Mam obsmarować recenzję?

Wczoraj moje wydawnictwo wynalazło w necie recenzję ostatniej książki Rosół a priori. Znajduje się ona na stronie księgarni internetowej, do której przekierowuje się zdecydowanych na zakup. Żeby było ciekawiej, recenzja jest napisana przez jedną z laureatek konkursu “Ad Absurdum”, której wiersz ukazał się w wydanej ostatnio antologii Śmiertelnie absurdalne zebranie – część 2. O tym podwójnym życiu autorki/recenzentki świadczy zbieżność adresów mailowych.

Trzeba przyznać, że recenzji nie można nazwać przychylną, nawet pod wpływem hormonu szczęścia. Pan magister Pierwszy Odruch podpowiedział mi, żebym zachował się jak “rasowy prezydencki spin doktor”.

Czyli obsmarować. Po wypiciu dwóch do siedmiu kaw 3w1 doszedłem do wniosku, że miałbym z tym problem, i to niejeden. Po pierwsze, wiersz mi się podoba, a najbardziej jego nierealnie absurdalne poczucie humoru. Po drugie, to nie ja jestem od obsmarowywania, tylko właśnie recenzenci. Po trzecie, nie mam poprzestawiane w głowie, żeby za takie coś chodzić jak obrażony paw. Po czwarte, nie umiem się wyżywać w formie innej niż swoje opowiadania. Po piąte, mógłbym nawet napisać opowiadanie na ten temat, ale już to zrobiłem (Ostatnie zdjęcie z tomu Człowiek zwany Biurkiem) i drugi raz mi się nie chce. Po szóste, autorka/recenzentka widocznie ma jakiś problem ze mną i nie pierwsza to osoba, która taki problem ma. Po siódme, co prawda widzę pewien niesmaczny związek twórczo-recenzencki, ale nie jest on moim udziałem. Po ósme, więc po co dalej tym się zajmować.

      Ads
Tags: ,
  • podpis

    Bielan to to nie jest.

  • podpis

    Bielan to to nie jest.