Niżej Podpisany – Pijany zagajnik

pz1Opis: Nowe, skrzące się ironicznym humorem opowiadania na szybkie odreagowanie stresu, spowodowanego codziennymi absurdami – po trzech tygodniach śpiączki pacjent budzi się w zupełnie innym świecie; w małym miasteczku otwiera się sklep z wykształciuchami na wagę; rencista topi się w basenie przez 34 dni; prezes banku codziennie zamienia się w kartofla na dwie minuty; kierowca nie może ruszyć ze skrzyżowania, żeby nie złamać przepisów. Te i kilkadziesiąt innych opowiadań pozwolą z dystansu przyjrzeć się swojemu życiu i odkryć, że nie warto angażować nerwów tam, gdzie można zaangażować uśmiech.

Dodatkiem specjalnym są Przycinki prasowe – utrzymane w stylu doniesień prasowych teksty obnażające absurdalność funkcjonowania mediów.

Książka otrzymała pozytywną opinię Fundacji Wspierania Absurdu.

Źródło: wydawnictwoindigo.pl

Komentarz: Pijany zagajnik ukazał się w rok po Człowieku zwanym Biurkiem. Tak się umówiliśmy, że opowiadania do poszczególnych tomów będziemy dobierać z grubsza chronologicznie, dzięki temu Pijany jest dużo lepszy literacko od dwóch pierwszych tomów, bo przecież chociaż wolno, to jednak się uczę.

Już się w życiu trochę przejaśniło, więc w opowiadaniach więcej optymizmu, a i więcej postaci do polubienia. Trochę na zakończenie swojego sezonu szpitalno-lekarskiego napisałem opowiadanie tytułowe. Pomysł chodził po głowie, a właściwie po Wordzie (w którym spisywałem wtedy wszystko, co do głowy się pchało) jeszcze w czasie pobytu w Konstancinie. Opowiadanie jest o tym, że ludzie uciekają przed odpowiedzialnością, a czasem to i jakiś zagajnik ucieknie.

Relatywnie dużo jest w książce opowiadań znaczonych absurdem politycznym, ale czasy temu sprzyjały. Do dziś najbardziej lubię Lustrator Lux, ale nie gorsze są Rent a DNA, Wykształciuchy na wagę i Konkurs na godło. Do głosu zaczęła też mocniej dochodzić moja technologiczna słabość, a co za tym idzie skłonność do chwytania absurdów wynikających z nowoczesnego trybu życia. Opowiadanie Przydługa śpiączka było częścią promocyjnej książki zapowiadającej start Nexto.pl (platforma sprzedaży e-booków) i chyba dosyć sensownie ustaliło trop technologiczny w mojej twórczości.

Książka była wielką nadzieją moją i jedynego wydawnictwa, bo miała być jako pierwsza w dziejach regularnie reklamowana, a miejsce wybrano znakomite (teraz wiadomo, że “znakomite”) – był to Empik.com, tuż po odświeżeniu portalu, czyli w czasie, gdy można się było spodziewać zwiększonej liczby odwiedzin. Banery zawisły. Jak na możliwości małego wydawnictwa, zapłacono bardzo dużo, czyli całe 3 tysiące. Co z tego, skoro reklamy chodziły wyłącznie na podstronach i to tych gorszych? Można wnioskować, że spośrod banerów za 3 tysiące są takie, które zasługują na lepsze miejsce i takie, ktore nie zasługują. Jak na książkę reklamowaną banerem schowanym na siódmej stronie listy wyszukiwania książek w dziale “literatura polska”, podkategoria “proza”, to wynik był i tak niezły (powinno być w cudzysłowie, zaraz będzie wiadomo dlaczego). Po trzech miesiącach przyszedł wykaz z hurtowni – sprzedało się 30 sztuk. Klęska. Jakby policzyć w excelu czy innym liczydle, to promocja jednego egzemplarza kosztowała 100 złotych. Co by tu dodać: ładna ta lampka.

Related Posts with Thumbnails

Comments are closed.

blog comments powered by Disqus