Niżej Podpisany – Małe bure skakadło
Opis: Bezgłowy prezenter telewizyjny zostaje wyrzucony z pracy; posłowie demonstrują pod sejmem, żądając podwyżek; pracownicy naukowi grają w hokeja pałeczkami groźnego wirusa; walec drogowy, zdruzgotany partactwem robotników popełnia samobójstwo; szefowa firmy PR urządza konkurs na swoje nowe nazwisko – w nowych opowiadaniach Podpisanego absurd literacki jest pretekstem do zaskakująco trafnych obserwacji ludzkich postaw i zachowań.
Małe bure skakadło to kolejna dawka terapii literackiej dla ludzi zmęczonych nonsensem dnia codziennego, którzy po ciężkim dniu pracy i pięciu minutach wiadomości wieczornych desperacko poszukują dystansu w ocenie swoich codziennych problemów.
Dodatek specjalny to tym razem Szef tego a tego poleca – stylizowana na karty dań satyra na grupy zawodowe i społeczne.
Książka otrzymała pozytywną opinię Fundacji Wspierania Absurdu.
Źródło: wydawnictwoindigo.pl
Komentarz: Druga książka. Większość opowiadań powstała w czasie, gdy przebywałem na rehabilitacji w Konstancinie. W ciągu pięciu tygodni napisałem ich około sześćdziesięciu. Trochę zostało na Pijany zagajnik, a trochę do dziś czeka na dopracowanie.
Gdy żona dała książkę do przeczytania paru osobom ze swojej firmy, ktoś powiedział “wiesz, ten twój mąż naprawdę ma depresję”. Wtedy mnie to zabolało. Większość ludzi odbiera opowiadania jako zabawne, trochę nierealne i zbyt lekkie, by nazwać je literaturą, ale taki był mój zamiar – chciałem tworzyć rzeczy popularne, które podobają się czytelnikom, a nie krytykom. A tu proszę: “depresja”. Nawet biorąc poprawkę na to, że książka była wydrukowana w czasie, gdy stękałem i kuśtykałem, przed kolejną operacją się broniłem, a w dodatku byłem wyrzucony z pracy (czy ktoś taki może nie mieć depresji?) , to nie mogłem psychicznie połączyć swojej twórczości z frustracją.
Ale wbrew pomostowemu wiekowi, dojrzewam. Jestem trochę bardziej dojrzały niż wtedy, gdy pachniała jeszcze farba w Małym burym. Muszę teraz przyznać, że faktycznie pisałem oddepresyjnie – ale nie dlatego, żeby dać wyraz swojej depresji, ale dlatego, żeby depresję odreagować. Zresztą ktoś później dopatrzył się w mojej twórczości walorów terapeutycznych, co było dla mnie dużym odkryciem. Opowiadania, w dodatku krótkie, wymyślone po to, żeby wieczorową porą odreagować absurdy dnia i spojrzeć z dystansu na swoje życie? Bardzo dobre. Skoro mają walor terapeutyczny dla piszącego, to dlaczego nie miałyby mieć podobnej wartości dla czytającego?
Największą terapią było dla mnie pisanie Bólberka. Jak w berku, ludzie przekazują sobie ból, chcą się czym prędzej pozbyć, bez względu na okoliczności i konsekwencje. Opowiadanie opublikowałem w portalu literackim, gdzie ktoś stwierdził, że taki pomysł chodził już wcześniej. Czyli podwójna terapia, wynikająca z tego, że robię rzeczy podobne do tego, co robili już inni znani i cytowani. Terapeutyczne właściwości miały też dla mnie i mogą mieć dla zestresowanych pracą ludzi, opowiadania o absurdach firmowych, a wśród nich Kefir dnia bardzo złego i Syndrom 61. wersji.



Recently updated Polish tech-absurdist and mobile fiction writer 3.0 beta. Addicted to ebooks and technology. Guest writer at

