Kościów w “Newsweeku” taki sobie

W świątecznym „Newsweeku“ przeczytałem opowiadanie Aleksandra Kościowa, który właśnie wydał swoją drugą książkę, Przeproś, a którego „debiut literacki zrobił furorę“. Jako pisarz, który do tej pory poczynił cztery debiuty pisarskie, ale furory nie zrobił, napiszę teraz w słowach gorzkawych, dlaczego opowiadanie Prawo głosu nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia, a powinno, bo przecież nie wybrano do ogólnopolskiego tygodnika jakiejś rozgrzewki literackiej, a na taką mi wygląda.

Poniższy tekst będzie więc ciekawym doświadczeniem, polegającym na zgłębianiu tajników furory pisarza po nazwisku Kościów, lub inaczej – tajników niefurory pisarza po pseudonimie Podpisany.
Prawo głosu to opowiadanie o facecie, który żłopie piwo, dużo sika i zabija rybiki w łazience. Jeden rybik zaczyna mówić ludzkim głosem, dołącza się parę innych i zmuszają faceta, żeby stał się dobrym człowiekiem, przynajmniej jeśli chodzi o porządek w łazience.

Ja rozumiem, święta, święta, mówiące zwierzęta. Ale pomysł ten jest banalny do bólu lędźwiowego, bo chyba innowacja nie polega na tym, że nikt wcześniej nie wpadł na rybiki, a teksty odzwierzęce szły jeden po drugim jedynie ze stajenki.

Drugi banał, i pewnie klucz do popularności Kościowa: facet się zdziwił, jak usłyszał, że rybik mówi. Było to tak:

Rozejrzałem się oczywiście, ale nie było wątpliwości: rybik przemawiał właśnie do mnie. – Zupełnie oszalałeś czy jak? To nie może dłużej trwać! – ciągnął falując delikatnie, najwyraźniej z tłumionych emocji. – Dziś wieczorem uzgodniliśmy, że czas zakończyć te hekatomby. Zgłosiłem się do roli posła na ochotnika, więc masz uszanować moją nietykalność, żeby było jasne!
– Okay, okay! – pokręciłem głową, śmiejąc się. – Niesamowite…

Jak się człowiek wysycił Allenem, Mrożkiem, Toporem czy Keretem, to gadające rybiki są na porządku dziennym, nocnym i w systemie 24/7. Nie wiem, o co chodzi w magicznym słowie „niesamowite“, ale mam nadzieję, że nie była to próba przygotowania prostego czytelnika do rzeczy tak niecodziennej, jak rybiki, które mówią językiem polskiej zaawansowanej inteligencji uniwersyteckiej.

Kolejny banał, czyli przesłanie: bądź dobry na święta. Nie doczytałem, żeby w opowiadaniu było coś o świętach, ale kontekst, mianowicie materializacja drukiem w świątecznym wydaniu „Newsweeka“, trywializuje przekaz w sposób, w jaki garnitur trywializuje Leppera. Myślę, że nie było zamierzeniem autora takie sprowadzenie treści do oczywistości doskonałej. Raczej to zasługa tygodnika i raczej wątpliwa, bo raczej tego nie chcieli. Ze znanych mi osób tylko ja świadomie sprowadzam wszystko do trywialu, uważając przy tym, że chodzi o coś głębszego, więc nie życzę sobie, żeby ktoś inny wchodził na moje niszowe poletko, tym bardziej, że sam tego nie chce.

Przyznaję się bez bicia, że cały środek przeczytałem pobieżnie. Opowiadanie w pewnym momencie, parę paragrafów po magicznym słowie „niesamowite“ wydało mi się nudne, przewidywalne i w pełni odpowiadające mojemu wyobrażeniu o pogadance oświatowej. Aha, rybiki będą walczyły o swoje – pomyślałem i srodze się zdziwiłem, że mam rację. W trakcie pobieżania po paragrafach nie trafiłem na nic, co mogłoby mnie zaskoczyć, a rybiki już na całego zaczęły mnie irytować swoją pseudointeligencką manierą. W takich okolicznościach przyrody (raczej nieożywionej), przeskoczyłem do samego końca i też się boleśnie przekonałem, że koniec jest taki sobie, czyli przewidywalny:

[…] czułem, że wreszcie robię coś dobrego. Że oddalam się od zgubnej strefy zaślepienia w swym pozornym prawie do bezmyślnej, choćby nawet mimowolnej supremacji na tymi ze wszech miar poszkodowanymi istotami. To było coś.

Chciałbym w tym miejscu, a miejsce jest jak najbardziej odpowiednie, bo zwykle powinna tu być puenta, że po przeczy czy też przejrzeniu opowiadania Prawo głosu, zaliczam się również do istot poszkodowanych, gdyż nie lubię tracić czasu na coś, co mogłoby być dużo krótsze i bez pedagogicznego nadęcia.

Po tak wyrazistej i bezpardonowej krytyce (ja nie muszę silić się na obiektywność, bo nie jestem zawodowym krytykiem, a i ci co powinni też tego nie robią) wypada napisać, jak mogłaby wyglądać moja wersja opowiadania:

Gdy Aleks poszedł do łazienki przekazać sieci kanalizacyjnej dwa litry piwa „Bóbr“, rybiki zaapelowały, żeby po sobie posprzątał, co też zrobił, bo nie chciało mu się dyskutować o sprawiedliwości społecznej i prawach mniejszości do samostanowienia.

No tak, na „Newsweek“ to zbyt błahe, zbyt krótkie, zbyt niepoważne, no i furory brak.

      Ads
Tags: