Coś się ruszyło w absurdzie?
W nowym numerze “Newsweeka”, w dwóch z dwóch recenzji książkowych można przeczytać o absurdzie. Pierwsza książka to powieść Macieja Rybińskiego Bruderszaft z Belzebubem, a tytuł recenzji – “Rybiński absurdalny” – czyli więcej pisać nie muszę, tylko książkę kupić, gdyż jak nie ma po byku napisane że absurd, to nawet Nobel mnie nie zwerbuje, a tu jest, czyli Merlin, ale nie zdążę przed gwiazdką, no chyba że odbiór własny, ale mam wątpliwości.
Mariusz Cieślik pisze: streszczanie absurdalnych żartów jest trudne, a to one są tu główną atrakcją, a nie fabuła. Jest to bardzo dobry objaw recenzencki – że jak jest absurd, to musi być dobre, na tyle dobre, że recenzja jest przychylna, choć jak należy wnioskować fabuła się chwieje, co jest typowe dla literatury absurdalnej, czyli antylogicznej i mało w życiu zakotwiczonej.
Druga recenzja trochę mnie zaskoczyła, bo z osobą Wisławy Szymborskiej absurdu za żadne skarby nie wiązałem, tylko Nobla. Chodzi o Wisławy Szymborskiej dary przyjaźni i dowcipu. Joanna Ruszczyka kończy ciepłą recenzję słowami: całość wzrusza i bawi noblowskim poczuciem humoru z domieszką absurdu.
Nie wiem, coś mnie chyba ominęło. Od paru lat utwierdzam się w przekonaniu, że absurd jako tworzywo literackie to rzecz niewskazana, odpychająca i to odpychająca radykalnie. Gdy pojawiła się książka Etgara Kereta 8 procent z niczego, przeczytałem gdzieś recenzję, że autor zupełnie niepotrzebnie przechodzi granicę absurdu i że bez tego opowiadania byłyby dużo lepsze. Teraz absurd wydaje się być rzeczą wartą wzmianki. Co mogę napisać: bardzo się cieszę. Ergo chyba kapusta się zwidzi na kolegę po budyniu. Absurd staje się modny, przynajmniej w redakcji kulturalnej tygodnika opinii (okna wychodzące na parking) i mam nadzieję, że nie chodzi tu o dyrektywę wydawcy, że od dzisiaj do dnia 14 stycznia w każdym tekście dłuższym niż 300 znaków ma być dwa razy użyte słowo “absurd”, zamiennie ze słowem “groteska”.
Do tej pory absurd to był Monty Python i Bareja, a teraz wychodzi na to, że i Szymborska. Tylko czy nasza wybitna poetka nie dowie się o tym z prasy?