Niżej Podpisany – Absurd nie z tej beczki
Opis: Prawdziwa gratka dla koneserów starej książki. Projekt pionierski w skali światowej: pierwsze wydania książek Niżeja Podpisanego, z oryginalnymi błędami redakcyjnymi, korektorskimi i drukarskimi, a pochodzące ze zwrotów z przepastnych kanałów dystrybucji, będą poddawane działaniu promieni słonecznych w okresie letnim, na tarasie obok zabytkowej beczki dębowej. Dzięki temu już po kilku miesiącach osiągną one docelowy wygląd i wartość arcydzieł literatury popularnej dwudziestolecia międzywojennego. Specjalny, opatentowany sposób dojrzewania pozwoli na równomierne zżółknięcie papieru z każdej strony, a dociskanie pustakiem doprowadzi do estetycznej deformacji kształtu.
W skład tej niepowtarzalnej kolekcji wchodzą:
Człowiek zwany Biurkiem – europaleta 1/4
Małe bure skakadło – europaleta 2/4
Pijany zagajnik – europaleta 3/4
Rosół a priori – europaleta 4/4
Źródło: wydawnictwoindigo.pl
Komentarz: Nie jest to książka sama w sobie, więc jak śmiem umieszczać tę pozycję w Bibliotece Absurdu? Jak w ogóle śmiem coś takiego umieszczać gdziekolwiek, skoro wygląda to na rzecz żywcem wziętą z opowiadań N. Podpisanego? Chcę być absurdystą nowej generacji, a to (przynajmniej dla mnie) oznacza, że powinienem mieszać w absurdzie na linii życie-literatura oraz na linii literatura-życie. Żeby znaleźć siódmy wymiar. A w Absurdzie nie z tej beczki wymiarów różnych co niemiara. Począwszy od tego, że jest to najbardziej absurdalny pomysł, do jakiego udało mi się przekonać moje jedyne wydawnictwo. Nawet nie promocja w szaletach publicznych, nawet nie lampki z gali Absurdaliów z napisem “znudziła ci się gala, to poczytaj książkę”, ale właśnie to.
Ale od początku. Najpierw były zwroty, bo książki się nie sprzedają, do czego jestem już przyzwyczajony. Tylko co zrobić z takimi książkami? Wprawdzie nie było ich dużo, tych zwrotnic, ale plątały się pod nogami, a tu dzieci wydawnicze biegają i koty na dokładkę też, więc książki poszły do szafy zbiorczej, ale śmierdziała farba.
Stąd dylemat szafą kryty i rozwiązanie, które zaskoczyło nawet mnie w chwilach, gdy uważam, że nie jest tak źle, jak mi się wydaje: książki trzeba sprzedać jeszcze raz. I powiedzieć szczerze, od serca o co chodzi, a przyprawić to absurdem i będzie dobrze.
Projekt jest unikatowy, bo nikt inny nie próbuje sprzedawać książek, które nie poszły – i to sprzedawać drożej. Tylko nadmienię, że ustaliliśmy cenę jednego tomu na 80,10 złotych, co jest w pewnym sensie realizacją mojego postulatu, by nie zaniżać cen książek, bo czytelnicy myślą sobie: “skoro tak podle tanie, to nie może być dobre”. Teraz jest podle drogie, a dobre tak samo jak poprzednio.
Znaczenie beczki jest oczywiste i wielowątkowe. Raz: nawiązanie do MP, ale delikatne, tylko po to, by zasugerować, że chodzi o absurd i to zasugerować jedynie tym, którzy mają problemy z koncentracją. Dwa: beczka dębowa jest symbolem szlachetnego starzenia się, więc już można sobie wyobrazić, co się dzieje obok. Trzy: beczka taka znajduje się na wsi, gdzie składowane są książki. Znajduje się u sąsiada, a żeby nie było za łatwo, to nie pierwszego z lewej, tylko z drugiego z lewej, albo u następnych i na pewno jest, bo zaraz jest druga wieś. Cztery: skoro wiemy, gdzie jest beczka, to podaje, gdzie są książki – na kaloryferze. Jak pojadę na wieś wigilijną, to zmajstruję Twitteryka ze zdjęciem.
Książki żółkną wolniej niż zakładał plan, ale nie spieszy się. Ludzie muszą oswoić się z produktem, jego ceną, aurą wyjątkowości i brakiem pustaka. Póki co niektóre księgarnie z automatu zaczęły umieszczać Absurd nie z tej beczki w swojej ofercie, najpierw z oficjalną ceną (80,10 za sztukę, 320,40 za komplet), ale jakiś miesiąc temu ktoś poszedł po rozum do głowy i uznał, że cena to pomyłka i wpisał, co szczególnie mi się podoba, inną cenę – taką, co mu przyszła do głowy i od razu dał na to promocję, a przecież nie może być w ofercie, bo nie ma numeru ISBN. Teraz sprawdziłem, bo chciałem wciągnąć link do strony, ale niestety już książkę wycofano, a szkoda.
A teraz najważniejsze: to wcale nie jest żart. Chcemy książki sprzedawać, dojrzewają i czekają na czytelników, którzy dojrzeją. Pewnie minie sporo czasu, ale z książkami jak z whisky, tylko lepiej nie serwować z lodem.