Skąd się wziął ten Podpisany?
Historia jest banalna, prosta i przejrzysta niczym taryfy u operatora komórkowego. We wczesnych swoich latach twórczych, czyli w 1965 lub 1998 głównie rysowałem, aż doszedłem do wniosku, że dobrze się podpisać osobiście, a nie maziają pana, który się za mnie maział pod rysunkiem.
Nie chciałem podpisać się imieniem i nazwiskiem tym lub tamtym, bo byłaby dyskusja które imię i które nazwisko, a wiadomo że z łączenia światów rozdzielnych nic dobrego nie wychodzi. Stanęło na “N. Podpisany”, bo brzmiało to dosyć ironicznie w miejscu, gdzie powinien być podpis autora rysunku, który postanowił wybić się na niepodległość.
Gdy napisałem swoją pierwszą książkę, a był to Człowiek zwany Biurkiem, długo myślałem nad tym, jak się podpisać, bo żadne z imion i nazwisk ówczesnych nie było wystarczająco literackie, niepokąd. Nie chciałem też wprowadzać kolejnej tożsamości, bo zacząłbym się sam gubić w przegródce na dowód osobisty. To i stanęło pewnego deszczowego poranka kawą z fusami prószonego, że zostanie N. Podpisany. I zostało, a szybko odnalazłem w pseudonimie wielość znaczeń, które mnie autentycznie zainspirowały. Szczególnie spodobała mi się postawiona na głowie sprawa tożsamości. W czasach szalejącego Internetu każdy internauta, czyli mniej lub bardziej twórca (blogów, tekstów, komentarzy, odzywek) posługuje się wieloma ksywami, nickami i nazwami użytkownika – w celu osiągnięcia różnych celów. Mnożenie tożsamości to cecha charakterystyczna człowieka początku XXI wieku. A ja robię dokładnie na odwrót, z tym, że różnie to wychodzi, bo jestem pechowcem z podkrążonymi uszami. Ale intencja jest szlachetna – wiele tożsamości a podpis jeden i to w dodatku autopodpis.
Efekt? No nie działa.
Jeden krytyk z Rzeczpospolitej napisał, że pseudonim jest dziwaczy, czy też głupawy, czy też głupkowaty, nie pamiętam, gdyż wyparłem to wspomnienie na rzecz innego komentarza – że szkoda miejsca na okładce na taką niewiadomocość. Ludzie, gdy widzą takie dziwadło jak Niżej Podpisany, to nie wiedzą jak zareagować, więc oddalają się w kierunku półki z Harry Potterem, bo chłopak od dwudziestu lat jest ten sam, czyli przed mutacją.
I tu skończę, zanim całkowicie stracę humor.



Recently updated Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at


Ten Podpisany ma interesująca tożsamość zacieniowana i obkuta murem i tak człowiek się zastanawia, czy on drwi za tym murem, czy pałaszuje śmiechem naszą głupowatą minę.
Drwi głównie z siebie, być może zza muru nie widać;-) No właśnie, ale dlaczego zza muru?