Rano jestem złośliwy
Jest 7.45. Przed chwilą, na tuż przed wyjściem z domu, Oleńka poprosiła, żebym dał jej parę swoich książek. Chciała je sprezentować koledze, który lubi czytać absurd i sam pisze opowiadania. Przygotowałem dwa egzemplarze Skakadła. Spojrzała i powiedziała, że woli tę żółtą. Ta żółta to Rosół. Rosół wywołuje u mnie frustrację. Ostatnia książka, a hurtownie jej nie chcą. Miało być na odwrót. Więc mówię Oleńce:
– W Polsce jest siedem osób, które czytają absurd i wszystkie dostają darmowe egzemplarze, a potem pytasz, ile się książek sprzedało.
Powiedziałem to obniżonym tonem, co w całej mojej rodzinie oznacza “ojciec jest zły”.
Książki wylądowały z powrotem na półce.