Opłakanek wigilijny [opowiadanie]
Opłakanek napisałem równo rok temu, w noc przedsylwestrową w Rabce-Zdroju, gdy zaczęły nadchodzić SMS-y z życzeniami noworocznymi, co było nową tradycją, bo rok wcześniej agresja SMS-owa zaczynała się dopiero w Sylwestra pod wieczór. Myśl jest prosta: SMS staje się naczelną metodą unikania kontaktów i uciekania od ważnych życiowych sytuacji. Trochę jest też dla mnie symbolem zabójcy tradycji świątecznej i to zabójcy szybkiego, co chciałem w opowiadaniu mocno wybić. Gdy rozlegają się SMS-y, opowiadanie się kończy, bo tak naprawdę w tym momencie kończy się również wigilia.
Opłakanek wigilijny
W rodzinie Nowickich wszyscy czekali na wieczerzę wigilijną przynajmniej równie mocno, jak na przyjazd ojca radcy handlowego z placówki dwa tygodnie temu, a wrócił nie sam, tylko z mieniem przesiedleńczym siedmioosobowym, z napędem na cztery koła oraz dwa koła samochodu sąsiedniego (taki amerykański wynalazek dobroczynny).
Pani Nowicka bardzo się postarała na tę akurat wigilię, bo mąż nie jadł grzybowej od czasu, gdy została wpisana na listę rzeczy o podwyższonym wskaźniku terrorystycznym i nie mogła wysłać w słoiku do miejscowości rządowej Washing Tone. Oprócz zupy przygotowane były jeszcze trzy dania – karp smażony, karp smażony w głębokim oleju oraz karp smażony na węgiel. Resztę do pełnej dwunastki wypełniały sałatki domowe wigilijne ze sklepu z sałatkami gotowymi domowymi oraz chipsy postne, a także cola świąteczna o smaku kompotu z suszu.
Opłatek znalazł się w domu za sprawą dziewczyny, która chodziła po osiedlu pałacyków jednorodzinnych i oddawała opłatki wraz z ozdobnymi talerzykami jadalnymi w zamian za symbolicznego SMS-a w wysokości średniej pensji krajowej na pomoc dzieciom nudzącym się w krajach zanadto rozwiniętych. Leżał teraz cały połamany na nadgryzionym przez Fąflika talerzyku na komodzie w przedpokoju, bo Nowicka o nim na śmierć zapomniała. Znalazł go przypadkiem przed chwilą radca Nowicki, gdy wrócił z warsztatu samochodowego, gdzie mu światła zmienili w przesiedleńcu na polskie.
– Gdzie postawić opłatę? – zawołał Nowicki.
– Na stole, tylko za stroikiem! – odpowiedziała Nowicka i spojrzała na zegarek na komórce. Zbliżała się godzina, ustawiona jako budzik pod nazwą „pobudka, pierwsze danie, grzybowa”.
Zebranie przy stole wigilijnym całej rodziny graniczyło z cudem. Sześcioro dzieci porozrzucanych było od dawna w swoich pokojach po całym pałacyku, a ponieważ większość była w wieku młodzieńczej kontestacji gier dla młodzieży, więc z zapamiętaniem grała w sieciówkę dla dorosłych w wieku postreprodukcyjnym Erotic Life of Harris Pilton.
– No dobrze. Zebraliśmy się tutaj, żeby…
– …zjeść obiad, więc na co czekamy – uzupełnił Mateo, najstarszy syn i chluba rodziny, przyszły bloger multikanałowy, obecnie sto pięćdziesiąty szósty w kolejce do sypialni Harris.
Wszyscy stanęli przy stole w jadalni, bo Nowicka pamiętała z dzieciństwa, że coś takiego się robiło, ale co później, tego nie mogła sobie przypomnieć.
Uratowały rodzinę SMS-y z życzeniami automatycznymi od przyjaciół i rodziny, które rozpikały się w liczbach dwucyfrowych do każdej funkcjonującej komórki (czyli ośmiu), a przecież grzybowa nie mogła czekać.
.