Manifest Introwertyczny – cz. 1
Moje ulubione i jedyne legalne wydawnictwo już ponad rok temu wykonało falstart (zdaje się kontrolowany) informując na swojej stronie, że zacząłem pisać manifest introwertyczny. Jest to prawda w około siedmiu procentach, gdyż swego czasu coś o manifeście tego rodzaju bąknąłem, a że jestem introwertykiem, to owo ciche i nacechowane wahaniem bąknięcie było otoczone z przodu i z tyłu tęgą, co najmniej dwutygodniową ciszą. Nie dziwi więc fakt, że zostało podchwycone jako myśl wyjątkowa, bo jedyna dostępna, ale żeby od razu chwalić się czymś czego nie ma, to tylko ekstrawertycy potrafią robić.
Nieprawdą jest natomiast, że założyłem w celu napisania manifestu fundację, czy też związek lub też stowarzyszenie, a już zdecydowanie nie takie, które nazywa się Dajcie Milczeć.
Sformułowanie “dajcie milczeć” kryje myśl sprzeczną z tym, co chcę zrobić – mianowicie mówi: odwalcie się od nas, dajcie kontemplować swoją samotność, nie zajmujcie się nami. Ja chcę na odwrót, choć jest to cel niezwykle trudny dla introwertyka tego pokroju co ja – chcę zwrócić uwagę na fakt, że w introwertykach drzemie olbrzymi potencjał, który można i trzeba wykorzystać, ale sami tego potencjału nie ujawnią, bo jakby to umieli, to znaczyłoby, że są ekstrawertykami. To dobre zdanie na koniec wpisu, choć powinien tu być choćby pierwszy punkt. To będzie, tylko bez treści:
Pkt. 1