“Przekrój” się znierozmaicił

Po raz pierwszy od roku kupiłem “Przekrój”. Podobnie jak poprzednio, wyłuskałem z portfela na czas świąteczny nie tylko na “Newsweeka”, ale również na dwa inne tygodniki opinii. Starym zwyczajem rzuciłem się na ostatnią stronę – do “Rozmaitości”. Mój umysł nie przyjął faktu, że jakiś czas temu, jakiś sprawny marketingowo dyrektor przekrojowy, przeniósł “Rozmaitości” na stronę przedostatnią, by ciągnąć zyski z najdroższej w każdym magazynie strony ostatniej. Nawet mi się wtedy jakoś tak bardzo przykro nie zrobiło, a jedynie przykro. Nie były to już te stare, dobre “Rozmaitości” z Filutkiem w roli głównej, od których zaczęła się moja miłość do krótkiej, maksymalnie zróżnicowanej formalnie porcji ironii i mądrości. Te nowe, niedobre “Rozmaitości”, oprócz może Paulusa Mazura i Dmitrocy, mocno odbiegały od przekrojowego kanonu i jak rozumiem były materializacją dążenia do odcięcia się od legendy. Odcięcie może i nastąpiło, ale od razu z nieciekawymi powikłaniami, co spowodowało, że w “Przekroju” sprzed roku lub sprzed dwóch bardziej ciekawiło mnie, co napisał Wojewódzki.

Teraz nie mogłem znaleźć ani jednego ani drugiego. Wojewódzkiego nie trafiłem do tej pory, ale rubryka w końcu się zdekonspirowała dużym nagłówkiem. Dobrze, że dużym, bo inaczej w życiu nie wpadłbym na pomysł, że ktoś może wykombinować coś równie nonsensownego. “Rozmaitości” to teraz strona lub dwie z tekstami i felietonami, wyglądająca, jak każda inna strona w “Przekroju”. Czyli dominuje pisanina prozą, która przed zabraniem się do czytania każe zadać sobie pytanie: czy muszę to robić, skoro takie teksty są już wszędzie? Resztki po starej, dobrej są wciśnięte gdzieś w kąt i wyglądają, jakby operator DTP miał polecenie, by zajęły jak najmniej miejsca. O wielkim rysunku Raczkowskiego nie wspominam, bo Raczkowski na co drugiej lub co pierwszej stronie w “Przekroju” i nawet w reklamie ING Banku na ostatniej, więc trudno tu mówić o elemencie charakterystycznym. Znany rysownik powinien mnie zaraz zmieszać z tym gównem, co mu zostało, bo przecież jak śmiem mówić, że jego rysunki są mało charakterystyczne.

Decyzja o skręcie z rubryką w tę stronę wydaje się być absurdalna. Jest to absurd, wynikający z niewiedzy oceniającego, czyli mnie, ale mam nadzieję, że nie wydarzyło się nic, co opisałem w opowiadaniu Serial z badań, bo źle by to świadczyło nie tylko o redaktorach, ale też o czytelnikach.

Takim to sposobem tygodnik opinii pozbył się swojego najlepszego towaru. Chcieli urozmaicić, a wyszło na odwrót. Żeby wrócić do dawnej formy, muszą coś począć od nowa, co jak należy podejrzewać stanie się dzięki boskiej ingerencji Raczkowskiego, więc już teraz proponuję nowy tytuł pisma: “Raczkój”.

Related Posts with Thumbnails

Comments are closed.

blog comments powered by Disqus