Mr Kopipejst [opowiadanie]

Skoro we wpisie o polskojęzycznych książkach na Stanzę bezwstydnie pokazałem na lśniącym ekranie iPhone’a początek mojego własnego opowiadania Mr Kopipejst, to winien jestem tym nielicznym czytelnikom bloga całą resztę. A ponieważ opowiadanie ukazało się jednocześnie w książkach Hasło niepoprawne i Password Incorrect, więc opowiadanie dam w dwóch wersjach, żeby można było sprawdzić, jak się moje utwory mają, niełatwe do przełożenia, po angielsku.

I jeszcze dygresja. Takich Kopipejstów wielu chodzi po świecie. Zaliczam ich do grupy ludzi, którzy ślizgają się po powierzchni i z nieprawdopodobną łatwością łapią szczęście w żagle – najmniejszym możliwym wysiłkiem. Czyli zawiść. Tak pisałem to opowiadanie w tonie zawistno-złośliwym, który jest jednym z moich częstych silników twórczych. Co zrobić, taki jestem: zawsze mi pod górę, a już na pewno nie skrótem klawiaturowym.

Teraz oryginał, a tłumaczenie angielskie jest tutaj.

Mr Kopipejst

Romek Kociołek, zwany przez siebie Gonzem, a przez innych Ciołkiem, chciał zrobić karierę szybko, zwinnie i z wysiłkiem porównywalnym do ziewnięcia.
Nad metodą osiągnięcia życiowego celu myślał długo, czyli do czasu, gdy poznał podstawy pracy z programem do edycji tekstów, a było to w jego pierwszej firmie, handlującej prawami do składowania torebek plastikowych.
Jednej rzeczy Gonzo zaprzeczyłby zdecydowanie – że Romek Kociołek był do tyłu z komputerem. Swoje pierwsze pismo (dwuzdaniowe wezwanie do zapłaty), pisał z pomocą spontanicznie przez niego zwołanego „zespołu specjalnego” w składzie Łucja i Maurycy, przez całe półtora tygodnia. Ostatniego dnia tego zbiorowego wysiłku intelektualnego, w piątek, dwanaście sekund po tym, jak Łucja przekopiowała treść wezwania z pisma, które wcześniej napisała sama, do świadomości Gonza dotarła prosta wiadomość rozszyfrowywalna zwykłym (tak, zwykłym, a nie odwróconym) kodem zeropierwiastkowym: copy paste.
– O widzisz Cio… Gonzo, tu zaznaczasz i tym skrótem klawiszy robisz „copy”, a tu zaznaczasz i robisz „paste”, o, tym skrótem – powiedziała Łucja i była bardzo dumna z siebie oraz ze swojego laptopa.
– Tylko że znowu lapek ci się zawiesił – kiwnął palcem zza swojego biurka Maurycy, który był bardziej leniwy niż Gonzo, ale bardziej bystry niż Łucja.
– To nie przez kopipejsta, tylko przez ten nowy system. Wgrali mi Multivistę, wariant dla pracowników firm handlujących prawami do składowania odpadów konsumpcyjnych, wersja Ultimate w godzinach pracy. No i szwankuje mi wszystko zaraz po starcie, a nawet bym powiedziała, że przed, tak mi się wydaje.
– Ja ci wierzę bardzo Łucja, a jak lapek ci wstanie, to pokażesz mi jeszcze raz tego kopipejsta, bo Multivista to mnie nie interesuje. Czymże jest jakiś pękaty system w porównaniu z pięknym przeprostem słońca gdzieś nad Kucharą, w porównaniu ze złocistością cebulki smażonej falami kse-fi, w porównaniu z liczbą przegródek na błony kredytowe w portfelu człowieka majętnego, w porównaniu z cudownym zapachem bułki typu briessante maczanej w zdrowym mleku syntetycznie wzbogacanym substancją wspomagającą wydzielanie hormonu szczęścia, tego sprzed dwóch lat, nie sprzed trzech – mówił Gonzo tonem charakterystycznym dla człowieka, który znalazł rozwiązanie życiowego problemu. Podrapał się za uchem, co bardzo lubił robić w chwilach, gdy jego receptory kariery umiejscowione pod lewym płucem dawały znać, że jest dobrze. Mrugnął porozumiewawczo do swojego „ja” za cztery lata. Ziewnął.

Ziewał jedynie w dwóch przypadkach: dla fasonu (rzadko) oraz dla zatarcia śladów swojego sukcesem napędzanego samozadowolenia (coraz częściej – po tym, jak zaczął stosować w swoim życiu zawodowym dwufazową kombinację klawiszy).
Pierwszego, przełomowego w jego karierze kopipejsta zrobił dla wypełnienia treścią dokumentu o nazwie Gonzazyciorys.docxx. Przekopiował tekst z portalu ludzi kariery – z życiorysu Ryszarda Ciemięckiego, laureata konkursu „Menedżer minuty” (drugiego w kolejności z godziny 23:28, z branży telekomunikacyjnej).

Jedną rzecz Gonzo potwierdziłby bezdyskusyjnie – że Romek Kociołek był do przodu z wrażeniem, jakie robił na innych (no może z wyjątkiem jednego „ale” w postaci zbytniego zainteresowania swoją fryzurą na kompanię reprezentacyjną grup rekonstrukcji historycznych).
– Widzę, panie Ryszardzie… – zaczął prezes firmy Sport Resort na spotkaniu w sprawie pracy.
– „Romanie” – przerwał Gonzo. – Komputer się pomylił, wie pan, Multivista, wszystko szwankuje.
– …Romanie, że ma pan olbrzymie doświadczenie w branży telekomunikacyjnej. Dlaczego chciałby pan rozpocząć pracę akurat w naszym koncernie sportowo-hotelowym?
– A ja widziałbym to pytanie inaczej – rozpoczął Gonzo, a ponieważ nie miał w czym oglądać swojej fryzury (laptop prezesa był matowy), to dostał tę pracę, bo skupił się na robieniu wrażenia. Został kierownikiem działu z dosyć mglistymi kompetencjami, co było mu tylko na rękę. Szybko zorientował się jednak, że od czasu do czasu trzeba napisać jakąś prezentację i niestety, w przypadku tych najważniejszych zleceń, osobiście. Ograniczył się do umiejętnego kopipejsta z prezentacji swojego poprzednika, Maćka Janika, którego na wszelki wypadek krytykował na każdym kroku, co akurat było łatwe, bo poprzednik kompetencje miał jasno sprecyzowane.
Gdy firma Sport Resort wygrała kontrakt na budowę centrum hotelowego na 1200 osób wokół Olimpijskiej Areny Sportowej (budowanej na zapas, żeby na następne mistrzostwa jednak zdążyć), Gonzo zaczął się w firmie trochę rozpychać, bo poczuł się pewniej. A jak zrobił jeszcze pięć do siedmiu kopipejstów, z czego wynikły dwa mniejsze zlecenia, to się poczuł zanadto. Prezesowi było to nie na rękę, a w czasie rozmowy na temat podwyżki Gonzo przeglądał się w jego nowym metalicznym laptopie, zamiast patrzeć mu prosto w oko (drugie miał na stałe podłączone do kamery przemysłowej na hali numer 6).
W efekcie Mister Kopipejst, jak zaczęli go nazywać podwładni, dostał wypowiedzenie, ale dzień wcześniej zrobił kopipejsta na wiceprezesa w koncernie produkującym nanokomponenty do gadżetów elektronicznych dla leworęcznych.
Wiceprezes Kenzo („Gonzo” było dobre, ale zbyt zdecydowane, zbyt surowe, a nie o taki wizerunek chodziło) szybko ustawił się w nowej firmie, zatrudniając Maurycego, który pisał za niego wszystkie ważniejsze dokumenty i te mniej ważne też, do listy zakupów w sklepie z biżuterią modyfikowaną podpróżniowo włącznie. Kenzo robił kopipejsty, chodził na zebrania i zbierał pochwały i tak przez trzy kolejne firmy, aż został prezesem na region panazjatycki firmy zaawansowanych technologii ekonielogicznych.
Gdy mrugnął do swojego „ja” sprzed czterech lat, miał powody do zadowolenia, które szybko zamaskował jednym nieznacznym ziewnięciem. Mógłby to być wymarzony koniec historii sukcesu skromnego chłopaka, nazywającego siebie Bossem, gdyby nie jeden niewielki pomyłkowy kopipejst, który był ubocznym efektem rutyny, mającej prawo uwidocznić się po czterech latach intensywnej i znaczonej wielkimi osiągnięciami pracy u podstaw. Romek Kociołek zamiast listy nowych kontrahentów za ostatni okres rozliczeniowy wkleił do raportu dla rady nadzorczej listę materiałów budowlanych i wykończeniowych do swojego domu, kupionych na firmową kartę kredytową.

Pewne prawa zastrzeżone


.

      Ads
Tags: , , , , ,
  • joanjohnson

    “(…) z skarpetką w ręce oddawali się jeszcze przez chwilę rozkoszy ziewania – ziewania przeciągniętego aż do lubieżności, do bolesnego skurczu podniebienia, jak przy tęgich wymiotach”
    Bruno Schulz, “Sklepy cynamonowe”

    Twoje opowiadanie tak zapadło mi w pamięć, że każe zwracać uwagę na wszystkich bohaterów ziewających w literaturze.
    To prawdziwie przyjemne przekleństwo! ;)

  • joanjohnson

    “(…) z skarpetką w ręce oddawali się jeszcze przez chwilę rozkoszy ziewania – ziewania przeciągniętego aż do lubieżności, do bolesnego skurczu podniebienia, jak przy tęgich wymiotach”
    Bruno Schulz, “Sklepy cynamonowe”

    Twoje opowiadanie tak zapadło mi w pamięć, że każe zwracać uwagę na wszystkich bohaterów ziewających w literaturze.
    To prawdziwie przyjemne przekleństwo! ;)

  • http://nizejpodpisany.wordpress.com/ podpisany

    U jednych ziewnięcie wyraża rozkosz, u innych maskuje uczucia, jeszcze kilka przykładów i mamy gotowy temat maturalny: “Rola ziewnięcia w kształtowaniu postaci literackiej na przestrzeni dziejów” :-)

  • http://nizejpodpisany.wordpress.com podpisany

    U jednych ziewnięcie wyraża rozkosz, u innych maskuje uczucia, jeszcze kilka przykładów i mamy gotowy temat maturalny: “Rola ziewnięcia w kształtowaniu postaci literackiej na przestrzeni dziejów” :-)

  • hiatus

    dziwne.. przejrzałam sobie, poczytałam trochę, ale wszystko, co Pan był łaskaw tu umieścić to jeden wielki fajerwerk. słowa, frazy całe – ślicznie, poetycznie, kopirajtowsko wydziergane. tylko znaczeń jakby mniej.
    a szkoda. marnuje się.
    trzeba by zwolnić, żeby szum ustał. i w Pana uszach, i w moich.
    no, niech się Pan szanowny postara. życzę jak najlepiej. i pozdrawiam serdecznie.

  • hiatus

    dziwne.. przejrzałam sobie, poczytałam trochę, ale wszystko, co Pan był łaskaw tu umieścić to jeden wielki fajerwerk. słowa, frazy całe – ślicznie, poetycznie, kopirajtowsko wydziergane. tylko znaczeń jakby mniej.
    a szkoda. marnuje się.
    trzeba by zwolnić, żeby szum ustał. i w Pana uszach, i w moich.
    no, niech się Pan szanowny postara. życzę jak najlepiej. i pozdrawiam serdecznie.

  • http://nizejpodpisany.wordpress.com/ podpisany

    Czyli w skrócie: nie podoba się. Najbardziej przygnębiła mnie opinia “słowa, frazy całe – ślicznie, poetycznie”. Tego akurat staram się unikać, ale widzę że i to mi nie wychodzi.

  • Pingback: Stuletnia promocja książkowa – do 2109 roku | Password Incorrect

  • Pingback: Mr Copypaste [short story] | Password Incorrect

  • http://nizejpodpisany.wordpress.com podpisany

    Czyli w skrócie: nie podoba się. Najbardziej przygnębiła mnie opinia “słowa, frazy całe – ślicznie, poetycznie”. Tego akurat staram się unikać, ale widzę że i to mi nie wychodzi.