy też ultrakrótkich opowiadań. Biorąc pod uwagę trendy światowe, taktowane takimi optymistycznymi terminami jak flash fiction, small stories, very short stories, nanofiction, można się spodziewać przypływu do Polski tego rodzaju literatury. Bardzo na to liczę.

Pamiętam, jak w 2006 roku szukałem wydawcy pierwszej książki, Człowieka zwanego Biurkiem. Wysłałem wydruki do przeszło 30 wydawnictw. Odpowiedziały dwa. Jedno z nich, zdaje się Rebis, napisało, że “nikt teraz nie czyta opowiadań”. No właśnie, trzy lata temu podobno nikt nie czytał opowiadań, a teraz opowiadania piszą nawet ci, którzy się nimi brzydzili i powstają coraz bardziej karkołomne kompilacje typu 17 opowiadań do poczytania w czasie wyjazdu wakacyjnego nad morze ewentualnie jezioro ze swoją przyszłą narzeczoną lub narzeczonym i ich cudownymi zwierzętami domowymi, nie licząc kanarka. Jak poczekam jeszcze z parę do parunastu lat, to się okaże, że krótka forma jest przeważającym oczekiwaniem czytelnika w trzecim roku po niespełnionej przepowiedni Nostradamusa. Już wiele razy w tym miejscu blogowym wyrażałem swoją opinię, że przyszłość książki to krótka forma, bo tylko ona jest w stanie zapewnić intensywność czytania i przebieg, które może zaakceptować człowiek wychowany przez Internet, SMS-y, RSS-y i tweety.

Tak więc jednego się trzymam – opowiadania będą absurdalnie krótkie, żeby wyzwać na pojedynek młodego Internautę, co dobrze oddaje film na YouTube, którego nikt nie ogląda (dam tym razem po angielsku):

Teraz najważniejsze pytanie: o czym? Pytanie jest tak ważne, że chyba odpowiedź zostawię sobie na następny raz. Napiszę tylko, że na pewno nie tech-fiction, bo jak już pisałem, nie chcę uciekać od rzeczywistości, ale ją punktować ironią oraz przestrzegać, jak tylko przestrzegać może ktoś niepoważny na tyle, by parać się absurdem. I jestem prawie przekonany, że w następnym rzucie chciałbym się zająć tematyką, rozpoczętą w Haśle niepoprawnym, mianowicie absurdem wynikającym z postępu technologicznego i osiągnięć cywilizacyjnych. Nazywam to po swojemu tech-absurd. Dobrze brzmi, mówi co trzeba, będzie o czym pisać i nikt tego w Polsce nie robi, a jak robi, to proszę o informacje, bo nie chciałbym znowu zająć się czymś zupełnie bezsensownym. Jako twórca zaangażowany, absurd praktykuję na własnej skórze, ale już mam trochę tego dosyć, więc pisanie książki tylko po to, że dowiedzieć się, że ktoś to zrobił rok temu i wydał w dużym wydawnictwie, to nie dla mnie fajerka.

      Ads
Tags: ,