Pomysł na opowiadanie
Wczoraj w TVN24, Kasia Klich, będąca w stanie wojny ze stacjami radiowymi (chodzi w absurdalnym skrócie o to, że nie chcą puszczać jej piosenek), powiedziała jedną bardzo ciekawą rzecz: otóż że zdarza się, że jakiś dyrektor muzyczny zgadza się promować utwór jakiegoś wykonawcy w zamian za to, że “wejdzie na jego ZAiKS”. Rozumiem, że chodzi o to, że dyrektor muzyczny stacji powiedzmy X, Y lub Z, od każdej emisji rzeczonej piosenki będzie dostawał honorarium jako współautor. Czego to ludzie nie wymyślą, żeby się dorobić na lewaku. Stąd i pomysł, a swoją drogą – “wejść na ZAiKS” to piękny tekst.
Olo Wieśmacki, zwany przez podwładnych “Wejściówką” był ustawionym dyrektorem w potężnej korporacji mediowej. Na tyle ustawionym, że wszystko od niego zależało i to on decydował, kto ma “chodzić” w mediach, a kto nie. Miał też nieprawdopodobnie wysokie uposażenie, żeby czasem nie pomyślał, by przejść do konkurencji, której zresztą w kraju nie było, bo została wycięta w pień trzy lata wstecz. Wejściówce nie przeszkadzało to “wchodzić na prawa” od każdego, kto chciał w takiej czy innej formie zaistnieć w mediach. Stało się to jego obsesją – w zamian za wejście na antenę, zostawał współautorem tekstu piosenki, współkompozytorem, współautorem scenariusza filmowego, współautorem nowej książki o gotowaniu barszczu bez użycia buraków, itd.
Ale raz się zapędził i to ostro. Przyszedł do niego młody muzyk i chciał wypromować płytę. Powiedział, że ma kasę od ojca na promocję, więc się szybko dogadali, bo muzyk, choć dziwnie patrzył, to nie protestował. Okazało się, że to syn Wejściówki.
Jasne, trzeba dobrze rozegrać scenę rozmowy, ale jak Wejściówka skupiony na robieniu pieniędzy, to może nie wiedzieć, że syn już dorosły.



Recently updated Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at

