Manifest Introwertyczny – cz. 4
Nadal żyjemy w czasach kultu ekstrawertyków, ale na naszych oczach to się zmienia. Sprzyja temu rozwój Internetu i związanych z tym bezosobowych form komunikacji. Wszędzie słychać głosy, że to bardzo źle. Tak, źle. Dla ekstrawertyków. Skoro coraz więcej osób woli oglądać ich z dystansu, to tracą jakieś 73% swojego osobistego uroku (tak, ujawniła się moja introzłośliwość). Jeżeli chodzi o introwertyków, to sprawa ma się bardziej… optymistycznie. Internet sprzyja osobowościom introwertycznym realizować się twórczo, czego jestem namacalnym przykładem. Gdybym był ekstrawertykiem, zanim skończyłbym swoje pierwsze opowiadanie, już połowa lewobrzeżnej Szawarwawy wiedziałaby o tym i o tym mówiła. Ale jestem osobowością do siebie, a nie od siebie, więc nie tylko połowa Szawarwawy, ale też połowa domowników nie wie, że w pewnym momencie przeniosłem pisanie dziennika do Internetu. Rozpoczęcie pisania bloga nie było dla mnie doświadczeniem zbyt wyczerpującym emocjonalnie, więc się zabrałem za Twittera i można powiedzieć, że poznanie w ten sposób kilkunastu ludzi w jeden wieczór jest możliwe.
Ekstrawertyk zyskuje w kontakcie osobistym, introwertyk w kontakcie na odległość. Wiadomo. U tego drugiego szwankuje komunikacja pozawerbalna, a Internet, niech zgadnę, ten akurat rodzaj komunikacji kosi hurtem, gdyż ekstrawertyczni szefowie z wykorzystaniem introwertycznych szarych mas komórkowych jeszcze nie wpadli na pomysł, jak to dobrze zrobić.
Sformułuję więc kolejny punkt manifestu, roboczy i pewnie będę go zmieniał wiele razy.
Pkt. 9
Czas ekstrawertyków się kończy. Zaczyna się czas introwertyków.



Recently updated Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at

